poniedziałek, 1 listopada 2021

2. Wspomnienia


Od mojej kłótni z Huang Hua minął prawie tydzień. Przez ten czas ciągle siedziałam w swoim pokoju i z nikim nie chciałam się widzieć. Musiałam to wszystko przetrawić, dojść do siebie.
Moje rany nie zagoją się tak szybko w przeciwieństwie do rozcięcia na ręce, które dość szybko zniknęło.
Nie jestem w stanie spokojnie chodzić po okolicy, uśmiechać się do mijanych osób i całkowicie ignorować to co miało miejsce. Nie zaakceptuję tu obecności smoka, który dokonał tylu paskudnych rzeczy. Gdy tu przybyłam wydawał się moim sojusznikiem, wiele razy mi pomógł, a potem.. 
Dopiero po czasie dowiedziałam się, jak nikczemną jest osobą. Próbowałam zrozumieć jego podejście, a ten tylko mną poniewierał aby potem kilka razy próbować odebrać mi życie.
Uszkodził świat, który stał się dla mnie tak ważny. Przez niego straciliśmy przyjaciół.
Leiftan też miał w tym swoją zasługę, nie będę udawać, że jest inaczej. Tylko ta dwójka się znacznie od siebie różni. Ich cele były inne. Dodatkowo aengel stanął przy naszym boku i walczył przeciwko byłemu sojusznikowi. Starał się naprawić swoje winy. 
W mojej pamięci jego czyny nigdy nie przepadną, ale jest zdecydowanie cenniejszy i bardziej godny chodzenia między nami niż Lance.
Czy smok próbuje teraz zrobić to samo?
Już za późno na naprawę błędów. Dostał szansę na wycofanie siedem lat temu, kilka chwil przed tym jak zadał Valkyonowi zabójczy cios. Nie skorzystał, a jego straszny śmiech prześladuje mnie w snach.

Przez wszystkie te dni przemykałam korytarzami po nocach. Do stołówki wpadałam o świcie, Karuto na początku był zdziwiony, ale gdy mu wszystko opowiedziałam zaczął szykować mi paczki z jedzeniem na cały dzień. 
Rozumiał mnie, ale też nie sprzeciwiał się Huang Hua. Wiedział, że straż potrzebowała w tamtym czasie doświadczonych i silnych wojowników, a białowłosy jest zdecydowanie najlepszym tego przedstawicielem. 
Kolejny raz miałam ochotę płakać, ale pocieszył mnie opowiadając jak czasem przesala dania mające trafić do ust Lance'a. Nie panowałam nad tym, musiałam się uśmiechnąć. 
To była drobnostka, ale cieszy mnie fakt, że nie ja jedyna za nim nie przepadam.

Gdy do stołówki zaczynali zbierać się ludzie za każdym razem uciekałam. Po drodze do swojego pokoju wstąpiłam do biblioteki i wzięłam dwie potężne książki. Nie miałam ochoty siedzieć bezczynnie i się nudzić. Wystarczyło, że nie miałam do kogo się odezwać. 
Rozmowa z własnym odbiciem mogła wyglądać dość dziwnie i przynieść niepożądane skutki w postaci wariactwa.
Biorąc z półki owe tomiszcza nie bardzo zwracałam uwagę na ich tytuły - liczyło się, że są grube i trochę mi zejdzie zanim je przeczytam.
Pierwsza z nich była pełna historii i legend z tego świata. Czułam się jakbym czytała bajki z mojego świata lub przypominała historie, które kiedyś w nim słyszałam. Eldarya była tak podobna do Ziemi, a ja chyba nie byłam w stanie tego nigdy przyswoić. 
Poza wydarzeniami łączącymi te dwa światy były też inne rzeczy - zło, kłamstwa, śmierć i okrucieństwo. Tylko tutaj wydawało się dużo spokojniej. 
Gdy opuści się mury dookoła jest niezbrukana przyroda, która cieszy się szacunkiem żyjących tu istot. W miejscu, w którym mieszkałam przed przybyciem do tego świata nie dałoby się tak odpocząć na łonie natury. Owszem, może są takie miejsca, ale znając ludzi ich ilość kurczyła się z dnia na dzień. Pamiętam, jak lubiłam za dzieciaka chodzić do parku w centrum. Te wielkie drzewa były tak niesamowite. Staw, krzewy, kaczki.. Małą dziewczynkę to wszystko cieszyło, ale z mijającymi latami zaczynał mnie irytować smród spalin i dźwięk tłocznego miasta.
Od tego nie dawało się uciec.
Właśnie dlatego zaczęłam chodzić do lasu. Spacerowałam jego ścieżkami zapuszczając się dość głęboko, aż te znikały. Kto by pomyślał że chęć odpoczynku od urbanizacji doprowadzi do tylu dziwnych spotkań i wydarzeń.
Znajomi z uczelni pewnie uznaliby mnie za wariatkę gdyby usłyszeli o tym wszystkim. 
Pamiętam ich reakcje gdy mnie poznali. Chani dopisywała do moich oczu niezwykłe historie o przeznaczeniu i niesamowitych przygodach jakie mnie w życiu czekają. Zabawne jak moja miłośniczka mistycyzmu blisko prawdy była. 
Wydawała mi się wtedy dość dziwna, ale teraz gdy wszyscy są daleko i nawet nie pamiętają o moim istnieniu, doceniam jej humor i ogromną wiedzę jaką mogła się pochwalić.
Chyba przydałby mi się tu teraz ktoś taki jak ona. Nie znałyśmy się długo, ale zawsze mogłam na nią liczyć. Uważnie słuchała moich rozterek i potrafiła udzielać rad. 
Poza nią było również rodzeństwo, bliźniaki. Rodzice chyba mieli duże poczucie humoru ponieważ jej dali na imię Viktoria, a jemu Viktor. Ten duet był niesamowity. Swoim zżyciem przypominali trochę Nevrę i Karenn - jeden za drugiego skoczył by w ogień. To w nich uwielbiałam.
Viki była zawziętą fanką Guns N' Roses, ale nie tylko - słuchała wiele zespołów grających podobną muzykę. Potrafiła grać na gitarze i nieźle śpiewać. Swoje włosy farbowała na czerwono, nigdy nie widziałam ich w naturalnym wydaniu. Na pierwszy rzut oka mogła się wydawać szalona i nieprzystępna, ale w rzeczywistości była niesamowitą osobą o ciepłym sercu.
Poznałam ją przypadkiem. Jej brat i ja pracowaliśmy w tym samym miejscu -dorabiałam w księgarni przez jakiś czas, nie chciałam ciągnąć od rodziców pieniędzy na swoje zbędne rzeczy, typowe drobiazgi młodych ludzi. Viktor pracował tam już trochę wcześniej. Był dobrze zbudowanym czarnowłosym chłopakiem o mrocznych oczach, to go łączyło z siostrą. Z ich spojrzenia czasem nie można było nic wyczytać, zupełnie jak z..
Nie!
W przeciwieństwie do tego, którego imienia nie będę wymawiać, on był sympatyczny i wesoły. W przeciwieństwie do swojej siostry uwielbiał teatr, książki, tak zwaną kulturę wysoką. Podobał mi się, nie ukrywam. Miał coś przyciągającego. I to właśnie na pierwszej randce wparowała jego siostra.
Udaliśmy się do kina. Pech chciał, że Viki była w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Zaczęła go ściskać i cmokać, byłam w szoku. W pierwszej chwili myślałam, że to jego dziewczyna. Nie miałam doświadczenia w związkach, więc wyobrażałam sobie w tej chwili wiele.
Dopiero po dłuższej chwili mi wszystko wytłumaczyli. Takiego początku przyjaźni się nie spodziewałam. 
Stworzyliśmy grupę różnych indywiduów, dobrze się razem bawiliśmy i spędzaliśmy wspólnie czas. Oni, tak oryginalni, a ja.. No cóż, poza wyglądem nie było we mnie nic specjalnego.
Jedynaczka wpadająca czasem w konflikty z rodzicami, ale ostatecznie idąca tą samą drogą co oni. Mój ojciec prowadził dużą firmę zajmującą się sprzedającą auta. Nie były to tanie egzemplarze, celował raczej w większe kieszenie. Dzięki jego sukcesom nie musieliśmy się martwić o pieniądze, a moja mama mogła spokojnie siedzieć w domu i mnie ''wychowywać''.
Nie musiała tego w pewnym momencie robić, ale najwyraźniej przywykła do wygody i nigdy nie poszła do pracy.
Ja natomiast poszłam w kierunku reklamy, skoro miałam przejąć interes to lepiej wiedzieć jak dobrze sprzedać produkt - chociaż nie bardzo mnie to interesowało. Ciągło mnie ciągle do innych rzeczy, ale nigdy w tamtą stronę.

Wyrwało mi się ciężkie westchnienie i upadłam tyłkiem na łóżko zerkając na drugą książkę - przewodnik po tutejszej roślinności. Pewnie wypada go trochę zaktualizować, ale kto wie - może jest przydatny.
Nie wiem skąd nagle przypływ tych wspomnień. Wcześniej chyba nawet nie miałam czasu o tym rozmyślać, tyle się działo i to w tak zawrotnym tempie. Byłam zmuszona szybko się dostosować i wszystko zaakceptować. Może zwyczajnie muszę to przetrawić na nowo.

Upadłam na plecy i przymknęłam oczy.
Przez te kilka dni codziennie słyszałam, jak ktoś próbuje się do mnie dostać. Kilka razy była to Ewelein, innym razem Karenn a nawet Chrome. Żadnego z nich nie wpuściłam. Przekręciłam klucz w zamku i odcinałam się od świata. Gdy przytrafił się naprawdę duży natręt brałam książkę i zaczynałam czytać, wszystko byle zignorować dźwięk pukania w drewniane drzwi.

Tydzień w zamknięciu zaczął mi się dawać we znaki. Ciśnienie trochę opadło, książki przeczytałam. Nie mogłam tu już dłużej siedzieć. Zebrałam się, ubrałam ciemne spodnie i luźną bluzkę na długi rękaw z lekkim wycięciem w dekolcie, i opuściłam pokój.
Rozejrzałam się, trochę mnie w środku skręcało ze stresu. Dawno nie chodziłam swobodnie po tych korytarzach. Zaraz jak się przebudziłam nie miałam kiedy, ciągle jakieś nowe informacje, szokujące spotkania.
Moje życie tutaj dopiero się zaczyna, od nowa.

Pierwsze co zrobiłam to ruszyłam do biblioteki i odłożyłam książki na miejsce. Czułam na sobie ciekawskie spojrzenia - pewnie o mojej kłótni z Huang Hua słyszeli wszyscy. Starałam się to jednak ignorować i ruszyłam ku wyjściu.
Pech chciał, że go zobaczyłam. Stał na dole, po środku holu i rozmawiał z wyraźnie zadowolonym Mathieu. Ten drugi musiał go bardzo lubić, szeroko się uśmiechał i opowiadał coś nie szczędząc przy tym rozległej gestykulacji.
Zrobiło mi się nie dobrze. 
Nie mogłam zejść i ich minąć, na pewno by mnie zauważyli, a nie byłam gotowa na konfrontację z Lancem. 

Cofnęłam się parę kroków do ściany, miałam nadzieję, że mnie nie widzieli. Nie słyszałam o czym mówią, nie interesowało mnie też to zbytnio. Idąc tyłem wróciłam do biblioteki.
Nagle poczułam jak o coś uderzam. Coś miękkiego, ciepłego.. Natychmiast się odwróciłam.
- P-Przepraszam.. - wydukałam widząc przed sobą wampira. Wyglądał na nieco zaskoczonego, że mnie widzi. Cofnęłam się o krok i odgarnęłam włosy za ucho. Twarz Nevry znów stała się zimna.
- Postanowiłaś wyjść z nory i się na coś przydać?  - patrzył na mnie tym swoim jednym okiem. Czułam jak po moim ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz, zupełnie niepodobny do tych które kiedyś czułam w jego obecności. 
Przetrawiłam to. Ja i Nevra to koniec.
Nasz związek trwał jakieś dwa, może trzy miesiące, a i tak powstał w czasie niepokoju. Może po prostu oboje potrzebowaliśmy czyjejś bliskości, może to był sposób na radzenie sobie z traumą.
Nie jestem psychologiem, nie znam się na bólu duszy, ale jestem w stanie przyjąć taki scenariusz. Rozumiem też teraz lepiej Nevrę. Poszedł dalej, korzysta z życia. Nie mam mu tego za złe. Nie mogę jednak tak łatwo tego zapomnieć.
Był moim pierwszym mężczyzną.
Tak. 
Na Ziemi miałam jakieś związki, ale nie trwały długo i żaden nie był poważny. Zapowiadał się taki z Viktorem, ale wylądowałam tutaj.
Nie protestowałam by do tego doszło, chciałam tego. Dopiero teraz zaczynam żałować. Życie zafundowało mi bardzo zimny prysznic, byłam jedną z przelotnych panienek Nevry.
Spojrzałam na niego i lekko przytaknęłam głową.
- Trzeba w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza - próbowałam się uśmiechnąć. Chyba nie wyszło. Wampir tylko coś mruknął i mnie minął. Zatrzymał się kilka kroków i usłyszałam jego głos.
- Huang Hua prosiła żebyś do niej przyszła gdy będziesz gotowa - oznajmił i się oddalił. Zostałam sama z nieprzyjemnym uczuciem w brzuchu. Jęknęłam i oparłam czoło o ścianę. Tylko tego mi brakowało, kolejnej sprzeczki z przełożoną.

Jak tylko Nevra odszedł ruszyłam w stronę sali obrad. Zupełnie zapomniałam przed kim się chowałam, ale na szczęście gdy przechodziłam nikogo nie było już na środku holu. Lance zniknął, mogłam odetchnąć z ulgą, przynajmniej w tamtym momencie.

Podeszłam do drzwi i zapukałam. Nie czekałam na to aż ktoś zaprosi mnie do środka, powoli przekroczyłam próg. Fenghuang siedziała przy stole, a obok niej znajdowały się stosy dokumentów. Gdy usłyszała, że się zbliżam podniosła wzrok.
- Podobno chciałaś się ze mną widzieć - stanęłam w pobliżu. Zaczęła mnie mierzyć wzrokiem. Czekała na coś? Jeśli liczyła na przeprosiny to się zawiedzie, to ona powinna mnie przeprosić. Nie chcę być traktowana jak dziecko. Jestem dorosła, uratowałam wam wszystkim życie i należy mi się szacunek.
Chwyciłam swoje ręce za plecami i wyprostowałam się dumnie. Nie bałam się również patrzeć prosto na nią. Chyba zrozumiała. Wzdychając ciężko kazała mi usiąść.
Zajęłam miejsce i czekałam aż zacznie, nie trwało to długo. Od razu przeszła do rzeczy.
- Mam nadzieję, że lepiej się czujesz - jej głos był łagodny, próbowała mi pokazać swoją troskę. Nie miałam jednak czasu by jej odpowiedzieć, mówiła dalej. - Wiem, że jesteś na mnie wściekła, i całkowicie to rozumiem. Proszę jednak byś mnie zrozumiała i nie skreślała obecności Lance'a już na samym początku. Zmienił się i chciałabym abyś również to zauważyła. Dlatego mam do ciebie ogromną prośbę. Daj mu szansę - położyła swoją ciepłą dłoń na mojej. Wzdrygnęłam się. Mam dać szansę mordercy? Czego ona ode mnie oczekuje? - Nie chcę abyście od razu zostawali przyjaciółmi. Pragnę tylko abyście byli w stanie współpracować , i aby żadne nie podkładało drugiemu kłód pod nogi. Mam nadzieję, że jesteś w stanie zachowywać się odpowiedzialnie. Nie tylko dla ciebie jest to problem. Chrome i Nevra również zgłaszali swoje sprzeciwy gdy ogłosiłam decyzję o jego uwolnieniu i przyjęcie do straży. Zaakceptowali to jednak i sprawnie im wychodzą wspólne działania. Nie wiem jakie są między nimi relacje, nie wnikam w to, ale jestem pewna że pomimo całego żalu jaki do niego mają wiedzą że jest cennym nabytkiem. Chciałabym abyś również to zauważyła. - Cały czas mówiła spokojnie, a jej dłoń po prostu spoczywała na mojej. Z każdym jej słowem czułam jakby kolejne ostrze wbijało mi się w serce. Prosiła o wiele.
- Wybacz Huang Hua, ale nie wiem czy będę w stanie. Przez niego męczą mnie koszmary, nie będę mogła normalnie funkcjonować w jego obecności - mój głos się łamał. Starałam się trzymać. Nie chciałam znowu się rozpłakać.
- Rozumiem. Nie będę cię popędzać. Lance również dostał rozkazy by unikać twojej osoby. Dostaniesz jeszcze trochę czasu. Jednak jeśli chodzi o misje to nie mogę niczego obiecać. Ty musisz wrócić do formy, a on jest dowódcą Obsydianu i wasze spotkania mogą być czasem nieuniknione - lekko ścisnęła moją dłoń. Miała rację, ale tylko małą. - I jest jeszcze jedna rzecz.. - westchnęła ciężko. Czułam, że szykuje się jakiś duży pocisk artyleryjski. Jej mina zrzedła, puściła mnie i odwróciła wzrok. - Chciałabym aby Lance zajął się swoim treningiem.
Momentalnie zrobiło mi się słabo. Czułam jak moje płuca zaczynają protestować i przestało im się podobać oddychanie. Zaczęłam kręcić głową i odskoczyłam od fenghuang. Nie mogła mi tego zrobić, nie mogła na mnie tego sprowadzić. Błagam powiedzcie, że to nie prawda.
- P-Powiedz, że żartujesz.. - wydukałam nie spuszczając z niej wzroku. Popatrzyła na mnie chwilę i pokręciła głową. 
- Nie wiem jak z twoimi mocami, ale jestem pewna że twoja szermierka nie jest na dobrym poziomie. Od siedmiu lat nie walczyłaś, musisz wrócić do formy, a Lance to najlepszy wojownik w straży - podniosła się i próbowała do mnie zbliżyć. Zaczęłam się cofać, nie chciałam by mnie dotykała. Nie widziałam w niej już sojusznika.
- Przecież mogę trenować z każdym. Dlaczego akurat on? Jest Karenn, Chrome.. Jestem pewna, że by się zgodzili - zaciskałam pięści. Czułam się coraz gorzej.
- Wiem, że to twoi przyjaciele. Rozumiem też twój punkt widzenia, ale są sprawy na które nie mamy wpływu - wracała na swoje miejsce przy stole. - Rozmawiałam z Leiftanem.  Postanowił trzymać się z daleka od wszelkiej walki. Nie ma zamiaru używać też swoich mocy, dlatego nie ma kto przeszkolić cię jak ich używać - usiadła i wróciła do mnie wzrokiem. Kolejny cios w serce. Aengel taki jak ja nie był skory do pomocy. Nie chciał mnie uczyć. Wspaniale. Nic tylko skakać ze szczęścia! 
Z tego wszystkiego zachwiałam się i szybko chwyciłam krzesła. Musiałam mieć jakąś podpórkę. Moja rozmówczyni zaraz chciała mi pomóc, ale wystawiłam rękę. Nie chciałam by się zbliżała.
- A jeśli go namówię?- odezwałam się bardziej do siebie niż do niej, mój wzrok był skierowany w ziemię. - Jeśli przekonam Leiftana by mnie trenował.. Czy walkę wręcz będę mogła ćwiczyć z kimś innym? - Moje dłonie automatycznie zacisnęły się na krześle, które pomagało mi utrzymać równowagę.
 - Tak. Jeśli go przekonasz pozwolę ci trenować z kim tylko będziesz chciała.  - Ciężar spadł mi z serca, oddech wrócił do równowagi. Spojrzałam na Huang Hua. - Tylko nie rób sobie zbędnych nadziei. Wyraził się dość jasno, ale może ci się uda. Jeśli nie, wiesz co cię czeka. Tylko Lance jest w stanie obudzić twój potencjał i nauczyć wielu przydatnych rzeczy. Ma największą wiedzę z nas wszystkich. Doskonale o tym wiesz.. 

Wiedziałam. Wiem to wszystko doskonale. Miałam już okazję się nawet o tym przekonać.

Wylądowałam w ciemnej celi. Przerażona i zdezorientowana. Co to za stwory? O co tyle krzyku? Dlaczego potraktowali mnie jak bandytę? 

Miliony myśli kołatały mi się w głowie. Nic z tego nie rozumiałam. Cała się trzęsłam a moje ramię ciągle pulsowało. Ten wysoki paskuda złapał mnie strasznie mocno - siniak gwarantowany.
Oparłam się plecami o zimne pręty mojego więzienia i przymknęłam oczy. 
Pojedyncza łza spłynęła po moim poliku.
Nie chcę płakać. Nie mogę płakać. To tylko zły sen i zaraz się obudzę.
Pewnie spadła mi na głowę gałąź w lesie czy coś i zaraz wszystko wróci do normy.

Uszczypnęłam się kilka razy w ramię. Oczy ciągle miałam zamknięte, a gdy je otworzyłam ciągle widziałam to ciemne pomieszczenie z wiszącymi nad wodą latkami. 
Nie podziałało.

Zaczęłam panikować i modląc się w duchu szczypałam coraz mocniej.

Nagle usłyszałam ciche prychnięcie i brzdęk kluczy.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam zamaskowanego mężczyznę w czarnej zbroi.
Chyba na mnie spojrzał, bo przyłożył palec do ust.
Miałam być cicho.
Domyślam się, że nie jest jednym z chłopców na posyłki dziewczyny z ogonami. Sojusznik? 

Po krótkiej chwili szukania odpowiedniego klucza drzwi mojej klatki się otworzyły. Spojrzałam na niego z olbrzymią wdzięcznością. Nie rozumiałam co tu się dzieje, ale zdecydowanie lepiej być wolnym, prawda?

Nieznajomy wystawił w moim kierunku dłoń odzianą w rękawicę. Klatka była dość wysoko dlatego skorzystałam z jego pomocy przy jej opuszczaniu.
Oczywiście kim bym nie była gdybym się przy tym nie potknęła, ale  na szczęście zamaskowany ścisnął wtedy moją dłoń i nie pozwolił mi upaść.
Zapewne musiał patrzeć na mnie z politowaniem. Może dobrze, że nie widziałam wyrazu jego twarzy.

Szybko zabrał swoją dłoń i ciągle nie powiedziawszy nawet słowa wskazał na schody. Widocznie to było jedyne wyjście.
Krótko przytaknęłam i ruszyłam w ich stronę.
- Dziękuję.. - powiedziałam cicho zerkając za siebie, ale po mężczyźnie nie było już śladu.
Gdzie zniknął? Nie ukrywam, że chciałabym użyć podobnej sztuczki.

Karteczka mówiła jasno. Chcieli mnie pozbawić całej rodziny. 

Po tym jak myślałam, że w końcu będę mogła tu jakoś wytrzymać.. 

Ashkore ma rację - straż to banda kłamców i nic nie wartych gnid.

Po tym jak mnie uwolnił z więzienia miałam okazję go kilka razy spotkać. Zwykle milczał. Myślałam nawet, że może nie może mówić czy coś.

Raz dopadł mnie w trakcie nocnej przechadzki po ogrodzie. 
Nie mogłam wtedy spać. Dręczyły mnie jakieś koszmary, a nie miałam nikogo z kim mogłabym na ten temat porozmawiać.
Nikt by nie zrozumiał co czuję, o czym mówię.
Samotny spacer wśród zieleni to jedyne co mi pozostało.

Usiadłam na ławce pod wiśnią i skubałam koniec bluzki kiedy usłyszałam cichy dźwięk dzwoneczka. Natychmiast się podniosłam, a z ciemności wyjawił się kolega w masce. Zmierzyłam good stóp do głów, był wysoki - nawet bardzo, żeby się z nim zmierzyć musiała bym stanąć na czubkach palców u stóp, a by pewnie nie starczyło.
Nieznajomy ruszył w moją stronę. Nie bałam się. Nie było czego, przecież mi pomógł.

Stanął tuż przede mną, a ja nie odrywałam wzroku od jego maski. Wyglądała niezwykle, przypominała głowę jakiegoś zwierza, ale nie byłam w stanie odgadnąć co to może być. Może jakiś tutejszy gatunek.

Właśnie wtedy złapał mnie za podbródek i czułam, jak mi się przygląda. Nieco się spięłam. Był trochę za blisko, a jego chwyt nie należał do delikatnych.

Niestety to nie to było najboleśniejsze co mnie czekało.
Zamaskowany mężczyzna po dłuższej chwili oglądania mnie jak jakiegoś dziwnego eksponatu w muzeum w końcu się odezwał. Szeptem oznajmił, że straż mnie okłamuje i jest sposób abym mogła wrócić do domu. Nie miałam szans pytać o szczegóły. Uciekł i zniknął w ciemności.

Byłam wtedy  załamana. Wydarłam się na Miiko, i to niepotrzebnie. Był sposób, owszem, ale zbyt wysoką cenę musieliby za to zapłacić. Nie mogłam tego od nich wymagać.
Jednak dzisiaj.. 

Nie byłam w stu procentach pewna czy ta wiadomość została zostawiona od niego, ale jako jedyny wydawał się być po mojej stronie. Do tej pory tylko przemykał, nie zawsze coś do mnie miał. Czasem słyszałam po jego nocnej wizycie, jak straż szuka czegoś co zginęło. Słyszałam od nich historie o nim. Ukazywali go w nich jako potwora i złodzieja. Miałam mieszane uczucia, a gdy w końcu na niego wpadłam i chciałam o to zapytać on pokazał mi jakąś dziuplę, w której był fragment kryształu. Tego samego kryształu, który podobno on rozbił. Nie rozumiałam, też nie chciałam rozumieć. Byłam mu tylko wdzięczna.

Może to więc jego imię? W końcu postanowił nie pozostawać anonimowy bardziej niż był?
Przez chwilę miałam nadzieję, że nie ponieważ nigdy mnie nie okłamał. Nie mówił całej prawdy z tymi portalami, ale w przeciwieństwie do straży chociaż pomyślał żeby mnie o nich poinformować.

Co było w liście? 
W sumie to raczej  na małej karteczce, którą znalazłam po powrocie do pokoju. Byłam pomóc Ezarelowi w laboratorium, przygotowywaliśmy eliksir. Jak się okazuje był to napój mojej zguby.

Uważaj śliczna co pijesz.
Znowu cię okłamali, jak to gnidy.
Chcą byś straciła swoich przyjaciół i rodzinę - na zawsze.
Zrobią to wkrótce.
Twój rycerz w czarnej zbroi
Ashkore

                 

Jak mogłam nie być pewna o kogo chodzi? Zwyczajnie bałam się, że może ktoś nas gdzieś widział. Nikomu nie mówiłam o naszych spotkaniach. Chyba nie chciałam robić mu problemów.
Nie zasługiwał na nie.

Zaufałam mu, jak się okazało słusznie. Kolejny raz byłam mu wdzięczna.

Mocno wstrząsnęłam głową. Ta dziwna fala wspomnień o smoku..
Był moim sprzymierzeńcem gdy się tu zjawiłam. Przynajmniej tak mi się wydawało. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, jak wielkim potworem jest. Nie wahałabym się i krzyczała donośnie za każdym razem gdy go widziałam. Może uniknęlibyśmy tego wszystkiego, może na Memorii by nie..

Spoliczkowałam się. Tak, sprzedałam sobie liścia w obecności Huang Hua. Spojrzała na mnie jak na obłąkaną. Nie rozumiała. Trudno, ja tez jej nie rozumiem, ale nie wnikajmy w to.

Oznajmiłam jej, że jutro usłyszy dobre nowiny i uciekłam. Przekonam Leiftana. Nie będę skazana na obecność niebieskookiego, nie ma mowy.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne