niedziela, 4 grudnia 2022

37. Ester

- I ty śmiesz nazywać się naszą przyjaciółką?! Jak śmiałaś to zrobić?! - Karenn wyglądała na wściekłą, a tu obok niej stała załamana Koori.
- Myślałam, że jesteś lepszą osobą..  - jej ogony nie falowały jak zwykle, a były ponuro zwieszone w dół. 
- Anastazjo, Huang Hua chce cie widzieć w Sali Obrad.. - nagle do naszej dwójki podszedł Feng Zifu.

- Więzienie?! Za co?! Przecież nic nie zrobiłam?! - od dłuższej chwili kłóciłam się z szefową straży. Sęk w tym, że nie pamiętam o co zostałam oskarżona. 
- Boli mnie to równie mocno, jak ciebie, ale nie dajesz nam wyboru. To kolejny raz, gdy naraziłaś się Straży. Skoro nasze ostrzeżenia nic nie dały, jestem zmuszona skazać cię na pobyt w celi. Gdy ochłoniesz, jeszcze raz porozmawiamy - kiwnęła głową do Jamona, który ze łzami w oczach chwycił mnie i prowadził prosto do piwnicy, gdzie wylądowałam w ciasnej i ponurej celi. 
Nie tak wyobrażałam sobie najbliższe dni.. 

- Nie! - z krzykiem wyrwałam się ze snu, aż usiadłam na łóżku. Moja drzemka nie należała do najprzyjemniejszych. 
Nerwowo rozejrzałam się dookoła. Byłam w swoim pokoju, co za ulga.. Ten sen był tak realistyczny. 
Co takiego musiałabym zrobić, żeby wszyscy się nagle odwrócili i wsadzili mnie do celi? Zwłaszcza po tym wszystkim co działo się na przestrzeni czasu, jaki tu spędziłam..
Nie, nie myśl o tym Ana. To tylko głupi sen, kompletnie bez znaczenia. 

Poklepałam się lekko po obu polikach i wstałam z łóżka. Sądząc po gwarze, jaki słychać za drzwiami, godzina koncertu musi się zbliżać. Lepiej się pośpieszyć, jeśli nie chcę tego przegapić. 

Nie obijając się przemyłam twarz i wyczesałam potargane we śnie włosy. Pod rękę wzięłam jeszcze jakieś cieplejsze okrycie i opuściłam pokój. 
Pech chciał, że na korytarzu trafiłam na Nevrę, przed którym dziś trochę uciekłam. 
- Wybierasz się na koncert? - uśmiechnął się delikatnie. A więc tego chce? Myślałam, że mamy jasność co do naszej relacji. 
- Dobrze będzie poznać tutejszych idoli - wzruszyłam ramionami, powoli ruszając w stronę sali drzwi. Wampir zrównał się ze mną. 
- W poprzednim życiu miałaś jakiś? 
- Kilku. To raczej dość powszechne.. - krótko na niego zerknęłam. - Chociaż nie byli to tylko muzycy, ale również osoby z zupełnie innego świata. Ludzie osiągający coś, czym mi imponowali..
- Na przykład? 
- Naprawdę chcesz o tym słuchać? Co jakiś czas mi się to zmieniało, z różnych powodów, a o ile wiem, to nie bardzo jesteś obeznany w sprawach ziemskich..
- Próbujesz mnie spławić - nasze spojrzenia na chwilę się spotkały. 
- Nie. Mówię zupełnie szczerze - nie uciekłam wzrokiem, tylko to go przekona. - Pewne mechanizmy na pewno działają w tych dwóch światach podobnie, ale są rzeczy, których tłumaczenie by mi trochę zajęło, a na to nie bardzo mamy czas. Koncert się zaraz zacznie, lepiej znajdź dobre miejsce - uśmiechnęłam się lekko i rozejrzałam po ogrodzie. Droga minęła zaskakująco szybko. 
- I tak chciałbym jeszcze z tobą później porozmawiać - kiwnął głową i powoli mnie zostawił. 

Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam po zgromadzonych. 
Panował porządny gwar, każdy z każdym rozmawiał. Pojawiło się nawet kilka stoisk z jedzeniem, i niektórzy się nim zajadali. Brakuje jeszcze piwa, oraz jakiegoś pijanego, podstarzałego faery, który będzie tańczył bezpośrednio pod sceną i każdego zaczepiał. Ten jeden szczegół i mam widok z ostatniego festynu, na którym byłam z dziadkami. 

- Jak wrażenia? - obok mnie pojawił się Leiftan.
- Odejmując niektórym ogony, szpiczaste uszy, czy inne elementy, nie różni się to zbyt wiele od Ziemi - puściłam mu oczko. 
- Rozumiem. Zaraz się zacznie, nie idziesz bliżej? 
- Może w trakcie. Na razie wolę nie wchodzić w tłumy - uśmiechnęłam się, co odwzajemnił. - A jak z tobą?  Będziesz się przepychał do przodu? 
- Wracałem z medytacji, nie zostaję tutaj. Życzę ci jednak dobrej zabawy - położył mi delikatnie dłoń na ramieniu i poszedł w swoją stronę. 
Wygląda na to, że spędzę wieczór samotnie. 

Tak jak się zapowiadało, tak też się stało. Co prawda dostrzegłam Koori z Huang Chu, czy Karenn i Chrome'a w pobliżu, ale nie dołączałam się. Szli na przód, a dla mnie to bez różnicy.
Wkrótce potem występ się zaczął, a ja wcale nie miałam złego widoku. 

Na scenę w towarzystwie ogromnych oklasków weszła dwójka, którą już widziałam.
Ester była ubrana w piękną, czarną suknię z licznymi złotymi zdobieniami, idealnie podkreślającą jej figurę, a do tego na jej szyi, uszach, czy rękach znajdowała się liczna biżuteria. Jej ciemnowłosy towarzysz miał na sobie zdecydowanie skromniejszy strój, jedynie jego koszula miała kilka zdobień pasujących do tych na sukni wokalistki. Długie, puszczone włosy mogłyby kogoś od tyłu zmylić, ale w rzeczywistości był przystojnym mężczyzną o ładnym uśmiechu, którym obdarował publiczność biorąc swój instrument do ręki. 

- Witajcie strażnicy, mieszkańcy schroniska, i wszyscy zebrani - elfka rozłożyła szeroko ramiona, ale oczy miała zamknięte. Nikogo nie zaszczyciła, w ciągu tych kilku sekund, swoim spojrzeniem. - Bardzo się cieszę, że jestem tu dziś z wami i możemy razem cieszyć się tym, co daje nam muzyka.. - uśmiechnęła się szeroko i w końcu otworzyła oczy. 
Tłum pod sceną zaczął wariować, klaskać i wołać jej imię. 
Rozejrzałam się nieco dookoła siebie. Ze wszystkich tutaj byłam decydowanie najdalej. Jakimś jednak cudem słyszałam wszystko idealnie. Nie mam pojęcia, czy to jakieś czary, a może chwyty starożytnych, ale głos się doskonale niósł. 
- Już szukasz drogi ucieczki? - po swojej lewej poczułam czyjąś obecność. Zerkając w tamtą stronę dostrzegłam Lance'a, który patrzył prosto na scenę. 
- Dopiero się zaczęło. Myślę, że wytrzymam jeszcze chwilę, zanim się stąd ulotnię - wzruszyłam ramionami i spojrzałam w tym samym kierunku co on. 
Mężczyzna na scenie zaczął grać spokojną melodię na, jeśli się nie mylę, giternie. Zaraz za nim w ślad poszedł kobiecy głos. Koncert na dobre się rozpoczął. 

Faery bujały się w rytm muzyki, niektórzy zaczęli nawet tańczyć, a każdy kolejny utwór był żywszy. Co prawda, nie miałam bladego pocięcia o czym śpiewała Ester, ponieważ język brzmiał kompletnie obco, ale brzmiało to bardzo ładnie. Jej głos może nie znajdzie się w gronie moich ulubionych, jest trochę za słodki, ale nie odmówię jej talentu, jej skala jest niesamowita. 
Nie mam pojęcia, jak stojącemu obok smokowi, ale mi się klimat udzielił. Nie powstrzymywałam swojej stopy przed rytmicznym tupnięciem od czasu do czasu, czy ciała przed bujaniem. Tak po prostu wychodziło.. 

Nie wiem, ile czasu minęło, jednak w końcu występ dobiegł końca. Jasnowłosa podziękowała wszystkim i zniknęła gdzieś za sceną. Nie dało się nie słyszeć jęków zawodu, czy nawoływań w jej stronę, aby wróciła. Na bis się jednak nie zapowiadało.
- Podobało ci się? - Obsydiańczyk w końcu się odezwał. 
- Chyba dało się zauważyć - nie mogłam powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moją twarz. 
Błękitne tęczówki uważnie mnie obserwowały. 
- Mimo wszystko, wolałem zapytać. 
- Brzmiało naprawdę przyjemnie. Byłoby zdecydowanie lepiej gdybym rozumiała jej słowa, ale mimo wszystko..
- Niewielu zna ten dialekt, więc nie byłaś jedyna - tłum w pobliżu zaczął się robić coraz mniejszy. Wszyscy powoli się rozchodzili. - Nie będę się jednak wdawał w szczegóły, może będziesz miała okazję usłyszeć to od Ester. 
- Co masz na myśli? - zmarszczyłam brwi, nie bardzo rozumiejąc. Smok na moje pytanie uniósł kącik ust.
- Myślałaś, że stoję tutaj dla przyjemności? Albo z ogromnej chęci towarzyszenia twojej osobie?
- Nie. Raczej, że przechodziłeś i postanowiłeś się zatrzymać, ale ci się spodobało. Ewentualnie odpowiadałeś za pilnowanie porządku - prychnęłam zakładając ręce na klatce. Wkurzył mnie. 
- No prawie, ale minęłaś się z celem. Ester chce cie poznać..

Kolacja w Sali Obrad. Kolacja Lśniącej Straży wraz z Ester, na której ja i Leiftan mamy być atrakcjami dla wokalistki, która chce mnie poznać. No to chyba jakieś żarty..
Według Lance'a była to jej pierwsza prośba jaką skierowała do Huang Hua z samego rana. Podobno chce na żywo zobaczyć moją osobę - ziemiankę, a także bohaterkę tego świata. Nie brzmi to przyjemnie. Dobrze, że nie pominęli w tym wszystkim Leiftana. Naprawdę nie czułabym się z tym dobrze. 

Według smoka miałam jakieś pół godziny od teraz zanim wszystko się zacznie. Dlaczego nikt mi tego wcześniej nie powiedział? Podobno Adalric był o to proszony, ale widać, jak można na nim polegać. Przez to wszystko niemal biegiem ruszyłam w stronę swojego pokoju.
Koncert koncertem, ale w trakcie posiłku zapewne będzie się na mnie gapić, jak na jakiś dziwny obiekt. Wolę nie wyglądać dziwnie, o ile się da.. 

Wparowałam do pomieszczenia jak burza, przez co śpiąca na moim łóżku Dafne podniosła łepek i zaczęła mnie obserwować. Nie bardzo zwracałam na nią jednak uwagę. Miskę miała pełną, a nie mogłam marnować czasu. 
Zrzuciłam z siebie wszystkie ubrania, jakie miałam i stanęłam w samej bieliźnie. Włosy pozostawiłam puszczone, jedynie po obu stronach głowy zrobiłam delikatne warkoczyki, które połączyłam z tyłu. Nie będę cudować. 
Jeśli chodzi o ubiór to padło na ciemne spodnie i zieloną tunikę z szerokim paskiem na talii. Wyglądało to zdecydowanie lepiej niż pomięta po treningu bluzka i naddarte spodnie. Dokładnie, przypominałam bezdomnego, ale nie przejmowałam się tym. Najważniejsza była dziś dla mnie wygoda, jasne? 

Buty, bransoletka, buziak w łepek chowańca i wychodzimy. Wszystko zajęło mi może z kwadrans, plus droga w tę i w tę stronę - powinnam mieć jeszcze spory zapas czasu. 

- Już się bałam, że nikt ci nie przekazał - w sali drzwi wpadłam na Huang Hua wraz z Ewelein. - Dobrze, że jesteś - posłała mi uśmiech. 
- Lance powiedział mi na koniec występu. Inaczej nie miałabym o niczym pojęcia. 
- Adalric - westchnęła kręcąc głową. - Najważniejsze, że dotarło. Chcę żeby nasi goście czuli się tutaj dobrze dlatego spełniłam jej prośbę. Zwykle zaraz po występie zamykali się w swoich pokojach i rano wyjeżdżali, to dobra odmiana. 
- Kolacja w Sali Obrad? 
- Żeby nie blokować stołówki dla innych - wtrąciła się Ewelein. 
- Bardziej chodzi mi o to, czy kiedykolwiek chciała towarzystwa Lśniącej Straży..
- Raz, zaraz po tym, jak przejęłam dowodzenie - razem ruszyłyśmy w stronę schodów. - To była jej pierwsza wizyta po długim czasie, a teraz dotarły do niej wiadomości. 
- Leiftan też będzie, prawda? - spojrzałam na fenghuang by mieć pewność. Delikatnie przytaknęła głową. 
- Niechętnie, ale się zgodził. Wiedziałam, że będzie ci zależało na jego obecności. 

Przekraczając próg pomieszczenia nie dostrzegłam żadnych zmian, czy wielkich dekoracji - na szczęście. Jedynie stół nie był zawalony licznymi dokumentami, czy raportami z misji. Teraz leżał na nim biały obrus, a także stało kilka świeczek i ozdobnych wazoników z tutejszymi kwiatami. Pomimo swojej prostoty wyglądało to naprawdę ładnie. 
W rogu pomieszczenia dostrzegłam Karuto i kilkoro Purrekos, których imion nie znałam. Wyglądało na to, że satyr wydawał im jakieś polecenia i groził palcem. Obok znajdowało się również jakieś stanowisko, a dobiegały stamtąd piękne zapachy. Czyżby najął pomoc? Niesamowite..
- Sam by nie udźwignął dwóch miejsc - Ewelein jakby czytała mi w myślach. - Został trochę postawiony pod ścianą przez Huang Hua - kiwnęła na kobietę, która chodziła i sprawdzała czy wszystko w porządku. Jedynie przytaknęłam na to głową. 

- Cudownie cię w końcu poznać, tyle o tobie słyszeliśmy. Prawda Fabianie? - Ester w końcu pojawiła się ze swoim towarzyszem. Spóźniona piętnaście minut. - Leiftanie, dobrze, że wróciłeś - uśmiechała sie szeroko, ale było w niej coś nienaturalnego. Jeszcze nie wiem co, ale od blondwłosego biły jakieś delikatne, negatywne emocje, które i mi się udzielały. 
- Kto by pomyślał, że życie może się tak potoczyć - ciemnowłosy elf uścisnął mojego towarzysza, a mi posłał ciepły uśmiech. Biło od niego coś zupełnie przyjemniejszego niż od niej. - Fabian - z delikatnym ukłonem wystawił dłoń w moją stronę. 
- Anastazja - speszona również wyciągnęłam swoją. On zamiast ją jednak uścisnąć, ucałował mnie w nią. Czułam, jak poliki zaczynają mi płonąć, ale starałam się zachowywać normalnie. 
- Wspaniale - nasza liderka klasnęła w dłonie. - Skoro formalności mamy za sobą, zapraszam do stołu. Karuto przygotował same pyszności..
- Jeśli mogłabym mieć prośbę - elfka spojrzała na fenghuang. Od swojego występu zdążyła się przebrać, a jej strój był jeszcze bogatszy w złoto i zdobienia niż poprzedni. - Chciałabym by Anastazja usiadła obok mnie. Mam do niej tyle pytań..

Czy usiadłam? A jakie miałam inne wyjście? Nie chciałam nikomu psuć humoru, więc zajęłam miejsce koło naszej gwiazdy.
Po jej drugiej stronie siedział Fabian, a zaraz obok Leiftan. Chyba żadne z nas nie było zbyt szczęśliwe z tego powodu. On miał chociaż przy sobie Chrome'a , do którego mógł zagadać, a ja.. Lance, dalej Huang Chu - idealnie. Jeszcze na złość, sugestia by zamienił się z dziewczyną miejscem nic nie dała. Niby chciał być blisko kiełbasek. Co to niby za wymówka?! To Chrome jest tu obżarciuchem! 

Zaczęliśmy posiłek, w trakcie którego Purrekos robili za kelnerów. Myślałam, że to raczej nie w ich stylu, ale wyglądali na zadowolonych. Może czeka ich za to solidna zapłata?
W każdym razie, każdy był skupiony na swoim talerzu, czasem wymieniając pojedyncze zdania, czy też - jak w przypadku wilczka - komplementując występ tej dwójki.
- Chętnie zamienię z nią później kilka zdań - Ester posłała mu kolejny uśmiech i zaraz spojrzała w moją stronę. - A tobie podobał się nasz występ? Nic nie mówisz, jakbyś była tu za karę. - Jej ton był oskarżycielski, nie wydawało mi się. 
- Wybacz, to zmęczenie ciężkim dniem - przybrałam jedną z przyjaznych masek. Z tyłu głowy ciągle mnie coś dziobało i szeptało, że jest coś nie tak. - Bardzo mi się podobało, masz talent. Tobie również go nie odmówię - rzuciłam spojrzenie jej towarzyszowi. 
- Zwłaszcza pierwsza ballada, prawda? - dziewczyna kontynuowała. - Jej słowa zawsze mnie poruszają, jest naładowana emocjami - niemal dramatycznie złapała się za serce. 
- Wiesz, nie sądzę żeby Anastazja.. - Fabian próbował coś powiedzieć, lecz zaraz mu przerwała.
- Fakt - jej wzrok zrobił się zupełnie poważny, a na twarzy nie było widać uśmiechu. - Zapewne nie zrozumiałaś ani słowa, nie jesteś stąd, to nie twój dom. 
Poczułam jakby ktoś właśnie uderzył mnie twarz, i to niezbyt delikatnie. Wypomina mi pochodzenie? 
- Nie trzeba się gdzieś urodzić by pokochać to miejsce, czy nazywać je swoim domem - odłożyłam sztućce, a ręce schowałam pod stołem, na swoich kolanach. Wolę nie ryzykować, że zacznie mnie korcić, albo poniesie. 
- Może masz rację, ale dom to nie tylko miejsce zamieszkania. To rodzina, przyjaciele, a przede wszystkim pozytywne uczucia, które spalają to wszystko.
- Nie czuję się tu obco, jeśli o to ci chodzi - wtrąciłam. - Zdaje sobie sprawę, że niewiele wiem o tym świecie, nie znam jego zakątków, ale to nie ma znaczenia. Tak jak siedem lat temu byłam zdolna poświęcić życie za Eldaryę i jej mieszkańców, tak tym razem też bym to zrobiła. - Dumnie wyprostowałam się na krześle. Nie uda ci się mnie przybić Ester, nie tym razem. 
- Postawa godna pochwały, ale czy znasz wszystkie ciemne strony tego miejsca? Może gdybyś się w nie zagłębiła, zmieniłabyś zdanie - położyła łokieć na stole i złapała za swój podbródek podpierając nieco głowę. Zaczęłyśmy walczyć na spojrzenia. 
- Ziemia również ma wiele wad. W tej chwili bym powiedziała, że nawet więcej niż Eldarya. Mimo wszystko jest wielu, którzy chcą ją chronić. Ja znając te dwa światy mam nieco szerszy pogląd, tak mi się wydaje. Tu nie chodzi o tereny, czy poszczególne złe jednostki, ale o ludzi, o faery, którzy coś dla nas znaczą - rzuciłam wzrokiem po sali. Dosłownie każdy przyglądał się naszej dwójce i uważnie wsłuchiwał w każde słowo.  - Wchodząc do kryształu nie kierowałam się całkowitym istnieniem świata. To też, ale głownie zależało mi na osobach, które tu poznałam. Chciałam żeby Eldarya ocalała, bo wtedy i oni będą ocaleni. Teraz wiem, że uratowałam takiego dupka, jak Tenjin i pewnie jeszcze wielu innych. Jednak ciesze się, że zdecydowana większość żyje i mogę z nimi codziennie porozmawiać. 
- Tak, żyją.. - jej wzrok padł krótko w stronę smoka, by zaraz po tym wzięła się za konsumpcję deseru. 

Moje serce biło jak szalone. Cała odwaga i pewność siebie momentalnie uleciała. 
Czy to co mówiłam miało jakiś sens? Czy nikogo przypadkiem nie uraziłam? Wszystkie wypowiedziane przeze mnie słowa uleciały z mojej pamięci. To przedstawienie nie było czymś czego chciałam. Nie przy takiej publiczności.

- Wszystko w porządku? Wyglądasz jakbyś miała zaraz dostać ataku - przy swoim uchu usłyszałam szept. Kątem oka dostrzegłam, że Lance pochyla się w moją stronę. 
- Chyba tak - kiwnęłam głową. - Troche się zdenerwowałam. 
- Widzę, ale nie daj jej się sprowokować - puścił oczko i się odsunął.
Ma racje. Muszę uważać na każde słowo. Najlepiej będzie nie wchodzić z nią w żadną dyskusję. Jutro wyjedzie i wszystko będzie w porządku.

Kolejne minuty i rozmowy strasznie mi się dłużyły, a nawet nieco irytowały. Towarzystwo nie miało zamiaru szybko się rozejść, a głupio mi było samemu wyjść jako pierwszą. Patrząc na naszą wymianę jeszcze jakiś czas temu, mogłoby to być przez niektórych źle odebrane. 
Od tamtego czasu jednak się wcale nie odzywałam, no prawie. Wymieniłam kilka słów z Fabianem, Chromem czy Leiftanem, a nawet Lancem, ale szybko się zamykałam gdy tylko Ester wcinała się nam w temat. 
Przewijały się raczej błahe tematy, ale za każdym razem musiała wtrącić swoje. Najgorsza jest jej mania zaczynania zdania od - a ja myślę..  Myślisz? A może chcesz tylko zwrócić na siebie uwagę, bo jesteś nieciekawa? 

Przepraszam za ten wybuch agresji, ale w moich oczach tak wygląda. Nie odmówię jej talentu, ma piękny głos, wygląda również niesamowicie. Niestety jej charakter i sposób bycia pozostawiają wiele do życzenia. Niewiele potrzeba by zniechęcić się do kogoś. Fani nigdy nie mieli z nią chyba osobistej styczności.. 

- Powiedz Anastazjo - Fabian zwrócił się wprost do mnie. - Jak wielka jest różnica pomiędzy tym, a światem z którego pochodzisz? - Wyglądał na szczerze zainteresowanego.
- Szczerze to ogromna. Miasto z którego pochodzę jest pełne budynków, ogromnych wieżowców, hałasu i tłumu ludzi. Idąc ulicą nie znasz na niej nikogo. Tak jak w Kwaterze nie było by z tym większego problemu, to dość zamknięte miejsce, i dużo mniej liczne. Każdy każdego kojarzy, chociażby z twarzy. 
- To znaczy, że ludzie nie nawiązują znajomości? - zrobił głupią minę. 
- Nie, nie o to chodzi - uśmiech wkradł mi się na usta. - Owszem, poznajemy się. W szkołach, pracy, sąsiedztwie. Chodzi o to, że idąc na zakupy do centrum handlowego nie rozpoznasz większości ludzi. No chyba, że bywasz tam regularnie. 
- Chyba rozumiem - kiwnął głową. - A taka największa? Co nas najbardziej różni od Ziemi?
- Technologia - wtrącił smok. Nie powstrzymałam się by spojrzeć na niego. 
- Racja. Porównując ludzkie sprzęty do tutejszych, Eldarya wypada blado - przytaknęłam. 
- A więc znasz ludzkie technologie? - Ester jakby oczy błysnęły i wbiła spojrzenie w Lance'a. - Wiedziałam, że jesteś wyjątkowy. 
- Nie znam się - jego mimika ani trochę się nie zmieniła. Patrzył z kompletną powagą, a nawet surowością. Elfka wydawała się tym jednak nie zrażać. - Miałem z nią styczność, gdy badaliśmy pewną sprawę, to wszystko. Anastazja i Mathieu jako jedyni wiedzą z czym mamy styczność. 
- To świetne wsparcie w obecnej sytuacji - ciemnowłosy uśmiechnął się. 
- O ile to wszystko nie jest ich sprawką - padło z mojej prawej. A żeby ją tak coś..!
- Sugerujesz, że ja albo Mathieu mamy coś wspólnego z tym wszystkim? - zacisnęłam pięść pod stołem. Wpadłam. Właśnie o to jej chodziło, a jej uśmiech dosadnie mi to potwierdza. 
- Może nie on, ale ty owszem - triumfowała. - Pochodzisz z Ziemi, i jest w tobie zdecydowanie więcej jej krwi niż naszej. Wchodząc do kryształu mogłaś podświadomie sprawić, że wszystko zaczęło się zmieniać pod twoje dyktando. Zaczęłaś tutaj sprowadzać swój dom, skoro nie mogłaś do niego wrócić. 






czwartek, 13 października 2022

36. Moment ekscytacji

- Dobrze! A teraz postaraj się to postawić najdelikatniej, jak tylko możesz. Nie zgniotłaś jej więc dasz radę zrobić i to - słyszałam głos Leiftana gdzieś za swoimi plecami.
Od samego rana spotkaliśmy się przy Stuletniej Wiśni i wzięliśmy za nasze ćwiczenia. Słońce ledwo wstawało, a nasza dwójka była już po godzinie zajęć. 
Na samym początku powtórzyliśmy to, co robiliśmy ostatnio, a potem blondyn wytłumaczył mi jeszcze kilka rzeczy i przeszliśmy do poważniejszej i bardziej przydatnej praktyki - formowania energii. 
Na początek zaczęliśmy od mniej skomplikowanych kształtów figur, przez kwiaty, aż do teraz.. 
Stworzyłam jakby ogromną dłoń, którą miałam opanować, a służyły nam do tego owoce i szkło. Leiftan przyniósł ze sobą sporą ilość produktów łatwych do zgniecenia, lub stłuczenia. Miałam na nich ćwiczyć swoją delikatność, i dobrze. 
Gdy tylko wzięłam pierwszy owoc, zgniotłam go i z pięści wylatywał sok. Wolałabym nie zrobić tego jakiejś żywej istocie, dlatego od dobrej godziny ćwiczę swoje umiejętności. 

Pewnie ciekawi was, co z naszą gwiazdą. 
Nie wiem. Nie widziałam jej. Wiem jednak, że na pewno dotarła w nocy. 
Skąd? Cóż, nie byli zbyt dyskretni.

Poprzedniego wieczoru zasnęłam nad przepisanymi notatkami z zajęć z Huang Chua, aż nagle, w środku nocy usłyszałam okropny huk. Obudziłam się, a za moimi drzwiami ktoś obrywał słownie od damskiego głosu, żeby uważał na jej rzeczy.
Zakładam, że to ona, bo któżby inny? 
Nie brzmiała zbyt przyjaźnie, ale nie nakręcam się. Było późno, a możliwe, że byli po długiej podróży. Każdy by się łatwo denerwował w takiej sytuacji. 

A co ze śniadaniem? I wczorajszym przegnaniem nas z ogrodu?
Jak byłam pod stołówką, tuż przed spotkaniem z blondynem, to była zamknięta. Za drzwiami słyszałam jednak krzątanie się Karuto, a do nosa dochodziły jakieś zapachy, musiał więc być w środku.
Natomiast w pobliżu fontanny, w ogrodzie muzycznym, rozstawiona została scena. Jeśli coś miało pozostać tajemnicą na dłużej, to ta konstrukcja z pewnością w tym nie pomoże. Wygląda jednak na to, że czeka nas ciekawy wieczór. 

- Anastazjo, delikatniej - z zamyślenia wyrwał mnie głos towarzysza. Podniosłam wzrok i dostrzegłam, że postawiłam szklaną wazę na ziemi, ale nie z takim efektem z jakim powinnam. Była w malusieńkich kawałkach. Kiedy ja to zrobiłam?
- Masz dość na dziś? Zmęczyłaś się? - Leiftan stanął tuż obok mnie i spojrzał zmartwionym wzrokiem. 
Pokręciłam głową.
- Przepraszam, trochę odleciałam. Mamy jeszcze jeden wazon? Spróbuję ostatni raz.. 
- To był ostatni, wszystkie już zdążyłaś zniszczyć - skrzywił się. 
- Nie idzie mi to za dobrze - westchnęłam, a dłoń z energii zniknęła. 
- Potrzebujesz jedynie treningu, to wszystko - blondyn dotknął mojego ramienia i uśmiechnął się lekko. - A teraz posprzątajmy ten bałagan i chodźmy coś zjeść. Pamiętam, jak wspominałaś, że spotykasz się dziś z Lancem. Lepiej żebyś była w formie. - Zerkając na mnie krótko, wziął jakiś worek i ostrożnie zaczął zbierać kawałki potłuczonego szkła. Zaraz do niego dołączyłam.
- Takie były plany, o ile nie zmieni tego ta cała Ester - doprowadzaliśmy okolicę do porządku. Jeszcze tego brakowało, żeby ktoś się o to przyczepił.
- Mam dla ciebie jedną radę jeśli o nią chodzi - spojrzał na mnie, był całkowicie poważny. - Lepiej nie rób sobie z niej wroga. 
- To groźba wiernego fana, czy ostrzeżenie przyjaciela? - uniosłam brew. 
- Ostrzeżenie. Miiko nie miała z nią dobrych relacji, a nie chciałbym żeby historia się powtórzyła - podnosił się. Okolica była już czysta.
- O jakiej historii mówisz? Domyślam się, że nie poszło o zapewnianie jej wygód.. 
- Nie jestem do tego odpowiednią osobą. Nie chcę cię również źle do niej nastawiać, mogła się zmienić. Po prostu uważaj - uśmiechnął się do mnie delikatnie, co skwitowałam jedynie cichym westchnięciem. 
- Po tym, co o słyszałam o niej wczoraj to trochę ciężko nie nastawiać się negatywnie, ale spróbuję.
- Cieszy mnie to. Chodźmy teraz coś zjeść.. 

Wchodząc do stołówki nie dało się przegapić tłumu w niej przebywającego.  Przy podłużnych stołach niemal brakowało miejsca dla naszej dwójki, a Karuto miał co robić. 
Raczej nie trudno się domyślić, skąd tak duża frekwencja na dzisiejszym śniadaniu. Niestety musieli się mocno rozczarować - stolik gwiazdy był pusty, nikt przy nim nie siedział.

Cudem z Leiftanem znaleźliśmy jakieś luki i zajęłam nam miejsca, podczas gdy on podszedł do lady kucharza po coś na śniadanie. 
Mając chwilę rozejrzałam się po zgromadzonych i trochę nastawiłam ucha. Co mi szkodzi? 
Nie zdziwię chyba nikogo, jeśli powiem, że głownie rozmawiali o Ester. A kiedy przyjdzie? Myślisz, że już jadła? Co jeśli dostała śniadanie do pokoju?  Trochę żenujące. Niestety na Ziemi nie wygląda to inaczej. Tu wydaje mi się to nasilone, może ze względu na rzadkość takich okazji? Nie mam pojęcia. 

Po jakimś czasie blondwłosy wrócił z dwoma wypchanymi po brzegi talerzami. Od razu wzięłam się za konsumpcję. W trakcie posiłku rzuciliśmy do siebie kilka luźnych zdań, chociaż bardziej wymienialiśmy rozbawione spojrzenia słysząc niektóre teksty, które padały w naszym pobliżu. Najśmieszniej było jednak, gdy cała sala odwracała głowę w stronę drzwi, słysząc że ktoś nadchodzi. Za każdym razem wydawali jednak jęki niezadowolenia. Ester nie śpieszyło się do pokazania swoim fanom. 

- Dziękuję za towarzystwo. Będę uciekała - zaraz po skończonym posiłku podnosiłam się i posłałam uśmiech chłopakowi. 
- Udanego treningu - odpowiedział mi tym samym, zanim się oddaliłam.
Cel? Nie mam pojęcia. Może równina?

Nie miałam pojęcia dokąd miałam iść dlatego z Dafne krążyłyśmy po ogrodach rozglądając się za smokiem. Dołączyła do mnie, gdy tylko opuściłam stołówkę i liczyła na odrobinę zabawy. Niestety taką odrobinę mogła otrzymać, ponieważ godzina treningu się zbliżała. 
Niemal w ostatniej chwili trafiłam na Mathieu, którego zaraz dorwałam. Oboje mieliśmy brać udział w zajęciach z Lancem, a brunet na szczęście wiedział gdzie mają się odbyć. Moje początkowe podejrzenia były trafne, i ruszyliśmy poza mury.

Lance czekał na naszą dwójkę oparty o drzewo, na którego gałęzi siedziała Skala. Dafne od razu pobiegła w tamtym kierunku i energicznie machała ogonem, patrząc na chowańca.
- Już myślałem, że zapomnieliście - Lance zmierzył wzrokiem naszą dwójkę. 
- Nic z tych rzeczy - pokręciłam głową, a on się do nas zbliżył.
- Wszyscy dzisiaj wariują, więc bym się nawet nie zdziwił - zerknął na Mathieu, który już wyciągnął swój miecz i stanął w pozycji gotowej do potyczki. - Mogę wiedzieć, co ty robisz?- Lance uniósł brew.
- Nie marnujmy czasu, weźmy się od razu za ćwiczenia. Ester może w każdej chwili opuścić swój pokój, a to może ci popsuć plany - uśmiechnął się w odpowiedzi od ucha do ucha. 
- I sądzisz, że będziemy tu tylko walczyć na miecze? 
- Domyślam się, że nie tylko. Pewnie dojdą korbacze, maczugi, toporki - rozmarzył się, a smok bez większego wysiłku, użył swojego miecza i wybił mu jego z dłoni. Chłopak spojrzał nieco oszołomiony.
- Na początku mamy o czym porozmawiać. Potem poćwiczymy walkę, w następnych dniach różne sposoby obrony, przed różnego rodzaju bronią - smok nie wyglądał na zdenerwowanego, ale w jego tonie głosu było coś władczego.
Mathieu zaraz się opanował i stanął prosto, chowając swój miecz za pas.
- O czym chcesz z nami porozmawiać? - wtrąciłam się, przez co wzrok obu panów padł na mnie. 
- O waszych brakach, o waszych plusach, a przede wszystkim o rozwiązywaniu konfliktów - wskazał gestem żebyśmy przysiedli na trawie i zaraz sam uczynił to samo. - Mathieu, skoro jesteś taki wyrywny.. Jak byś zdefiniował dobrą, najlepszą z walk? - wbił w niego swoje lodowate spojrzenie, na co brunet się nieco speszył. 
- Chyba nie do końca rozumiem. Mam powiedzieć, czym jest dobra walka? - zapytał dla upewnienia, na co Lance jedynie kiwnął głową. - To chyba ta, którą wygrywa osoba po której stronie jesteśmy, prawda? Sprawiedliwa, może ciężka, ale wygrana jest po naszej stronie. 
- A twoim zdaniem Anastazjo? - spojrzał w moją stronę. 
- Zgodziłabym się chyba trochę z Mathieu, ale coś mi mówi, że nie o to chodzi w tym pytaniu.. - zerknęłam na niego krótko, ponieważ moją uwagę przykuły nasze chowańce, które odeszły od drzewa i położyły się razem przy nas.
- Masz rację - dostrzegłam, że również spojrzał w ich stronę. Wyglądało to uroczo. Dafne zwinęła się w kuleczkę, a Skala oplotła wokół niej i przykryła skrzydłem.  - W każdym razie.. - odchrząknął i znów skupił na nas całą swoją uwagę. - Niech waszym rozwiązaniem na wszelkie problemy nigdy nie będzie walka, przemoc. Zawsze starajcie się zniwelować spór słowami, rozmową. Najlepsza walka to ta, w której nie padł żaden cios. 
- Dziwnie to słyszeć z twoich ust - wyrwało mi się. 
- Zdaje sobie sprawę. Jednak jako członkowie straży, nie możemy wywoływać konfliktów, które mogłyby zaszkodzić całej Kwaterze. Jeśli misja nie ma charakteru zbrojnego, z nastawieniem na walkę, należy zrobić wszystko by nie doszło do potyczki. 
- No dobrze, ale chyba nie masz zamiaru nas uczyć sztuki mediacji? - Mathieu się wyraźnie krzywił. Nie podobał mu się sposób, w jaki prowadzone były te zajęcia.
- Wiem, że się do tego nie nadajesz, spokojnie.. - westchnął ciężko. - Chcę jedynie, żebyście o tym pamiętali. Jasne? - zgodnie przytaknęliśmy głowami. - A teraz powiedz Mathieu, masz ze mną szanse w walce?
- Chciałbym, ale ci nie dorównam. 
- To dlaczego, jak tylko się pojawiliście przyjąłeś pozycję do walki?
- No bo.. Myślałem, że na tym będą polegały te spotkania. Na potyczkach - speszony podrapał się po karku.
- Wyciągnąłeś błędne wnioski. I to kolejna sprawa, w której powinniście o czymś pamiętać. Szacujcie siłę przeciwnika, doceniajcie go. Jeśli nie macie z nim żadnych szans, nie dopuszczajcie do walki, uciekajcie. 
- Uciekać? Tylko tchórze tak robią - Mathieu się oburzył. Jeśli chodzi o mnie to przyglądałam się jedynie tej dwójce i uważnie słuchałam. Są to raczej oczywiste rzeczy, ale jestem ciekawa podejścia Lance'a.
- Czyli byłbyś odważny stanąć ze mną do pojedynku na śmierć i życie, bez żadnych ograniczeń?  Przypominam, że jestem smokiem, a ty jedynie człowiekiem z mieczem. Nie miałbyś żadnych szans. 
- Ja może nie, ale Anastazja, już bardziej - z uśmiechem klepnął mnie w plecy, aż się mocno wyprostowałam. 
- Jest w tej samej pozycji co ty, póki nie opanuje swoich mocy - spojrzał na mnie. - Z nimi będzie znacznie silniejsza, ale nie wiemy czy na tyle by mnie pokonać. 
- Siedem lat temu tego nie zrobiłam, a mimo to walczyłam. Jedynie nadepnęłam ci na odcisk, czy coś w tym rodzaju - odruchowo zaczęłam bawić się palcami na tamte wspomnienia. 
- Nie miałaś w tamtym momencie wiele do stracenia. Gdybyś nie próbowała Eldarya by przestała istnieć, a życie wszystkich by się skończyło. Twoje także, więc co za różnica w walce czy bez niej? - zaparzył się gdzieś w dal. - Źle to zabrzmiało.. 
- Nie martw się. Rozumiem, o co ci chodzi. Jednak, tak czy siak, trochę tego życia straciłam.
- Taaaak, bardzo to przykre, ponure i tak dalej, ale czy możemy kontynuować? - Mathieu wtrącił się w naszą krótką wymianę zdań. 
- Fakt. To poszło w złą stronę - Lance wstrząsnął głową. - W każdym razie pamiętajcie, by nie nie doceniać swojego przeciwnika. Jeśli macie walczyć sami z kimś, z kim nie macie szans. Uciekajcie.
- Z ciekawości, mówisz to każdemu? - podkuliłam nogi i się do nich przytuliłam. Zaczynało mi się robić niewygodnie na tej ziemi. 
- Nie, nie wszystkim. Trzeba się dopasować do odbiorcy - puścił oczko i się podnosił. 
- Nie musisz nas traktować, jak dzieci - zaraz podążyliśmy za nim.
- A czy byłabyś w stanie myśleć o tym wszystkim w trakcie walki gdybyś brała w niej udział sama? - wbił we mnie takie spojrzenie, że poczułam się strasznie mała i jakby przygłupia. - Nie ważne. - Teraz przejdziemy do praktyki. W międzyczasie zajmiemy się resztą spraw.

Daj mu się zmęczyć. Jest narwany i chce szybko zakończyć waszą potyczkę. Staraj się też nie myśleć za dużo, bo zgubi cię to. To twoja zaleta, ale również przekleństwo. Działasz zbyt ostrożnie, przez co tracisz szansę na kontratak gdy twój przeciwnik się odsłania. Moce aengela to twoja niespodzianka dla niego, ale musisz opanować czytanie z przeciwnika bez ich używania - dokładnie tak brzmiała rada Lance'a po czwartym pojedynku z Mathieu.
Odkąd tylko skończyliśmy nasze posiedzenie z teorią, niemal cały czas wymieniałam z brunetem ciosy. Udało mi się również raz wygrać, ale to tylko dlatego, że trochę przysnęłam w walce i zrobiłam coś w rodzaju dziwnego piruetu by uniknąć jego ciosu. W efekcie oboje się wywróciliśmy, a ja szybciej wstałam i przyłożyłam mu Atarangi do gardła. 
Nasz nauczyciel uważnie wszystko obserwował, aż w końcu wziął każdego z nas osobno na słowo. Domyślam się, że Mathieu dostał podobne rady dotyczące mojej osoby i właśnie próbuje je wprowadzić w życie, dlatego tak ciężko znaleźć mi dobrą okazję.

Od dobrych kilku minut wymienialiśmy zachowawcze ciosy i broniliśmy się. Jakby żadne  nas nie chciało pokonać, a jedynie zbadać przeciwnika. Zaczynało mi to ciążyć.
Nie zastanawiając się nad tym, po kolejnym ciosie Mathieu uskoczyłam w bok, i zamiast cofnąć się odrobinę by dobrze wyprowadzić cios, uderzyłam od razu. Nie należał on do najpiękniejszych technicznie, ale nie o to tu chodziło. Wyrwałam go z monotonii ruchów, przez co wygiął się w łuk. Nie przestawałam, narzuciłam mu własne tempo, tak jak on zrobił to w naszej pierwszej potyczce. Został zmuszony do pozostania w defensywie. 

- Dobra! Poddaje się! Wygrałeś! - nie pytajcie jak, ale znalazłam się plecami na ziemi i bez miecza w dłoni. Zostałam pokonana. Szło mi za dobrze i poczułam się zbyt pewna siebie, przez co straciłam czujność. Mathieu kolejny raz mnie pokonał.
- Cudowne uczucie - uśmiechnął się od ucha do ucha i wystawił dłoń by pomóc mi wstać. 
- Może i uczucie fajne, ale jesteście zadowoleni z tego, jak to wyglądało? - Lance się do nas zbliżył. - W pewnym momencie było to dość nudne. Prawie przysnąłem siedząc tam pod drzewem. 
- To nie my jesteśmy od zapewniania rozrywki - odruchowo pokazałam mu język na co uniósł brew. Nie skomentował tego jednak w żaden sposób.
- Dobrze. Widzę, że jesteście zmęczeni.. Na dzisiaj koniec. Widzimy się następnym razem. Może znajdę kogoś jeszcze, żebyście nie musieli ciągle ze sobą ćwiczyć. Ale to dopiero przed nami. Odpocznijcie przed wieczorem.. 

Po dobrych kilku minutach rozmowy na temat wieczornego koncertu nasza trójka rozeszła się, każdy w swoją stronę. Jedynie Dafne i Skala mi przez jakiś czas towarzyszyły, ale krótki. Draflayel wolał wykorzystać swoje, sprawne już skrzydła, i polatać, a mój wilczek raczej nie miał ochoty na moje towarzystwo. Przez moment ścigała latającego chowańca, by potem zniknąć z radością gdzieś w okolicy Stuletniej Wiśni. Ciągle się trochę o nią obawiałam, ale nie mogę jej przecież ciągle mieć na oku. 

Udałam się w stronę stołówki, na której - podobnie, jak rano - można było dostrzec tłumy. Tym razem nie byli jednak rozczarowani. Przy specjalnym stole siedziały dwie osoby, kobieta i mężczyzna, i spożywały swój posiłek. Karuto był tuż przy nich i z dużego dzbana nalewał im czerwonej cieczy do kieliszków. 
Mam nadzieję, że nie musi pilnować, aby nie były one puste. To by była przesada.. 
Podeszłam do lady zza której kucharz zwykle wydawał jedzenie, ale musiałam ze swoim głodem chwilę poczekać. Wrócił na swoje stanowisko pracy dopiero po kilku minutach. 
- Co dla ciebie? - mówił do mnie, ale jego wzrok ciągle uciekał gdzieś na bok. 
- Wszystko jedno, byle napełnić żołądek - westchnęłam podążając za nim spojrzeniem. Kopytny zaraz wziął się do pracy, a ja przyjrzałam się osobnikom wzbudzającym tak wielką sensację. 

Jak na elfy przystało, oboje mieli dobrze widoczne, szpiczaste uszy. Różniły się jedynie tym, że małżowiny Ester były ozdobione przepięknymi, złotymi nausznicami. A skoro już od niej zaczęłam, to była urodziwa. Blada cera, delikatne rysy twarzy i duże oczy, jeśli dobrze widzę z tej odległości, to zielone. Jej włosy sięgały ramion i miały odcień bardzo jasnego blondu. 
Mężczyzna, którego imienia nie znam, był brunetem o zdecydowanie dłuższych włosach niż ona. 
Nie mogłam się mu jednak dłużej przyjrzeć, gdyż Karuto podał mi talerz pełny jedzenia, a i wcześniej wspomniany osobnik podniósł wzrok w moją stronę. W tej chwili nie miałam ochoty na kontakt. 

W ciszy skonsumowałam swój posiłek, i jak najszybciej udałam się w stronę wyjścia. Zaczęła mnie męczyć ta cała wrzawa i komentarze, które dwójka elfów na pewno słyszała. 
Pech chciał, że zderzyłam się z czymś w przejściu - czymś bardzo twardym.
Masując czoło podniosłam wzrok i ujrzałam Nevrę. 
- Wszystko w porządku? - nasze spojrzenia się spotkały. - Lepiej tak nie biegaj..
- Wybacz, nie zauważyłam cię. Chciałam stąd, jak najszybciej uciec - kiwnęłam głową na wnętrze stołówki. 
- Coś się stało? - wampir zaraz zmarszczył brwi. 
- Nie. Po prostu takie tłumy nie są dla mnie. Chciałam pójść odpocząć. 
- Na pewno? Możesz mi powiedzieć, jeśli coś jest nie tak - chciał mi położyć dłoń na ramieniu, ale zrobiłam subtelny unik. 
- Nie masz się czym martwić. Dziś wieczorem koncert, prawda? Muszę nabrać sił.. - szybko go wyminęłam wychodząc do Sali Drzwi. 
Jeszcze tylko jakiegoś upierdliwego wampira na karku mi brakowało.
Ten odpoczynek to nie taki zły pomysł. 
Natychmiast ruszyłam do swojego pokoju, a na miejscu położyłam się w celu krótkiej drzemki.





niedziela, 2 października 2022

35. Goście, goście..

 W momencie, w którym wraz z Karenn dotarłyśmy do Ogrodu Muzycznego, Nevra już na nas czekał. Oparty o mur patrzył w zupełnie innym kierunku.

Dopiero gdy stanęłyśmy tuż obok niego zwrócił na nas uwagę. Na miejscu poza naszą trójką nie było nikogo innego. 
- Już myślałem, że będę musiał się osobiście pofatygować - krótko na mnie zerknął.
- To nie są moje ulubione z zajęć, mam jeszcze coś innego na głowie - wzruszyłam ramionami. - Możemy zaczynać? Podobno zależało ci na czasie..
- Tak. Zaczynajmy - odsunął się od ściany. - Na pewno po krótce zdajesz sobie sprawę z głównej specjalizacji Straży Cienia, w końcu.. - zaciął się na chwilę. - Nie ważne. Chodzi o to, że pewna umiejętność jest bardzo ceniona, a wręcz wymagana w jej szeregach. 
Przytaknęłam. Wiem chyba do czego zmierza.
- Takie wtrącenie - zerknęłam na Karenn. Moja jedyna deska ratunku jeśli nie mam ochoty rozmawiać z jej bratem. - Dlaczego więc nie Chrome tu jest, jako szef straży? 
- A kto inny nauczy cię najlepiej skradania i wtapiania w tło, jak nie dwa wampiry? - posłała mi szeroki uśmiech. 
Westchnęłam ciężko. Miała rację, ale tak czy siak, nie podobało mi się to.
- Nie zapominaj, że długo stałem na jej czele i doskonale wiem o co chodzi - Nevra zabrzmiał z lekkim wyrzutem. 
- Nie o to chodzi. Jako prawa ręka Huang Hua, musisz mieć ważniejsze rzeczy na głowie niż przeprowadzanie monotonnych szkoleń. 
- O to się nie martw. Zacznijmy w końcu.. 

Z gulą w gardle nie mówiłam nic więcej. Zwyczajnie dałam wampirom pole do popisu.
Nevra trochę zgrywał ważniaka i opisując różne sytuacje w których umiejętność skradania jest niezwykle przydatna, nie zapominał nawiązywać do swoich przygód. Liczyłam, że może Karenn będzie go stopować, ale byłam bardzo naiwna. Dziewczyna starała się odbijać piłeczkę, i udowadniać, że to właśnie u niej było to najwspanialsze i najbardziej ekscytujące. 
Krótko mówiąc, popisywali się. Nie wiem czy bardziej przed sobą, czy przede mną, ale nie było to ciekawe do słuchania. Tyle ile już tu jestem, to każdy z członków Straży miałby zapewne jakieś imponujące historie do opowiadania. Zdaje się, że nie po to były te zajęcia. 
- A możecie w końcu powiedzieć, co to ma wspólnego ze mną? Należę do zupełnie innej straży - w końcu się wtrąciłam unosząc nieco głos. - O ile rozumiem zajęcia z Huang Chu, ponieważ nigdy nie wiem, kiedy może mi się przydać przepis na jakiś lek, czy bombę, tak tutaj.. Potrafiłabym się schować, jeśli zaszłaby taka potrzeba. 
- Ale na jak długo? - wzrok Nevry spoczął na mnie. - Czy udało by się pozostać niewykrytą? Wątpię by to się zmieniło, a pamiętam, że zawsze łatwo było cię podejść, a nawet nie musimy się bardzo skradać. Potrafiłabyś? - Patrzył tak intensywnie, że zaczynało mi się robić dziwnie głupio. - Spotkań ze mną będziesz miała najmniej od reszty. Sens tego wszystkiego, to to żebyś zrozumiała pewne mechanizmy. Nie tylko je stosowała, ale także potrafiła wykryć. Stała się bardziej czujna. Na przykład teraz.. - pokazał ręką po okolicy, automatycznie podążyłam za nią wzrokiem. - Gdzie jest Karenn? 
Zamrugałam kilka razy i zaczęłam się rozglądać dookoła w poszukiwaniu dziewczyny. Nie było po niej ani śladu. 
- Teraz rozumiesz? Podczas gdy my rozmawialiśmy, ona zniknęła. Wiesz, jak to zrobiła? Dokąd mogła pójść? Chciałbym żebyś na początku sama spróbowała ją znaleźć - usunął się w cień. 

Mam ją znaleźć? To nie powinno być takie trudne. W końcu to tylko pokazówka, która ma mi utrzeć nosa, prawda? Nie mogła pójść gdzieś daleko, na pewno została w ogrodzie. 
Tylko jak długo jej już przy nas nie było? Zniknęła chwilę przed zwróceniem na to uwagi przez jej brata, a może jak tylko zabrałam głos? 
Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i powoli ruszyłam w stronę głównej ścieżki. Czy mogłaby tu pójść? Z jednej strony wydaje mi się to logiczne, że opuściła nas właśnie tędy, ale coś z tyłu głowy kopie ten tok myślenia i każe mi się cofnąć. 

Trudno, najwyżej dostanę wykład. 
Cofnęłam się i spojrzałam w miejsce, w którym stała przed chwilą nasza trójka.
Zwizualizuj sobie sytuację Ana - jak to było?
Rozmawiałam z Nevrą, który stał tutaj. Byłam naprzeciw niego, a obok mnie stała Karenn. 
Co byś zrobiła gdybyś chciała się ulotnić? Nie wiem, ale pewnie wykorzystała zamieszanie. W prawo? W lewo?
Stała po mojej lewej, gdyby wymykała się w stronę ścieżki, dostrzegłabym to. Czysto teoretycznie. W końcu byłam skupiona na czymś innym..
Może jest tutaj? W końcu ma gdzie się schować.
Gdybym tylko miała tak dobry słuch, jak któreś z nich. Węch Chrome'a też by był tu całkiem użyteczny. 
Zaczęłam błądzić wzrokiem od krzaka do krzaka zbliżając się do pierwszego z nich. Zajrzałam pomiędzy jego gałęzie, ale nikogo tam nie było. Ruszyłam do kolejnego - znów pustka. 
Skup się! 
Skoro już obstawiasz, że została tutaj to nie mogła odejść daleko..
Wiem!
Jakby żarówka zapaliła się w mojej głowie, a wszystkie kontrolki zaczęły szaleć. 
Cofnęłam się o kilka kroków i zajrzałam w rośliny obok których staliśmy. 

- Znalazłam cię - uśmiechnęłam się szeroko widząc nieco skuloną różowowłosą. 
- Brawo - spojrzała podnosząc się. - Chociaż zajęło ci to niemiłosiernie długo i poruszasz się strasznie ociężale - puściła mi oczko, a Nevra się do nas zbliżył. Na jego twarzy dostrzegłam cień uśmiechu. 
- Ciekawie się obserwowało. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że na to wpadniesz. Brawo. - Jak zwykle pełen wiary i nadziei.. - Karenn ma jednak rację. Wszystkie działania, które wykonywałaś były chaotyczne. Podejrzewam, że w twojej głowie panował podobny bałagan. Gdyby to nie były ćwiczenia, poszukiwana przez ciebie osoba zdążyłaby kilka razy zmienić swoje położenie, albo zaatakować. 
- Teraz rozumiesz? - dziewczyna trąciła mnie lekko łokciem. Przytaknęłam jedynie głową. W końcu oni tu rządzą. 

Przez kolejną godzinę rodzeństwo mi tłumaczyło podstawy skradania, a także wprowadziło nieco praktyki. Zdaniem wampirzycy, mój przypadek jest beznadziejny jeśli chodzi o ciche chodzenie, ale jeśli trochę poćwiczę to może coś z tego być. 
Tak czy siak, nareszcie byłam wolna i gdy tylko Nevra ogłosił koniec dzisiejszego spotkania, rzuciłam coś na odchodne i zaczęłam się oddalać. 
Zgłodniałam. 

Wchodząc do stołówki, nie dało się przegapić sprzątającego wszystko na błysk Karuto. Chodził ze zmiotką i przewieszoną przez ramię szmatką, a w odosobnionym miejscu sali pojawił się nowy stół. Nie był prosty, jak reszta. Leżał na nim elegancki obrus, świecznik i świeże kwiaty - trochę jakby był przygotowany na randkę, a krzesła też były przy nim tylko dwa. 
- Wszystko w porządku? Co to za porządki? - podeszłam do kucharza zajętego wycieraniem stołu. Nieco podskoczył słysząc mój głos i zaraz spojrzał. 
- Nie mogę powiedzieć. Wszystko musi być perfekcyjne - pokręcił głową i wrócił do wycierania. Jego ruchy były trochę nerwowe.
- Mam rozumieć, że nie ma szans na posiłek?
- Idź sobie coś tam weź - machnął ręką. Skoro tak, to dobra. Sama sobie zrobię coś dobrego. Ruszyłam w stronę kuchni, gdy usłyszałam okropny wrzask. - Nie! Niczego tam nie dotykaj! - biegiem mnie wyprzedził. - Nie możesz tutaj niczego dotknąć, jeszcze coś popsujesz i dopiero będzie! - Niczym szaleniec zniknął za lady. - Zaraz ci coś przyniosę! 

Mocno zdezorientowana zajęłam miejsce przy stole. Specjalnie ominęłam ten, który czyścił przed chwilą. 
Czyżby tu też chodziło o tego specjalnego gościa? Według Karenn to ma być niespodzianka dla całej Kwatery, więc takie zamieszanie trochę przeczy temu wszystkiemu.
- Specjalnym upodobaniom nie jest łatwo sprostać, zwłaszcza kucharzowi - ktoś zajął miejsce naprzeciw mnie. Podnosząc wzrok dostrzegłam Lance'a.  - Można? Karuto nie był zadowolony z mojego przyjścia, lepiej się nie rozsiadać za bardzo.
- Siedź - przytaknęłam głową. - O jakich specjalnych upodobaniach mówisz? - zmarszczyłam czoło przyglądając się smokowi. Kącik jego ust drgnął ku górze - wiedział, że zapytam. 
- Karenn ci nie powiedziała? Jako jedna z pierwszych o wszystkim się dowiedziała. 
- Nic nie wiem. Miała mi powiedzieć, ale jakoś po treningu uciekłam. Wyleciało mi z głowy, jej chyba też - do moich nozdrzy dotarł zapach smażonych kiełbasek, przez co odruchowo zerknęłam w stronę kuchni. - Powiesz mi o co chodzi, czy będziesz pilnował tajemnicy? 
- Nic mi w sumie nie szkodzi - pochylił się do przodu i kiwnął żebym zrobiła to samo. Bez gadania zbliżyłam się. Znaleźliśmy się twarzą w twarz, blisko siebie. Poczułam się nieco niezręcznie, zwłaszcza że jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie. Z bliska wydawał się groźniejszy. To lodowate spojrzenie, kilkudniowy zarost i blizna na idealnym nosie. Było się czego obawiać. - A więc.. Przechodząc do tego całego zamieszania.. - odezwał się cicho, niemal szeptem. - Przyjeżdża Ester - mruknął mi wprost do ucha, a moje ciało nie wiedząc czemu przeszedł dreszcz. Zacisnęłam zęby wypuszczając lekko powietrze nosem. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. 
- A kim jest ta cała Ester? - odsunęłam się. Było dziwnie niezręcznie w takiej pozycji.
- Śpiewaczką posiadającą duże grono wielbicieli - również się wyprostował i nie spuszczał ze mnie wzroku. 
- I o nią tyle szumu? Jest tak bardzo znana? To jakiś eldaryiski Michael Jackson? - podparłam się na ręce. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie wie o czym mówię. Zanim więc o to zapytał szybko wytłumaczyłam. - To ziemski piosenkarz, znany na cały świat. Chodzą o nim różne plotki, ale nikt nie zaprzeczy jemu dorobkowi artystycznemu. 
- To z nią jest chyba podobnie - podrapał się po brodzie. - Ma ładny głos, udziela występów w różnych miejscach. Tutaj jej długo nie było, miała konflikt z Miiko, ale odkąd stery przejęła Huang Hua zagląda częściej. 
- I za każdym razem to tak wygląda? Wielka tajemnica, tajemne przygotowania w kuchni? 
- Jak to przed chwilą ujęłaś.. Chodzą o niej różne plotki, ale ma niesamowity głos i potrafi zachwycić. Każdy chce jej zaimponować.
- Jesteś jej jednym z największych fanów? - nie mogłam się powstrzymać od przytyku. Odpowiedział mi na to uśmieszkiem. 
- Nie czuj się zagrożona. Lubię jedynie słuchać - puścił mi oczko, a przed nami pojawiły się talerze pełne jajecznicy z kiełbaską. 
- Jedzcie i uciekajcie. Mam tu tyle do roboty - rzucił szybko kucharz uciekając. Jedynie przytaknęłam odprowadzając go wzrokiem.
- Karuto to jeden z najlepszych dowodów na jedną z plotek dotyczących Ester - rzucił Lance biorąc się za swój posiłek. Spojrzałam w jego stronę. Chciałam by wytłumaczył. Zrozumiał. - Nasza śpiewaczka lubi ekskluzywność. Nie ubierze byle czego, nie zje tego co wszyscy. Jak się zapewne domyślasz, nie zajmie też miejsca ze zwykłymi strażnikami przy jednym stole. Musi mieć stolik dla siebie i swojego towarzysza, przy którym usiądą i nikt im nie będzie przeszkadzał. Miiko się nie podobało jej zachowanie i się o to pokłóciły. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. 
- A jaka jest ta mniej oficjalna? - wzięłam się za jedzenie, które smakowało fatalnie. Było mocno przesolone i wywołało grymas na mojej twarzy. 
- Tak naprawdę nikt tego nie wie poza nimi. Wszystko w porządku? 
- Właśnie nie wiem - marszcząc czoło wzięłam kolejnego kęsa. Miałam nadzieję, że w jednym miejscu sypnęło mu się za dużo. Niestety całe danie było niezjadliwe. - Wygląda na to, że dostałam twoją porcje.

Posiłku nie dokończyłam, nie byłam w stanie. Podziwiam Lance'a, że potrafi przełykać takie cuda dzień w dzień.
Smok chciał zamienić nasze talerze, albo iść do Karuto po nową porcje, ale stanowczo odmawiałam. Nie chciałam narażać się kucharzowi, albo dokładać mu zmartwień, a do tego to Lance potrzebuje więcej siły niż ja. Wmusiłam więc w siebie kilka dodatkowych kęsów, które z trudem przełknęłam i próbowałam wyciągnąć trochę więcej informacji o tej całej Ester. 

Według Obsydiańczyka elfka wydaje się być miłą osobą, o gwiazdorskich odchyłach, które potrafią męczyć jej otoczenie. Dlaczego jest więc tak lubiana? Na to pytanie nie potrafił mi odpowiedzieć. Twierdził, że sam nie szaleje słysząc jej imię. Zwyczajnie posłucha, i tyle. Jestem wojownikiem, mam ważniejsze sprawy w głowie. Zamieniłem z nią ledwie kilka zdań - to dosłownie jego słowa. 
Podobno odkąd Huang Hua zarządza Strażą, Ester zagląda tu zdecydowanie częściej, a nawet zostaje tu na kilka dni, co nie zdarzało się za kadencji Miiko. Konflikt był chyba trochę poważniejszy, tak mi się wydaje. 

- To widzimy się jutro na treningu. Przyjdź wypoczęta - smok podnosił się zaraz gdy skończył jeść. 
- O ile całe to zamieszanie nam go nie odwoła - podążyłam za nim wzrokiem. 
- Nie powinno. Nigdy nie było jej tak wcześnie na nogach. Zwłaszcza, że może dotrzeć w nocy. Do jutra - krótko machnął ręką i zostałam sama. 
Podsumowując. Przyjedzie do nas jakaś cizia z wygórowanym ego i dobrym głosem. Po tym co słyszałam nie nastawiam się zbyt dobrze, ale w moim poprzednim życiu też tak przecież było. Ile razy słyszało się, że ktoś gwiazdorzy, a okazywał się naprawdę fajną osobą. Zobaczymy, jak to będzie.




środa, 24 sierpnia 2022

34. Cykl treningowy

 Trening mocy, trening aengela, trening z Leiftanem - te trzy frazy chodziły mi od wczoraj po głowie bez przerwy. W nocy z podekscytowania nie byłam w stanie za dużo spać. Zasnęłam bardzo późno i obudziłam się równo z pierwszymi, leniwymi promieniami słońca wychylającymi się zza horyzontu. 

W efekcie tego wszystkiego, jako jedna z pierwszych zjadłam swoje śniadanie i popędziłam do ogrodu. Mieliśmy się spotkać przy Stuletniej Wiśni, ale blondyn był jeszcze nieobecny. Widocznie było za wcześnie.
Towarzystwo posągów nie było tym, w którym się czułam najlepiej dlatego przeszłam na drugą stronę i usiadłam przy fontannie. 

Usiadłam tak by mieć dobry widok na ścieżkę i przypadkiem nie przegapić nadchodzącego aengela. W międzyczasie dołączyła do mnie Dafne, która ułożyła się na moich nogach i domagała uwagi. Zaczęłam ją zaczepiać nie mając nic innego do roboty.
Czas powoli płynął, a po chłopaku nie było śladu. Zapomniał? 
- Chyba będziemy musiały go poszukać - zerknęłam na chowańca, ściągając ją ze swoich nóg. Nie była zadowolona, ale przeciągnęła się podczas gdy sama się podniosłam, a potem ruszyła tuż za mną. 
Ruszyłyśmy w stronę Wiśni, ale nikogo tam nie było. Pomyliłam miejsca? Niemożliwe.. 
W razie czego może lepiej to sprawdzić.

Rozglądając się dookoła zaczęłam spacerować po ogrodzie - bezskutecznie. Przez cały ten czas młoda Minaloo biegała wokół mnie, czasem domagała się uwagi, i pomagała mi w poszukiwaniach.
- Myślisz, że zaspał? - potargałam zwierzaka po łepku, na co nim wstrząsnęła i biegiem ruszyła w stronę bramy. - Hej! Tam nie idziemy! - zaraz za nią ruszyłam. Skubana była bardzo szybka. Opuściła mury Kwatery Głównej z prędkością światła i zmierzała w stronę równiny. 
Dostałam ostrej zadyszki, ale udało mi się w końcu rzucić na ziemię i dostać ją w swoje ręce. Upadek był bolesny i wyrywała się, ale trudno. Wolę by nie chodziła sama poza mury - przynajmniej gdy jestem tego świadoma.
- Nie rób mi tego więcej - spojrzałam na nią ostro na co skuliła się. Nie czułam się z tym dobrze, ale lepiej jeśli będzie mnie chociaż odrobinę słuchać. - Nie chcę się martwić - cmoknęłam ją w łepek i się podnosiłam.
- Anastazja? - na dźwięk tego głosu podskoczyłam, że prawie znów doszło do twardego lądowania na ziemi. W ostatniej chwili złapałam równowagę i się rozejrzałam. Pod jednym z drzew w okolicy nory siedział nie kto inny, jak Leiftan.
- Co ty tu robisz? Nie mieliśmy spotkać się przy Wiśni? - zaraz do niego podeszłam. Miał przymknięte oczy, ale lekko się uśmiechał. 
- Wybacz, musiałem stracić rachubę czasu.. - otworzył oczy, gdy stanęłam tuż przed nim. -Chciałem trochę pomedytować przed naszym spotkaniem. Dużo się spóźniałem? 
- Troszkę.. - skupiłam na nim swoje spojrzenie. Czułam od niego błogie odprężenie i całkowity spokój. - Często tak medytujesz? 
- Odkąd tylko opuściliśmy kryształ, pomaga mi to. Próbowałaś kiedyś?
Pokręciłam głową.
- Nigdy. Takie nieruchome siedzenie, buczenie czegoś pod nosem.. Nie przemawia to do mnie - skrzywiłam się. Fakt faktem, że nie widziałam tego nigdy na żywo - takiej prawdziwej medytacji. W końcu filmy nie zawsze mówią prawdę, racja? 
- Buczenie? - Leiftan uniósł brew. - Nie wiem, jak to robią Ziemianie, ale na pewno nie tak samo. Jeśli chcesz mogę ci pokazać, aengele odkryły niesamowite techniki.
- Medytacji? No nie wiem.. 
- To może ci pomóc w naszym treningu - na nowo zamknął oczy. Albo mnie podszedł, bo mnie tak zna, albo rzeczywiście w tym coś jest.
- No dobrze. Spróbuję - zajęłam miejsce naprzeciw niego, i przyjęłam najwygodniejszą pozycję, jaką byłam w stanie.
- Poprowadzę cię. Myślę, że łącząca nas więź może to ułatwić. Zamknij oczy i wsłuchaj się, oddychaj spokojnie. - Posłuchałam go i zaraz opuściłam powieki. Przed moimi oczami pojawiła się całkowita ciemność. - Wycisz się, poczuj to, co ja czuję. 
Mam się skupić na jego uczuciach? Emocjach? Na sercu, czy umyśle? Nie mam z tym dobrych skojarzeń. Kiedyś weszłam do głowy Miiko, i nie było to najprzyjemniejsze z uczuć. 
- Nie martw się niczym. Chodzi jedynie o to, żebyś zrozumiała, jak powinnaś się poczuć. O nic więcej.. 
Zaufałam mu. Powoli wypuściłam powietrze i skierowałam swoją uwagę na to, co jestem w stanie uchwycić z emocji Leiftana. Wydawał się idealnie spokojny, jakby nic go nie mogło ruszyć, niczym zamarzniętej tafli jeziora. 
Z każdą chwilą zaczęłam czuć, jakbym się do niego zbliżała, a równocześnie nie ruszałam się ani trochę. Coraz bardziej dochodziło do mnie to, co chciał mi przekazać. 
- Dobrze, chodźmy dalej. To dopiero początek, pierwszy etap.. - jego głos odbijał się w mojej głowie i prowadził mnie dalej. - To tylko powierzchnia. Pod nią jest świat taki, jaki jest. Taki, jakim możemy tylko my go zobaczyć. Poczuj to pod swoim lodem. Poczuj pod nim świat tętniący życiem. Zanurkuj w nim, przejdź na drugą stronę. 
Kolejny raz wypuściłam powietrze. Nie myśl o tym, znajdź to. Nie zaprzątaj sobie myśli. Jesteś na powierzchni. Odszukaj świat, o którym mówił Leiftan..

On ma rację. Pod spodem coś się porusza, drga..
Muszę zbliżyć się jeszcze bardziej. Chcę zobaczyć dokładnie to, co on widzi. 
- Słuchaj świata, otwórz się na niego. Daj mu się pokazać..
Nagle poczułam, jak coś mnie chłonie. Poddałam się temu. Zupełnie jakby wir energii ciągnął mnie pod powierzchnię. 
Przed moimi oczami pojawił się obraz. Zupełnie jakby niespodziewanie moje powieki się podniosły. Przede mną była Eldarya, poznawałam ją. Wydawała się jednak obdarta z zewnętrznej warstwy. Niczym zupełnie nowy, nieznany świat. Maana była wszędzie, jest wszystkim. Nieustannie drży i wiruje w swoich nieskończonych przepływach.
Wszystko rysowało się w odcieniach błękitu, wyglądało tak niesamowicie, niczym w najciekawszym ze snów.
- To co widzisz, to rzeczywistość - obecność Leiftana przypomniała mi, że wcale nie śnię. - To właśnie esencja tego świata. Każdy z nas jest jego częścią, należymy do niego..
W tym momencie to poczułam. Pierwszy raz odkąd pojawiłam się w Eldaryi naprawdę czuję, że jestem z nią faktycznie z nią związana. Wcześniejsze momenty były niczym w porównaniu z tym, co ma miejsce właśnie teraz.

- Wracajmy. To twój pierwszy raz, nie powinnaś pozostawać w tym stanie zbyt długo. - Pozwoliłam by Leiftan mnie prowadził. Cały wirujący świat zaniknął, znów pojawiła się ciemność. Zaczęło mi brakować widoku, który przecież dopiero poznałam. - Możesz otworzyć oczy. Uważaj żeby słońce cię nie oślepiło..
Powoli podniosłam powieki i ujrzałam przed sobą uśmiechniętego blondyna. Czułam się doskonale wypoczęta, zrelaksowana - tym razem to były naprawdę moje uczucia, a nie chłopaka przede mną. 
- Jak się czujesz? 
- To było.. Nawet nie wiem, co powiedzieć - rozejrzałam się po okolicy. Czy liczyłam na ujrzenie Maany? Może delikatnie, ale wokół nie dostrzegłam żadnych jej śladów. - Nie sądziłam, że medytacja może być tak niesamowita.
- Mówiłem. Nasz poziom zgłębienia się w świat, który nas otacza jest zupełnie inny, niż u całej reszty.
- Całkowicie realny, a tak bardzo nie do uwierzenia - Dafne, która do tej pory przyglądała się nam z boku podeszła i położyła mi swój pyszczek na nodze. Pomiziałam ją po nim nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiechu wkradającego się na moje usta. 

- Ana, zanim przejdziemy do trudniejszych części treningu, powinniśmy porozmawiać - aengel zabrał głos, a na jego twarzy nie dostrzegłam zadowolenia, które mu przed chwilą towarzyszyło. Krzywił się. - Chciałbym jednak żebyś zachowała to wszystko dla siebie. 
Przytaknęłam. 
- Nic mi z tego nie przyjdzie jeśli rozpowiem kogoś sekret. Obiecuję. Coś się stało? - wbiłam w niego swoje spojrzenie.
- Huang Hua wie jako jedyna, ale ponieważ mam ci pomóc, też powinnaś być świadoma - wypuścił ciężko powietrze. Nie odzywałam się, nie chciałam mu przerywać. - Chodzi o to, że będę mógł ci pomóc tylko zrozumieć, wizualizować pewne rzeczy, prowadzić. Nie będę mógł pokazać ci nic bardziej wyjątkowego, niż to co przed chwilą widziałaś. I nie chodzi tu tylko o moją niechęć do używania mocy, czy chęci odpoczynku od tego wszystkiego. Sprawa jest dużo poważniejsza.. 
- Zaczynasz mnie martwić - zmarszczyłam czoło. Dokąd zmierza? 
- Przepraszam, nie taki miałem zamysł. Uwierz mi, że gdybym tylko musiał cię bronić nie zawahałbym się użyć najmroczniejszej z energii. Problem tkwi w tym, że zwyczajnie nie mogę. Moje moce zniknęły, nie czuję ich. Łudziłem się, że medytacja mi pomoże, ciągle z resztą próbuję, ale nic się nie zmienia. 
- Dlaczego nie powiedziałeś mi od razu?  Wiesz, jak mnie denerwowała twoja odmowa? - złapałam go za dłoń by zwrócić na siebie uwagę. Przez cały ten czas raczej unikał mojego spojrzenia, ale teraz podniósł wzrok. 
- Naprawdę nie chcę walczyć, jeśli nic mnie do tego nie zmusi. Bałem się, że tkwiący we mnie daemon zacznie przejmować kontrolę, ale skoro nie widać śladu po żadnej z mojej części..
- Na pewno to gdzieś w tobie jest. Nie wierzę, że cała potężna moc, którą władałeś tak zwyczajnie zniknęła. Może zwyczajnie się blokujesz? Właśnie przez ten strach, o którym wspomniałeś. 
- Może. Huang Hua mówiła mi coś podobnego - zerknął na mojego chowańca i ją krótko zaczepił. - Nie martwcie się. Nie jestem tak do końca bezużyteczny - po chwili ciszy podniósł na mnie wzrok i zaczął wstawać. - Wszystko ci wytłumaczę. Chociaż wydaje mi się, że przy następnym spotkaniu. Z tego co pamiętam masz zaraz zajęcia z Huang Chu, lepiej żebyś się nie spóźniła. 

Faktycznie. Razem z Leiftanem zebraliśmy się z powrotem do Kwatery Głównej w samą porę. Ledwo przekroczyłam drzwi, a dostrzegłam biegnącego do laboratorium Mathieu, który swoją drogą ciągle wyglądał strasznie. Jego nos nie był przestawiony czy złamany, ale podobno lekko pęknięty i porządnie stłuczony. Nie celowałam w ten sposób, i nie chciałam nikomu zrobić krzywdy, ale jednak coś nie wyszło. 

Szybko pożegnałam blondyna i ruszyłam w ślad za człowiekiem. Do pomieszczenia wpadłam niemal tuż po nim. Na miejscu były już dziewczyny, które najwyraźniej czekały na naszą dwójkę.
- Rozumiem, że na Ziemi takie zachowania są tolerowaną normą? - Huang Chu z założonymi rękoma spojrzała w naszą stronę. 
- Przepraszam. Byłam z Leiftanem i trochę mi uciekł czas.. - spojrzałam na nią najbardziej przybitym wzrokiem, na jaki było mnie stać.
- Ja znowu rozmawiałem z.. - Mathieu zaczął się tłumaczyć, ale szefowa mu przerwała. 
- Nie marnuj już mojego czasu. Weźmy się do roboty.. - nawet na niego nie spojrzała odwracając się do stołu. Oby nie było tak cały czas. 

Zaczęliśmy nasze zajęcia, a bardziej egzaminowanie. Jako, że Koori często tu urzędowała i miała bardzo dobrą wiedzę w kwestii alchemii została wydzielona przez Huang Chu na jej pomoc. Miała zająć się Karenn, która coś tam wiedziała żyjąc tu tyle czasu, i Mathieu na którego siostra Huang Hua zwyczajnie nie mogła patrzeć. 
W efekcie całą trójką przeszli do pomieszczenia obok i tam mogli zająć się sobą, podczas gdy liderka Straży Absyntu skupiła całą swoją uwagę na mnie. 

Na początek pokazywała mi różne rośliny, płyny i zawiesiny oraz kazała powiedzieć z czym mam styczność. O ile różne kwiaty i zioła byłam w stanie rozpoznać, lektura księgi się przydała, tak przy pozostałych rzeczach nie wiedziałam kompletnie nic.
- Niewiele o tobie wiem. Miałaś jakąś styczność z alchemią? Coś może robiłaś? - spojrzała na mnie podchodząc do jednej z szafek. Uważnie ją obserwowałam, nie chciałam przypadkiem czegoś przegapić. 
- Mogłam zapomnieć inne, ale w pamięci mi zapadły dwa przypadki. Przy jednym z nich prawie umarłam, a po drugim cała rodzina o mnie zapomniała - wyrwało mi się westchnięcie.
- Masz na myśli eliksir zapomnienia? - Przytaknęłam jedynie w odpowiedzi. - A ten drugi? Co nim było? 
- Z Chromem utknęliśmy na Wybrzeżu Jaspisu, po tym jak Lance, znaczy Ashkore ukradł naszą łódź - skrzywiłam się. Dla mnie jedno i to samo, ale niech będzie. - Musieliśmy jakoś wrócić, więc zmieniliśmy się w syreny.
- To cię prawie zabiło? - uniosła brew wyraźnie zdziwiona. 
- Czas jego trwania był  mnie nieco inny niż u niego. Utonęłabym gdyby Nevra mnie wtedy nie wyłowił..
- Miałaś dużo szczęścia. W nieszczęściu - skrzywiła się nieco, stawiając przede mną kilka fiolek i buteleczek. - Nie martw się, nie będziemy uczyć się zbędnych rzeczy. Nie należysz do mojej straży, ale powinnaś znać kilka podstawowych przepisów i substancji. To może być dla ciebie bardzo przydatne. 

Huang Chu okazała się cierpliwą, a także pełną pasji wykładowczynią. O wszystkim mi spokojnie opowiadała i demonstrowała, a ponieważ przyszłam raczej średnio przygotowana użyczyła mi kilka kartek i dała robić notatki. Później zajmę się znalezieniem jakiegoś notesu do tych wszystkich mikstur.
Prócz przedstawienia kilku przepisów na bomby dymne czy błyskowe, opowiedziała mi kilka anegdotek. Poza zebraniami wydawała się naprawdę przyjemną osobą jeśli nic, ani nikt, jej nie denerwował. Nie da się ukryć, że do wszystkiego podchodziła bardzo poważnie i często mnie karciła, jeśli zaczęłam za dużo wypytywać, na temat nie związany z danym płynem. Nie miałam jednak na co narzekać. W końcu obie wykonywałyśmy poniekąd swoje obowiązki.

Jeśli chodzi o pozostałą trójkę to nie mam pojęcia, jak im szło, ale zza drzwi nie dochodziły żadne krzyki czy dźwięki tłuczonego szkła, więc prawdopodobnie było spokojnie, jak u nas. Przynajmniej według ich możliwości.

- To koniec na dzisiaj. Jesteś wolna - szefowa zerknęła na mnie sprzątając swoje miejsce pracy. - Z kim jutro się widzisz? 
- Na pewno Leiftanem, a potem chyba z Nevrą. Będzie ciężki dzień.. - zbierałam swoje notatki. 
- Jeśli Karenn do was dołączy to możliwe - uśmiechnęła się pod nosem. - Niczym się nie martw i odpocznij. 
- Najpierw może powtórzę materiał - zamachnęłam kartkami idąc do wyjścia. - Do zobaczenia.. 

Opuściłam laboratorium i dałam się prosto w stronę swojego pokoju. Chciałam odłożyć zapiski w bezpiecznym miejscu - ich przepisaniem zajmę się przed snem, w końcu nie powinno mi to zająć dużo czasu. 
Zanim się jednak za to wezmę muszę zjeść coś porządnego i poszukać Dafne. Została gdzieś w ogrodzie gdy wracaliśmy z Leiftanem, a wolałabym mieć ją blisko. 
Ku mojemu zdziwieniu znalazłam ją szybciej, niż myślałam..

- W końcu jesteś - Lance stał pod drzwiami mojego pokoju, a skulony wilczek siedział przy jego nogach. Gdy tylko mnie zobaczyła natychmiast od niego uciekła i zaczęła skakać wokół mnie radośnie. 
- Coś się stało? - zdezorientowana ją zaczepiłam i spojrzałam na smoka. 
- Prawie ją upiekli w kuźni - jego wzrok powędrował do chowańca, który natychmiast się uspokoił i schował za moimi nogami. 
- Jak to upiekli? O czym ty mówisz? 
- Schowała się w jednym z wygaszonych pieców. Dawno nie był używany, ale dziś sytuacja się nieco zmieniła - skrzywił się i spojrzał na mnie. - Obyło się bez uszczerbku na jej zdrowiu, ale Valerian trochę się uniósł.. 
- I ją wystraszył - westchnęłam dokańczając za niego. - Dzięki, że ją przyprowadziłeś. Postaram się jej bardziej pilnować. 
Kiwnął głową w odpowiedzi i zaczął odchodzić. 
- Mam jeszcze trochę na głowie. Widzimy się na treningu - zerknął na mnie przelotem, po czym zniknął. 
Sama wzięłam młodą Minaloo na ręce i weszłam do pokoju.
- Musisz być ostrożniejsza, nie chcę żebyś władowała się w kłopoty - postawiłam ją na ziemi, po czym zajęłam przeszukiwać swoje szafki licząc, że znajdę jakiś zeszyt. Nie było nic co by się nadawało, ale zawsze można sprawdzić, prawda? 

Nastał nowy dzień. Poprzedniego wieczora przeliczyłam się jeśli chodziło o moje zasoby energii i nic nie przepisałam. Jedynie zjadłam coś dobrego w towarzystwie Karuto, a potem kilka razy przeczytałam swoje notatki i zasnęłam z głową Dafne na brzuchu. 
Nie mam pojęcia czy padłam z nudów, czy może rzeczywiście coś ze mnie wyssało całą energię, jakoś wcześniej nie czułam takiego zmęczenia. 
W każdym razie, będę musiała się zawziąć i znaleźć chociaż godzinę na zabrudzenie stron w zeszycie, który udało mi się dostać tuż przed zamknięciem straganów. Dzień mi zleciał bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy. Mam nadzieję, że przez wszystkie te lekcje, nie będzie tak codziennie.

Dzisiejszego poranka znów byłam umówiona z Leiftanem. Tym razem mieliśmy dokładnie ustalony czas i miejsce - siódma rano, pod Wiśnią. Obiecał, że tym razem nie będę musiała go szukać. 

Do ogrodu dotarłam chwilę przed czasem i usiadłam na pobliskiej ławce. Dafne była razem ze mną, nie pozwalałam jej odejść nawet na krok. Starałam się zachować spokój, ale fakt że mogło jej się coś stać trochę mnie zdenerwował. 
- Jak myślisz, co będziemy dzisiaj robić? - spojrzałam na nią i pogłaskałam po łepku. Jedynie mnie obserwowała swoimi dużymi oczami, siedząc przy moich nogach. 
To pytanie krążyło mi po głowie od wczoraj. Jak Leiftan ma zamiar mnie czegoś nauczyć, skoro sam nie może używać swoich? Dlaczego tak jest? Coś z tego wyjdzie? A może to tylko marna wymówka, żeby dotrzymać danego sobie słowa? Nie sądzę jednak by w tak poważnej sprawie był zdolny kłamać - nie przede mną czy Huang Hua. Jednak zdarzyło mu się to już w przeszłości..
Nie! Stop Anastazjo! Za dużo myślisz i zaczynasz wymyślać idiotyczne teorie. Skoro powiedział, że może mi pomóc, to z pewnością tak jest. 
- Przestań wmawiać sobie bzdury - mruknęłam pod nosem i uszczypnęłam się w rękę. Nie zabolało, jak to zwykle, gdy samemu sobie coś próbujesz zrobić, a szkoda. 
- Wszystko w porządku? - nade mną pojawił się lekki cień. Podniosłam głowę i ujrzałam nieco zmartwioną twarz Leiftana. 
- Chciałam przestać o czymś myśleć - uniosłam lekko kąciki i się podniosłam. 
- Na pewno? Jeśli to dla ciebie za wcześnie, albo masz coś na głowie, to możemy przełożyć to na później. 
- Nie ma potrzeby. Ze wszystkich treningów, ten jest obecnie dla mnie najważniejszy - wyprostowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy. Nie kłamałam. Na opanowaniu tej mocy zależy mi najbardziej. 

Oboje znaleźliśmy się pod Wiśnią i usiedliśmy. Nie wiem po co, ale aengel kazał mi usiąść, i sam zrobił to samo.
- Zanim zaczniemy chciałbym ci wyjaśnić kilka spraw, które mogą okazać się pomocne. Zaraz po tym przejdziemy do reszty - spojrzał na mnie uważnym wzrokiem. Jedynie przytaknęłam na jego słowa. - Sam dawno nie czułem światła aengeli, ale dzięki łączącej nas więzi mogę cię dobrze poprowadzić, i może odkryjesz w sobie jakieś nowe umiejętności. Zacznijmy od tego, że cała ta moc to nie jest błogosławieństwo, nic jej tobie nie zsyła, nie dostajesz jej. Ona jest tobą, jest w tobie. Gdy ich nie kontrolujesz możesz mieć wrażenie, że robią to co im się żywnie podoba. Czasem może ci się nawet wydawać, że to nie ty ich używasz. Jest to całkowicie błędne. Ono pochodzi wyłącznie z ciebie, to ty nim manipulujesz. Recz w tym, że możesz to robić podświadomie, odruchowo. To jak z nogami, o których nie myślisz, a chodzisz, albo z dłońmi którymi zwyczajnie coś chwytasz. Rozumiesz? 
Jedynie znów kiwnęłam głową. Wszystko wydaje się jasne.
- W tej chwili używasz tej mocy do dwóch rzeczy, wzniesienia tarczy, lub wystrzelenia promienia światła, którym możesz atakować. Możliwości są tu jednak tak wielkie, że jedyne co cię ogranicza to twoja wyobraźnia. Tak naprawdę możesz z nimi robić absolutnie wszystko. Chwytać przedmioty, rysować formy, osoby.. - uśmiech wkradł mi się na samą myśl, o tych wszystkich rzeczach. Wiedziałam, czułam, że to światło jest niesamowite, ale nie spodziewałam się, że może być tak nieograniczone. - Tak jak wspominałem, najbardziej ograniczająca jest wyobraźnia. Posiadasz dobrą zdolność do wyczuwania obecności światła, żeby z nim pracować. Dlatego nie masz problemów z tworzeniem tarczy. To prosta forma, która nie sprawia ci problemów. To twoja niepewność, spowodowana brakiem pełni kontroli, przeszkadza ci czasem ją utrzymać w pełni.
- Jak dotąd wszystko rozumiem - poprawiłam się nieco i przytuliłam kolano. - Mam tylko jedno pytanie. Co ze skrzydłami? Pamiętam, jak siedem lat temu na nich latałam, ty też je miałeś. Jak je wywołać? Wydają się skomplikowaną formą, żeby stworzyć je z całej tej energii samemu. 
- Nimi się nie martw. W tej sprawie wystarczy po prostu twój instynkt aengela. Żeby biegać nie musisz wiedzieć, jak działają twoje nogi. Podobnie z lataniem, to po prostu wyjdzie.
- Skoro tak - wyrwało mi się westchnięcie. - To nieco rozczarowujące, ale chyba muszę to zwyczajnie przetrawić. 
- Miałem podobnie, gdy sam doświadczałem tego wszystkiego - uśmiechnął się serdecznie. - Gotowa na przejście do praktyki?
- Głupie pytanie - zaraz wyskoczyłam na nogi i patrzyłam na niego wyczekująco. Nieco mniej energicznie, ale również się podniósł i stanął naprzeciw mnie. 
- Pamiętasz, jak wczoraj się połączyliśmy? Powinniśmy znów spróbować, ale nie wchodząc w stan transu. Postaraj się na mnie otworzyć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Musisz się rozluźnić, odrzucić postawę obronną. Nie potrzebujesz się nawet specjalnie skupiać.. - uważnie mnie obserwował. Słuchając jego słów wypuściłam całe powietrze ze swoich płuc i miarkowałam oddech. Starałam się odtworzyć uczucie podobne do tego wczorajszego. - Dobrze. Możesz się postarać uaktywnić swoje światło aengeli? Niech pojawi się w twoich dłoniach. 
Światło, ono jest gdzieś w tobie. Poczuj to ciepło.
Wystawiłam ręce przed siebie i starałam się o tym nie myśleć. Muszę to zwyczajnie zrobić. To tak, jak z ruszaniem ręką czy nogą - automatycznie.

Po chwili w moich dłoniach pojawiło się jasne światło, a przez ciało przeszło dobrze mi znane, przyjemne ciepło. 
Dostrzegłam, że oczy Leiftana nieco szerzej się otworzyły. Nie spodziewał się, że pójdzie mi tak szybko? 
- Idealnie. Spróbuj teraz całe światło skupić przed sobą i uformuj z niego kulę. Pozwól jej oderwać się od twoich rąk, niech unosi się w powietrzu. Staraj się o tym nie myśleć. 
Przytaknęłam głową i oddychając spokojnie starałam się, jak najbardziej odprężyć. Swój wzrok zadarłam nieco ku górze - na błękitne niebo, aby moje myśli nie błądziły w kierunku kuli. 
Wkrótce poczułam przy sobie pewien rodzaj obecności, jaki towarzyszył mi wczoraj, to Leiftan. 
- Spójrz, udało ci się - usłyszałam, a mój wzrok zaraz powędrował ku dłoniom. Dwa płomienie właśnie łączyły się w jedno. Zrobiłam to! - Świetnie. Możesz teraz manipulować jej wielkością, spróbuj ją nieco powiększyć. 
Nie czułam, że w nią ingeruję. Równo ze słowami blondyna obiekt przede mną powiększył się. Kula skwierczała i wydawała się tętnić własnym życiem, ale równocześnie była mi posłuszna. Mogłam z nią zrobić co chciałam. 
- O to właśnie chodziło. Teraz spróbujemy zmienić jej kształt. Pamiętasz? Jedynie wyobraźnia..
- Mam zrobić coś konkretnego? - zerknęłam na niego. Prócz Leiftana dostrzegłam również zarys trzeciej osoby stojącej kawałek dalej i przyglądającej się nam. 
- Niestety muszę wam przerwać - damski głos zaraz się odezwał. Aengel spojrzał za siebie, a moja energia powoli zniknęła. 
Zbliżyła się do nas Karenn. 
- Coś się stało? 
- Nie, nic takiego. Nevra mnie prosił żebym przyszła po ciebie - skrzywiła się zerkając w moją stronę. - Plany się trochę zmieniły i musiał przesunąć twoje lekcje na trochę wcześniejszą porę.
- Naprawdę muszę? To jest chyba moje najważniejsze ze wszystkich zajęć. - Nie ukrywałam, że wizja szybszego spotkania z wampirem bardzo mi się nie podobała. 
- Spokojnie, dokończymy następnym razem - Leiftan położył mi dłoń na ramieniu. Czyżby wyczuł moją niechęć? - Dobrze ci idzie, nie martwiłbym się na twoim miejscu. 
- Cudownie! Wielkie dzięki - różowowłosa zaraz złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą. Ledwie zdążyłam pomachać chłopakowi na pożegnanie.

- Możesz mi wyjaśnić o co chodzi? - w drodze do Ogrodu Muzyki nie wytrzymałam i zwyczajnie zapytałam Karenn. - Myślałam, że o zmianach będziemy informowani wcześniej, a nie na ostatnią chwilę.
- Tak miało być, i tak jest. To wyjątkowa sytuacja. 
- Możesz powiedzieć, o co chodzi? 
Spojrzała na mnie nieco niepewnie. 
- Tylko musisz trzymać język za zębami. To ma być niespodzianka dla całej Kwatery. 
- Powiedziała plotkara wszechczasów - wywróciłam oczami. 
- Wiem jak to brzmi - zaśmiała się pod nosem. - Po prostu chodzi o to, że ma przybyć do nas pewna osoba. Jest bardzo znana i kochana przez wiele faery. Początkowo miała tu być tylko przejazdem, ale zmieniła zdanie i zostanie na kilka dni. 
- Coś w rodzaju Huang Hua kiedyś? - uniosłam brew i się rozejrzałam. Nie widziałam jakiegoś specjalnego zamieszania, które wtedy było.
- Nie. To zupełnie inny poziom - pokręciła głową. - Właśnie dlatego Nevra prosił, aby to się nie rozniosło. Sama zainteresowana też wolałaby mieć spokój. 
- No dobrze.. Powiedzmy, że rozumiem. Potem będziesz musiała mi wyjaśnić niejasności.
- Wszystko ci powiem, ale na razie skupmy się na jednym.

Popularne