niedziela, 31 października 2021

1. Powrót

Czy siedem lat to dużo? Zależy kto i jak na to spojrzy. Jako osoba, która spędziła ten czas wegetując w wielkim krysztale mam ochotę płakać, gdy tylko pomyślę ile mnie ominęło i jak wiele straciłam ratując to co dla mnie było najważniejsze.


Do żywych wróciłam trzy dni temu. Dla wszystkich był to ogromny szok, ale nic nie przebije mojego w momencie poznania prawdy. Ewelein starała się być delikatna, ale to nijak nie pomogło. Jak przyjąć takie informacje na spokojnie? Nie było cie siedem lat, nie mieliśmy pojęcia, czy kiedykolwiek jeszcze staniesz przed nami, ciesz się życiem. Kpina.

Po tej informacji nie miałam nawet czasu żeby cokolwiek przetrawić, uderzyła kolejna bomba - Leiftan. Wrócił nieco wcześniej niż ja, już zdążył dojść do siebie. Mój towarzysz w niedoli oznajmił, że potrzebuje czasu i woli jeśli póki co ukrócimy nasz kontakt. Kolejny nóż w serce. On jedyny mógł mnie zrozumieć. Dla niego również cała wojna i poświęcenie miały miejsce jakby dwa dni temu. Tylko z nim jedynym mogłabym o tym porozmawiać, a teraz pozostałam z tym całkowicie sama.

Nie hamowałam swoich łez, nie musiałam. Ewe niegdyś była moją przyjaciółką, ufałam jej. Miałam potrzebę to z siebie wyrzucić, ale jedynie wtuliłam się w pocieszającą mnie elfkę i płakałam. Nie chciałam mówić rzeczy, które mogły by zaboleć ją jak i Huang Hua, która przyszła dowiedzieć się co ze mną. Niegdyś dobra znajoma, może nawet przyjaciółka, dziś to ona dowodziła Lśniącą Strażą. Kto by chciał urazić własnego szefa, prawda?

Tamtego dnia poznałam również inne bolesne prawdy.

Nevra zaczął randkować - a raczej spotykać się z kobietami na jedną noc na potęgę. Ezarel, Alajea i Miiko odeszli, Kero również. Moi przyjaciele albo zniknęli, albo nie byli w stanie mnie zrozumieć. Fantastycznie.Nie, że zaraz się nie dogadywaliśmy, ale gdy z nimi rozmawiałam zrozumiałam jak bardzo się zmienili. Ich podejście do życia nie było już takie jak kiedyś. Chrome został dowódcą Straży Cienia, a Karenn będąca u jego boku wyrosła na wspaniałą wojowniczkę. Z podobnym poczuciem humoru, o tego które znałam, ale już nie tacy sami. Najbardziej się chyba ucieszyłam z widoku Karuto. Nasza znajomość zaczynała się dość oschle, ale teraz.. Mogłabym powiedzieć, że stał się jakby połączeniem i odpowiednikiem obu rodziców, a tego potrzebowałam. Nie ukazywał może tego często, ale był naprawdę opiekuńczym i wspaniałym przyjacielem. Nie zmienili się tylko psychicznie, fizycznie też było widać różnicę. Karenn wyrosła na piękną kobietę, a jej włosy były całkowicie różowe. Chrome był silnym i przystojnym wilkołakiem z bujną grzywą, a Karuto zapuścił brodę i nieco zmienił swój styl. Obecność Feng Zifu na pewno miała na to jakiś wpływ.


Jaka była reakcja reszty otoczenia na nasz powrót?
Huang Hua ogłosiła to oficjalnie zbierając wszystkich ludzi. Dało się słyszeć szepty, okrzyki szoku, a potem wszyscy klękli. Byłam zażenowana. Nie czułam się jak bóstwo, które wymaga czci. Dość niezgrabnie poprosiłam żeby wstali i krótko ich przywitałam. Nie lubię publicznych wystąpień, a ci ludzie widzieli we mnie kogoś kim sama się nie czułam. Może uratowałam ten świat, ale jakim kosztem. Nie zrobiłam też tego sama. Pomógł mi Leiftan, który się nawet nie pojawił, a także Valkyon - on poświęcił najwięcej, oddał życie próbując powstrzymać brata.

To jemu należy się pomnik w ogrodzie. On oddał najwięcej, a wszyscy jakby o nim zapomnieli. Pomijają w historii swojego przyjaciela, który zginął z rąk własnego brata. Osobę, która w naszych ostatnich dniach rozumiała mnie najbardziej. Gdy dojdę do siebie będę musiała znaleźć miejsce jego spoczynku i mu za wszystko podziękować. Nie zasługuje na zapomnienie. 

Przez dwa dni dochodziłam do siebie, trawiłam informację, oswajałam się z tym wszystkim na nowo. Otrzymałam pokój, który mieścił się pod koniec korytarza - idealnie. Miałam w nim wygodne łóżko, półki na książki i jakąś szafkę na inne rzeczy. Nie potrzebowałam więcej. Wszystko było utrzymane w klimacie natury, zieleni i drzew jakie otaczały ten świat. Podobało mi się. Płynął nawet strumyk pod szkłem przy moim łóżku. 
Chociaż to wszystko pierwszego dnia nie miało znaczenia. Po prostu się położyłam i zasnęłam. Kto by powiedział, że można być tak zmęczonym po siedmioletniej drzemce, co? 

Dobrze jednak, że odzyskałam trochę więcej sił. Następnego dnia odbyło się coś w rodzaju bankietu by uczcić nasze przebudzenie. Nawet Purriry z tej okazji przygotowała dla mnie powitalną paczkę wraz z innymi Purrekos. Było w niej sporo ubrań, kilka błyskotek i innych przydatnych rzeczy. Byłam im niezwykle wdzięczna, chociaż wiem że to jednorazowa okazja by dostać od nich coś za darmo. 
Dzięki kociakom (zabiliby mnie gdyby to usłyszeli) miałam w co się ubrać i dołączyć do zebranych w ogrodzie.  Pod wiśnią było rozłożonych wiele syto zastawionych stołów. Huang Hua zaprosiła mnie i Leiftana abyśmy usiedli przy niej. Widziałam, że on czuje się tak samo niezręcznie jak ja. Co chwilę tylko zerkał na swój pomnik z pogardą i był raczej milczący.

Na całe szczęście szefowa zajęła się wszystkim. Wygłosiła krótką mowę jak to wszyscy są nam wdzięczni i takie tam, a potem wszyscy przeszli do jedzenia i dobrej zabawy w towarzystwie muzyki i alkoholu. Dwóm ostatnim odmawiałam, nie miałam ochoty, ale kuchnia Karuto mnie zachwyciła i nie powstrzymywałam się przed skubnięciem kilku potraw. Jakość jedzenia bardzo się poprawiła, tak samo jak jego pożywność. Cieszyło mnie to.
Tego wieczoru miałam okazję poznać kilka nowych twarzy, które się tu pojawiły. Prócz siostry Huang Hua, Huang Chu była również zalotna kitsune imieniem Koori, dość specyficzny w sposobie bycia sylf Adalric oraz Mathieu. Ten ostatni zaskoczył mnie najbardziej. Był z Ziemi - tak jak ja, i trafił tu przypadkiem - tak jak ja. Nie mogłam się powstrzymać od podejścia do niego i porozmawiania przez chwilę. Byłam ciekawa jak się tu dostał, jak go przyjęli, wszystkiego. Chyba trochę brakowało mi tamtego miejsca, a z nim mogłam porozmawiać na tematy, których nikt tutaj nie rozumiał. Przesiedzieliśmy razem chyba z godzinę rozmawiając o tym wszystkim. 
Opowiedział, że przez moją historię ludzie są tu już inaczej postrzegani, zrobili z niego kogoś niesamowitego zaraz po przybyciu. Fascynował ich. Najwyraźniej mu się to podobało, ale nie wydawał się napuszonym zarozumialcem. Był wesoły i bardzo miły. Może troszkę zbyt jak na pierwszy rzut oka, ale trzeba mu dać szansę.
Naszą rozmowę przerwała Koori, z którą o ile dobrze zrozumiałam, miał dziwne chociaż przyjacielskie relacje. Kitsune rzucała dziwnymi aluzjami i miało się wrażenie jakby próbowała uwodzić. Nie specjalnie mi się to podobało dlatego pod jakimś pretekstem zostawiłam ich samych. Nie miałam ochoty na użeranie się, a może nie miałam siły? Ciężko powiedzieć.
Nie wróciłam jednak do stołu. Podeszłam do Leiftana próbującego się wymknąć do pokoju. Ciągle był zdania, że potrzebuje czasu. Nie naciskałam. Starałam się go zrozumieć, w końcu w poprzednim życiu był zdrajcą, a teraz jest czczony jako wybawca tego świata.
Przeprosił mnie za wszystko, mogłam się jedynie domyślać za co, i odszedł spluwając w nogi swojego pomnika. Nie spodziewałam się po nim takiego gestu, ale czułam to co on. I to dziwne, bo dosłownie czułam ból, smutek i obrzydzenie do samej siebie. Nie mam pojęcia skąd się to wzięło, ale gdy blondwłosy zniknął mi z oczu owe uczucia również się ulotniły.

To wszystko było przytłaczające. Musiałam się ulotnić. Zerknęłam na towarzystwo - wszyscy się dobrze bawili, nawet nie zauważą zniknięcia głównych gwiazd imprezy.
Ruszyłam powoli w stronę budynku gdy nagle na kogoś wpadłam. Podnosząc wzrok napotkałam zszokowaną twarz Nevry. Huang Hua coś wspominała, że jest na misji, najwidoczniej wrócił. 

Przez chwilę była między nami niezręczna cisza jakby żadne nie wierzyło, że się widzimy. Ja byłam szczęśliwa. Przed moją wegetacją łączyło nas uczucie, dopiero kiełkowało, ale był dla mnie naprawdę ważny i wiele razy mogłam na niego liczyć. Cieszyłam widząc go całego tu przed sobą.
Wampir dotknął niepewnie mojego polika jakby nie wierząc, że jestem tu naprawdę. Zmienił się. Pozbył opaski, zapuścił nieco włosy. Wyglądał nieco inaczej jednak ciągle bił od niego ten sam urok co kiedyś.
- Anastazja? - wydusił i szybko zabrał rękę jakbym parzyła. W tej chwili przypomniałam sobie wszystko co o nim słyszałam. To nie ten Nevra, którego znałam. Teraz stał przede mną bawidamek, który wiódł wygodne życie towarzyskie. Moja radość natychmiast prysła i zrobiłam mały krok w tył.
- Witaj Nevro. Ciesze się, że cię widzę - wydusiłam z ciężkim sercem. To co nas łączyło nie było tak intensywne jak w filmach romantycznych, ale dla mnie to było dosłownie przed chwilą. Jakbyśmy dwa dni temu siedzieli w moim pokoju i tulili się przed wielką walką. Wzajemnie się wtedy pocieszaliśmy, motywowaliśmy. Był wtedy taki czuły i kochany. Teraz nie mogłam tego w nim zobaczyć. Każda sekunda w jego towarzystwie powodowała lekkie ukłucia w okolicy serca.
- T-Tak.. Wspaniale, że wróciłaś - mówił dość cicho i jakby jego myśli były daleko stąd. Po części rozumiałam, to dla niego nie mniejszy szok niż dla pozostałych, ale w głębi duszy liczyłam na jakiś czuły gest z jego strony. Tak bardzo potrzebowałam teraz oparcia w czyiś ramionach, a w jego czułam się najlepiej. Odpowiedziałam mu tylko, że razem z Leiftanem dopiero się pojawiliśmy, ale lepiej jak szefowa mu wszystko opowie. Krótko przytaknął głową, a na wspomnienie blondyna znacznie się skrzywił. Fakt,  dla niego minęło dużo czasu, ale ciągle musiał nie zapomnieć o jego przewinieniach. Nie wybaczył mu. Do tego widziałam, że czuje się niezręcznie. Nie wiedział co mówić, ja również. Dlatego zebrałam się w sobie i wycofywałam tłumacząc zmęczeniem. Coś próbował powiedzieć, może żeby mnie zatrzymać, ale ostatecznie zrezygnował. Szkoda. Resztki moich nadziei przepadły.

Uciekłam do swojego pokoju i padłam twarzą w poduszkę. Tego wszystkiego było za dużo na raz. Nie byłam w stanie przyswoić spokojnie tylu nowin, nie radziłam sobie. Po prostu się rozpłakałam. Słone łzy szybko zamoczyły moją poduszkę, ale równie szybko dopadło mnie zmęczenie. Zasnęłam.


Dzisiejszej nocy męczyły mnie koszmary. Wracały do mnie obrazy śmierci i walki. Widziałam zakrwawione ciało Ykhar, rannych i poległych na równinie, a na końcu scenę która bolała najbardziej - atak Lance'a na własnego brata. Ponownie widziałam wzrok Valkyona, tak wyrozumiałym był pogodzony ze swoim losem. Wiedział, jak to się zakończy, a mimo to podjął się walki. Stracił co najcenniejsze - życie.
Obudziłam się z krzykiem i mokrymi policzkami. Czy można płakać przez sen? Najwyraźniej.
Dosłownie chwilę potem usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko wyszłam z łóżka narzucając na siebie ciemny sweter od Purriry i poszłam otworzyć.  Po drugiej stronie czekała Karenn. Była zdziwiona moim stanem, ale szybko ją zbyłam pytając o co chodzi. 
Czekali na mnie w sali obrad. Huang Hua, nie, cała straż chciała mnie natychmiast widzieć na swoim zebraniu. Natychmiast przemyłam twarz, doprowadziłam włosy do ładu i dopinając w drodze ostatnie guziki przy kamizelce dotarłam pod drzwi. 
Wampirzyca mnie poinstruowała jak tam trafić, ale nie towarzyszyła mi. Może to i lepiej, nie chciałam żeby pytała. Nie miałam teraz najmniejszej ochoty na pytania.
Delikatnie zapukałam i wychyliłam głowę do środka. Ukazała mi się ogromna, słoneczna sala z okrągłym stołem w centrum. Prócz Huang Hua oraz Feng Zifu siedzieli przy nim Jamon, Nevra, Chrome, Ewelein oraz Huang Chu, dostrzegłam również Leiftana. Nie miał ciekawej miny, zapewne nie miał ochoty tu być.
Na gest szefowej weszłam do środka i dołączyłam do nich rzucając jakieś przywitanie. Miejsca było sporo, ale zajęłam te obok blondyna. Znałam jego zdanie, ale w tej chwili potrzebowałam chociaż takiej obecności obok siebie. Nam obu powinno być tak raźniej wysiedzieć. Przynajmniej taką miałam nadzieję, że będzie. 

Huang Hua opowiedziała o zmianach jakie nastały dzięki naszemu poświęceniu, część z nich sama zdążyłam już odkryć. Jedzenie było pożywne, pojawiły się nowe zwierzęta i rośliny. Nie wdawała się w większe szczegóły. Dla mnie to też wydawało się raczej mało ważne, wystarczy że porozmawiam z Karuto - on z pewnością wie na ten temat najwięcej.
Następnie usłyszałam wiadomość, która wbiła mnie w fotel - Memoria zniknęła. Nie było śladu po niej ani smokach. Zaciskałam mocno szczękę. To miejsce było dla mnie szczególnie ważne. Nie wydawało się to jednak teraz priorytetem straży.

Na koniec zostaliśmy z Leiftanem zaszczyceni niesamowitą propozycją. Niespodziewaną. Wiedziałam jakiej odpowiedzi udzieli mój sąsiad. Już kiedyś do niej należał, był na miejscu wampira. Teraz bez zawahania odmówił. A ja? Mam dołączyć do Lśniącej Straży? To zaszczyt, ale..
- Muszę odmówić.  Dziękuję, ale nie czuje się na siłach - spojrzałam prosto w oczy fenghuang. Uśmiechnęła się do mnie lekko podczas gdy Nevra prychnął. Już odpowiedź Leiftana nie przypadła mu do gustu. Uznał go za tchórza, który będąc jedną z najpotężniejszych istot odmawia pomocy. Zauważyłam, że przejmując rolę prawej ręki dowódcy stał się strasznym gburem. To nie ten sam wampir, którego ceniłam. Spojrzałam na niego najbardziej lodowatym spojrzeniem na jakie mnie było stać. Chyba się udało, bo jego twarz się zmieniła. Wydawał się zaskoczony, a ja kontynuowałam swoją wypowiedź. Nie chciałam być bezużyteczna. Chciałam dołączyć do którejś ze straży i zacząć wszystko do początku jak kiedyś. W końcu przez siedem lat trochę zesztywniałam, nie byłam godna zasiadać na co dzień przy tym stole - nie ważne jak ważne były dla nich moje czyny.

Nic nie ukrywałam, powiedziałam wszystko co miałam na myśli. Specjalnie zerkałam czasem na Nevrę z nadzieją, że zrobi mu się głupio. Czasem zmienił się jego wyraz twarzy na nieco zaskoczony, ale zaraz potem powracała kamienna maska. Nie udało się.
Po mojej wypowiedzi niesamowicie ożywił się Chrome, który klasnął w dłonie i stwierdził, że w takim razie pora na test. Nieco rozbawiona Huang Hua się z nim zgodziła.

Pytania były inne niż poprzednim razem, ale już bardziej wiedziałam co powiedzieć niż wtedy gdy tu trafiłam. Znałam trochę chowańce, okolicę, specyfikę tego miejsca. Odpowiedziałam na pytania wszystkich zebranych dość sprawnie. Ostateczny wynik - Straż Obsydianu. Uśmiechnęłam się lekko. Poprzednio byłam w Straży Cienia pod dowództwem Nevry, ale wojna trochę zweryfikowała pewne kwestie. Teraz nade mną czuwać Val..
Momentalnie spoważniałam i spojrzałam na szefową.
- Kto jest moim szefem? - Moje pytanie nie spodobało się jej, jak i wszystkim zebranym. Nagle się zaczęli krzywić i unikać mojego wzroku. Nawet Jamon, najsympatyczniejszy osobnik na ziemi nie był w stanie na mnie patrzeć.  Poczułam nagłą wściekłość, a kątem oka zauważyłam jak Leiftan zaciska pięść. Czyżby to były jego emocje? Ale jak? Nic nie rozumiałam, ale musiałam teraz poznać odpowiedź na inne pytanie. Wbiłam intensywne spojrzenie w liderkę. Odchrząknęła cicho i wstała. Obdarzyła wszystkich łagodnym uśmiechem.
- Dziękuję, to już koniec naszego spotkania. Możecie wracać do swoich obowiązków. - Czy ona mnie właśnie zignorowała? Czułam jak złość we mnie narasta. Teraz byłam pewna, że jest moja. Zachowanie Huang Hua mi się nie podobało. Zaczynała od kłamstw jak Miiko po moim przybyciu. Kitsune to się odbiło czkawką, fenghuang powinna to wiedzieć.

Poczekałam aż wszyscy wyjdą. Zerkali na mnie niepewnie ponieważ szefowa siedziała i przeglądała jakieś dokumenty, pokazywała brak chęci do rozmowy ze mną na ten temat. Nie ma tak łatwo. Nie odpuszczę. Czy to takie trudne powiedzieć, kto zastąpił mojego przyjaciela na stanowisku? Przecież wiedziałam, że nie żyje. Zginął na moich oczach. Nie byłam w stanie mu pomóc, i zapowiadało się że będzie mnie to męczyć.

Ciemnooka spojrzała na mnie dopiero po dłuższej chwili. Nie była zadowolona, że ciągle tu jestem. Potarła skroń zerkając krótko w papiery i wzdychając ciężko zwróciła się do mnie.
- Niedługo go poznasz. Obiecuję. Na razie proszę byś nie naciskała. Wszystko w swoim czasie. Wystarczająco musiałaś ostatnio przetrawić.. - jej wzrok stał się nagle nieco smutny. Patrzyła na mnie łagodnie, jakby współczująco. Potrafiła wyczuwać aury, musiała wiedzieć co we mnie siedziało. Wiedziała jak zła i zdezorientowana jednocześnie jestem. Jednak jej słowa i ton mnie nie uspokajały. Moja złość tylko się spotęgowała i ruszyłam w stronę wyjścia. 
- To samo spotykało mnie na początku. Widzę, że kultywujesz tradycję i będziesz kłamać od samego początku. Nie licz na moje zrozumienie - spojrzałam jeszcze na nią krótko i opuściłam pomieszczenie. Zawiodła mnie, i nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Kiedyś marzyłam aby to ona zastąpiła Miiko, wydawała się do tego lepsza, ale teraz..
Nie wiem co takiego strasznego może być w przedstawieniu mi osoby, którą powinnam znać. W końcu należę teraz do straży czy nie?

Mamrocząc pod nosem i kopiąc przypadkowe, niewinne kamyki ruszyłam przed siebie. Nie zwracałam uwagi na otoczenie i osoby, które mijałam. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Nogi zaniosły mnie pod wiśnię - ulubione miejsce Valkyona. Szkoda, że teraz szpeciły je te posągi.
Usiadłam za drzewem i podkuliłam nogi tuląc się do nich. Drżałam z emocji, szarpały mnie na wszystkie strony. Wzmocniłam uścisk i zamknęłam oczy. Od dwóch dni nic tylko bym płakała, ale nie jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej. To zwyczajnie dla mnie za dużo. Takiego ciężaru nie powinna na swoich barkach nosić jedna osoba. Podobnie było gdy poznałam swoją naturę. Gdy doszła do tego wiedza o smoku przy naszym boku.. Nagle było lżej nosić ten kamień. We dwóch było nam raźniej, nie musieliśmy czuć się osamotnieni. Zadarłam wzrok ku niebu.
- Co byś powiedział gdybyś tu był? Brakuje mi tu ciebie.. - wpatrywałam się w przesuwane po niebie chmury, a ciepły wietrzyk przeleciał przeze mnie. Uniosłam lekko kącik. - Nigdy o tobie nie zapomnę przyjacielu. I postaram się aby i reszta przypomniała - położyłam rękę na sercu. Składałam mu przysięgę, chociaż chyba była bardziej dla mnie samej. Miałam nadzieję, że gdzieś nade mną czuwa i rozumie doskonale wie co czuję. Oby to nie było kolejne złudne uczucie.

Nie wiem ile siedziałam w ogrodzie, ale nikt mi się nie naprzykrzał a wyrzucił mnie stamtąd okropny ryk mojego żołądka. Nic jeszcze nie jadłam, a dochodził środek dnia. Ruszyłam na stołówkę gdzie siedziało kilka osób, a Karuto krzątał się po kątach. Skinęłam do niego z delikatnym uśmiechem. Natychmiast się wyszczerzył i poleciał do kuchni. Domyśliłam się, że przyniesie mi jakiś swój specjał dlatego grzecznie zajęłam miejsce i podparłam brodę na ręce czekając.
W pewnym momencie poczułam czyjąś obecność obok. Leniwie zerknęłam i zobaczyłam uśmiechniętą od ucha do ucha Karenn.
- Hej, długo już tu siedzisz? - wyprostowałam się i spojrzałam prosto na dziewczynę. Ta się krótko roześmiała ukazując swoje ostre zęby.
- Jakąś chwilę. Wyglądałaś na zamyśloną, nie chciałam ci przeszkadzać - puściła do mnie oczko. - Jak poszło na zebraniu? Nie musisz opowiadać szczegółów, zwykła ciekawość - założyła ręce za głowę i zaczęła się bujać na krześle. Trochę mi teraz przypominała swojego brata, który kiedyś tak rozsiadł się w moim pokoju i próbował mnie przekonać że jest facetem mojego życia. To było wtedy bardziej żartobliwie niż na serio, ale to wspomnienie grzało moje serce. Zwłaszcza, że dużo się wtedy nie mylił.
- Myślę, że Chrome opowie ci dużo lepiej niż ja. Nie stało się nic takiego szczególnego.. - zerknęłam krótko w stronę kuchni. Mój organizm coraz bardziej domagał się czegoś do jedzenia. Karenn jęknęła przeciągle jakby zawiedziona. Wróciłam do niej wzrokiem. - No dobra, może jest jeden smaczek - uśmiechnęłam się tajemniczo. Miałam właśnie przed sobą wampirze radio - kto mógł znać odpowiedź na moje pytanie, jak nie ona? I tak jak myślałam zaraz się wyprostowała i wpatrywała we mnie uważnie. Nie musiała nic mówić, ciekawość ciekła jej uszami. Poprawiłam się nieco i znalazłam z nią twarzą w twarz. Nasze miny przybrały poważny wyraz, który chyba nieco wystraszył kucharza bo właśnie podsunął mój posiłek i życząc krótko smacznego uciekł. Kiwnęłam lekko głową. Czułam, że jeśli na niego spojrzę wybuchnę śmiechem. Nie mogłam, nie teraz gdy mierzyłam się z takim przeciwnikiem. 
- A więc? Co to za smaczki? - mruknęła cicho. Jej twarz nawet na moment nie drgnęła w niepożądany sposób, mimo że musiała tracić cierpliwość.  Ja również nie chciałam dłużej czekać.
- Kto jest moim szefem? Kto rządzi Obsydianem?  - zapytałam patrząc jej prosto w oczy. Jej mimika momentalnie się zmieniła i szybko się odchyliła. Wyglądała na tak samo zmieszaną jak wszyscy w sali obrad. Nie podobało mi się to. - Karenn, proszę.. Nikt mi nie chce nic powiedzieć.. - A może smutne oczy zadziałają? Dopiero co odzyskała koleżankę, powinny.
- A więc trafiłaś do obsydianu? - zaśmiała się nerwowo. - A pamiętam jak razem ćwiczyłyśmy pod okiem mojego brata. Liczyłam, że będę mogła ci zafundować twój pierwszy wycisk po powrocie do żywych - wzięła koniec swojej długiej kity i zaczęła się nim bawić. Nie podobało mi się to.
- Błagam, nie zbywaj mnie. Mam chyba prawo wiedzieć, prawda? - nie odrywałam od niej wzroku. 
- Tak masz. Oczywiście, że masz..  - błądziła oczami dookoła. - Tyle, że ja nie jestem upoważniona. No wiesz.. Przepisy - spojrzała na mnie uśmiechając się krzywo. Nie wiem kogo bardziej próbowała przekonać, mnie czy siebie. - Huang Hua na pewno ci wszystko wyjaśni jak będzie czas. Teraz jedz.. Musisz być strrrasznie głodna - nawet nie zorientowałam się kiedy, a wzięła widelec i nabierając szybko kilka rzeczy z mojego talerza wsadziła mi go do ust.
Warknęłam cicho i go złapałam. Byłam wściekła, a ona doskonale to wiedziała. Żadna z nas nie odezwała się słowem. Wolałam skupić się na swoim posiłku. Był niesamowicie pyszny, ale nie mogłam się teraz na tym skupić. Ciągle we mnie buzowało. 
Co ja sobie myślałam?! Przecież nikt mnie tu nie traktuje poważnie! Jak zwykle.. 

Zjadłam dość szybko i poszłam odnieść talerz. Ślicznie podziękowałam Karuto uśmiechając się najpiękniej, jak byłam teraz w stanie i ruszyłam do wyjścia. Tuż przy drzwiach dopadła mnie wampirzyca.
- Ana, proszę nie gniewaj się na mnie. Gdybym tylko mogła zaraz bym ci wszystko powiedziała, ale nie mogę. Takie dostaliśmy rozkazy. Tylko ona może ci to wszystko wyjaśnić - trzymała mnie za dłoń i patrzyła błagalnym wzrokiem. Westchnęłam ciężko. Doskonale rozumiałam. Nie ona jest tutaj winna. Ścisnęłam lekko dłoń zielonookiej i się lekko uśmiechnęłam. Zrozumiała wszystko i mnie krótko uścisnęła rozpogodzona.

Stołówkę opuściłyśmy razem. Opowiadała mi trochę o zmianach w organizacji kwatery. O tym jak rynek rozkwitł i wszystkim żyło się jakby szczęśliwiej. Nie zapomniała też podzielić się paroma smaczkami ze swojej historii miłosnej. Miło się tego słuchało. Zwłaszcza wiedząc jak ciężko im obu się było przełamać by wyznać uczucia.
Roześmiane szłyśmy przez targ gdy uwagę wampirzycy przykuła jakaś broń na jednym ze stoisk. Obie podeszłyśmy bliżej i zaczęła ją oglądać gdy ja rzuciłam okiem po okolicy.
Nagle zrobiło mi się słabo. Mocno złapałam ramię towarzyszki, która cicho krzyknęła zaskoczona. Nie mogłam złapać oddechu, moje serce zaczęło boleć.
- Niemożliwe - wyszeptałam wpatrując się w niego. Co on tu robił? Dlaczego nikt nie panikował? Czemu ten strażnik tak spokojnie z nim rozmawia?! Przecież to Lance! Chciał was wszystkich zabić! Mnie również próbował, a brata mu się udało.. 
Czułam, że tracę siły, obraz się zamazywał. Słyszałam jak Karenn krzyczy moje imię próbując mnie złapać w locie. Ostatnie co widziałam to zbliżającą się w moim kierunku postać.

Obudziłam się w przychodni. Niestety od razu przekonałam się, że to co widziałam nie było tylko kolejnym koszmarem. Był tu, razem z Huang Hua - rozmawiali ściszonymi głosami w kącie pokoju. Czułam jak znowu brakuje mi tchu, moje ręce się trzęsły. Chciałam krzyczeć, ale nie byłam w stanie, paraliżowało mnie. Wracały do mnie wszystkie traumatycznie obrazy. Słyszałam w głowie psychopatyczny śmiech smoka. Nie mogłam nad tym zapanować. Zaczęłam głośno łapać oddech, a po moim poliku spłynęła łza.
Natychmiast zwróciłam ich uwagę. Fenghuang patrzyła na mnie zmartwiona, a Lance jak kiedyś miał tą swoją kamienną twarz. Poczułam ciepłe dłonie Ewelein która się zaraz mną zajęła. Podała mi coś do picia i mamrotała jakieś zaklęcia.
Strach nie ustępował. Ciągle patrzyłam na smoka wielkimi oczami. Zmienił się od naszego ostatniego spotkania. Jego włosy były dłuższe i związane w kucyk, czarną zbroję wymienił na niebieską i nieco bardziej zdobną. Zapuścił też delikatny zarost. Jedyne co się nie zmieniło to jego zimne, niebieskie oczy, które wpatrywały się we mnie uważnie. Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam wzrok na zmartwioną elfkę. Moje kłopoty z oddechem ustały, drżenia również zniknęły. Wydawało się, że wszystko w porządku.
Niestety nic nie było w porządku.

Do Huang Hua nie dochodziły żadne moje słowa. Mogłam krzyczeć i płakać jak bardzo nie chcę go tutaj, ale nic nie robiło na niej wrażenia. Najgorsze w tym wszystkim było, że kazała mu zostać. Chciała żeby słyszał naszą rozmowę. Miałam ochotę jej przyłożyć. Kiedyś nie wahałam się zrobić tego Miiko, ale teraz mnie coś hamowało.

W kółko słyszałam, jak to Lance jest teraz cennym członkiem straży i jak wiele mu wszyscy zawdzięczają. Chciało mi się rzygać. Jemu? Co takiego? Śmierć przyjaciela, niestabilność świata, dwukrotne rozbicie kryształu.. A, i może jeszcze zmarnowanie siedmiu lat dwóm kolejnym sojusznikom?! Zdawało się, że nikt o tym nie pamięta. Fenghuang ciągle mówiła o rytualne, dzięki któremu Leiftan uzyskał moje przebaczenie. Ciągle ich porównywała. Nie miała prawa! Aengel zmienił swoje zamiary! Nie chciał dłużej grać w tą chorą grę, i zrobił to dla mnie, mimo że nigdy nie dawałam mu nadziei.

Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Mimo osłabienia i protestów pielęgniarki wstałam z łóżka i ruszyłam ku wyjściu. W jego pobliżu stał smok, ale nie bałam się go w tej chwili, moja wściekłość była większa. Spojrzałam z pogardą na Huang Hua i powiedziałam, że nigdy jej nie wybaczę tego jak potraktowała mnie i pamięć o Valkyonie, którego zabił rodzony brat. Nawet spojrzałam Lance'owi wtedy prosto w oczy. Będę tego żałować, ale widok jego zaciskającej się z nerwów szczęki chyba mi to wynagrodzi. Trzasnęłam drzwiami i zostawiłam ich samych. Nie mam zamiaru iść i nikogo przepraszać. To nie ja tu zawiniłam.

Teraz stoję niemal na środku pokoju i patrzę na swoje odbicie w lustrze wiszącym nad szafką. Gdy tu wpadłam po awanturze w przychodni nie byłam w stanie nad sobą zapanować. Rzucałam wszystkim co mi wpadło w ręce i krzyczałam, aż w końcu upadłam na kolana i zanosiłam się płaczem. Ciągle nie wierzę, że osoba którą miałam za ucieleśnienie dobroci może być tak paskudna. Zawiodła mnie po całej linii. Nawet nie próbuje mnie zrozumieć. Nie dociera do niej, że czyny Lance'a nie zasługują na przebaczenie, on nie zasługuje na tak wielkie zaufanie.
Do tego zajął miejsce brata.
Jak on śmie?! Jeszcze mu mało?! Zabił go, siał spustoszenie, a teraz ma być dowódcą straży i moim przełożonym?!

W wybuchu tych wszystkich emocji musiałam stłuc jedną ze szklanych ozdób imitującą fragmenty kryształu ponieważ cała moja prawa ręka była pokaleczona, a krew właśnie mi z niej kapała na czystą podłogę.
Patrzyłam na swoje odbicie. Widziałam wrak człowieka. Nie była to na pewno ta waleczna i odważna Anastazja co siedem lat temu. Jej fioletowe oczy były przepełnione rozpaczą, a czarne włosy sięgające pasa sterczały we wszystkie strony jak u szaleńca. Blada skóra była pokryta drobnymi zadrapaniami przez szaleństwo jakie miało przed chwilą miało miejsce, a na twarzy były widoczne wypieki. 
Podniosłam rękę na wysokość wzroku.
- Okaleczony Aengel, wróciłam do początku.. - szepnęłam do samej siebie i zacisnęłam pięść. Nie czułam się tak zdradzona nawet gdy pozbawili mnie rodziny. Co jeszcze zrobią by zniszczyć moją psychikę? 



_______________________________

Jak się podoba? Proszę o szczerą opinię ;)

Widzisz literówkę to wypomnij, lubię pisać po nocach..



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne