Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nevra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nevra. Pokaż wszystkie posty

piątek, 7 stycznia 2022

10. Złe słowa

 Kolejny słoneczny dzień, kolejny wypełniony raport, kolejna grupa wysłana na misję. A czas wolny? Co zapracowany wampir mógłby z nim począć? Każdy normalny zapewne położyłby się, odpoczął. On jednak wychodził do schroniska, na spotkania z kolejnymi kobietami.

Czy mu to ciążyło? Czuł się z tym źle? Nie. Wrócił do swoich dawnych zwyczajów. Nevra - podrywacz i bawidamek, uwielbiany przez kobiety, tak jak i on je uwielbiał.
Przynajmniej do czasu nie miał z tym problemu. 

Gdy siedem lat temu on i Anastazja zbliżyli się do siebie, jego zwyczaje uległy zmianie. Naprawdę zaczęło mu na kimś zależeć - pierwszy raz było to bezpieczeństwo, i szczęście kogoś innego, niż jego siostry.  Widział jej hardość, podziwiał oddanie dla istot, na które była skazana. Jednak to jej czułość i wrażliwość działały na niego najbardziej. Naprawdę dobrze się czuł w jej towarzystwie, trzymając jej drobną istotę w swoich ramionach.

I wtedy ją stracił..
Gdy całe trzęsienie ziemi ustało, a on pobiegł wraz z resztą do Wielkiego Kryształu..
Horror jaki tam zastał do dziś go męczy. Stracił dwie ważne osoby. Przyjaciela i ukochaną. Właśnie zaczęło być między nimi najlepiej, wszystko się rozkręcało.. I zniknęła.

A teraz? 
Tego dnia w końcu ją zobaczył. Po takim czasie. Szok natychmiast zamienił się w strach. Oczywiście, to ogromna radość - wróciła, stała tam przed nim, cała i zdrowa. Jednak nie mógł, nie może pozwolić sobie na kolejne cierpienia. Pogodził się z jej stratą, pogodził się z życiem wiecznego singla. Tak powinno zostać. 
Dlatego właśnie taki się stał - oschły i nieprzyjemny. Wie, że łamie jej to serce, rani ją, ale musi zadbać o siebie. Musi się chronić by znowu nie przechodzić tego samego.

Z resztą, nawet mu się to udawało. 
Widział jej niechęć do niego, a zwłaszcza po tym co powiedział w lesie.. 

Czy wiedział, że ona tam jest?
W pierwszej chwili nie. Wyczuł ją dopiero po tym, gdy wypowiedział te słowa. Nie zrobił tego specjalnie. Nie chciał pokazywać po sobie, że zaliczył wpadkę. Zwłaszcza przy smoku, którego słowa go zaskoczyły.     

Co naprawdę myśli wampir?
Nie kłamał wtedy. Źle to ubrał w słowa, ale fakty są takie, że Anastazja nigdy nie była najlepszym materiałem na szpiega, a na każdej jej misji zawsze były atrakcje. Szybciej jednak powiedział niż myślał, i bardzo źle ubrał to wszystko w słowa.

Powinien ją przeprosić, wytłumaczyć.

Ona jednak wyjechała. I to z kim..
Sam mu do końca nie ufał. Mimo siedmiu lat, które minęły zaakceptował, że jest między nimi, ale nie będą nigdy przyjaciółmi. Tym bardziej nie mógł zrozumieć An..

Wyjechała bez krzyków i protestów. Z mężczyzną, który tak bardzo ją skrzywdził.

Mimo tego, jak bardzo nie chce wszystkiego przechodzić od nowa, martwi się o nią.

Anastazja tak bardzo mu zajęła głowę, że nawet nie zorientował się kiedy dotarł pod Wiśniowe Drzewo i wpatrywał się w niebo.  Już dawno nie zdarzyło mu się, aby kobieta tak bardzo pochłonęła jego umysł.
Na wampirze szczęście pojawił się Mathieu i Koori, a za nimi spokojnym krokiem dołączył Chrome. 
Młody człowiek nie owijał w bawełnę. Zziajany po szybkim biegu, powiedział krótko..
- Ludzka broń, jest tutaj..

Po tych słowach nie było wiele czasu na rozmysły. Nevra zaraz zaczął wypytywać o szczegóły. Oczywiście wybuchowa dwójka zaczęła się przekrzykiwać i nic z tego nie rozumiał. Uciszył ich szybkim gestem dłoni i spojrzał na swojego następcę. Wilkołak wstrząsnął uchem i westchnął ciężko. 
- Tak, jak prosiłeś byliśmy sprawdzić las. Na początku nie działo się nic specjalnego. W sumie to nic się nie działo - speszył się i podrapał po karku. Mimo swojego wieku i pozycji, pozostało w nim coś z dzieciaka. Ciągle głupio się czuł tłumacząc przed Nevrą, który dodatkowo był prawie jego szwagrem. 
- To o co chodzi z tą bronią? Mów jaśniej.. - wampir założył ręce za plecami.
- Chodzi o to, że znaleźliśmy rannego chowańca! - Mathieu wyrwał się przed szereg, a pod lodowatym spojrzeniem zimnorwistego zaraz się speszył i zamilkł.  
- To prawda - odezwał się Chrome. - W głębi lasu Koori usłyszała piszczenie. Leżał pod drzewem. W pierwszej chwili myśleliśmy, że zaatakował go inny chowaniec.. 
- Ale wtedy znaleźliśmy to - kitsune wciągnęła dłoń pełną jakiś świecących przedmiotów przypominających tubki. - Mathieu mówi, że to pochodzi z ludzkiej broni. 
- A co z chowańcem?
- Po drodze spotkaliśmy Karenn, poprosiłem aby zaniosła go do przychodni - wtrącił przywódca Straży Cienia. Wampir krótko przytaknął głową i wystawił dłoń do Koori po przedmioty.
- Wezmę je, a wy napiszcie szczegółowy raport. Mathieu, proszę abyś sporządził krótki opis z czego to pochodzi, i co to jest. Wszystko ma być gotowe przed spotkaniem z Huang Hua.
- A kiedy ono będzie? - Chrome spojrzał za odchodzącym Nevrą.
- Pewnie szybko - mruknął i zniknął. Musiał, jak najszybciej poinformować liderkę. Takie ślady nie wróżą tu nic dobrego.

Znalezienie Huang Hua zajęło mu dłużej niż przewidywał. Kobiety nie było na terenie Kwatery Głównej. Wybrała się wraz z Ewelein na równiny, co zdradził mu dopiero, spotkany po ponad godzinie Feng Zifu.
Wampir nie czekając dłużej, ruszył w tamtą stronę. 
Fenghuang wraz z elfką siedziały na kocyku, i wyglądało na to, że urządziły sobie małą randkę. Czuł się głupio, sam bardzo lubił przychodzić raptem kawałek dalej wraz z Anastazją, ale bezpieczeństwo Eldaryi jest teraz ważniejsze. 
Powoli podszedł i cicho chrząknął, na co zaraz podskoczyły i spojrzały na niego. 
- Nevra? Co ty tu robisz? - ciemnowłosa zmarszczyła brwi i powoli się podniosła. 
- Przepraszam. Nie chciałem wam psuć miłych chwil, ale Chrome wrócił z lasu. Powinniśmy zwołać zebranie. Sprawa jest bardzo poważna.. 

- Nie wiem czy to najlepszy pomysł. Nie pojechali tak dawno temu. Przerwanie tak nagle misji, nie będzie widziane dobrze - Chrome wtrącił się do dyskusji, która trwała od dobrych kilku minut. Raport z jego ostatniej wyprawy wstrząsnął Strażą. Huang Hua natychmiast podjęła decyzję o wzmocnieniu ochrony na zewnątrz, a Nevra zaczął sugerować aby ściągnąć Anastazje i Lance'a z powrotem na Ziemie Eel.
- Możesz mieć rację, ale jeśli Ana jest powiązana z tym wszystkim, lepiej żeby była blisko - liderka spojrzała na wilkołaka. Na jej twarzy było widać spokój, ale dobrze wiedział, że trochę ją martwi, jak odbiorą to mieszkańcy Tenpu, którym obiecali pomoc. - Siedem lat temu jej powiązanie z kryształem było ewidentne, a teraz gdy z niego wyszła.. Lepiej zapobiegać, niż leczyć. Nevro, masz moje pozwolenie. Niech wracają - spojrzała na wampira, który przytaknął lekko głową.




poniedziałek, 8 listopada 2021

9. Skup się!

Skup się! Plecy proste! W walce nie będziesz miała tyle czasu na myślenie!
Tak wyglądało dobre pół godziny mojego treningu z Lancem, ponieważ rano większość grupy nie była w stanie dobrze funkcjonować. 
Ze spontanicznej imprezy w karczmie wrócili gdy zaczynało świtać. Obudzili nas głośnym śpiewem i śmiechami, a rano spali jak zabici. 
Mój trener nie był z tego zadowolony, i jak tylko coś przekąsiłam opuściliśmy domek i poszliśmy w góry.
Znaleźliśmy jakieś wyludnione miejsce z pięknym widokiem na okolicę. Wioska wydawała się taka mała, a górski krajobraz jeszcze piękniejszy. Nie miałam jednak wygody cieszenia się tym wszystkim, jasnowłosy zaraz przeszedł do ataku. Chyba chciał się wyżyć. Zaczęliśmy ostro i nie mieliśmy chwili przerwy. Po nim nie było widać zmęczenia, ale każda kolejna minuta była dla mnie coraz gorsza - wtedy zaczął krzyczeć, jak nigdy wcześniej na naszym treningu. Starałam się i dawałam z siebie wszystko, ale mu to nie wystarczało. Zaczął z niego wychodzić Ashkore - ten którego wszyscy obwiniali o wojnę i zniszczenie kryształu. Szkoda, że to jedna i ta sama osoba.

Przestało mi się to podobać, mięśnie bolały mnie coraz bardziej, a oddech był ciężki do uchwycenia.
Zacisnęłam mocniej dłoń na rękojeści swojego miecza i zamachnęłam nim w stronę głowy smoka. Szybko zablokował cios patrząc prosto na mnie.
- Jakoś kiedyś lepiej ci szły próby zabicia mnie - mruknął i mocno mnie odepchnął. Odleciałam zataczając się, szybko udało mi się jednak złapać równowagę.
- Wierz mi, że miałam ku temu wiele okazji i żadnej nie wykorzystałam - odgarnęłam włosy za ucho obserwując każdy jego ruch. - Dopiero później mnie zmusiłeś do podjęcia próby.
- Złamałem ci serduszko i postanowiłaś zakończyć swoje męki? - zadrwił atakując. Poczułam rosnące we mnie ciepło i szybko odbiłam jego cios.
- Nie masz pojęcia co we mnie wtedy było - z wzmagającym gorącem w ciele, warknęłam i zamachnęłam mieczem. Uskoczył spoglądając na mnie dziwnie zadowolony.
- No tak, nasz kochany wampir. Pewnie się zabawialiście chwilę przed tym jak.. - nie dałam mu dokończyć. Strumień jasnego światła uderzył z mojej klatki prosto w niego. Padł na plecy oszołomiony. Szybko do niego doskoczyłam, położyłam mu stopę na klatce i przyłożyłam ostrze do szyi.
- Ani się waż wracać do tamtego czasu! - przycisnęłam lekko miecz, a po jego skórze płynęła strużka krwi. Psychopata uśmiechnął się z satysfakcją. 
- Robisz postępy, gratulacje. Chociaż nie ładnie kantować - kątem oka próbował zerknąć na swoją ranę. Szybko puściłam rękojeść i odskoczyłam. Co mnie omotało? 
- N-Nie chciałam.. - zaczęłam dukać. No najlepiej, najpierw naskoczysz, a potem nie umiesz skleić zdania. 
Lance podniósł się i dotknął swojej szyi. 
- To nic takiego, sam się prosiłem. Nie zrobiłaś mi krzywdy - wytarł krew i schował swój miecz do pochwy. - Chyba powinniśmy się skupić na twoich mocach. Musisz nad nimi panować żeby nie przejmowały kontroli, jak przed chwilą - podał mi Atarangi. Bez słowa przejęłam ostrze i schowałam.
- Nie oberwałeś światłem bez powodu, wywołałeś je - wiatr zaatakował moją głowę przez co włosy latały we wszystkie strony i zatrzymały się na twarzy. Warknęłam zaczynając je zbierać.
- Powinnaś je spinać albo ściąć. Nie będą współpracowały - Lance podszedł i odgarnął mi jeden z kosmyków. Natychmiast się odsunęłam. Dopiero co odrosły po jego bandyckim zamachu na nie na Memorii.
- Ty się lepiej do nich nie zbliżaj. Pamiętam szybkie cięcie, które mi zafundowałeś - szybko schowałam je w kaptur i spojrzałam na smoka. Marszczył brwi niezadowolony. 
- Nie będę się powtarzał tysiąc razy. Nie jestem tym samym - nie dałam mu dokończyć.
- Nikt nie jest w stanie zmienić się całkowicie. 

Mierzyliśmy się wzrokiem dobrą chwilę. Mój oprawca nie robił już nic co by mnie bolało bardziej niż przed chwilą ten rzut o filar. W jego niebieskich oczach było widać wściekłość  i nienawiść, jaką raczył się mnie obdarzać. Chociaż czy tylko?
Zatapiając się bardziej w tym oceanie dało się dostrzec cierpienie. Był wściekły na los swoich pobratymców, chciał ich pomścić, ale teraz..  Zobaczył matkę, która była taka dobra.
Moje słowa go ruszyły?
Co by pomyślała Tia widząc go w tej chwili? Jedyna była w stanie przemówić mu do rozsądku.
Nawet jeśli była tylko wspomnieniem..

Bardzo powoli i niepewnie położyłam drżącą dłoń na klatce piersiowej Lance'a. Spokojnie Anastazja, masz szansę zapobiec rzezi, musi ci  się udać. Jasnowłosy się ocknął i spojrzał szybko na moją rękę. Jego twarz wyrażała wszystko - nie wiedział co myśleć, zaskoczyłam go. 
- Śmieszny człowiek ma dla ciebie pewną radę - odezwałam się cicho. - Lepiej skorzystaj i dowiedz się wszystkiego, bo będziesz żałował, a potem.. - poczułam zimne ostrze przy gardle. Spuściłam nieco wzrok by je dostrzec. 
- Mówiłem ci już - warczał - nie znasz mnie. 
- Każde dziecko chce być dobrze widziane w oczach rodziców - ponownie spojrzałam na jego twarz. Starał się zachować kamienną postawę, ale jedna z jego powiek lekko drgała. Jakiś tik nerwowy na którym nie panował? - Nie ważne gdzie ani jacy oni są - biorąc głęboki oddech kontynuowałam. - A tu już nie możesz mi powiedzieć, że nie wiem o czym mówię.. 
- Zamknij się - mocniej docisnął ostrze, poczułam spływającą po mojej szyi ciecz. 
Mimo tonu jakiego użył nie uciekłam wzrokiem, on podobnie ciągle mnie obserwował. Nie mam pojęcia co jeszcze robię żywa. 
- Zastanów się czy chcesz to zrobić matce - mruknęłam krótko i  uniosłam nieco brew.  - No dalej, na co czekasz? Wiem, że tylko o tym marzysz.. 
- A żebyś wiedziała - nagle złapał mnie za włosy i mocno pociągnął. Odruchowo krzyknęłam i się złapałam za głowę. Patrzył na mnie uśmiechnięty, wyglądał niepokojąco. Moje serce przyśpieszyło, a ciało sparaliżowało. - Chyba jednak wolę abyś widziała moje dzieło - zbliżył się niepokojąco blisko i powiedział to tak.. Cicho. Tak. Nie użyję żadnego innego słowa w jego kontekście. 
Przez dosłownie sekundy wpatrywał się w moją przestraszoną twarz, wydawał się o czymś myśleć, ale za krótko..
Nim się obejrzałam pociągnął mocniej moje kosmyki do góry i ściął je swoim ostrzem. Był przy tym stanowczo za blisko, ale moją uwagę odciągnęły słowa, które wyszeptał mi wtedy do ucha - Ciekawe, jak teraz mu się spodobasz.

Chłodny podmuch ponownie przeleciał przez płaskowyż, a smok i ja ciągle mierzyliśmy się wzrokiem. Było zimno nie tylko ze względu na pogodę, a także przez moje ostatnie słowa. Smok wbijał we mnie ślepia zaciskając szczękę, a jego powieka zaczęła drgać. Zdenerwowałam go.
- Dobra - westchnęłam i kawałek dalej usiadłam po turecku na zmrożonej ziemi. - Nie wracajmy do tego. Ja się ciągle oswajam, a ty musisz to znosić. - Zerknęłam na niego odkładając swój miecz gdzieś z boku. - Dla dobra nas obu im szybciej mi pomożesz tym szybciej odetchniemy, trenerze - na ostatnie słowo dałam wyraźny nacisk. 
Lance podrapał się po brodzie patrząc w moją stronę, a potem ciężko wzdychając usiadł naprzeciw mnie. 
- Ta kara jest gorsza niż myślałem. 
- Doprawdy? - przechyliłam głowę posyłając mu wredny uśmieszek. - A ja myślałam, że ci się to spodoba.
- Nic już nie mów - pokręcił głową. - Lepiej zaczynajmy.. - podparł głowę na ręku zerkając na mnie.

Lance już miał zacząć mi tłumaczyć na czym powinnam się skupić gdy na jego ramieniu usiadł chowaniec podobny do kruka o czerwonych oczach - Pterocorvus, i zaczął go natychmiast dziobać w głowę. Prychnęłam cicho, a smok spojrzał na zwierzę zirytowany, po czym zdjął z jego łapki przyczepiony liścik i szybko go przeczytał.
- To Nemora. Musimy wracać.. - od razu się podnosił.
- Coś się stało? - woląc się nie narażać podniosłam tyłek i oboje ruszyliśmy w stronę naszego tymczasowego lokum. Czekało nas dobrych kilkanaście minut spaceru w dół.
- Nie. Po prostu wszyscy są już w stanie trzeźwo zdać raporty z wczoraj - wzruszył ramionami idąc nieco z przodu. Nie zrównywałam się, tak było dobrze. 
- Rozumiem. Lepiej żebyśmy szybko mogli wrócić do.. Domu. - Zawahałam się dosłownie przez moment. Czy Ziemie Eel to mój dom? W domu powinno się czuć dobrze, wśród osób które cię kochają, szanują i dzielicie pokrewieństwo. Jak jest w Kwaterze Głównej? Z resztą, po co się zastanawiać?
Wyrwało mi się ciche westchnienie, a smok zerknął przez ramię.
- Zmęczona? - Wzruszyłam ramionami. - Lepiej powiedz, planowałem długi spacer po lesie jak dojdą do siebie. 
- To nie to - pokręciłam głową chociaż jego wzrok był już skierowany na kamienną ścieżkę. - Chodzi o moje myśli, których bym wolała na głos nie wypowiadać. 
- Byle tylko nie sprowadziły na nas kłopotów.
Prychnęłam. Przecież wszelkie kłopoty i zło tego świata to moja wina.

Wkrótce dotarliśmy na miejsce, a przed domkiem przywitała nas cała gromada w.. Beczce?

Przystanęłam zaskoczona i musiałam zamrugać kilka razy. Idalia, Torin, Nemora i Berius siedzieli w ogromnej drewnianej beczce pełnej wody, a z niej unosiła się para. Obok tego wszystkiego stał Martin i Gorlas - rozmawiali szeroko uśmiechnięci. Zerknęłam na smoka, wyglądał na podobnie zdezorientowanego, co ja.
- C-Co tu się dzieje? - przeleciałam wzrokiem po wszystkich obecnych.
- Szorowanko! - w odpowiedzi usłyszałam roześmiany głos Idalii. - Martin przyniósł to z kolegą chwilę temu, jest niesamowicie. Chodźcie!
- I to po to wysłałaś chowańca? - Lance jakby oprzytomniał i spojrzał w kierunku Nemory. Uśmiechnęła się tylko i wzruszyła niewinnie ramionami. - Jesteście niepoważni, nie po to tutaj jesteśmy.
- Oj daj spokój - winowajca tego wszystkiego podszedł do smoka i położył mu, po przyjacielsku, rękę na ramieniu. - Wczoraj się raczej wszyscy dobrze bawiliście, włącznie z tobą. W czym tkwi problem, aby towarzystwo się nieco zrelaksowało w gorącej wodzie?
Przyglądając się temu nie dało się przegapić szampańskiego humoru Martina, ale niestety niebieskooki nie podzielał jego samopoczucia. Na domiar złego drgała mu powieka, walczył ze sobą.
Powoli wysunął ramię od blondyna i zbliżył się do skrzynki stojącej w pobliżu kąpieliska. Zajrzał do środka i zmarszczył brwi. 
- Nie ma lepszych rzeczy do używania tych kamieni, tylko jakieś idiotyczne zabawy w wodzie? - Karcąco spojrzał na towarzystwo. Miny im się na te słowa nieco pozmieniały. 
- Daj spokój - Berius oparł się ramieniem o drewnianą ściankę i patrzył prosto na dowódcę. - Mamy prawo do relaksu, nic złego się nie dzieje. Raporty powypełniane, masz szczegółowy opis przesłuchań. Wskakuj i czytaj je tutaj.
- Nie jesteśmy tutaj, żeby odpoczywać - trzasnął wiekiem skrzynki i ruszył do domku. Wyglądał na wściekłego, a gdy mnie mijał dostrzegłam niebieski płomyk przebiegający po jego policzku.

Atmosfera po naszym przybyciu nieco się zmieniła, ale nie na długo. Zaraz gdy zdenerwowany smok zniknął, faeries wrócili do zabawy i wesołych rozmów, a Martin i Gorlas rozebrali się do samej bielizny i wskoczyli do nich. 
- Anastazja, dawaj - oberwałam odrobiną wody, na co automatycznie odskoczyłam do tyłu. Spojrzałam na atakującego, którym okazał się być blondyn. - Nie mów, że wolisz stać tak sama albo czytać papiery z tym ponurakiem. 
Fakt, nie wolę, ale zdecydowanie nie uśmiecha mi się ściskać tam z nimi. Nie czułabym się zrelaksowana. Pokręciłam głową. 
- Żadna z tych opcji nie wydaje się być odpowiednia, muszę jednak odmówić. Znajdę sobie inne zajęcie, ale wam.. Dobrej zabawy - posłałam mu lekki uśmiech i ruszyłam do środka. 

Lance siedział na kanapie trzymając w dłoni jakieś papiery. Zerknął krótko w moją stronę po czym wrócił do czytania. Woląc go nie drażnić wzięłam tylko jakiś owoc na ząb i poszłam do sąsiedniego pokoju. Tak czy siak poznam szczegóły, a przesiadywanie z nim w jednym pomieszczeniu, zwłaszcza w takim stanie, to nienajlepszy pomysł. Poza tym.. Ile ja mam z nim spędzać czasu? Wystarczy mi wyrok trenowania z nim, jego szefostwa, i ogólnego faktu przebywania od siebie w zbyt małych odległościach. 

Na miejscu usiadłam przy oknie, zajmując jedno z wolnych łóżek. Spałam już w nim dwa razy, chyba mogę powiedzieć, że jest moje. Chciałam zająć kanapę, a w efekcie najpierw zrobił to Lance, a potem nietrzeźwa Nemora. Tyle to z mojego wyalienowania, ale nie będę narzekać.
Wgryzłam się w swoje krwistoczerwone jabłko i przyglądałam jednej dłoni. 
Może bym sama spróbowała? W końcu to tylko odrobina światła. Przecież nie wysadzę zaraz budynku, czy spalę pościeli. 

Odłożyłam ogryzek na podniszczony, drewniany parapet i wystawiłam dłoń przed siebie. I co dalej? Dobre pytanie. Skup się Ana. Co czułaś za każdym razem, gdy pojawiało się światło? Emocje, tylko jakie? Strach - bałam się, że wszystko się powtórzy. Równocześnie dostałam ataku paniki. Co jeśli znów tak będzie? Muszę nad tym zapanować.
Przymknęłam oczy i próbowałam się skupić. Zaczęłam oddychać głęboko i równomiernie.
Ciepło, otacza mnie ciepło. Od żołądka, przez serce po koniuszki palców. Jest gdzieś we mnie, trzeba je tylko wyciągnąć. 
Nagle coś poczułam i szybko podniosłam powieki. Jedna, dosłownie jedna iskra przeleciała między palcami.
Świetnie, jakieś inne pomysły?
Lance najlepiej działa jako zapalnik, tylko czemu? Jest źródłem moich lęków, ale czy to na pewno o to chodzi?
Na nowo opuściłam powieki. Myśl Anastazjo!

Ciemność i cisza zdawały się trwać w nieskończoność. Nie otwierałam oczu nawet na moment, ignorowałam każdy dźwięk. Nie liczyło się dla mnie w tej chwili nic. Pewnie z boku wyglądałam śmiesznie, ale to nie ważne. Skupienie, pełna koncentracja.

Nagle zobaczyłam jasne światło, jakby biały płomień. Po chwili dołączyły również głosy, strasznie niewyraźne. Nie byłam w stanie żadnego z nich rozszyfrować czy rozpoznać, ich natłok był zbyt wielki w jednym momencie. 
Poczułam otulające mnie ciepło, starałam się skupić na nim, zamiast na wszystkim innym. Zignorowałam płomień, zignorowałam biegające dookoła słowa. Tylko ja i to przyjemne uczucie..

poniedziałek, 1 listopada 2021

2. Wspomnienia


Od mojej kłótni z Huang Hua minął prawie tydzień. Przez ten czas ciągle siedziałam w swoim pokoju i z nikim nie chciałam się widzieć. Musiałam to wszystko przetrawić, dojść do siebie.
Moje rany nie zagoją się tak szybko w przeciwieństwie do rozcięcia na ręce, które dość szybko zniknęło.
Nie jestem w stanie spokojnie chodzić po okolicy, uśmiechać się do mijanych osób i całkowicie ignorować to co miało miejsce. Nie zaakceptuję tu obecności smoka, który dokonał tylu paskudnych rzeczy. Gdy tu przybyłam wydawał się moim sojusznikiem, wiele razy mi pomógł, a potem.. 
Dopiero po czasie dowiedziałam się, jak nikczemną jest osobą. Próbowałam zrozumieć jego podejście, a ten tylko mną poniewierał aby potem kilka razy próbować odebrać mi życie.
Uszkodził świat, który stał się dla mnie tak ważny. Przez niego straciliśmy przyjaciół.
Leiftan też miał w tym swoją zasługę, nie będę udawać, że jest inaczej. Tylko ta dwójka się znacznie od siebie różni. Ich cele były inne. Dodatkowo aengel stanął przy naszym boku i walczył przeciwko byłemu sojusznikowi. Starał się naprawić swoje winy. 
W mojej pamięci jego czyny nigdy nie przepadną, ale jest zdecydowanie cenniejszy i bardziej godny chodzenia między nami niż Lance.
Czy smok próbuje teraz zrobić to samo?
Już za późno na naprawę błędów. Dostał szansę na wycofanie siedem lat temu, kilka chwil przed tym jak zadał Valkyonowi zabójczy cios. Nie skorzystał, a jego straszny śmiech prześladuje mnie w snach.

Przez wszystkie te dni przemykałam korytarzami po nocach. Do stołówki wpadałam o świcie, Karuto na początku był zdziwiony, ale gdy mu wszystko opowiedziałam zaczął szykować mi paczki z jedzeniem na cały dzień. 
Rozumiał mnie, ale też nie sprzeciwiał się Huang Hua. Wiedział, że straż potrzebowała w tamtym czasie doświadczonych i silnych wojowników, a białowłosy jest zdecydowanie najlepszym tego przedstawicielem. 
Kolejny raz miałam ochotę płakać, ale pocieszył mnie opowiadając jak czasem przesala dania mające trafić do ust Lance'a. Nie panowałam nad tym, musiałam się uśmiechnąć. 
To była drobnostka, ale cieszy mnie fakt, że nie ja jedyna za nim nie przepadam.

Gdy do stołówki zaczynali zbierać się ludzie za każdym razem uciekałam. Po drodze do swojego pokoju wstąpiłam do biblioteki i wzięłam dwie potężne książki. Nie miałam ochoty siedzieć bezczynnie i się nudzić. Wystarczyło, że nie miałam do kogo się odezwać. 
Rozmowa z własnym odbiciem mogła wyglądać dość dziwnie i przynieść niepożądane skutki w postaci wariactwa.
Biorąc z półki owe tomiszcza nie bardzo zwracałam uwagę na ich tytuły - liczyło się, że są grube i trochę mi zejdzie zanim je przeczytam.
Pierwsza z nich była pełna historii i legend z tego świata. Czułam się jakbym czytała bajki z mojego świata lub przypominała historie, które kiedyś w nim słyszałam. Eldarya była tak podobna do Ziemi, a ja chyba nie byłam w stanie tego nigdy przyswoić. 
Poza wydarzeniami łączącymi te dwa światy były też inne rzeczy - zło, kłamstwa, śmierć i okrucieństwo. Tylko tutaj wydawało się dużo spokojniej. 
Gdy opuści się mury dookoła jest niezbrukana przyroda, która cieszy się szacunkiem żyjących tu istot. W miejscu, w którym mieszkałam przed przybyciem do tego świata nie dałoby się tak odpocząć na łonie natury. Owszem, może są takie miejsca, ale znając ludzi ich ilość kurczyła się z dnia na dzień. Pamiętam, jak lubiłam za dzieciaka chodzić do parku w centrum. Te wielkie drzewa były tak niesamowite. Staw, krzewy, kaczki.. Małą dziewczynkę to wszystko cieszyło, ale z mijającymi latami zaczynał mnie irytować smród spalin i dźwięk tłocznego miasta.
Od tego nie dawało się uciec.
Właśnie dlatego zaczęłam chodzić do lasu. Spacerowałam jego ścieżkami zapuszczając się dość głęboko, aż te znikały. Kto by pomyślał że chęć odpoczynku od urbanizacji doprowadzi do tylu dziwnych spotkań i wydarzeń.
Znajomi z uczelni pewnie uznaliby mnie za wariatkę gdyby usłyszeli o tym wszystkim. 
Pamiętam ich reakcje gdy mnie poznali. Chani dopisywała do moich oczu niezwykłe historie o przeznaczeniu i niesamowitych przygodach jakie mnie w życiu czekają. Zabawne jak moja miłośniczka mistycyzmu blisko prawdy była. 
Wydawała mi się wtedy dość dziwna, ale teraz gdy wszyscy są daleko i nawet nie pamiętają o moim istnieniu, doceniam jej humor i ogromną wiedzę jaką mogła się pochwalić.
Chyba przydałby mi się tu teraz ktoś taki jak ona. Nie znałyśmy się długo, ale zawsze mogłam na nią liczyć. Uważnie słuchała moich rozterek i potrafiła udzielać rad. 
Poza nią było również rodzeństwo, bliźniaki. Rodzice chyba mieli duże poczucie humoru ponieważ jej dali na imię Viktoria, a jemu Viktor. Ten duet był niesamowity. Swoim zżyciem przypominali trochę Nevrę i Karenn - jeden za drugiego skoczył by w ogień. To w nich uwielbiałam.
Viki była zawziętą fanką Guns N' Roses, ale nie tylko - słuchała wiele zespołów grających podobną muzykę. Potrafiła grać na gitarze i nieźle śpiewać. Swoje włosy farbowała na czerwono, nigdy nie widziałam ich w naturalnym wydaniu. Na pierwszy rzut oka mogła się wydawać szalona i nieprzystępna, ale w rzeczywistości była niesamowitą osobą o ciepłym sercu.
Poznałam ją przypadkiem. Jej brat i ja pracowaliśmy w tym samym miejscu -dorabiałam w księgarni przez jakiś czas, nie chciałam ciągnąć od rodziców pieniędzy na swoje zbędne rzeczy, typowe drobiazgi młodych ludzi. Viktor pracował tam już trochę wcześniej. Był dobrze zbudowanym czarnowłosym chłopakiem o mrocznych oczach, to go łączyło z siostrą. Z ich spojrzenia czasem nie można było nic wyczytać, zupełnie jak z..
Nie!
W przeciwieństwie do tego, którego imienia nie będę wymawiać, on był sympatyczny i wesoły. W przeciwieństwie do swojej siostry uwielbiał teatr, książki, tak zwaną kulturę wysoką. Podobał mi się, nie ukrywam. Miał coś przyciągającego. I to właśnie na pierwszej randce wparowała jego siostra.
Udaliśmy się do kina. Pech chciał, że Viki była w tym samym miejscu i w tym samym czasie. Zaczęła go ściskać i cmokać, byłam w szoku. W pierwszej chwili myślałam, że to jego dziewczyna. Nie miałam doświadczenia w związkach, więc wyobrażałam sobie w tej chwili wiele.
Dopiero po dłuższej chwili mi wszystko wytłumaczyli. Takiego początku przyjaźni się nie spodziewałam. 
Stworzyliśmy grupę różnych indywiduów, dobrze się razem bawiliśmy i spędzaliśmy wspólnie czas. Oni, tak oryginalni, a ja.. No cóż, poza wyglądem nie było we mnie nic specjalnego.
Jedynaczka wpadająca czasem w konflikty z rodzicami, ale ostatecznie idąca tą samą drogą co oni. Mój ojciec prowadził dużą firmę zajmującą się sprzedającą auta. Nie były to tanie egzemplarze, celował raczej w większe kieszenie. Dzięki jego sukcesom nie musieliśmy się martwić o pieniądze, a moja mama mogła spokojnie siedzieć w domu i mnie ''wychowywać''.
Nie musiała tego w pewnym momencie robić, ale najwyraźniej przywykła do wygody i nigdy nie poszła do pracy.
Ja natomiast poszłam w kierunku reklamy, skoro miałam przejąć interes to lepiej wiedzieć jak dobrze sprzedać produkt - chociaż nie bardzo mnie to interesowało. Ciągło mnie ciągle do innych rzeczy, ale nigdy w tamtą stronę.

Wyrwało mi się ciężkie westchnienie i upadłam tyłkiem na łóżko zerkając na drugą książkę - przewodnik po tutejszej roślinności. Pewnie wypada go trochę zaktualizować, ale kto wie - może jest przydatny.
Nie wiem skąd nagle przypływ tych wspomnień. Wcześniej chyba nawet nie miałam czasu o tym rozmyślać, tyle się działo i to w tak zawrotnym tempie. Byłam zmuszona szybko się dostosować i wszystko zaakceptować. Może zwyczajnie muszę to przetrawić na nowo.

Upadłam na plecy i przymknęłam oczy.
Przez te kilka dni codziennie słyszałam, jak ktoś próbuje się do mnie dostać. Kilka razy była to Ewelein, innym razem Karenn a nawet Chrome. Żadnego z nich nie wpuściłam. Przekręciłam klucz w zamku i odcinałam się od świata. Gdy przytrafił się naprawdę duży natręt brałam książkę i zaczynałam czytać, wszystko byle zignorować dźwięk pukania w drewniane drzwi.

Tydzień w zamknięciu zaczął mi się dawać we znaki. Ciśnienie trochę opadło, książki przeczytałam. Nie mogłam tu już dłużej siedzieć. Zebrałam się, ubrałam ciemne spodnie i luźną bluzkę na długi rękaw z lekkim wycięciem w dekolcie, i opuściłam pokój.
Rozejrzałam się, trochę mnie w środku skręcało ze stresu. Dawno nie chodziłam swobodnie po tych korytarzach. Zaraz jak się przebudziłam nie miałam kiedy, ciągle jakieś nowe informacje, szokujące spotkania.
Moje życie tutaj dopiero się zaczyna, od nowa.

Pierwsze co zrobiłam to ruszyłam do biblioteki i odłożyłam książki na miejsce. Czułam na sobie ciekawskie spojrzenia - pewnie o mojej kłótni z Huang Hua słyszeli wszyscy. Starałam się to jednak ignorować i ruszyłam ku wyjściu.
Pech chciał, że go zobaczyłam. Stał na dole, po środku holu i rozmawiał z wyraźnie zadowolonym Mathieu. Ten drugi musiał go bardzo lubić, szeroko się uśmiechał i opowiadał coś nie szczędząc przy tym rozległej gestykulacji.
Zrobiło mi się nie dobrze. 
Nie mogłam zejść i ich minąć, na pewno by mnie zauważyli, a nie byłam gotowa na konfrontację z Lancem. 

Cofnęłam się parę kroków do ściany, miałam nadzieję, że mnie nie widzieli. Nie słyszałam o czym mówią, nie interesowało mnie też to zbytnio. Idąc tyłem wróciłam do biblioteki.
Nagle poczułam jak o coś uderzam. Coś miękkiego, ciepłego.. Natychmiast się odwróciłam.
- P-Przepraszam.. - wydukałam widząc przed sobą wampira. Wyglądał na nieco zaskoczonego, że mnie widzi. Cofnęłam się o krok i odgarnęłam włosy za ucho. Twarz Nevry znów stała się zimna.
- Postanowiłaś wyjść z nory i się na coś przydać?  - patrzył na mnie tym swoim jednym okiem. Czułam jak po moim ciele przechodzi nieprzyjemny dreszcz, zupełnie niepodobny do tych które kiedyś czułam w jego obecności. 
Przetrawiłam to. Ja i Nevra to koniec.
Nasz związek trwał jakieś dwa, może trzy miesiące, a i tak powstał w czasie niepokoju. Może po prostu oboje potrzebowaliśmy czyjejś bliskości, może to był sposób na radzenie sobie z traumą.
Nie jestem psychologiem, nie znam się na bólu duszy, ale jestem w stanie przyjąć taki scenariusz. Rozumiem też teraz lepiej Nevrę. Poszedł dalej, korzysta z życia. Nie mam mu tego za złe. Nie mogę jednak tak łatwo tego zapomnieć.
Był moim pierwszym mężczyzną.
Tak. 
Na Ziemi miałam jakieś związki, ale nie trwały długo i żaden nie był poważny. Zapowiadał się taki z Viktorem, ale wylądowałam tutaj.
Nie protestowałam by do tego doszło, chciałam tego. Dopiero teraz zaczynam żałować. Życie zafundowało mi bardzo zimny prysznic, byłam jedną z przelotnych panienek Nevry.
Spojrzałam na niego i lekko przytaknęłam głową.
- Trzeba w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza - próbowałam się uśmiechnąć. Chyba nie wyszło. Wampir tylko coś mruknął i mnie minął. Zatrzymał się kilka kroków i usłyszałam jego głos.
- Huang Hua prosiła żebyś do niej przyszła gdy będziesz gotowa - oznajmił i się oddalił. Zostałam sama z nieprzyjemnym uczuciem w brzuchu. Jęknęłam i oparłam czoło o ścianę. Tylko tego mi brakowało, kolejnej sprzeczki z przełożoną.

Jak tylko Nevra odszedł ruszyłam w stronę sali obrad. Zupełnie zapomniałam przed kim się chowałam, ale na szczęście gdy przechodziłam nikogo nie było już na środku holu. Lance zniknął, mogłam odetchnąć z ulgą, przynajmniej w tamtym momencie.

Podeszłam do drzwi i zapukałam. Nie czekałam na to aż ktoś zaprosi mnie do środka, powoli przekroczyłam próg. Fenghuang siedziała przy stole, a obok niej znajdowały się stosy dokumentów. Gdy usłyszała, że się zbliżam podniosła wzrok.
- Podobno chciałaś się ze mną widzieć - stanęłam w pobliżu. Zaczęła mnie mierzyć wzrokiem. Czekała na coś? Jeśli liczyła na przeprosiny to się zawiedzie, to ona powinna mnie przeprosić. Nie chcę być traktowana jak dziecko. Jestem dorosła, uratowałam wam wszystkim życie i należy mi się szacunek.
Chwyciłam swoje ręce za plecami i wyprostowałam się dumnie. Nie bałam się również patrzeć prosto na nią. Chyba zrozumiała. Wzdychając ciężko kazała mi usiąść.
Zajęłam miejsce i czekałam aż zacznie, nie trwało to długo. Od razu przeszła do rzeczy.
- Mam nadzieję, że lepiej się czujesz - jej głos był łagodny, próbowała mi pokazać swoją troskę. Nie miałam jednak czasu by jej odpowiedzieć, mówiła dalej. - Wiem, że jesteś na mnie wściekła, i całkowicie to rozumiem. Proszę jednak byś mnie zrozumiała i nie skreślała obecności Lance'a już na samym początku. Zmienił się i chciałabym abyś również to zauważyła. Dlatego mam do ciebie ogromną prośbę. Daj mu szansę - położyła swoją ciepłą dłoń na mojej. Wzdrygnęłam się. Mam dać szansę mordercy? Czego ona ode mnie oczekuje? - Nie chcę abyście od razu zostawali przyjaciółmi. Pragnę tylko abyście byli w stanie współpracować , i aby żadne nie podkładało drugiemu kłód pod nogi. Mam nadzieję, że jesteś w stanie zachowywać się odpowiedzialnie. Nie tylko dla ciebie jest to problem. Chrome i Nevra również zgłaszali swoje sprzeciwy gdy ogłosiłam decyzję o jego uwolnieniu i przyjęcie do straży. Zaakceptowali to jednak i sprawnie im wychodzą wspólne działania. Nie wiem jakie są między nimi relacje, nie wnikam w to, ale jestem pewna że pomimo całego żalu jaki do niego mają wiedzą że jest cennym nabytkiem. Chciałabym abyś również to zauważyła. - Cały czas mówiła spokojnie, a jej dłoń po prostu spoczywała na mojej. Z każdym jej słowem czułam jakby kolejne ostrze wbijało mi się w serce. Prosiła o wiele.
- Wybacz Huang Hua, ale nie wiem czy będę w stanie. Przez niego męczą mnie koszmary, nie będę mogła normalnie funkcjonować w jego obecności - mój głos się łamał. Starałam się trzymać. Nie chciałam znowu się rozpłakać.
- Rozumiem. Nie będę cię popędzać. Lance również dostał rozkazy by unikać twojej osoby. Dostaniesz jeszcze trochę czasu. Jednak jeśli chodzi o misje to nie mogę niczego obiecać. Ty musisz wrócić do formy, a on jest dowódcą Obsydianu i wasze spotkania mogą być czasem nieuniknione - lekko ścisnęła moją dłoń. Miała rację, ale tylko małą. - I jest jeszcze jedna rzecz.. - westchnęła ciężko. Czułam, że szykuje się jakiś duży pocisk artyleryjski. Jej mina zrzedła, puściła mnie i odwróciła wzrok. - Chciałabym aby Lance zajął się swoim treningiem.
Momentalnie zrobiło mi się słabo. Czułam jak moje płuca zaczynają protestować i przestało im się podobać oddychanie. Zaczęłam kręcić głową i odskoczyłam od fenghuang. Nie mogła mi tego zrobić, nie mogła na mnie tego sprowadzić. Błagam powiedzcie, że to nie prawda.
- P-Powiedz, że żartujesz.. - wydukałam nie spuszczając z niej wzroku. Popatrzyła na mnie chwilę i pokręciła głową. 
- Nie wiem jak z twoimi mocami, ale jestem pewna że twoja szermierka nie jest na dobrym poziomie. Od siedmiu lat nie walczyłaś, musisz wrócić do formy, a Lance to najlepszy wojownik w straży - podniosła się i próbowała do mnie zbliżyć. Zaczęłam się cofać, nie chciałam by mnie dotykała. Nie widziałam w niej już sojusznika.
- Przecież mogę trenować z każdym. Dlaczego akurat on? Jest Karenn, Chrome.. Jestem pewna, że by się zgodzili - zaciskałam pięści. Czułam się coraz gorzej.
- Wiem, że to twoi przyjaciele. Rozumiem też twój punkt widzenia, ale są sprawy na które nie mamy wpływu - wracała na swoje miejsce przy stole. - Rozmawiałam z Leiftanem.  Postanowił trzymać się z daleka od wszelkiej walki. Nie ma zamiaru używać też swoich mocy, dlatego nie ma kto przeszkolić cię jak ich używać - usiadła i wróciła do mnie wzrokiem. Kolejny cios w serce. Aengel taki jak ja nie był skory do pomocy. Nie chciał mnie uczyć. Wspaniale. Nic tylko skakać ze szczęścia! 
Z tego wszystkiego zachwiałam się i szybko chwyciłam krzesła. Musiałam mieć jakąś podpórkę. Moja rozmówczyni zaraz chciała mi pomóc, ale wystawiłam rękę. Nie chciałam by się zbliżała.
- A jeśli go namówię?- odezwałam się bardziej do siebie niż do niej, mój wzrok był skierowany w ziemię. - Jeśli przekonam Leiftana by mnie trenował.. Czy walkę wręcz będę mogła ćwiczyć z kimś innym? - Moje dłonie automatycznie zacisnęły się na krześle, które pomagało mi utrzymać równowagę.
 - Tak. Jeśli go przekonasz pozwolę ci trenować z kim tylko będziesz chciała.  - Ciężar spadł mi z serca, oddech wrócił do równowagi. Spojrzałam na Huang Hua. - Tylko nie rób sobie zbędnych nadziei. Wyraził się dość jasno, ale może ci się uda. Jeśli nie, wiesz co cię czeka. Tylko Lance jest w stanie obudzić twój potencjał i nauczyć wielu przydatnych rzeczy. Ma największą wiedzę z nas wszystkich. Doskonale o tym wiesz.. 

Wiedziałam. Wiem to wszystko doskonale. Miałam już okazję się nawet o tym przekonać.

Wylądowałam w ciemnej celi. Przerażona i zdezorientowana. Co to za stwory? O co tyle krzyku? Dlaczego potraktowali mnie jak bandytę? 

Miliony myśli kołatały mi się w głowie. Nic z tego nie rozumiałam. Cała się trzęsłam a moje ramię ciągle pulsowało. Ten wysoki paskuda złapał mnie strasznie mocno - siniak gwarantowany.
Oparłam się plecami o zimne pręty mojego więzienia i przymknęłam oczy. 
Pojedyncza łza spłynęła po moim poliku.
Nie chcę płakać. Nie mogę płakać. To tylko zły sen i zaraz się obudzę.
Pewnie spadła mi na głowę gałąź w lesie czy coś i zaraz wszystko wróci do normy.

Uszczypnęłam się kilka razy w ramię. Oczy ciągle miałam zamknięte, a gdy je otworzyłam ciągle widziałam to ciemne pomieszczenie z wiszącymi nad wodą latkami. 
Nie podziałało.

Zaczęłam panikować i modląc się w duchu szczypałam coraz mocniej.

Nagle usłyszałam ciche prychnięcie i brzdęk kluczy.

Podniosłam wzrok i zobaczyłam zamaskowanego mężczyznę w czarnej zbroi.
Chyba na mnie spojrzał, bo przyłożył palec do ust.
Miałam być cicho.
Domyślam się, że nie jest jednym z chłopców na posyłki dziewczyny z ogonami. Sojusznik? 

Po krótkiej chwili szukania odpowiedniego klucza drzwi mojej klatki się otworzyły. Spojrzałam na niego z olbrzymią wdzięcznością. Nie rozumiałam co tu się dzieje, ale zdecydowanie lepiej być wolnym, prawda?

Nieznajomy wystawił w moim kierunku dłoń odzianą w rękawicę. Klatka była dość wysoko dlatego skorzystałam z jego pomocy przy jej opuszczaniu.
Oczywiście kim bym nie była gdybym się przy tym nie potknęła, ale  na szczęście zamaskowany ścisnął wtedy moją dłoń i nie pozwolił mi upaść.
Zapewne musiał patrzeć na mnie z politowaniem. Może dobrze, że nie widziałam wyrazu jego twarzy.

Szybko zabrał swoją dłoń i ciągle nie powiedziawszy nawet słowa wskazał na schody. Widocznie to było jedyne wyjście.
Krótko przytaknęłam i ruszyłam w ich stronę.
- Dziękuję.. - powiedziałam cicho zerkając za siebie, ale po mężczyźnie nie było już śladu.
Gdzie zniknął? Nie ukrywam, że chciałabym użyć podobnej sztuczki.

Karteczka mówiła jasno. Chcieli mnie pozbawić całej rodziny. 

Po tym jak myślałam, że w końcu będę mogła tu jakoś wytrzymać.. 

Ashkore ma rację - straż to banda kłamców i nic nie wartych gnid.

Po tym jak mnie uwolnił z więzienia miałam okazję go kilka razy spotkać. Zwykle milczał. Myślałam nawet, że może nie może mówić czy coś.

Raz dopadł mnie w trakcie nocnej przechadzki po ogrodzie. 
Nie mogłam wtedy spać. Dręczyły mnie jakieś koszmary, a nie miałam nikogo z kim mogłabym na ten temat porozmawiać.
Nikt by nie zrozumiał co czuję, o czym mówię.
Samotny spacer wśród zieleni to jedyne co mi pozostało.

Usiadłam na ławce pod wiśnią i skubałam koniec bluzki kiedy usłyszałam cichy dźwięk dzwoneczka. Natychmiast się podniosłam, a z ciemności wyjawił się kolega w masce. Zmierzyłam good stóp do głów, był wysoki - nawet bardzo, żeby się z nim zmierzyć musiała bym stanąć na czubkach palców u stóp, a by pewnie nie starczyło.
Nieznajomy ruszył w moją stronę. Nie bałam się. Nie było czego, przecież mi pomógł.

Stanął tuż przede mną, a ja nie odrywałam wzroku od jego maski. Wyglądała niezwykle, przypominała głowę jakiegoś zwierza, ale nie byłam w stanie odgadnąć co to może być. Może jakiś tutejszy gatunek.

Właśnie wtedy złapał mnie za podbródek i czułam, jak mi się przygląda. Nieco się spięłam. Był trochę za blisko, a jego chwyt nie należał do delikatnych.

Niestety to nie to było najboleśniejsze co mnie czekało.
Zamaskowany mężczyzna po dłuższej chwili oglądania mnie jak jakiegoś dziwnego eksponatu w muzeum w końcu się odezwał. Szeptem oznajmił, że straż mnie okłamuje i jest sposób abym mogła wrócić do domu. Nie miałam szans pytać o szczegóły. Uciekł i zniknął w ciemności.

Byłam wtedy  załamana. Wydarłam się na Miiko, i to niepotrzebnie. Był sposób, owszem, ale zbyt wysoką cenę musieliby za to zapłacić. Nie mogłam tego od nich wymagać.
Jednak dzisiaj.. 

Nie byłam w stu procentach pewna czy ta wiadomość została zostawiona od niego, ale jako jedyny wydawał się być po mojej stronie. Do tej pory tylko przemykał, nie zawsze coś do mnie miał. Czasem słyszałam po jego nocnej wizycie, jak straż szuka czegoś co zginęło. Słyszałam od nich historie o nim. Ukazywali go w nich jako potwora i złodzieja. Miałam mieszane uczucia, a gdy w końcu na niego wpadłam i chciałam o to zapytać on pokazał mi jakąś dziuplę, w której był fragment kryształu. Tego samego kryształu, który podobno on rozbił. Nie rozumiałam, też nie chciałam rozumieć. Byłam mu tylko wdzięczna.

Może to więc jego imię? W końcu postanowił nie pozostawać anonimowy bardziej niż był?
Przez chwilę miałam nadzieję, że nie ponieważ nigdy mnie nie okłamał. Nie mówił całej prawdy z tymi portalami, ale w przeciwieństwie do straży chociaż pomyślał żeby mnie o nich poinformować.

Co było w liście? 
W sumie to raczej  na małej karteczce, którą znalazłam po powrocie do pokoju. Byłam pomóc Ezarelowi w laboratorium, przygotowywaliśmy eliksir. Jak się okazuje był to napój mojej zguby.

Uważaj śliczna co pijesz.
Znowu cię okłamali, jak to gnidy.
Chcą byś straciła swoich przyjaciół i rodzinę - na zawsze.
Zrobią to wkrótce.
Twój rycerz w czarnej zbroi
Ashkore

                 

Jak mogłam nie być pewna o kogo chodzi? Zwyczajnie bałam się, że może ktoś nas gdzieś widział. Nikomu nie mówiłam o naszych spotkaniach. Chyba nie chciałam robić mu problemów.
Nie zasługiwał na nie.

Zaufałam mu, jak się okazało słusznie. Kolejny raz byłam mu wdzięczna.

Mocno wstrząsnęłam głową. Ta dziwna fala wspomnień o smoku..
Był moim sprzymierzeńcem gdy się tu zjawiłam. Przynajmniej tak mi się wydawało. Szkoda, że wtedy nie wiedziałam, jak wielkim potworem jest. Nie wahałabym się i krzyczała donośnie za każdym razem gdy go widziałam. Może uniknęlibyśmy tego wszystkiego, może na Memorii by nie..

Spoliczkowałam się. Tak, sprzedałam sobie liścia w obecności Huang Hua. Spojrzała na mnie jak na obłąkaną. Nie rozumiała. Trudno, ja tez jej nie rozumiem, ale nie wnikajmy w to.

Oznajmiłam jej, że jutro usłyszy dobre nowiny i uciekłam. Przekonam Leiftana. Nie będę skazana na obecność niebieskookiego, nie ma mowy.



niedziela, 31 października 2021

1. Powrót

Czy siedem lat to dużo? Zależy kto i jak na to spojrzy. Jako osoba, która spędziła ten czas wegetując w wielkim krysztale mam ochotę płakać, gdy tylko pomyślę ile mnie ominęło i jak wiele straciłam ratując to co dla mnie było najważniejsze.


Do żywych wróciłam trzy dni temu. Dla wszystkich był to ogromny szok, ale nic nie przebije mojego w momencie poznania prawdy. Ewelein starała się być delikatna, ale to nijak nie pomogło. Jak przyjąć takie informacje na spokojnie? Nie było cie siedem lat, nie mieliśmy pojęcia, czy kiedykolwiek jeszcze staniesz przed nami, ciesz się życiem. Kpina.

Po tej informacji nie miałam nawet czasu żeby cokolwiek przetrawić, uderzyła kolejna bomba - Leiftan. Wrócił nieco wcześniej niż ja, już zdążył dojść do siebie. Mój towarzysz w niedoli oznajmił, że potrzebuje czasu i woli jeśli póki co ukrócimy nasz kontakt. Kolejny nóż w serce. On jedyny mógł mnie zrozumieć. Dla niego również cała wojna i poświęcenie miały miejsce jakby dwa dni temu. Tylko z nim jedynym mogłabym o tym porozmawiać, a teraz pozostałam z tym całkowicie sama.

Nie hamowałam swoich łez, nie musiałam. Ewe niegdyś była moją przyjaciółką, ufałam jej. Miałam potrzebę to z siebie wyrzucić, ale jedynie wtuliłam się w pocieszającą mnie elfkę i płakałam. Nie chciałam mówić rzeczy, które mogły by zaboleć ją jak i Huang Hua, która przyszła dowiedzieć się co ze mną. Niegdyś dobra znajoma, może nawet przyjaciółka, dziś to ona dowodziła Lśniącą Strażą. Kto by chciał urazić własnego szefa, prawda?

Tamtego dnia poznałam również inne bolesne prawdy.

Nevra zaczął randkować - a raczej spotykać się z kobietami na jedną noc na potęgę. Ezarel, Alajea i Miiko odeszli, Kero również. Moi przyjaciele albo zniknęli, albo nie byli w stanie mnie zrozumieć. Fantastycznie.Nie, że zaraz się nie dogadywaliśmy, ale gdy z nimi rozmawiałam zrozumiałam jak bardzo się zmienili. Ich podejście do życia nie było już takie jak kiedyś. Chrome został dowódcą Straży Cienia, a Karenn będąca u jego boku wyrosła na wspaniałą wojowniczkę. Z podobnym poczuciem humoru, o tego które znałam, ale już nie tacy sami. Najbardziej się chyba ucieszyłam z widoku Karuto. Nasza znajomość zaczynała się dość oschle, ale teraz.. Mogłabym powiedzieć, że stał się jakby połączeniem i odpowiednikiem obu rodziców, a tego potrzebowałam. Nie ukazywał może tego często, ale był naprawdę opiekuńczym i wspaniałym przyjacielem. Nie zmienili się tylko psychicznie, fizycznie też było widać różnicę. Karenn wyrosła na piękną kobietę, a jej włosy były całkowicie różowe. Chrome był silnym i przystojnym wilkołakiem z bujną grzywą, a Karuto zapuścił brodę i nieco zmienił swój styl. Obecność Feng Zifu na pewno miała na to jakiś wpływ.


Jaka była reakcja reszty otoczenia na nasz powrót?
Huang Hua ogłosiła to oficjalnie zbierając wszystkich ludzi. Dało się słyszeć szepty, okrzyki szoku, a potem wszyscy klękli. Byłam zażenowana. Nie czułam się jak bóstwo, które wymaga czci. Dość niezgrabnie poprosiłam żeby wstali i krótko ich przywitałam. Nie lubię publicznych wystąpień, a ci ludzie widzieli we mnie kogoś kim sama się nie czułam. Może uratowałam ten świat, ale jakim kosztem. Nie zrobiłam też tego sama. Pomógł mi Leiftan, który się nawet nie pojawił, a także Valkyon - on poświęcił najwięcej, oddał życie próbując powstrzymać brata.

To jemu należy się pomnik w ogrodzie. On oddał najwięcej, a wszyscy jakby o nim zapomnieli. Pomijają w historii swojego przyjaciela, który zginął z rąk własnego brata. Osobę, która w naszych ostatnich dniach rozumiała mnie najbardziej. Gdy dojdę do siebie będę musiała znaleźć miejsce jego spoczynku i mu za wszystko podziękować. Nie zasługuje na zapomnienie. 

Przez dwa dni dochodziłam do siebie, trawiłam informację, oswajałam się z tym wszystkim na nowo. Otrzymałam pokój, który mieścił się pod koniec korytarza - idealnie. Miałam w nim wygodne łóżko, półki na książki i jakąś szafkę na inne rzeczy. Nie potrzebowałam więcej. Wszystko było utrzymane w klimacie natury, zieleni i drzew jakie otaczały ten świat. Podobało mi się. Płynął nawet strumyk pod szkłem przy moim łóżku. 
Chociaż to wszystko pierwszego dnia nie miało znaczenia. Po prostu się położyłam i zasnęłam. Kto by powiedział, że można być tak zmęczonym po siedmioletniej drzemce, co? 

Dobrze jednak, że odzyskałam trochę więcej sił. Następnego dnia odbyło się coś w rodzaju bankietu by uczcić nasze przebudzenie. Nawet Purriry z tej okazji przygotowała dla mnie powitalną paczkę wraz z innymi Purrekos. Było w niej sporo ubrań, kilka błyskotek i innych przydatnych rzeczy. Byłam im niezwykle wdzięczna, chociaż wiem że to jednorazowa okazja by dostać od nich coś za darmo. 
Dzięki kociakom (zabiliby mnie gdyby to usłyszeli) miałam w co się ubrać i dołączyć do zebranych w ogrodzie.  Pod wiśnią było rozłożonych wiele syto zastawionych stołów. Huang Hua zaprosiła mnie i Leiftana abyśmy usiedli przy niej. Widziałam, że on czuje się tak samo niezręcznie jak ja. Co chwilę tylko zerkał na swój pomnik z pogardą i był raczej milczący.

Na całe szczęście szefowa zajęła się wszystkim. Wygłosiła krótką mowę jak to wszyscy są nam wdzięczni i takie tam, a potem wszyscy przeszli do jedzenia i dobrej zabawy w towarzystwie muzyki i alkoholu. Dwóm ostatnim odmawiałam, nie miałam ochoty, ale kuchnia Karuto mnie zachwyciła i nie powstrzymywałam się przed skubnięciem kilku potraw. Jakość jedzenia bardzo się poprawiła, tak samo jak jego pożywność. Cieszyło mnie to.
Tego wieczoru miałam okazję poznać kilka nowych twarzy, które się tu pojawiły. Prócz siostry Huang Hua, Huang Chu była również zalotna kitsune imieniem Koori, dość specyficzny w sposobie bycia sylf Adalric oraz Mathieu. Ten ostatni zaskoczył mnie najbardziej. Był z Ziemi - tak jak ja, i trafił tu przypadkiem - tak jak ja. Nie mogłam się powstrzymać od podejścia do niego i porozmawiania przez chwilę. Byłam ciekawa jak się tu dostał, jak go przyjęli, wszystkiego. Chyba trochę brakowało mi tamtego miejsca, a z nim mogłam porozmawiać na tematy, których nikt tutaj nie rozumiał. Przesiedzieliśmy razem chyba z godzinę rozmawiając o tym wszystkim. 
Opowiedział, że przez moją historię ludzie są tu już inaczej postrzegani, zrobili z niego kogoś niesamowitego zaraz po przybyciu. Fascynował ich. Najwyraźniej mu się to podobało, ale nie wydawał się napuszonym zarozumialcem. Był wesoły i bardzo miły. Może troszkę zbyt jak na pierwszy rzut oka, ale trzeba mu dać szansę.
Naszą rozmowę przerwała Koori, z którą o ile dobrze zrozumiałam, miał dziwne chociaż przyjacielskie relacje. Kitsune rzucała dziwnymi aluzjami i miało się wrażenie jakby próbowała uwodzić. Nie specjalnie mi się to podobało dlatego pod jakimś pretekstem zostawiłam ich samych. Nie miałam ochoty na użeranie się, a może nie miałam siły? Ciężko powiedzieć.
Nie wróciłam jednak do stołu. Podeszłam do Leiftana próbującego się wymknąć do pokoju. Ciągle był zdania, że potrzebuje czasu. Nie naciskałam. Starałam się go zrozumieć, w końcu w poprzednim życiu był zdrajcą, a teraz jest czczony jako wybawca tego świata.
Przeprosił mnie za wszystko, mogłam się jedynie domyślać za co, i odszedł spluwając w nogi swojego pomnika. Nie spodziewałam się po nim takiego gestu, ale czułam to co on. I to dziwne, bo dosłownie czułam ból, smutek i obrzydzenie do samej siebie. Nie mam pojęcia skąd się to wzięło, ale gdy blondwłosy zniknął mi z oczu owe uczucia również się ulotniły.

To wszystko było przytłaczające. Musiałam się ulotnić. Zerknęłam na towarzystwo - wszyscy się dobrze bawili, nawet nie zauważą zniknięcia głównych gwiazd imprezy.
Ruszyłam powoli w stronę budynku gdy nagle na kogoś wpadłam. Podnosząc wzrok napotkałam zszokowaną twarz Nevry. Huang Hua coś wspominała, że jest na misji, najwidoczniej wrócił. 

Przez chwilę była między nami niezręczna cisza jakby żadne nie wierzyło, że się widzimy. Ja byłam szczęśliwa. Przed moją wegetacją łączyło nas uczucie, dopiero kiełkowało, ale był dla mnie naprawdę ważny i wiele razy mogłam na niego liczyć. Cieszyłam widząc go całego tu przed sobą.
Wampir dotknął niepewnie mojego polika jakby nie wierząc, że jestem tu naprawdę. Zmienił się. Pozbył opaski, zapuścił nieco włosy. Wyglądał nieco inaczej jednak ciągle bił od niego ten sam urok co kiedyś.
- Anastazja? - wydusił i szybko zabrał rękę jakbym parzyła. W tej chwili przypomniałam sobie wszystko co o nim słyszałam. To nie ten Nevra, którego znałam. Teraz stał przede mną bawidamek, który wiódł wygodne życie towarzyskie. Moja radość natychmiast prysła i zrobiłam mały krok w tył.
- Witaj Nevro. Ciesze się, że cię widzę - wydusiłam z ciężkim sercem. To co nas łączyło nie było tak intensywne jak w filmach romantycznych, ale dla mnie to było dosłownie przed chwilą. Jakbyśmy dwa dni temu siedzieli w moim pokoju i tulili się przed wielką walką. Wzajemnie się wtedy pocieszaliśmy, motywowaliśmy. Był wtedy taki czuły i kochany. Teraz nie mogłam tego w nim zobaczyć. Każda sekunda w jego towarzystwie powodowała lekkie ukłucia w okolicy serca.
- T-Tak.. Wspaniale, że wróciłaś - mówił dość cicho i jakby jego myśli były daleko stąd. Po części rozumiałam, to dla niego nie mniejszy szok niż dla pozostałych, ale w głębi duszy liczyłam na jakiś czuły gest z jego strony. Tak bardzo potrzebowałam teraz oparcia w czyiś ramionach, a w jego czułam się najlepiej. Odpowiedziałam mu tylko, że razem z Leiftanem dopiero się pojawiliśmy, ale lepiej jak szefowa mu wszystko opowie. Krótko przytaknął głową, a na wspomnienie blondyna znacznie się skrzywił. Fakt,  dla niego minęło dużo czasu, ale ciągle musiał nie zapomnieć o jego przewinieniach. Nie wybaczył mu. Do tego widziałam, że czuje się niezręcznie. Nie wiedział co mówić, ja również. Dlatego zebrałam się w sobie i wycofywałam tłumacząc zmęczeniem. Coś próbował powiedzieć, może żeby mnie zatrzymać, ale ostatecznie zrezygnował. Szkoda. Resztki moich nadziei przepadły.

Uciekłam do swojego pokoju i padłam twarzą w poduszkę. Tego wszystkiego było za dużo na raz. Nie byłam w stanie przyswoić spokojnie tylu nowin, nie radziłam sobie. Po prostu się rozpłakałam. Słone łzy szybko zamoczyły moją poduszkę, ale równie szybko dopadło mnie zmęczenie. Zasnęłam.


Dzisiejszej nocy męczyły mnie koszmary. Wracały do mnie obrazy śmierci i walki. Widziałam zakrwawione ciało Ykhar, rannych i poległych na równinie, a na końcu scenę która bolała najbardziej - atak Lance'a na własnego brata. Ponownie widziałam wzrok Valkyona, tak wyrozumiałym był pogodzony ze swoim losem. Wiedział, jak to się zakończy, a mimo to podjął się walki. Stracił co najcenniejsze - życie.
Obudziłam się z krzykiem i mokrymi policzkami. Czy można płakać przez sen? Najwyraźniej.
Dosłownie chwilę potem usłyszałam pukanie do drzwi. Szybko wyszłam z łóżka narzucając na siebie ciemny sweter od Purriry i poszłam otworzyć.  Po drugiej stronie czekała Karenn. Była zdziwiona moim stanem, ale szybko ją zbyłam pytając o co chodzi. 
Czekali na mnie w sali obrad. Huang Hua, nie, cała straż chciała mnie natychmiast widzieć na swoim zebraniu. Natychmiast przemyłam twarz, doprowadziłam włosy do ładu i dopinając w drodze ostatnie guziki przy kamizelce dotarłam pod drzwi. 
Wampirzyca mnie poinstruowała jak tam trafić, ale nie towarzyszyła mi. Może to i lepiej, nie chciałam żeby pytała. Nie miałam teraz najmniejszej ochoty na pytania.
Delikatnie zapukałam i wychyliłam głowę do środka. Ukazała mi się ogromna, słoneczna sala z okrągłym stołem w centrum. Prócz Huang Hua oraz Feng Zifu siedzieli przy nim Jamon, Nevra, Chrome, Ewelein oraz Huang Chu, dostrzegłam również Leiftana. Nie miał ciekawej miny, zapewne nie miał ochoty tu być.
Na gest szefowej weszłam do środka i dołączyłam do nich rzucając jakieś przywitanie. Miejsca było sporo, ale zajęłam te obok blondyna. Znałam jego zdanie, ale w tej chwili potrzebowałam chociaż takiej obecności obok siebie. Nam obu powinno być tak raźniej wysiedzieć. Przynajmniej taką miałam nadzieję, że będzie. 

Huang Hua opowiedziała o zmianach jakie nastały dzięki naszemu poświęceniu, część z nich sama zdążyłam już odkryć. Jedzenie było pożywne, pojawiły się nowe zwierzęta i rośliny. Nie wdawała się w większe szczegóły. Dla mnie to też wydawało się raczej mało ważne, wystarczy że porozmawiam z Karuto - on z pewnością wie na ten temat najwięcej.
Następnie usłyszałam wiadomość, która wbiła mnie w fotel - Memoria zniknęła. Nie było śladu po niej ani smokach. Zaciskałam mocno szczękę. To miejsce było dla mnie szczególnie ważne. Nie wydawało się to jednak teraz priorytetem straży.

Na koniec zostaliśmy z Leiftanem zaszczyceni niesamowitą propozycją. Niespodziewaną. Wiedziałam jakiej odpowiedzi udzieli mój sąsiad. Już kiedyś do niej należał, był na miejscu wampira. Teraz bez zawahania odmówił. A ja? Mam dołączyć do Lśniącej Straży? To zaszczyt, ale..
- Muszę odmówić.  Dziękuję, ale nie czuje się na siłach - spojrzałam prosto w oczy fenghuang. Uśmiechnęła się do mnie lekko podczas gdy Nevra prychnął. Już odpowiedź Leiftana nie przypadła mu do gustu. Uznał go za tchórza, który będąc jedną z najpotężniejszych istot odmawia pomocy. Zauważyłam, że przejmując rolę prawej ręki dowódcy stał się strasznym gburem. To nie ten sam wampir, którego ceniłam. Spojrzałam na niego najbardziej lodowatym spojrzeniem na jakie mnie było stać. Chyba się udało, bo jego twarz się zmieniła. Wydawał się zaskoczony, a ja kontynuowałam swoją wypowiedź. Nie chciałam być bezużyteczna. Chciałam dołączyć do którejś ze straży i zacząć wszystko do początku jak kiedyś. W końcu przez siedem lat trochę zesztywniałam, nie byłam godna zasiadać na co dzień przy tym stole - nie ważne jak ważne były dla nich moje czyny.

Nic nie ukrywałam, powiedziałam wszystko co miałam na myśli. Specjalnie zerkałam czasem na Nevrę z nadzieją, że zrobi mu się głupio. Czasem zmienił się jego wyraz twarzy na nieco zaskoczony, ale zaraz potem powracała kamienna maska. Nie udało się.
Po mojej wypowiedzi niesamowicie ożywił się Chrome, który klasnął w dłonie i stwierdził, że w takim razie pora na test. Nieco rozbawiona Huang Hua się z nim zgodziła.

Pytania były inne niż poprzednim razem, ale już bardziej wiedziałam co powiedzieć niż wtedy gdy tu trafiłam. Znałam trochę chowańce, okolicę, specyfikę tego miejsca. Odpowiedziałam na pytania wszystkich zebranych dość sprawnie. Ostateczny wynik - Straż Obsydianu. Uśmiechnęłam się lekko. Poprzednio byłam w Straży Cienia pod dowództwem Nevry, ale wojna trochę zweryfikowała pewne kwestie. Teraz nade mną czuwać Val..
Momentalnie spoważniałam i spojrzałam na szefową.
- Kto jest moim szefem? - Moje pytanie nie spodobało się jej, jak i wszystkim zebranym. Nagle się zaczęli krzywić i unikać mojego wzroku. Nawet Jamon, najsympatyczniejszy osobnik na ziemi nie był w stanie na mnie patrzeć.  Poczułam nagłą wściekłość, a kątem oka zauważyłam jak Leiftan zaciska pięść. Czyżby to były jego emocje? Ale jak? Nic nie rozumiałam, ale musiałam teraz poznać odpowiedź na inne pytanie. Wbiłam intensywne spojrzenie w liderkę. Odchrząknęła cicho i wstała. Obdarzyła wszystkich łagodnym uśmiechem.
- Dziękuję, to już koniec naszego spotkania. Możecie wracać do swoich obowiązków. - Czy ona mnie właśnie zignorowała? Czułam jak złość we mnie narasta. Teraz byłam pewna, że jest moja. Zachowanie Huang Hua mi się nie podobało. Zaczynała od kłamstw jak Miiko po moim przybyciu. Kitsune to się odbiło czkawką, fenghuang powinna to wiedzieć.

Poczekałam aż wszyscy wyjdą. Zerkali na mnie niepewnie ponieważ szefowa siedziała i przeglądała jakieś dokumenty, pokazywała brak chęci do rozmowy ze mną na ten temat. Nie ma tak łatwo. Nie odpuszczę. Czy to takie trudne powiedzieć, kto zastąpił mojego przyjaciela na stanowisku? Przecież wiedziałam, że nie żyje. Zginął na moich oczach. Nie byłam w stanie mu pomóc, i zapowiadało się że będzie mnie to męczyć.

Ciemnooka spojrzała na mnie dopiero po dłuższej chwili. Nie była zadowolona, że ciągle tu jestem. Potarła skroń zerkając krótko w papiery i wzdychając ciężko zwróciła się do mnie.
- Niedługo go poznasz. Obiecuję. Na razie proszę byś nie naciskała. Wszystko w swoim czasie. Wystarczająco musiałaś ostatnio przetrawić.. - jej wzrok stał się nagle nieco smutny. Patrzyła na mnie łagodnie, jakby współczująco. Potrafiła wyczuwać aury, musiała wiedzieć co we mnie siedziało. Wiedziała jak zła i zdezorientowana jednocześnie jestem. Jednak jej słowa i ton mnie nie uspokajały. Moja złość tylko się spotęgowała i ruszyłam w stronę wyjścia. 
- To samo spotykało mnie na początku. Widzę, że kultywujesz tradycję i będziesz kłamać od samego początku. Nie licz na moje zrozumienie - spojrzałam jeszcze na nią krótko i opuściłam pomieszczenie. Zawiodła mnie, i nawet nie zdawała sobie sprawy jak bardzo. Kiedyś marzyłam aby to ona zastąpiła Miiko, wydawała się do tego lepsza, ale teraz..
Nie wiem co takiego strasznego może być w przedstawieniu mi osoby, którą powinnam znać. W końcu należę teraz do straży czy nie?

Mamrocząc pod nosem i kopiąc przypadkowe, niewinne kamyki ruszyłam przed siebie. Nie zwracałam uwagi na otoczenie i osoby, które mijałam. Nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Nogi zaniosły mnie pod wiśnię - ulubione miejsce Valkyona. Szkoda, że teraz szpeciły je te posągi.
Usiadłam za drzewem i podkuliłam nogi tuląc się do nich. Drżałam z emocji, szarpały mnie na wszystkie strony. Wzmocniłam uścisk i zamknęłam oczy. Od dwóch dni nic tylko bym płakała, ale nie jestem w stanie wykrzesać z siebie więcej. To zwyczajnie dla mnie za dużo. Takiego ciężaru nie powinna na swoich barkach nosić jedna osoba. Podobnie było gdy poznałam swoją naturę. Gdy doszła do tego wiedza o smoku przy naszym boku.. Nagle było lżej nosić ten kamień. We dwóch było nam raźniej, nie musieliśmy czuć się osamotnieni. Zadarłam wzrok ku niebu.
- Co byś powiedział gdybyś tu był? Brakuje mi tu ciebie.. - wpatrywałam się w przesuwane po niebie chmury, a ciepły wietrzyk przeleciał przeze mnie. Uniosłam lekko kącik. - Nigdy o tobie nie zapomnę przyjacielu. I postaram się aby i reszta przypomniała - położyłam rękę na sercu. Składałam mu przysięgę, chociaż chyba była bardziej dla mnie samej. Miałam nadzieję, że gdzieś nade mną czuwa i rozumie doskonale wie co czuję. Oby to nie było kolejne złudne uczucie.

Nie wiem ile siedziałam w ogrodzie, ale nikt mi się nie naprzykrzał a wyrzucił mnie stamtąd okropny ryk mojego żołądka. Nic jeszcze nie jadłam, a dochodził środek dnia. Ruszyłam na stołówkę gdzie siedziało kilka osób, a Karuto krzątał się po kątach. Skinęłam do niego z delikatnym uśmiechem. Natychmiast się wyszczerzył i poleciał do kuchni. Domyśliłam się, że przyniesie mi jakiś swój specjał dlatego grzecznie zajęłam miejsce i podparłam brodę na ręce czekając.
W pewnym momencie poczułam czyjąś obecność obok. Leniwie zerknęłam i zobaczyłam uśmiechniętą od ucha do ucha Karenn.
- Hej, długo już tu siedzisz? - wyprostowałam się i spojrzałam prosto na dziewczynę. Ta się krótko roześmiała ukazując swoje ostre zęby.
- Jakąś chwilę. Wyglądałaś na zamyśloną, nie chciałam ci przeszkadzać - puściła do mnie oczko. - Jak poszło na zebraniu? Nie musisz opowiadać szczegółów, zwykła ciekawość - założyła ręce za głowę i zaczęła się bujać na krześle. Trochę mi teraz przypominała swojego brata, który kiedyś tak rozsiadł się w moim pokoju i próbował mnie przekonać że jest facetem mojego życia. To było wtedy bardziej żartobliwie niż na serio, ale to wspomnienie grzało moje serce. Zwłaszcza, że dużo się wtedy nie mylił.
- Myślę, że Chrome opowie ci dużo lepiej niż ja. Nie stało się nic takiego szczególnego.. - zerknęłam krótko w stronę kuchni. Mój organizm coraz bardziej domagał się czegoś do jedzenia. Karenn jęknęła przeciągle jakby zawiedziona. Wróciłam do niej wzrokiem. - No dobra, może jest jeden smaczek - uśmiechnęłam się tajemniczo. Miałam właśnie przed sobą wampirze radio - kto mógł znać odpowiedź na moje pytanie, jak nie ona? I tak jak myślałam zaraz się wyprostowała i wpatrywała we mnie uważnie. Nie musiała nic mówić, ciekawość ciekła jej uszami. Poprawiłam się nieco i znalazłam z nią twarzą w twarz. Nasze miny przybrały poważny wyraz, który chyba nieco wystraszył kucharza bo właśnie podsunął mój posiłek i życząc krótko smacznego uciekł. Kiwnęłam lekko głową. Czułam, że jeśli na niego spojrzę wybuchnę śmiechem. Nie mogłam, nie teraz gdy mierzyłam się z takim przeciwnikiem. 
- A więc? Co to za smaczki? - mruknęła cicho. Jej twarz nawet na moment nie drgnęła w niepożądany sposób, mimo że musiała tracić cierpliwość.  Ja również nie chciałam dłużej czekać.
- Kto jest moim szefem? Kto rządzi Obsydianem?  - zapytałam patrząc jej prosto w oczy. Jej mimika momentalnie się zmieniła i szybko się odchyliła. Wyglądała na tak samo zmieszaną jak wszyscy w sali obrad. Nie podobało mi się to. - Karenn, proszę.. Nikt mi nie chce nic powiedzieć.. - A może smutne oczy zadziałają? Dopiero co odzyskała koleżankę, powinny.
- A więc trafiłaś do obsydianu? - zaśmiała się nerwowo. - A pamiętam jak razem ćwiczyłyśmy pod okiem mojego brata. Liczyłam, że będę mogła ci zafundować twój pierwszy wycisk po powrocie do żywych - wzięła koniec swojej długiej kity i zaczęła się nim bawić. Nie podobało mi się to.
- Błagam, nie zbywaj mnie. Mam chyba prawo wiedzieć, prawda? - nie odrywałam od niej wzroku. 
- Tak masz. Oczywiście, że masz..  - błądziła oczami dookoła. - Tyle, że ja nie jestem upoważniona. No wiesz.. Przepisy - spojrzała na mnie uśmiechając się krzywo. Nie wiem kogo bardziej próbowała przekonać, mnie czy siebie. - Huang Hua na pewno ci wszystko wyjaśni jak będzie czas. Teraz jedz.. Musisz być strrrasznie głodna - nawet nie zorientowałam się kiedy, a wzięła widelec i nabierając szybko kilka rzeczy z mojego talerza wsadziła mi go do ust.
Warknęłam cicho i go złapałam. Byłam wściekła, a ona doskonale to wiedziała. Żadna z nas nie odezwała się słowem. Wolałam skupić się na swoim posiłku. Był niesamowicie pyszny, ale nie mogłam się teraz na tym skupić. Ciągle we mnie buzowało. 
Co ja sobie myślałam?! Przecież nikt mnie tu nie traktuje poważnie! Jak zwykle.. 

Zjadłam dość szybko i poszłam odnieść talerz. Ślicznie podziękowałam Karuto uśmiechając się najpiękniej, jak byłam teraz w stanie i ruszyłam do wyjścia. Tuż przy drzwiach dopadła mnie wampirzyca.
- Ana, proszę nie gniewaj się na mnie. Gdybym tylko mogła zaraz bym ci wszystko powiedziała, ale nie mogę. Takie dostaliśmy rozkazy. Tylko ona może ci to wszystko wyjaśnić - trzymała mnie za dłoń i patrzyła błagalnym wzrokiem. Westchnęłam ciężko. Doskonale rozumiałam. Nie ona jest tutaj winna. Ścisnęłam lekko dłoń zielonookiej i się lekko uśmiechnęłam. Zrozumiała wszystko i mnie krótko uścisnęła rozpogodzona.

Stołówkę opuściłyśmy razem. Opowiadała mi trochę o zmianach w organizacji kwatery. O tym jak rynek rozkwitł i wszystkim żyło się jakby szczęśliwiej. Nie zapomniała też podzielić się paroma smaczkami ze swojej historii miłosnej. Miło się tego słuchało. Zwłaszcza wiedząc jak ciężko im obu się było przełamać by wyznać uczucia.
Roześmiane szłyśmy przez targ gdy uwagę wampirzycy przykuła jakaś broń na jednym ze stoisk. Obie podeszłyśmy bliżej i zaczęła ją oglądać gdy ja rzuciłam okiem po okolicy.
Nagle zrobiło mi się słabo. Mocno złapałam ramię towarzyszki, która cicho krzyknęła zaskoczona. Nie mogłam złapać oddechu, moje serce zaczęło boleć.
- Niemożliwe - wyszeptałam wpatrując się w niego. Co on tu robił? Dlaczego nikt nie panikował? Czemu ten strażnik tak spokojnie z nim rozmawia?! Przecież to Lance! Chciał was wszystkich zabić! Mnie również próbował, a brata mu się udało.. 
Czułam, że tracę siły, obraz się zamazywał. Słyszałam jak Karenn krzyczy moje imię próbując mnie złapać w locie. Ostatnie co widziałam to zbliżającą się w moim kierunku postać.

Obudziłam się w przychodni. Niestety od razu przekonałam się, że to co widziałam nie było tylko kolejnym koszmarem. Był tu, razem z Huang Hua - rozmawiali ściszonymi głosami w kącie pokoju. Czułam jak znowu brakuje mi tchu, moje ręce się trzęsły. Chciałam krzyczeć, ale nie byłam w stanie, paraliżowało mnie. Wracały do mnie wszystkie traumatycznie obrazy. Słyszałam w głowie psychopatyczny śmiech smoka. Nie mogłam nad tym zapanować. Zaczęłam głośno łapać oddech, a po moim poliku spłynęła łza.
Natychmiast zwróciłam ich uwagę. Fenghuang patrzyła na mnie zmartwiona, a Lance jak kiedyś miał tą swoją kamienną twarz. Poczułam ciepłe dłonie Ewelein która się zaraz mną zajęła. Podała mi coś do picia i mamrotała jakieś zaklęcia.
Strach nie ustępował. Ciągle patrzyłam na smoka wielkimi oczami. Zmienił się od naszego ostatniego spotkania. Jego włosy były dłuższe i związane w kucyk, czarną zbroję wymienił na niebieską i nieco bardziej zdobną. Zapuścił też delikatny zarost. Jedyne co się nie zmieniło to jego zimne, niebieskie oczy, które wpatrywały się we mnie uważnie. Wzdrygnęłam się i szybko odwróciłam wzrok na zmartwioną elfkę. Moje kłopoty z oddechem ustały, drżenia również zniknęły. Wydawało się, że wszystko w porządku.
Niestety nic nie było w porządku.

Do Huang Hua nie dochodziły żadne moje słowa. Mogłam krzyczeć i płakać jak bardzo nie chcę go tutaj, ale nic nie robiło na niej wrażenia. Najgorsze w tym wszystkim było, że kazała mu zostać. Chciała żeby słyszał naszą rozmowę. Miałam ochotę jej przyłożyć. Kiedyś nie wahałam się zrobić tego Miiko, ale teraz mnie coś hamowało.

W kółko słyszałam, jak to Lance jest teraz cennym członkiem straży i jak wiele mu wszyscy zawdzięczają. Chciało mi się rzygać. Jemu? Co takiego? Śmierć przyjaciela, niestabilność świata, dwukrotne rozbicie kryształu.. A, i może jeszcze zmarnowanie siedmiu lat dwóm kolejnym sojusznikom?! Zdawało się, że nikt o tym nie pamięta. Fenghuang ciągle mówiła o rytualne, dzięki któremu Leiftan uzyskał moje przebaczenie. Ciągle ich porównywała. Nie miała prawa! Aengel zmienił swoje zamiary! Nie chciał dłużej grać w tą chorą grę, i zrobił to dla mnie, mimo że nigdy nie dawałam mu nadziei.

Nie mogłam tego dłużej wytrzymać. Mimo osłabienia i protestów pielęgniarki wstałam z łóżka i ruszyłam ku wyjściu. W jego pobliżu stał smok, ale nie bałam się go w tej chwili, moja wściekłość była większa. Spojrzałam z pogardą na Huang Hua i powiedziałam, że nigdy jej nie wybaczę tego jak potraktowała mnie i pamięć o Valkyonie, którego zabił rodzony brat. Nawet spojrzałam Lance'owi wtedy prosto w oczy. Będę tego żałować, ale widok jego zaciskającej się z nerwów szczęki chyba mi to wynagrodzi. Trzasnęłam drzwiami i zostawiłam ich samych. Nie mam zamiaru iść i nikogo przepraszać. To nie ja tu zawiniłam.

Teraz stoję niemal na środku pokoju i patrzę na swoje odbicie w lustrze wiszącym nad szafką. Gdy tu wpadłam po awanturze w przychodni nie byłam w stanie nad sobą zapanować. Rzucałam wszystkim co mi wpadło w ręce i krzyczałam, aż w końcu upadłam na kolana i zanosiłam się płaczem. Ciągle nie wierzę, że osoba którą miałam za ucieleśnienie dobroci może być tak paskudna. Zawiodła mnie po całej linii. Nawet nie próbuje mnie zrozumieć. Nie dociera do niej, że czyny Lance'a nie zasługują na przebaczenie, on nie zasługuje na tak wielkie zaufanie.
Do tego zajął miejsce brata.
Jak on śmie?! Jeszcze mu mało?! Zabił go, siał spustoszenie, a teraz ma być dowódcą straży i moim przełożonym?!

W wybuchu tych wszystkich emocji musiałam stłuc jedną ze szklanych ozdób imitującą fragmenty kryształu ponieważ cała moja prawa ręka była pokaleczona, a krew właśnie mi z niej kapała na czystą podłogę.
Patrzyłam na swoje odbicie. Widziałam wrak człowieka. Nie była to na pewno ta waleczna i odważna Anastazja co siedem lat temu. Jej fioletowe oczy były przepełnione rozpaczą, a czarne włosy sięgające pasa sterczały we wszystkie strony jak u szaleńca. Blada skóra była pokryta drobnymi zadrapaniami przez szaleństwo jakie miało przed chwilą miało miejsce, a na twarzy były widoczne wypieki. 
Podniosłam rękę na wysokość wzroku.
- Okaleczony Aengel, wróciłam do początku.. - szepnęłam do samej siebie i zacisnęłam pięść. Nie czułam się tak zdradzona nawet gdy pozbawili mnie rodziny. Co jeszcze zrobią by zniszczyć moją psychikę? 



_______________________________

Jak się podoba? Proszę o szczerą opinię ;)

Widzisz literówkę to wypomnij, lubię pisać po nocach..



Popularne