Pojadę z Tobą..
Wyobraźcie sobie minę smoka gdy usłyszał te słowa, była bezcenna. Kompletnie nie wiedział co myśleć. Ja z resztą też.
Kilka razy się upewnił czy na pewno jestem świadoma swoich słów. Przytakiwałam, ale za którymś razem coś we mnie pękło.
Spojrzałam na niego z odwagą i siłą w sobie, jakiej dawno nie czułam.
- Jestem pewna, chcę móc się sama obronić. Chcę być użyteczna.
♥
Zwołali niezapowiadane zebranie Lśniącej Straży, serio. I to tylko przez to co powiedziałam Lacne'owi na stołówce. Dosłownie każdy z upoważnionych właśnie się dowiedział, że smok chce mnie ze sobą zabrać.
Tak, dobrze widzicie. Ledwo udało mi się go przekonać aby nie wydał, że pomysł wyszedł ode mnie. Nie wiem czy zniosłabym te wszystkie pary oczu wpatrujące się we mnie w szoku. Wystarczył fakt, że po usłyszeniu mojej zgody zaczęli się gapić.
Huang Hua wydawała się zachwycona.
- A więc jednak zgodziłaś się na trenowanie pod okiem Lance'a. Cieszę się - posłała mi bardzo szeroki uśmiech. Uśmiechaj się. Nie robię tego na twoją prośbę.
- T-Tak.. - zerknęłam krótko na Nevrę. Trudno, zaryzykuję. - Nie chcę być ciężarem pakującym się co chwilę w kłopoty - spojrzałam mu prosto w oczy. Nie było trudno, siedział niemal naprzeciw. Wydawał się zdezorientowany. - Chcę być przydatna.
Wzdrygnął się. Zrozumiał aluzję? Mało mnie to teraz obchodzi. Nie obchodzisz mnie Nevro.
Z tą myślą wróciłam wzrokiem fenghuang. Uśmiech z jej twarzy nie uciekł nawet na sekundę.
- Wspaniale! - klasnęła w dłonie. - A więc postanowione, Anastazjo czeka cię twoja pierwsza prawdziwa misja - spojrzała na Lance'a. - Wiem, że nie muszę, ale proszę abyś miał na nią oko. Chyba rozumiesz co mam na myśli.. - smok tylko krótko przytaknął i posłał mi ukradkowe spojrzenie. Byłam mu wdzięczna, zupełnie jak wtedy gdy wypuścił mnie z więzienia. Śmiesznie. - Nevro.. Wiem, że już jesteście w trakcie zamykania listy. Zmodyfikuj ją trochę. - Tu zwróciła się do wampira. Nic nie odpowiedział. Podobnie jak smok przytaknął.
Chwilę później spotkanie się zakończyło.
Szef Obsydianu poprosił mnie przy wychodzeniu abym dołączyła do niego w kuźni. Musieliśmy pogadać.
Sama narobiłam sobie i jemu tego kłopotu. Bez awanturnictwa dołączyłam do niego. W środku było kilkoro strażników, którym kazał wyjść. Mam być z nim sama? Tylko oddychaj Anka.
Stanęłam w pobliżu ściany, na której wisiały liczne miecze, topory czy korbacze. Niektórych z rzeczy nie umiałam nazwać, musze się podszkolić, ale arsenał był naprawdę potężny.
Zerknęłam na smoka.
Oparty biodrem o wielki stół miał zaplecione ręce na piersi i mi się przyglądał.
- Nie wiem co ci siedzi w głowie, i szczerze to nawet nie wiem czy powinienem - zaczął. - Nie jedziemy na wakacje. Na północy dzieją się dziwne rzeczy i poprosili nas o pomoc. Zgadzam się tylko dlatego, że naprawdę możesz się przydać - westchnął ciężko. Wolałam się nie odzywać. Niech dokończy swoje. - Huang Hua nie chciała ci mówić ani w to angażować, ale pojawia się tu coraz więcej przedmiotów ziemskich. Nie wszystkie potrafimy zidentyfikować. Tu pojawia się twoja rola. Rozumiesz? - uniósł lekko brew. Przytaknęłam. - Świetnie. Radze ci spakować sporo ciepłych ubrań. Klimat jest tam zgoła inny niż tutaj. Teren też nie należy do łatwych a czeka nas sporo do przeszukania. Powinniśmy jednak znaleźć czas aby zająć się twoim treningiem. O ile znowu nie wpakujesz się w jakieś kłopoty - mówiąc ostatnie uśmiechnął się drwiąco. Tylko prychnęłam i odwróciłam wzrok na bok. Ten gorący piec stał się nagle strasznie interesujący. Chciałaś zakopać przeszłość i skupić się na tym co teraz to masz. Sama zwróciłaś się do niego o to wszystko, nikt nie trzymał ci przecież ostrza przy gardle.
Ostrze przy gardle.
Machinalnie przyłożyłam jedną z dłoni do szyi. Przed moimi oczami stanęła scena porwania przez osobę stojącą właśnie naprzeciw i uparcie wbijające w mnie te swoje błękitne oczy. Ładne są, masz mnie, ale to nie zaprzecza twojej paskudnej naturze.
- Dzięki - wydusiłam. - Mogę w takim razie iść i się zacząć szykować?- Muszę stąd jak najszybciej uciec. Dłużej nie wytrzymam tego spojrzenia. Nie chcę znowu się dusić w jego obecności. To takie upokarzające.
- Najpierw odpowiedz mi na jedno pytanie. -Jego ton był stanowczy. Trochę wystraszona wróciłam do niego wzrokiem. Wbrew temu co usłyszałam twarz wyglądała dość łagodnie. Ciekawe. - Dlaczego w lesie nie wyszłaś zdzielić go za to co mówił? - Zdębiałam. W lesie? Wiedział, że tam jestem? Jak? Przecież byłam cicho, niczym się nie zdradziłam. Chyba.. - Tak, zauważyłem twoją obecność. Trochę dziwne, że ktoś z takimi zmysłami jak Nevra tego nie zrobił.. - podrapał się po brodzie, na której gościł kilkudniowy zarost. Pasował mu, wyglądał poważniej. - Swoją drogą - coś się szykowało, czułam to. - Jak masz zamiar chować się w lesie noś mniej jaskrawe stroje. - Wyśmiał mnie! Ewidentnie mnie wyśmiał! Z szerokim uśmiechem na twarzy i całą tą dodatkową rechoczącą otoczką!
- Nie nabijaj się ze mnie - tupnęłam lekko nogą. Teraz to się popisałaś. Tupiesz nogą jak dziecko w obecności kogoś takiego jak Lance, przecież on to wykorzysta! - Kiedy mnie zauważyłeś i jak?- starałam się brzmieć odważnie i poważnie. Krótko zerknęłam na swoje dłonie. Cholerne paluchy!
- To tylko moja drobna uwaga - ciągle mając na ustach delikatny uśmiech jakiego do tej pory nie znałam wzruszył ramionami. - Reszta twojego pytania póki co zostanie moim sekretem - puszczając oczko odsunął się od stołu i ruszył do wyjścia. Chciałam go zatrzymać, wypytać, ale chyba byłam w zbyt dużym szoku. Nie mogłam się ruszyć z miejsca.
♥
Przygotowania do podróży trwały cały tydzień. Przez ten czas unikałam przebywania w jednym pomieszczeniu z Nevrą chociaż ten ewidentnie miał ochotę ze mną porozmawiać. Niedoczekanie. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Tak jak on zapomniał o tym co było między nami tak i ja postanowiłam zapomnieć. Nigdy jednak nie wybaczę mu słów, które usłyszałam.
Z tego co udało mi się dowiedzieć to podróż łodzią ma trwać koło dziesięciu dni, zależy od pogody. Przez tyle czasu skazana na przebywanie w jednym miejscu z Lancem? Dam radę, kiedyś mi się już udało, a warunki były zdecydowanie mało sprzyjające. Dodatkowo nie będziemy sami.
Oprócz mnie i smoka wyrusza Idalia - młoda elfka o fiołkowych włosach, członkini Straży Absyntu i pielęgniarka. Podsłuchałam, że początkowo nikt taki miał nie towarzyszyć w podróży, ale zmienili plany po moim dołączeniu. Grunt to wiara w drugiego człowieka, prawda?
Poza opieką medyczną do obsady należy również dwóch członków Straży Cienia - Berius i Nemora, oraz kolejna dwójka z Obsydianu - Torin z Gorlasem. Nikt kogo znam poza moim nemezis. Zapowiada się fantastycznie.
Przez te wszystkie dni, kiedy nasz statek był przygotowywany, wybrałam się na zakupy i posiedziałam trochę nad książkami. Próbowałam się doedukować w kwestii rejonów w jakie jedziemy. To co wyczytałam zgadzałoby się ze słowami Lance'a dlatego Purriry trochę się obłowiła moim kosztem. Dodatkowo wpadłam tam na Koori która wmusiła we mnie jakiś płaszcz. Wspominała, że sama pochodzi z ziem Genkaku, w których cały czas panuje mróz i zima, a materiał jakiego użyto do mojego odzienia miał być świetny na taką pogodę. Nie wiem w jakim stopniu jest to prawdą. Gdy próbowałam ją coś więcej podpytać to ucinała temat, więc przestałam. Robiła się trochę pochmurna, pewnie ma powody by nie wracać do tego tematu. Osada Eel to podobno w większości wyrzutki, może też jest takim przypadkiem.
Na dzień przed podróżą na korytarzu dorwał mnie Leiftan. Dopiero się o wszystkim dowiedział. Poważnie? Myślałam, że w murach aż huczy na ten temat - dwaj odwieczni wrogowie razem na misji ratującej świat. Może z tym ostatnim trochę przegięłam, ale naprawdę od wszystkich słyszałam czy coś mi się stało. Nikt nie rozumiał skąd moja zmiana podejścia do smoka, bo też nikt nie słyszał tego co ja. Aengel też najwyraźniej dołączył do tej grupy.
Gdy tylko stanęliśmy twarzą w twarz czułam jak bardzo jest zdenerwowany. Miałam też wrażenie jakby wokół jego oczu pojawiły się delikatne cienie. Nie podobało mi się.
Blondyn złapał mnie na ramiona i prosił żebym nie jechała. Nie chciał żebym była sama z Lancem.
Czy on jest poważny? Najpierw sam mówi, że to jedyna osoba mogąca mnie trenować, a teraz zabraniał mi wyruszenia na misję z nim.
Nie zawahałam się mu tego wytknąć.
W odpowiedzi usłyszałam, że ta podróż będzie długa, a też nikt nie wie ile tam zabawimy.
Kłamał jak z nut. Wkręcał, że nie chce aby między nami doszło do sprzeczki albo walki, z której na pewno nie wyszłabym cało.
Koleś, Huang Hua mu ufa. Jadą z nami osoby, których kompletnie nie znam - może ich minęłam gdzieś kiedyś, ale nie kojarzyłam. Czy gdyby myślała, że może stać się coś złego to by mnie z nim puściła?
Jedyną osobą, która powinna mieć takie obawy jestem tu ja. Owszem, zdarzały się przed snem. Każdego wieczoru siadałam na parapecie i musiałam się wygadać gwiazdom, Valkyonowi.
Jednak im bliżej wyjazdu tym większe podekscytowanie czuję. Dawno nigdzie nie byłam, naprawdę bardzo dawno, a zdążyłam się już przekonać o pięknie tego świata. Każdy ląd był ładniejszy od poprzedniego i skrywał kolejne tajemnice, które pragnę poznać.
Jest też temat treningu.
Zdarzyło mi się czasem poćwiczyć z Jamonem gdy miał chwilę wolnego czasu, ale ten z Lancem będzie inny. Zupełnie inny. Na pewno dostanę po dupie i nie raz będę wściekła, ale tego potrzebuję. Potrzebuję kubła zimnej wody a'la lodowy smok.
Starałam się uspokoić Leiftana nie zdradzając za wiele swoich myśli. Przecież sam chciał trzymać dystans. Z trudem mi się udało i uciekłam do pokoju. Dla bezpieczeństwa przekręciłam klucz w zamku. On potrafił być przerażający. Pamiętam jak rzucał się w więzieniu po ujawnieniu prawdy. Nigdy wcześniej nie widziałam nikogo tak obłąkanego, jak on w tamtym momencie.
♥
Wypływać mieliśmy z samego rana, ale nie miałam z tym większego problemu. Przyzwyczajona do wczesnego wstawania zaliczyłam śniadanie wraz ze wschodem słońca.
Wszystkie moje rzeczy były od wczorajszego wieczora na statku, więc nie bardzo miałam co robić. Nie czekałam na nikogo i udałam się na plażę. Było sporo przed czasem, ale świeże powietrze jeszcze nikomu nie zaszkodziło, prawda?
Nie chciałam też przypadkiem dać się złapać Leiftanowi. Zdenerwowałabym się tylko, a wtedy na pewno doszłoby do kłótni na pokładzie.
Wdrapałam się na skałę i przyglądałam falom obijającymi się o burty statku. Moje ostatnie dwie podróże łodzią były fatalne - do trzech razy sztuka?
Chciałabym aby to wszystko minęło spokojnie. Dotrzemy na miejsce, każdy zajmie się swoim i nic złego nie będzie się działo.
Proszę..
Podciągnęłam kolano, do którego się przytuliłam i wpatrywałam w dal. Nie myślałam o niczym. Pozwoliłam by wiatr bawił się moimi rozpuszczonymi włosami.
Odleciałam.
Musiało ze mną nie być kontaktu, a przynajmniej wcześniej nie słyszałam nawoływania, ponieważ po chwili poczułam dźganie patykiem w udo.
Zaraz spojrzałam na winowajcę. Był nim nie kto inny jak Lance.
- Zostajesz?- zaśmiał się cicho i lekko kiwnął głową w stronę zgromadzonej grupki. Wśród naszej załogi dostrzegłam również Huang Hua i Ewelein. Zmarszczyłam brwi. Oczywiście nie uszło to uwadze mojego przełożonego. - Chciały się pożegnać. Chodź, nie traćmy czasu.. - wyjaśnił i ruszył w ich stronę. Zeskoczyłam ze skały i podążałam za nim.
Gdy tylko stanęłam koło nich Ewelein mnie mocno uścisnęła szepcząc abym na niebie uważała. Dodała też coś o dodatkowych ampułkach na różnorakie dolegliwości, które przekazała Idalii aby położyła koło mojego bagażu. Podziękowałam jej i zerknęłam na szefową. Od naszej sprzeczki było między nami dość chłodno. Nawet teraz żadna nie odważyła się na uścisk. Posłała mi tylko delikatny uśmiech i życzyła powodzenia.
Po wszystkim weszliśmy na pokład.
Dziewczyny od razu odeszły. To nawet lepiej, nie miałam ochoty nikomu machać na pożegnanie.
Doceniam, że się pojawiły. Pewnie nie miały tego w zwyczaju i zrobiły to ze względu na mnie, ale poczułam się urażona.
Ewelein nie wierzyła, że uda mi się uniknąć wpadek. Jej partnerka chyba była podobnego zdania.
♥
Sukces! Jesteśmy na morzu od godziny i nikt nikomu nie groził, nie było też rękoczynów, a ja nauczyłam się całego procesu startowania łodzią. Nie nabawiłam się nawet zadrapania! Podwójny sukces.
Z szefunciem również było niewiele okazji do kontaktu. Wydał tylko kilka poleceń, a potem opiekę nade mną przejął Berius ze Straży Cienia. Okazał się przyjaznym brunetem o jasnych oczach i ze spiczastymi uszami. To on mi wszystko cierpliwie pokazał i wytłumaczył. Kto wie, może się przyda jeśli będę chciała uciec.
Za sterem stał Torin - facet o muskularnej budowie, dłuższych czarnych jak smoła włosach i gęstej brodzie. Jego wzrok był zimny, jakby przesiąknięty okrucieństwem. Nie wiedziałam czy się wzdrygać, czy śmiać. Na Ziemi oglądałam wiele filmów i czytałam sporo książek, ale nigdy nie sądziłam, że postacie mogą z nich wyskoczyć i stać przede mną. Główna różnica polegała na tym, że ten był prawie tak wysoki jak Lance i przede wszystkim realny.
Co do reszty to Idalia siedziała i rozmawiała z Namorą, wyglądały na całkiem dobre koleżanki. To chyba nienajlepszy pomysł żeby się im wcinać w tematy. Był jeszcze Gorlas, ale ten jak tylko nie był potrzebny to poszedł uciąć sobie drzemkę pod pokładem.
Berius również mnie szybko opuścił. Wolał popatrzeć na okolicę z wysoka. Dosłownie. Wspiął się po maszcie i ulokował na górze.
Zostałam sama.
Westchnęłam ciężko i rozejrzałam się za smokiem.
Stał na dziobie i wpatrywał się w horyzont. Tak jak wtedy..
♥
Ocknęłam się przywiązana do masztu, a głowa potwornie mnie bolała. W gardle panowała spora susza, a każda próba przełyku była bardzo bolesna. Co się stało?
Chwila..
Lance. Porwał mnie. Czary Miiko przestały działać i mnie dorwał.
Wszystko zaczynało do mnie wracać.
Nevra! On go zabił. Przypieczętował jego wyrok.
Po moim poliku zsunęła się łza.
Spojrzałam przed siebie. Czarna zbroja mignęła mi przy dziobie.
Stał tam wygodnie podparty i patrzył przed siebie. Jak on może być spokojny przy tylu zbrodniach, których dokonał?
Poruszyłam się niespokojnie chcąc uwolnić. Nie miałam szans. Moje nogi były wolne, ale nadgarstki związane z przodu, a dodatkowo lina mocno trzymała mnie na wysokości ramion i biustu.
Zerknęłam na niebo. Zaczęło szarzeć. Ile już płyniemy? Po tym jak mnie ogłuszył gdy chciałam wyskoczyć do wampira, straciłam rachubę czasu. Zostawi mnie na pokładzie w nocy? Jeśli tak to nie pośpi sobie spokojnie. Już się robiło zimno, a w nocy moja szczęka będzie wydawała straszne odgłosy.
- A kto to się obudził? - usłyszałam kpiący ton tuż nad sobą. Podskoczyłam. Nawet nie zauważyłam kiedy do mnie podszedł. - Co? Odebrało ci mowę? - kucnął zrównując się ze mną.- Z tego co pamiętam nie pozbawiałem cię języka - zaczął brutalnie wykrzywiać moją twarz by zajrzeć do ust. Rozbolała sama je otworzyłam i spróbowałam go ugryźć. Szybko cofnął palec. Czułam jak mnie obserwuje, ale sama byłam zbyt przerażona by na niego spojrzeć dlatego błądziła wzrokiem po deskach pokładu. - Taka ładna dziewczyna, a zadaje się z takim paskudnym towarzystwem. Gdybym to na mnie trafiła po przybyciu.. - zawiesił się. Nieprzyjemne dreszcze przechodziły mnie raz za razem. - Byłabyś pewnie szybko martwa - wybuchł psychopatycznym śmiechem. Zamknij się, proszę zamilcz. - Trzęsiesz się.. Cooo? Zimno? Przytulić biedną Anastazję?- poczułam jego łapy na sobie. Spojrzałam, a moje nogi zaczęły wierzgać. Chciałam go mieć jak najdalej siebie. Musiałam go przypadkiem porządnie kopnąć, bo rzucił siarczystym przekleństwem. Chwilę potem poczułam jak ciągnie mnie do góry za włosy. Z mojego gardła wydobył się zdarty krzyk. Bawiło go to.
Zaczął mnie prowadzić pod pokład.
♥
Czy powinnam? Nie. Czy podeszłam? Tak. Jestem chyba skretyniałą masochistką.
Stanęłam obok niego i podobnie podparłam się na przedramionach. Nic nie mówiłam. Jak to zacząć? Tak naprawdę nigdy nie przegadaliśmy spraw między nami. Już nie dusiłam się na jego widok, ale cały czas czułam się niepewnie. Nie byłam w stanie mu zaufać, ale jednocześnie zmuszałam się do robienia tego. Jak nazwać naszą relację? Ciągle jesteśmy wrogami? Kolegami z pracy? Gubię się sama w swoich myślach i poczynaniach, to niepokojące.
- Jeśli masz zamiar tak stać i wydawać ten irytujący dźwięk to zmień miejsce - usłyszałam nagle. Zerknęłam na niego nie rozumiejąc o co mu chodzi. Patrzył na mnie i krótko kiwnął na moje dłonie. Również odwróciłam tam wzrok. Teraz zamiast je wyginać jak zwykle zaczęłam stukać o statek, pięknie! I w dodatku musiałam go zirytować. Super..
- W-Wybacz.. To nie było celowe - schowałam ręce do kieszeni kurtki. Musiałam ją założyć już jakiś czas temu przez nieprzyjemny wiatr, ale nie było konieczności zapinania się pod szyję.
Smok wrócił wzrokiem do horyzontu.
- Wyduś to z siebie - powiedział spokojnie. - Widać, że coś zaprząta twoją głowę. Mogę się domyślać o co chodzi, ale skoro podeszłaś to musiałaś chcieć pogadać.
Tak! Chciałaś pogadać! Mów do cholery dziewczyno!
- Czuje się w twojej obecności niezręcznie.. - mruknęłam. Dobra, lepsze coś niż nic. Mamy postęp. Tylko nie mdlej teraz głupia!
- Boisz się? - rzucił mi krótkie spojrzenie. Nie musiałam odpowiadać, doskonale odczytał moje emocje. Nie pierwszy raz. - Nie dziwie ci się. Po tym co ci zafundowałem masz prawo do traumy i nienawiści - wyrwało mu się westchnienie. - Mam jednak nadzieję, że z czasem zauważysz i przyjmiesz do siebie fakt mojej zmiany. Nie jestem już dłużej zagrożeniem. Gdybym chciał kogokolwiek zabić to miałem ku temu wiele okazji. Nie skorzystałem. - Nagle położył dłoń na rękojeści swojej broni i stanął patrząc prosto na mnie. - I nie przekonuj się do treningów ze mną tylko po to aby komuś utrzeć nosa. Zrób to dla siebie.
Zostawił mnie samą. Znowu! Ma dziwny talent do mówienia pewnych rzeczy i znikania. Poszedł sobie jak gdyby nigdy nic i zniknął pod pokładem. Dupek!
Poczułam narastający we mnie gorąc, a moje dłonie zaczęły iskrzyć.
Chwila. Moje dłonie iskrzą!
Wlepiłam w nie wzrok, a ciepło rozchodziło się wewnątrz mnie. Było takie przyjemne, kojące. Znałam je doskonale. To samo czułam za każdym razem, gdy używałam swoich mocy siedem lat temu. Obudziły się, ciągle gdzieś to we mnie siedzi.
Nie mogłam powstrzymać szerokiego uśmiechu wkradającego się na moją twarz.
♥
Obolała i odrętwiała, a do tego ciasno związana. Właśnie takie były efekty dzisiejszej nocy. Lance mnie tu przytargał wyrywając przy okazji sporo włosów, a potem przywiązał do siebie.
Czułam jak naramienniki jego zbroi wbijają mi się w plecy.
Leżeliśmy tyłem do siebie, chyba chciał odpocząć. Niestety lina, którą miałam na pasie nie pomagała mi spokojnie leżeć.
Kręciłam się i próbowałam uwolnić. Parę razy mi się oberwało słownie od niego. W nocy chciałam na ślepo dosięgnąć supła znajdującego się od strony mojego porywacza, ale natknęłam się na jego lodowatą dłoń.
Nie chciałam ryzykować odpuściłam.
Z resztą, co bym zrobiła w razie ewentualnego sukcesu? Jesteśmy na środku niczego. Na pokładzie jest sporo jego sojuszników, nikt by mi nie pomógł.
Jedynym rozwiązaniem byłoby podcięcie mu gardła w czasie snu. Czy byłabym zdolna do morderstwa? Nie. Zdecydowanie nie. Mimo tego jak wielkim potworem jest i ile zła mi wyrządził.. Nie mogłabym zabić nawet jego.
Zaczęłam zasypiać dopiero gdy pierwsze promienie słońca zaczęły przebijać przez deski. Czułam, że się obudził. Czułam każdy jego ruch. Obudził się i odwiązał linę po czym zszedł z tego niezbyt komfortowego łóżka. W tym momencie poczułam się spokojniejsza. Odleciałam.
♥
Pod pokład udałam się dobrych kilka godzin po zmroku. Przez cały ten czas wolałam się izolować i siedziałam sama na tyle statku patrząc w niebo. Chłód mnie coraz bardziej dosięgał z każdą mijającą minutą. Nie przeszkadzało mi to. Korzystałam ze spokoju, jaki nam towarzyszył. Starałam się zapomnieć o wszystkim co złego spotkało mnie na morzu.
To było naiwne. I tak mi się nie uda.
W międzyczasie trochę się wyludniło. Wszyscy zniknęli aby odpocząć. Za sterem był teraz tylko Gorlas, który zamienił się z Torinem.
Nie zwracał na mnie uwagi dlatego bez zbędnego zaczepiania się schowałam.
W pomieszczeniu wisiało kilka hamaków, a masa torb, worków i skrzyni znajdowała się naprzeciw nich. Starałam się jak najciszej ulokować na jednym. Był dość nisko, łatwizna.
Położyłam się na wznak i wypuszczając głośno powietrze przymknęłam oczy.
- Już zaczynałem się zastanawiać czy nie wyskoczyłaś z łodzi - usłyszałam po swojej prawej strony cichy głos. Zerknęłam krótko w jego stronę. Lance leżał na hamaku obok i wygląda na to, że nie spał.
- Nawet o tym nie pomyślałam - na nowo zamknęłam oczy. Nie wiem czy na mnie patrzył. Było tu tylko jedno źródło światła i dość słabo się tliło. Widać było tylko jego zarys i oczy. Gałki, które dziwnie błyszczały w tych ciemnościach. A może to moja wyobraźnia.
- Znowu rozmawiałaś sama ze sobą?- ciągnął dalej. Westchnęłam ciężko i przekręciłam się na bok. Patrzyłam prosto w jego stronę, ale wydawało się, że teraz on leżał z opuszczonymi powiekami.
- Tak, rozmawiałam. Czasem trzeba porozmawiać z kimś inteligentnym - mruknęłam i dałam dłonie pod głowę. Nie lubię leżeć czy spać na równi.
- Uważaj żebyś nie zwariowała. - Nawet nie wiem czy się nabijał, jego ton nic nie zdradzał.
- Tak jak ty? - prychnęłam. - Dzięki, nie musisz się o to martwić.
Przymknęłam oczy i starałam się zasnąć. Byłam trochę zmęczona, a to dopiero początek podróży.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz