Powiedzieć, że atmosfera w czasie drogi powrotnej na Ziemie Eel była wisielcza, to mało. Każdy siedział niezadowolony, przybity.
Nevra pluł sobie w brodę, ponieważ stosunki dyplomatyczne pomiędzy Genkaku a Strażą teraz nie będą dobre, o ile w ogóle będą.
Lance z usztywnioną ręką odpoczywał pod pokładem, a Mathieu i Koori, zwłaszcza ona, mieli sobie za złe śmierć Edgara.
Sama byłam mocno wstrząśnięta tą rewelacją, ale jakoś się trzymałam. Uroniłam łzę, ale chyba nie miałam siły aby poleciało ich więcej. Może to i lepiej..
Z relacji wampira usłyszałam, że gdy dotarli na łódź, a Lance zniknął by po mnie wrócić, zostali napadnięci. Grupa kitsune z zaskoczenia znalazła się na pokładzie i chciała zabrać Koori.
Pokonali ich, ale kosztem życia niewinnego człowieka, który próbując się jakoś przydać, centralnie nadział się na miecz.
Dodatkową niespodzianką był list znaleziony przy jednym z atakujących - od Tenjina, do naszej ogoniastej. Tak dowiedzieli się, że zostałam głupio schwytana, i że wymieni mnie na nią. Wtedy też ruszyli. Nevra nie wdawał się w szczegóły, ale ta decyzja nie była dla nikogo miła i przyjemna, a zwłaszcza do przyjęcia.
Leiftan został by zająć się zwłokami Edgara i pilnować łodzi, a oni ruszyli, i tak się spotkaliśmy.
Sama nie opowiadałam o tym, co działo się w celi, albo jak z niej uciekliśmy. Nie miałam ochoty, a i tak pewnie Huang Hua będzie chciała tego posłuchać - tak czy siak się rozniesie. Byle nie wszystko..
Chcąc się przespać zeszłam pod pokład. Widok, jaki tam zastałam zaskoczył mnie, a jednocześnie nieco rozczulił.
Lance spokojnie spał, a na nim leżał słodko wtulony Draflayel. Oboje byli ranni i opatrzeni, porównania same cisną mi się na myśl.
Nie mogąc powstrzymać uśmiechu na swojej twarzy po cichu przemknęłam i położyłam się na hamaku.
Ciekawskość zwyciężyła, i co chwilę zerkałam na śpiących.
Słowa Lance'a zaczęły mi chodzić po głowie.
Dostrzegam, że się zmienił - jest spokojny i opanowany. Wcześniej widziałam go raczej narwanego, łatwo się denerwującego. Nie mam pojęcia, jaki był przed moim przybyciem i swoją sfingowaną śmiercią, ale widzę różnicę względem tego Lance'a sprzed siedmiu lat.
Do tego został kompletnie sam, i to z własnej winy, a coś w środku mi mówi, że rodzina jest dla niego ogromnie ważna. Nie mówię tu, o jego niszczycielskiej chęci zwrócenia życia smokom, ale o zwyczajnych relacjach. Jako brat był dla Valkyona ważny, i nie wątpię, że w drugą stronę wyglądało to podobnie.
Co bym czuła w jego sytuacji?
Wiem, że to głupie wyobrażać sobie takie scenariusze, ale on zapewne też lata do tyłu nie sądził, że tak skończy. Życie jest nieprzewidywalne..
Utrata bliskich boli, i dobrze to wiem. Co jednak, gdyby wyszły na jaw jakieś denerwujące fakty? Pod odpowiednim ciężarem, psychika w końcu pęka, załamie się, a wtedy mogą się dziać różne nieszczęścia.
Z pewnością sam sobie nigdy nie wybaczy, nie będzie żył normalnym życiem. Odnalezienie Memorii, i próba kontaktu z bratem mogłaby w tym pomóc, ale czy go naprawić?
Jestem w stanie dojrzeć jego najmniejszą zmianę - czy rzeczywiście?
Może grunt to podejście..
Czy naprawdę chcę dać mu tę szansę?
Wpatrując się w śpiącego w pobliżu smoka, i błądząc pomiędzy tymi myślami, zasnęłam.
♥
Nie pamiętam reszty podróży powrotnej, właściwie całą przespałam.
Słyszałam, jak towarzystwo się krząta, jak Lance i chowaniec się przebudzili.
Cały czas jednak leżałam, i nawet jeśli nie spałam to wygodnie skulona, nie miałam ochoty ani siły opuszczać ciepłego koca.
Pod koniec drogi towarzyszył mi jednak ranny Draflayel, który uroczo się wtulał i mruczał pod wpływem miziania.
- Przykro mi, ale muszę cię zostawić - niechętnie wygrzebywałam się z posłania. Stworzenie spojrzało jakby niezadowolone. Koori dosłownie chwilę temu zeszła z informacją, że jesteśmy na miejscu. Pora się zebrać i opuścić tę przeklętą łajbę.
Przeciągnęłam się i wyszłam na pokład, a Leiftan właśnie zrzucał kotwicę - dopłynęliśmy.
Rozejrzałam się, w świetle lamp dostrzegłam, jak Lance i Nevra o czymś dyskutują, a Mathieu kompletnie niedyskretnie próbuje podsłuchać. Kitsune natomiast stała przy burcie i wyglądała na plażę.
W okolicy dawno zapadł zmrok, i niewiele było widać, ale coraz bliżej nas znajdował się świecący punkcik, a z nim dwa poruszające się cienie. Gdy były odpowiednio blisko dostrzegłam sylwetkę Jamona i Huang Hua.
Ciekawe, jak zareaguje na nasze rewelacje..
Cała nasza grupa opuściła statek. Lance z ręką na temblaku, a Mathieu obok niego z rannym chowańcem na rękach, Nevra z krzywą miną, a ja i Koori zmęczone i również niezbyt zadowolone - jedynie Leiftan wyglądał na najbardziej neutralnego z nas wszystkich. Fenghuang zrozumiała od razu, że coś poszło nie tak, ale nie wystrzeliła pytaniami. Przywitała każdego z nas po kolei i wysłała do siebie, żebyśmy mieli rano siły napisać raporty i popołudniu mamy się stawić w Sali Obrad - również zostałam zaproszona, niestety.
Nie czekałam długo, niemal natychmiast zaczęliśmy się rozchodzić. Idąc w stronę swojego pokoju dojrzałam jeszcze tylko jak Lance i Mathieu z draflayelem wchodzą do przychodni. Dobrze będzie, jeśli obejrzy ich profesjonalistka. Nie żebym nie ufała Koori, ale jednak Ewelein ma w tym trochę większe doświadczenie.
Sprawnie dotarłam do swojego pokoju i od razu rzuciłam torby w kąt. Chociaż tak właściwie, jakby po przekroczeniu jego progu, siły kompletnie mnie opuściły, i jedynie je puściłam, a one upadły z łomotem.
Rozejrzałam się po pomieszczeniu - tak samo ciche i puste, jak je zostawiłam. Z jednej strony dobrze, a z drugiej czegoś mi tu brakuje. Może powinnam pomyśleć nad jakimś zwierzęcym towarzyszem?
Nie mając energii na dłuższe rozmyślanie, czy wycieczkę do łazienki padłam na łóżko i niemal natychmiast zasnęłam.
Materac był taki przyjemny i miękki, sen na łodzi nie należy do przyjemnych.
♥
Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca atakujące moje powieki. Nie miałam w tym starciu najmniejszych szans, więc niezbyt chętnie podniosłam się i przeciągnęłam. Towarzyszyło mi nieprzyjemne uczucie brudu i czegoś w rodzaju sztywności. Spałam, jak zabita, ale to jak i w jakiej pozycji - najwyraźniej nie ruszyłam się przez całą noc, niezbyt korzystnie na mnie wpłynęło.
Trzeba się ogarnąć, coś zjeść i napisać ten przeklęty raport - z taką myślą wzięłam co mi potrzebne i ruszyłam w stronę łazienki. Było wolne, więc natychmiast ją zablokowałam i zaczęłam zmywać z siebie ciężar ostatnich dni. W trakcie prysznica dostrzegłam, że moje nadgarstki ciągle są nieprzyjemnie czerwone, co będzie lepiej ukryć, jeśli nie chcę wywołać idiotycznego popłochu wśród znajomych. Niestety nie mam biżuterii, czy rękawiczek - czeka mnie wycieczka do butiku, która nie skończy się dobrze dla mojego portfela, zwłaszcza że rozwaliłam całkiem dobre buty i trzeba z tym coś zrobić.
Po bezproblemowym załatwieniu spraw higieny od razu ruszyłam w stronę targu. Wiem, powinnam coś zjeść, ale jeśli Karuto przypadkiem dojrzy cokolwiek to będę załatwiona - wolę nie ryzykować.
Purriry krzątała się przy swoim stoisku, a na widok, że idę w jej kierunku oczy jej jakby błysnęły. Koci zmysł na pieniądz, czy coś w tym stylu?
Wzięłam głęboki wdech i z uśmiechem stanęłam naprzeciw kotki. Starałam się jednak chować moje dłonie naciągając na nie długie rękawy mojej bluzki - mam pewien pomysł na wymówkę.
- Witaj kochana, przyszłaś po coś nowszego niż łachmany, które masz na sobie? - zaczęła zaraz z zadowoleniem.
- Raczej z czymś drobniejszym - rozejrzałam się po wyłożonych bibelotach. - Miałabyś może, najlepiej czarne, rękawiczki?
- Rękawiczki? A po co ci one? Nie będą ci pasowały do tych szmatek..- wstrząsnęła uszami, i czułam jak się we mnie wpatruje.
- Nie mam zbytniego wyboru, chcę ukryć swoje dłonie i nadgarstki - spojrzałam na nią. - Wczoraj byłam zbyt ciekawska i zerwałam jakiś nowy rodzaj kwiatu idąc do pokoju, bardzo mi się spodobał. Problem w tym, że dostałam chyba uczulenia, i mam paskudne bąble - skrzywiłam się by dodać sobie wiarygodności. Nie lubię kłamać, ale tylko to mnie teraz stąd wybawi. Chyba już zadziałało, ponieważ Purriry nieznacznie się odsunęła. - Chciałabym je ukryć zanim Ewelein znajdzie na to odpowiedni lek. Nie muszą być z palcami, one wyglądają dobrze, ale reszta.. Nie jest zbyt apetyczna.
- Dobrze! - miauknęła niemal i zaczęła przeszukiwać swój asortyment. - Powinnam coś mieć, bierz i nie pojawiaj się tu więcej dopóki się nie nie pozbędziesz tego paskudztwa. - Rzuciła mi je, jak trędowatej. - Zapłacisz mi później. Uciekaj i czasem nie zaraź mnie jakimś paskudztwem. Sio!
Przegoniona wzięłam rękawiczki i zakładając je zaczęłam odchodzić. Rzuciłam jeszcze krótkie dziękuję znikając jej z oczu.
Materiał przypominał skórę, i był ładnie obszyty filetową nicią. Teraz cieszą oko, ale boje się momentu, gdy przyjdzie mi za nie zapłacić..
Po tych dziwnych zakupach, bez marnowania kolejnego czasu, udałam się na stołówkę. Na miejscu było kilka osób, w tym Koori i Karenn, do których się dosiadłam.
- Witam szanowne grono, nie będę wam wadzić? - uśmiechnęłam się kolejno zerkając na obie, by zaraz odwrócić wzrok i pomachać w stronę kucharza, który od razu zrozumiał i kiwnął zadowolony głową.
- Nie, chociaż właśnie o tobie rozmawiałyśmy - kitsune puściła w moją stronę zalotne oczko.
- Lepiej żebym nie wiedziała? - wyprostowałam się na swoim krześle i przyglądałam siedzącym naprzeciw dziewczynom.
- Przeciwnie. Co powiesz na wypad na plażę? Tak w babskim gronie - teraz wampirzyca zabrała głos. - Porozmawiamy, powygłupiamy się, zrelaksujemy. Na razie będziemy tylko my.
- Brzmi całkiem nieźle - uśmiechnęłam się delikatnie, ale mój uśmiech zaraz się poszerzył, gdy Karuto postawił przed każdą z nas talerz pełen jedzenia.
- Smacznego dziewczęta - potargał mnie po czuprynie i wracał do swoich garów przy akompaniamencie naszego chóralnego dziękuuujeeemyyy.
- Więc jak? Umówione? - rozbawiona Karenn wróciła do mnie wzrokiem.
- Chętnie odpocznę w waszym towarzystwie - przytaknęłam. - O ile to możliwe - skubnęłam trochę jedzenia żeby uciszyć potwora odzywającego się gdzieś w moim brzuchu. - Myślałyście jeszcze o kimś?
- Karenn myślała, o Ewelein, Huang Chu i Huang Hua, ale to chyba nie jest za dobry pomysł.
Zerknęłam na kitsune - krzywiła się. Mimo, że dobrze wygląda zapewne martwi ją to co stało się w Genkaku, i obie zdajemy sobie sprawę z problemu, jaki teraz przed Strażą.
- Masz rację. Po naszej podróży Lśniąca Straż będzie miała na głowie, ważniejsze rzeczy.
- Co się tam stało? - wampirzyca nie wytrzymała. - Cała wasza grupa milczy na ten temat, jak zaklęta, mój brat jest w nerwach. O co chodzi?
- Jeśli byśmy mogły, to wiedziałabyś. Musimy jednak poczekać do spotkania i decyzji naszej szefowej..
♥
O której miało zacząć się nasze spotkanie? Nie wiem. Nie pamiętam, czy padła konkretna godzina, chyba za dużo kołotało mi się w głowie. W każdym razie zaraz po śniadaniu wzięłam się za wypełnianie tego głupiego raportu, i zajęło mi to dobre kilka godzin.
Robiłam to już wcześniej, i wiedziałam co mam mniej więcej napisać, ale problemy zaczęły się w momencie, w którym miałam opisać swoje uprowadzenie, a następnie ucieczkę ze smokiem.
Nie mogłam tego pominąć, ponieważ to dość ważny punkt całego zamieszania - Tenjin chciał w końcu nas w jakiś celach wykorzystać, może skrzywdzić.
Nie natknęłam się niestety na smoka, w bibliotece również było dość pustawo, dlatego opisałam to najkrócej jak się dało - zamieć, ciemność, sznury, brawurowa ucieczka, tyle. Z pewnością Lance ujął to lepiej, a jeśli będą jakieś wątpliwości poprawię papierek. Nie sądzę jednak by było to konieczne, pewnie i tak zaraz wszystko będziemy opowiadać.
Tyle, że zaraz, to znaczy kiedy?
Przyszłam do Sali Obrad, wydaje mi się, w samą porę, ale na miejscu zastałam jedynie stół i puste krzesła. W środku nie było kompletnie nikogo. Mam jedynie nadzieję, że nie zmienili planów czy coś, ponieważ na wieczór jestem z dziewczynami umówiona na plaży, a też nikt mnie o niczym nie poinformował, więc to niezbyt przyjemne.
Nie mając nic innego do roboty usiadłam, i nieelegancko położyłam ręce, a następnie na nich głowę, na stole. Mama by mnie za to zganiła, a babcia pewnie ścierą przywaliła w plecy żebym się wyprostowała. Nie ma mowy. Jestem sama, i będę siedziała jak mi się podoba. Przyjdą to się poprawię.
Z takim założeniem przymknęłam oczy, i wsłuchiwałam w przyjemną ciszę dookoła. Do moich uszu dochodziły jedynie ciche dźwięki życia z zewnątrz, ale były one tak przygłuszone, że nie przeszkadzały.
Niespodziewanie poczułam delikatne dźgnięcie w okolicy żeber na co zaraz podskoczyłam z piskiem, i przyciskając dłoń do ust spojrzałam na winowajcę. Okazał się nim być Lance, który z rozbawionym wyrazem twarzy siadał w pobliżu - jego ręka ciągle była na usztywnieniu.
- Przyszłaś tu sobie urządzić drzemkę? - przyglądał mi się z drwiącym uśmieszkiem.
- A żebyś wiedział. Nie ma to, jak sjesta na stole - wywróciłam oczami poprawiając się na krześle.
- Może się nie znam, ale są ciekawsze rzeczy, a zdecydowanie wygodniejsze, do czego można go zastosować - rzucił jakby od niechcenia, a mi oczy prawie wypadły.
Miałam się odezwać, gdy do pomieszczenia zaczęły wchodzić kolejne osoby, w tym Huang Hua.
- Cieszę się, że jesteście na czas. Długo czekaliście? - przeleciała po nas wzrokiem, podczas gdy reszta Lśniącej Straży, i członkowie naszej wyprawy nie należący do niej, zajmowali miejsca.
- Chwilę - rzuciłam krótko. Fenhuang się lekko uśmiechnęła, ale zaraz przeszła do rzeczy i uśmiech z jej twarzy natychmiast zniknął.
- Czytając wasze raporty nie mogę powiedzieć, że jestem zadowolona. Nie mogę też ukrywać, że trochę się spodziewałam, że coś może pójść nie tak, dlatego nie chcę by ktokolwiek z was się za coś winił - jej wzrok zaczął wędrować po każdym z nas. - Rozmawiałam już z Nevrą, ale powinniście usłyszeć to wszyscy. Jedyną odpowiedzialność za to wszystko ponoszę tu ja.
Nie powiem, miło było usłyszeć z jej ust takie słowa. Nie ma do końca racji, ponieważ to wina nas wszystkich - w mniejszym lub większym stopniu, ale pewnie u niej jest jej najwięcej. W końcu nie do końca wiemy, jak wyglądało ich porozumienie co do naszej wyprawy.
- Mam nadzieję, że wy również zapoznaliście się z dokumentami - kontynuując zerknęła na Chrome'a i pozostałych członków Lśniącej Straży. Zgodnie przytaknęli, jedynie Huang Chu się nieco skrzywiła.
- Można powiedzieć, chociaż nie wszystko. Miałam ważniejsze rzeczy na głowie, ale orientuje się w sytuacji.
- Zbadałaś już naszą próbkę? - głos zabrał Lance, a Nevra podsunął dziewczynie plik papierów. Domyślam się, że chciał jej dać nadrobić.
- Tak - przytaknęła zerkając w dokumenty. - Zajęłam się nią z samego rana, i nie mam żadnych nowych wiadomości.
- To znaczy? - smok kontynuował.
- Jest taki sam, jak poprzedni. Zagadkowy. Jego energia jest niestabilna, użycie go mogłoby nie skończyć się dobrze. Nie wniósł niestety nic nowego - podniosła krótko na niego wzrok, i wróciła do czytania.
- Czyli stoimy w miejscu - Chrome westchnął ciężko. - Ten człowiek niczego wam nie powiedział? Nie przydał się? - rzucił, i zaraz się speszył zerkając w moją stronę. - Przepraszam Ana, pewnie..
- Nie musisz - wtrąciłam posyłając mu lekki uśmiech. - Znoszę to lepiej, niż myślałam, że będę znosić.
Mina mu się na to poprawiła, i spojrzał w stronę Nevry czekając na odpowiedź.
- Nie powiedział nic co by nam w czymś pomogło - wampir przeczesał grzywę dłonią jakby zrezygnowany.
- Nie miał pojęcia co się stało, a co dopiero gdzie jest. Nawet gdyby widział błysk, czy coś, inaczej by to wytłumaczył - zabrałam głos. Huang Hua spojrzała na mnie pytająco. - Na Ziemi to by mogło być jakieś przepięcie prądu, trzask żarówki, a w przypadku czegoś mocniejszego może jakaś bomba, atomówka, czy inny pocisk termiczny. Nie znam się na tym. W każdym razie jest wiele czynników do wyjaśnienia nagłego blasku, i to nie jest magia. Wspominał tylko o trzęsieniu, a potem nie wiedział nic więcej.
- Twoje pierwsze słowa nie bardzo jestem w stanie zrozumieć, ale ogólny sens chyba tak - Huang Chu podniosła na mnie wzrok. - W raporcie Lance'a jest, że zwróciłaś uwagę na działanie jakiś ludzkich sprzętów mimo, że nie powinny działać. Nie rozumiem nic z tego, co tu napisał - z wyrzutem spojrzała na smoka. Jej śladem poszedł również Nevra, i co dziwne Leiftan.
- Nie patrzcie na niego tak, przecież on sam pierwsze o tym słyszał - wywróciłam oczami. Żeby mieć coś takiego za złe, serio? - Chodzi o to, że działały lampy, winda, było słychać przepływ energii w telefonie..
- Fakt! Też to zauważyłem, ale nie zwróciłem szczególnie uwagi, że coś jest nie tak - Mathieu niemal podskoczył na krześle. Nie wiem, czy powinien się tym chwalić. Chyba to do niego dotarło, ponieważ zaraz się skulił w krześle mrucząc przeprosiny.
- To co z tymi lampami? - szefowa Absyntu wróciła do tematu.
- Nie będę wdawać się w szczegóły, tego jest za dużo, ale na ziemi jest energia, która pozwala działać wielu sprzętom. Ludzie używają jej na co dzień, i dosłownie cały czas. Sęk w tym, że skoro budynek jest tutaj, to nie powinno to wszystko działać, a było odwrotnie. Nie ma tu żadnego źródła prądu, więc może to zasługa maany, ale tak czy siak..- wytłumaczyłam zerkając po towarzystwie. Czułam się nieco niezręcznie ponieważ wzrok wszystkich był skierowany w moją stronę, i uważnie słuchali.
- Sprawdzałaś ten telefon? - Mathieu postanowił znów dorzucić swoje.
Spojrzałam w jego stronę i pokręciłam głową.
- Nie słyszałam tego charakterystycznego buczenia w słuchawce, ale przepływ energii już tak. Czy byśmy się gdzieś dodzwonili, pewnie się już nie dowiemy.
Przytaknął na moją odpowiedź głową i poprawił się na krześle. Po tym Huang Hua postanowiła zabrać głos.
- Rozumiem, że to jakiś ziemski temat. Mam jednak nadzieję, że jeśli nie teraz to wkrótce nam to trochę wyjaśnicie. Nawet jeśli to nie będzie jakoś szczególnie ważne, to może się kiedyś w jakiś sposób przyda..
Kiwnęłam głową, i spotkanie trwało dalej.
Straż omawiała wszystko co się działo w czasie naszej misji, i wymieniała się swoimi poglądami. W sumie nie czułam się tam zbytnio potrzebna. Temat naszej ucieczki nie był jakoś szczególnie poruszany. Jedynie, czy niczego nam nie zrobił, ale tu Lance mnie we wszystkim wyręczył i nie miałam już o czym więcej opowiadać.
W sumie przysłuchiwałam się powtórce, jak tragicznie nam to wszystko poszło.
Podobnie z resztą robili Leiftan, Mathieu i Koori. Od czasu do czasu rzucaliśmy sobie spojrzenia, ale żadne z nas jakoś nie zebrało się by zapytać czy musimy tu siedzieć. W efekcie zostaliśmy do końca i zdrętwiały nam tyłki.
Na szczęście Huang Hua nie przedłużała niepotrzebnie i po godzinie, może nawet dwóch mogliśmy się zawijać.
Wszyscy się zbierali gdy sama jeszcze rzuciła do Ewelein, jak stan chowańca. Nie śpiesząc się specjalnie do wyjścia zdążyłam usłyszeć, że rany się dobrze goją i nawet jest ktoś chętny by się nim zaopiekować.
Nie powiem, trochę mnie to zasmuciło, ponieważ sama myślałam czy by go nie przyjąć. Ciekawe kto się odważył..
♥
Reszta popołudnia minęła mi raczej na samotni. Posiedziałam trochę przy fontannie w ogrodach, porozmyślałam, odpoczęłam. Nikt mi nie przeszkadzał, nikt nie dołączył - miałam upragnioną chwilę spokoju. Moje myśli mogły się nareszcie trochę poukładać, przyjąć jakiś logiczny ciąg.
Potrzebowałam tego..
Ogrody Kwatery opuszczałam dopiero w momencie, kiedy słońce zaczęło schodzić coraz niżej. Idąc w stronę pokoju natknęłam się na Karenn, która z koszykiem wędrowała do kuchni, a na mój widok jedynie przypomniała się, że zaraz mamy się spotkać na plaży.
Z uśmiechem jej kiwnęłam głową i przyśpieszyłam kroku.
Docierając do swoich czterech kątów szybko wzięłam coś ciepłego do okrycia, nigdy nie wiadomo, i natychmiast ruszyłam w stronę plaży.
Nie brałam nic więcej. Gdybym nie widziała wampirzycy, to może skusiłabym się po jakiś prowiant, ale z pewnością będziemy miały wszystko zapewnione.
Na miejscu zastałam już Koori, która rozkładała koce na piasku. Pomogłam jej przy ostatnim, a gdy tylko usiadłyśmy pojawiła się Karenn z koszem pełnym przekąsek i napitku, również alkoholowego.
Bez zbędnych ceregieli wkrótce polała nam po kieliszku wina i uniosła swój do góry.
- Za spotkanie - na jej twarzy ukazał się szeroki uśmiech. Wraz z kitsune powtórzyłyśmy jej słowa i delikatnie zderzyłyśmy we trzy szkło.
Mając w ustach czerwoną ciecz czuło się naprawdę bogaty bukiet smaków, ale i mocy nie brakowało. Powiedziałabym, że jest smaczne, ale nie wydaje mi się to odpowiednim doborem słów.
- A więc zostałaś uprowadzona, hę? I jak wrażenia? Duża różnica niż siedem lat temu? - Karenn postanowiła zacząć z grubej rury, na co obie z Koori zakrztusiłyśmy się i spojrzałyśmy w jej stronę. - No co? Chrome mi powiedział. To jak było? - poruszyła głupio brwiami. Niestety wiem do czego pije.
- Porwanie nigdy nie będzie fajne, a jeśli chodzi ci o towarzystwo, to jakoś je zniosłam - rzuciłam spoglądając w stronę horyzontu. Niebo pięknie czerwieniało, a fale równo uderzały o brzegi Eel.
- Tenjin nic wam nie zrobił? Szczególnie tobie, nie próbował..? - Koori zabrzmiała dość słabo. - Nie miałam odwagi wcześniej zadać ci tego pytania, czy przeprosić, że zostałaś sama..
Wypuściłam głośno powietrze i odwróciłam się do kitsune biorąc jej dłonie w swoje.
- Nie musisz mnie za nic przepraszać. Nic się nie stało, Tenjin niczego nie próbował. Troszkę mnie wkurzył, ale to raczej nic specjalnego - uśmiechnęłam się szczerze, na co i jej kąciki drgnęły i odzyskała kolory. Zabrałam swoje dłonie. - Swoją drogą chyba nawet wyszło mi to trochę na dobre..
- Co masz na myśli? - teraz obie zaczęły się mi przyglądać z tą głupią miną. - Nie trudno było przegapić, że nasz potężny smok zwraca na ciebie uwagę.
- Dziwisz się przy tej twarzy? - roześmiana Karenn wzięła w swoje dłonie moją głowę i ścisnęła moje policzki, robiąc tak zwaną rybę. Szybko zaczęłam zabierać jej ręce i się uwalniać. - Dobra, a tak serio to o co chodzi? - wzięła łyka wina spoglądając to na mnie, to na Koori.
- Sama bym chciała wiedzieć. Słyszałam, że raczej za sobą nie przepadają, a obserwuję nieco inne zjawiska - dziewczyny złapały się pod ramię i wpatrywały w moją osobę. - Mów o co chodzi.
- A o co ma chodzić? - jęknęłam upadając na plecy. Podłoże było nieco twardsze niż zakładałam, ale starałam się tego po sobie nie pokazać. - Najpierw mówię, że jestem przeciwna, to wszyscy każą mi to zaakceptować. Gdy w końcu zaczynam to robić, i normalnie go traktować, dopatrujecie się dziwnych rzeczy.
- Myślałam, że będziesz szła bardziej w zaparte - wampirzyca się nieco nade mną pochyliła przez co zamknęłam oczy. Nie chciałam widzieć tych min czy uśmieszków.
- Miałam na siłę dymić, tworzyć konflikty? Nie podobało, i nie bardzo mi to odpowiada cały czas, ale jest już nieco inaczej niż było. Atmosfera jest mniej gęsta, trochę się oczyściła.
- Co chcesz przez to powiedzieć?
Otworzyłam oczy i podniosłam się do siadu.
- Nie przeszkadza mi, tak jak na samym początku. Może to znowu cały obraz sytuacji, jak na początku mojego pobytu w Eldaryi, że poddałam się całemu otoczeniu. Nie wiem, jak będzie, ale nie mam zamiaru na siłę rzucać mu kłód pod nogi. Ma ich wystraczająco..
- A co z przeszłością?
- Nie wybaczę i nie zapomnę, to jest pewne. Przynajmniej na ten moment. Leiftan dostał drugą szansę, Lance chyba też może, co nie?
Chociaż to zestawienie jest słabe.
Spojrzałam na dziewczyny, i niespodziewanie znalazłam się w uścisku Karenn.
- Cieszę się, teraz będzie ci zdecydowanie lepiej. Zobaczysz.
- Obyś miała rację - uśmiechnęłam się i zaprosiłam do nas Koori. We trzy chwilę trwałyśmy w uścisku.
Temat Lance'a postanowiłam szybko urwać. Nie chciałam przez przypadek powiedzieć czegoś co wywołałoby falę pytań. Zwyczajnie oznajmiłam, im że trochę sobie wyjaśniliśmy, ale nie wdawałam się w szczegóły. Przyjęły to z bólem, ale jakoś się wywinęłam.
Nie uciekłam jednak od jeszcze gorszego tematu. Liczyłam na spokojny, miły wieczór, ale to chyba nie będzie mi dane.
Nie mam pojęcia, jaką drogą dedukcji z poczucia pewnego rodzaju samotności, i chęci przygarnięcia zwierzęcia, Karenn wypaliła z pytaniem o Nevrę. Jakby nie było lepszych podłoży do rozmów.
- Ile razy mam to powtarzać? To zamknięta sprawa dla niego, i dla mnie. Nie chcę do tego wracać, chcę w spokoju brnąć dalej - podłamana kolejny raz musiałam tłumaczyć się byłej szwagierce. Miałam dość.
- Nie kusi żeby spróbować go zdobyć na nowo? Utrzeć nosa wszystkim tym, które się za nim uganiają.. - Koori niestety nie była po mojej stronie, i wraz z wampirzycą trwałą w natarciu.
- Nie. I skończcie wypytywać. Powiedzieliśmy sobie coś, on coś sobie przeskrobał, tyle. Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Zostawił mnie za sobą, i ja chcę robić to samo. Takie pytania mi tego nie ułatwią.
- No dobrze, ale wydawało się to dużym uczuciem. Kompletnie zgasło?
- Karenn, ja naprawdę nie mam ochoty.. - zaczęłam dość ostro, ale przerwał mi krzyk. Może i to lepiej.
- Koori! Dziewczyny, dobrze, że jesteście! - podbiegł do nas Chrome. Zatrzymał i spojrzał po każdej z nas po kolei, aż jego wzrok zatrzymał się na jedzeniu. Dłuższą chwilę milczał na co chrząknęłam. Przed chwilą wyglądał na zaaferowanego czymś. - Ah, tak.. Przepraszam. Koori, Huang Hua cię prosi. Teraz, już, zaraz - spojrzał na dziewczynę, a ta zaraz podniosła uszy na baczność i wstawała.
- Nie wiesz o co chodzi? Stało się coś?
- Nic nie zdradziła - pokręcił głową. - Chciała cię tylko jak najszybciej widzieć. Czeka na ciebie przy Wiśni.
- No dobrze.. - westchnęła niechętnie. - Zastąp mnie godnie - poklepała go po ramieniu i zaczęła odchodzić. Odprowadziliśmy ją wzrokiem. - Co do tamtego, to się nie wywiniesz Ana! - rzuciła jeszcze po czym zniknęła.
Pokręciłam zrezygnowana głową, a wilkołak zajął jej miejsce.
- Od czego się nie wywiniesz? - zerknął na mnie wyjadając z koszyka nasz prowiant.
- Z niczego specjalnego. Rozmawiałyśmy właśnie o tobie i Karenn, jak wam się układa.. - spojrzałam na wampirzycę. Nie wyglądała na zachwyconą. Szach-mat!
Wywołałam wojnę, dosłownie. Teraz to ja zaczęłam męczyć naszą szanowną pijawkę, i wszystko odbijało się jej czkawką. Mieli sprzeczne opinie względem tego kto rządzi w ich związku, kto jest bardziej lub mniej jakiś, dosłownie o wszystko mogli by się pokłócić w tamtym momencie. Trochę mnie dziwiło, jak oni ze sobą wytrzymują i wytrzymali tyle czasu. W końcu to wszystko zaczęło się zanim wylądowałam w krysztale.
Odpowiedź na swoje pytania znalazłam jednak w momencie, w którym znaleźli wspólny punkt zaczepienia i zaczęli sobie spijać z dzióbków. Trochę niecodzienny widok, ale byli uroczy. Tak bardzo, że w końcu zapomnieli o mojej obecności. W pewnym momencie się wycofałam z rozmowy na własne życzenie. W tych czynnościach nie miałam jednak zamiaru brać udziału, czy nawet obserwować.
Jakoś widok miżdżących się do siebie par, zwłaszcza tak intensywnie, zawsze mnie trochę obrzydzał. Nie zwracając więc na siebie uwagi, powoli się ulotniłam. Niech robią, co chcą.
Zostawiając wszystko za sobą wracałam do siebie. Na niebie jasno świecił pełen księżyc, nocne chowańce biegały po równinie. Biorąc pod uwagę moje ostatnie spotkanie z takim jednym, to naprawdę szczyt idiotyzmu, ale chcąc nie chcąc zwolniłam by się im nieco przyjrzeć.
Coraz bardziej przekonuje się by jakiegoś przygarnąć. Może poczułabym się lepiej, mając się do kogo przytulić i wyżalić z dosłownie wszystkiego?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz