Tej nocy nie spałam zbyt dobrze, ponieważ moje myśli błądziły w kółko. Cały czas zerkałam w stronę wstawionego do wody kwiatka albo na leżącego przy mnie chowańca. W przeciwieństwie do mnie nie miała problemów z zaśnięciem i słodko zwinięta w kłębek drzemała tuż obok.
Nie da się ukryć, że to młody osobnik - nie jest za duża, raczej drobna, a listki na jej grzbiecie i ogonie były bardzo rzadkie.
Kto by mógł ją tu podrzucić?
Chodzą mi po głowie Koori i Karenn, ale szczerze, nie bardzo w to wierzę. O ile może byłyby do tego zdolne to czy w taki sposób? I jeszcze ten kwiatek..
Będę musiała przeprowadzić ciche śledztwo, podpytać.
♥
Rano obudziłam się dość wcześnie. W sumie spałam może trzy, cztery godziny. Całą noc obserwowałam swoje niespodzianki, albo miziałam Dafne - tak postanowiłam dać na imię swojej towarzyszce. Ona jeszcze o tym nie wie, dlatego myślę nad innymi alternatywami gdyby się nie spodobało.
W każdym razie szybko się ogarnęłam, a wilczek leniwie się przeciągając spoglądał na mnie.
- Chodź maleńka, pomożesz mi w zakupach - potargałam ją po łepku i ruszyłam do wyjścia. Nie musiałam czekać, natychmiast zeskoczyła z łóżka i zaczęła iść przy mojej nodze.
Kierunek - rynek.
Żwawym krokiem dotarłyśmy do stoiska Purreru, który zaraz pomógł mi w doborze wyposażenia. Musiałam trochę wybulić za kojec, przekąski i kilka zabawek żeby to je gryzła, a nie moje buty. Mam szczerą nadzieję, że Purriry za chwilę nie będzie chciała ode mnie za wiele za nie moje zamówienie.
Ciężko obładowana podeszłam do jej butiku i zakupy odłożyłam na bok. Dafne zaczęła niuchać przy nich za jedzeniem, dlatego przykryłam je jej nowym łóżkiem, a sprzedawczyni zaraz do mnie podeszła.
- Żeby ta bestia nie uszkodziła moich perełek! - najeżyła futro, na co Minaloo schowała się za mną z klapniętymi uszami.
- Spokojnie, nie sądzę żeby ją interesowały - zerknęłam to na jedną, to na drugą. - Podobno Koori złożyła dla mnie jakieś zamówienie..
- Ah, tak! - zaraz zmieniła nastawienie i zaczęła czegoś szukać. - Skończyłam ją wczoraj wieczorem. Będziesz wyglądać nie-sa-mo-wi-cie! - na blacie przede mną zaczęła wykładać strój. Gorąco zaczęło mi się robić na samą myśl o jego cenie.
Suknia była w kolorze fioletu. Oglądając ją dostrzegłam wycięcie w miejscu pleców, miała natomiast prawie zakryty, nie licząc niewielkiego wycięcia w kształcie deltoidu, dopasowany przód, który będzie trzymał się na szyi wyglądającym na delikatny łancuszkiem. Mimo swojej prostoty znajdowało się na nim kilka ozdób mających podkreślić sylwetkę. Jeśli chodzi o dół to był prosto puszczony. Sukienka wymaga wysokich butów, aby wyglądała efektowne. Kolorystyka tu również nieco się różniła - przed oczami miałam wiele odcieni fioletu, który od pasa w dół robił się coraz jaśniejszy.
Nie wiem, jak będę się w niej czuła, i czy rzeczywiście mi pasuje, ale muszę przyznać, że świetnie wygląda. Do tego materiał jest taki delikatny - cienki, ale dzięki nawarstwieniu nie będzie prześwitujący.
Purriry chyba dostrzegła we mnie jakiś błysk zysku, i zaraz doniosła buty oraz biżuterię. Obuwie, jak na nią było proste, ale dopasowane do stroju. Jeśli mowa o resztę dodatków to był to pierścionek z kilkoma delikatnymi łancuszkami doczepionymi do bransoletki, oraz wisiorek, który stanowczo kazała mi powiesić tak, aby zwisał na moje plecy.
Westchnęłam ciężko.
- To ile za takie przyjemności? - spojrzałam na kotkę. Przebierała łapkami, jakby tylko czekała na to pytanie.
♥
Jedna moneta, druga moneta, trzecia moneta..
Cholera!
Gorzej być nie mogło. Nie byłam szczególnie bogata, straż tyle nie płaci, ale żeby spłukać się całkowicie? Zostało mi tylko trzydzieści złotych monet. Koniec wydatków na bardzo, bardzo długo, muszę oszczędzać. Szczęście w nieszczęściu, że kupiłam co trzeba i nie zaniedbam już od początku Dafne, która biegała mi między nogami utrudniając swobodne dotarcie do mojego pokoju. Jakby fakt, że ledwo widzę przez te wszystkie tobołki nie był wystarczający.
- Uważaj! - jak na zawołanie wpadłam na kogoś, i wszystko zaczęło lecieć mi z rąk. - Ana?
Podniosłam wzrok, a przede mną stała różowowłosa wampirzyca.
- Przepraszam, nie zauważyłam cię - skrzywiłam się i zaczęłam wszystko podnosić.
- Nie dziwie się - Karenn kucnęła by mi pomóc. - Widzę, że jednak się zdecydowałaś - krótko zaczepiła mojego chowańca.
- Nie, ale ktoś to zrobił za mnie - zerknęłam na nią.
- Ah tak? Kto taki? - wyglądała zaciekawioną.
- Do teraz miałam nadzieję, że ty albo Koori - westchnęłam i ruszyłam przed siebie. Dziewczyna ruszyła za mną.
- Myślałam o tym, nawet rozmawiałam o tym z Nevrą, ale jeszcze nie przeszłam do działania..
- Chwila - stanęłam zaraz. - Jak to, rozmawiałaś o tym z Nevrą?
Mój ton wyraźnie jej się nie spodobał.
- Oj no bo wiesz.. Rozmawiałam z Chromem, a on do nas podszedł, chciał czegoś. Usłyszał, że mówimy o tobie i jakoś tak poszło.
- Czy ja się zwierzałam po to, żeby zaraz cała kwatera o tym wiedziała? - warknęłam wkurzona.
- Wiem, przepraszam.. - zrobiła zbolałą minę. - To się więcej nie powtórzy.
Pokręciłam jedynie głową nic na to nie dodając. Zawiodłam się na niej, i to bardzo.
- Muszę teraz się z nim rozmówić przez to wszystko - mruknęłam niezadowolona.
- Dlaczego? Nie podoba ci się prezent?
- Niczego od niego nie chcę, i miałam nadzieję, że to zrozumiał - weszłyśmy do mojego pokoju i wszystko położyłyśmy na łóżku. Karenn zaraz przysiadła na jego brzegu i zaczęła przeglądać moje zakupy.
- Czy to..? - podskoczyła zaraz i zaczęła dobierać się do pudełka, w którym miałam towar od Purriry. Natychmiast je zabrałam z jej zasięgu.
- Tak, ale nie zobaczysz jej teraz - przytuliłam do siebie pakunek.
- Dlaczego? - jęknęła przeciągle.
- Ponieważ musisz zostać ukarana - pokazałam jej krótko język na co się naburmuszyła, jak dziecko.
- Nie, to nie - podniosła się obrażona. - Jutro i tak cię w niej zobaczę przed całą resztą.
- Jak przed resztą?
- A tak - teraz to ona wystawiła język. - Uroczyście ogłaszam, że wraz z Koori przyjdziemy do ciebie w południe. Urządzimy sobie mały relaks, a potem razem wyjdziemy. I nie masz, jak uciec. Wszystko będzie działo się tu - z zadowoleniem ruszyła do wyjścia.
Sfrustrowana rzuciłam zabawką Dafne w drzwi, które zamknęły się za wampirzycą. Chyba mam kolejną osobę, której muszę trochę wygarnąć. To ja, czy to im odbija?
♥
Po wypakowaniu, i ułożeniu wszystkiego gdzie trzeba wybrałam się na śniadanie - dość późne, ale jednak. Dafne również dostała swoje jedzenie chwilę wcześniej, i wesoło podreptała ze mną.
Na stołówce było pusto, dosłownie pusto.
Stoły, które jeszcze wczoraj tu widziałam zniknęły, pozostały jedynie krzesła poskładane gdzieś w rogu pomieszczenia.
Karuto krzątał się w kuchni w tę i z powrotem, a zapach pysznego jedzenia unosił się w powietrzu. Zaciekawiona tym ruszyłam w jego stronę. Dopiero po dłuższej chwili mnie zauważył.
- Ana! Przysłali cię do pomocy? - na jego twarzy pojawiło się coś w rodzaju ulgi.
- Nie, przyszłam coś zjeść, ale jeśli potrzeba.. - nie zdążyłam dokończyć, a kucharz pociągnął mnie za rękę w głąb. Rozglądając się dostrzegłam mięso w marynatach i inne liczne potrawy w trakcie przygotowania. To wszystko na jutro? Kto będzie tyle jadł?
Nie wdając się w zbędną dyskusję wzięłam się za to, co mi kazał. W międzyczasie dostałam coś do jedzenia, więc głodna nie chodziłam.
Nasza dwójka się uwijała, a Dafne w tym czasie brykała wesoło po pustej stołówce - przynajmniej do czasu drzemki. Nie musiałam jej przez to pilnować i skupiona na swoim zamieniłam kilka zdań z kucharzem.
Dowiedziałam się, że stoły zostały zabrane niedługo przed moim przyjściem do Sali Kryształu, mają być wykorzystane do stworzenia swojego rodzaju bufetu, szwedzkiego stołu. Jak więc straż ma sobie dziś radzić w trakcie posiłków? Trzeba będzie improwizować.
Po kilku godzinach gotowania, pieczenia, siekania i wyciskania, do stołówki zajrzała Koori. Kitsune chciała sprawdzić czy wszystko będzie perfekcyjnie.
- Świetnie, nie mogę się już doczekać tego przyjęcia - uśmiechnęła się szeroko i odwróciła w moją stronę. - A ty odebrałaś już swoją sukienkę?
- Odebrałam - mruknęłam zmywając naczynia. Nie miałam ochoty na dyskusje. Nie teraz.
- Iii? Podoba ci się? - jak na złość podeszła, a jeden z jej ogonów mnie zaczepił.
- Sukienka tak, ale jej cena niekoniecznie - zerknęłam na nią krótko.
- Warto było, uwierz. Będziesz pięknie wyglądała, a ja i Karenn ci w tym pomożemy.
- Czyli już ci powiedziała?
- Pewnie! O wszystkim wiem. Dosłownie o wszystkim - jej wyraz twarzy zmienił się, a w oczach zobaczyłam niebezpieczny błysk.
Siedź cicho!
- Porozmawiamy o tym jutro, dobrze? - posłałam jej znaczące spojrzenie na co uśmieszek na jej twarzy stał się jeszcze straszniejszy.
- Dobrze, dobrze - puściła oczko. - A mogłabym cię porwać? Potrzebujemy pomocy, bo chłopcy dostali jakieś polecenia od Huang Hua.
- Jeśli Karuto nie ma nic przeciwko - zerknęłam w stronę kucharza, który pokręcił głową.
- Z resztą już sam sobie poradzę - uśmiechnął się. - Możesz lecieć.
♥
Ten dzień nie należał do najlepszych. Najpierw się wykosztowałam, a potem spędziłam go na ciężkiej pracy fizycznej. Nie żebym miała coś przeciwko takiemu zajęciu, ale o ile praca w kuchni była całkiem przyjemna tak pomoc w przenoszeniu instrumentów, ustawianiu stołów - których ułożenie co chwilę nie podobało się Koori, czy rozkładanie małej sceny dla muzyków, było koszmarem.
Do tego ogoniasta okazała się tyranką. Bardzo jej zależy aby wszystko było perfekcyjnie dlatego uważnie wszystko nadzorowała, ale równocześnie sama się nie nadźwigała.
Też bym chciała umieć się tak ustawić, albo chociaż wymigać, jak Karenn, która wymyśliła jakąś bajeczkę i uciekła bardzo szybko. Niestety ja i podobni mi nieszczęśnicy zostaliśmy do późnych godzin wieczornych, przez co nawet nic nie jedząc wróciłam do swojego pokoju, w którym czekała na mnie Dafne. Biedna nie mogła tam wytrzymać i w pewnym momencie musiałam ją tam odprowadzić. Gdy weszłam do pokoju słodko spała w swoim kojcu, więc i ja nie marnowałam czasu - położyłam się i momentalnie zasnęłam.
Musiałam spać za długo, przynajmniej według pewnej wampirzycy i kitsune o białych ogonach, ponieważ kiedy wyjątkowo biegałam wesoło po podwórku swojego rodzinnego domu, całą tę sielankę przerwał okropny wrzask i ciężar spadający na moje ciało. Otwierając oczy, zobaczyłam przed sobą twarz nikogo innego, jak Karenn.
- Nie spać! Wstawać! Szykuje się piękny dzień! - na jej ustach gościł szeroki uśmiech.
Jęknęłam głośno na to i przykryłam głowę poduszką chcąc wrócić do swojego przyjemnego snu. Niestety Koori również nie chciała mi na to pozwolić.
- Koniec spania, wiesz która jest godzina? Musimy się zacząć szykować.
- Miałyście być po południu, jeśli dobrze pamiętam - mruknęłam zakrywając się ramionami.
- I wcale nie przyszłyśmy za wcześnie, a nawet trochę za późno - Karenn powoli ze mnie zeszła. Po jej słowach poczułam się, jakby kubeł zimnej wody na mnie spadł. Natychmiast się obudziłam i podniosłam do siadu.
- Przespałam cały dzień?!
- Na to wychodzi - obie się roześmiały i wskazały na mały stolik, który nie należał do wyposażenia mojego pokoju, a stało na nim jedzenie i jakieś słoiczki z fiolkami. - Zjedz i bierzemy się do roboty.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz