poniedziałek, 31 stycznia 2022

19. Szczery uśmiech

 Płaszcz jest, kurtka jest, szalik i grube ubrania - wszystko na miejscu. 

Spakowałam swoją torbę trochę za wcześnie, ale i tak ją będę sprawdzała pewnie z dwadzieścia razy.
Mam dziś w miarę luźny dzień. Po wczorajszym spotkaniu umówiłam się z Jamonem na trening po południu, ale mając jeszcze trochę czasu postanowiłam przygotować swoje rzeczy. Najwyżej poleżą w kącie pokoju i poczekają na podróż. Nic im się przecież nie stanie. 

Jak tylko skończyłam pakowanie, wzięłam swój miecz i ruszyłam w stronę Wiśni. Ogr już tam na mnie czekał i szeroko się uśmiechnął. Przywitałam się z nim, i bez zbędnych ogródek przeszliśmy do treningu. Potrzebuję tego, a zdecydowanie wolę zrobić to z nim niż ze smokiem, który ciągle znajduje się na mojej czarnej liście.
Początkowo Jamon kazał mi tylko atakować, a on się będzie bronić. Biłam go więc tak przez kilka minut, ale nie było to to, czego oczekiwałam. Poprosiłam go więc o pojedynek z prawdziwego zdarzenia. Chciałam się z nim zmierzyć, aby szczerze ocenił moje umiejętności. Niechętnie się na to zgodził.

Zaczęłam wymachiwać Atarangi w stronę przeciwnika, jednocześnie analizując każdy jego ruch.
Jest ogromny i silny, więc nie ważne jak mocno uderzę - nie zrobi to na nim wrażenia. Muszę być od niego szybsza i sprytniejsza. Nie mogę też zapominać, że jego doświadczenie jest ogromne i doskonale wie czego może się po mnie spodziewać.
Niezbyt przyjemna sytuacja. 
Jamon atakował, a ja starałam się uskakiwać i blokować jego ciosy. Zaczęłam powoli odczytywać jego schemat i szybkim ruchem wyminęłam kolejny jego cios wymierzając własny. W ostatniej chwili się odsunął i spojrzał na mnie zaskoczony, po czym się uśmiechnął.

Nasza wymiana ciosów trwała jeszcze dobrą chwilę.
Przerwał ją gwizd, który usłyszałam i straciłam koncentracje, w efekcie czego ogr z łatwością mnie wywalił na tyłek. Spojrzałam na winnego całemu temu nieszczęściu.
Kilka metrów od nas stała Karenn i Chrome.
- No, no, było nieźle - wampirzyca puściła mi oczko wyciągając zza pasa ostrze. - Teraz zobaczmy, jak pójdzie ci ze mną.
Stanęła naprzeciw mnie z cwaniackim uśmieszkiem. Jamon najwidoczniej chciał to zobaczyć i usiadł na jednej z pobliskich ławek. 
- Zdecydowanie odradzam. Nie pchaj się w to - dowódca Straży Cienia podszedł i wyciągnął w moją stronę dłoń abym mogła wstać. Przyjęłam ją i powoli się podniosłam ciągle zerkając na dziewczynę. Tuptała w miejscu zniecierpliwiona. 
- No dalej, przecież cię nie uszkodzę - śmiała się.
- Tego właśnie się obawiam. Wolałabym nie skończyć znów na kozetce u Ewelein - wzdrygnęłam się na samą myśl.
- Obiecuję, że będę delikatna - odrzuciła swoją kitę do tyłu i ruszyła z atakiem. Ledwo udało mi się uskoczyć jej z drogi.

Starałam się, wierzcie mi, jak bardzo chciałam chociaż raz zagrozić swojej rywalce. Nie miałam jednak najmniejszych szans. Wcale nie obchodziła się ze mną łagodnie. Zadawała cios za ciosem, a moje zgrabnie neutralizowała lub unikała. Byłam zdecydowanie zbyt powolna w porównaniu do niej - wręcz fatalna.
W końcu zmęczona poleciałam na tyłek i położyłam się na trawie zamykając oczy.
- Dość! Poddaje się! - puściłam swój miecz. - Wygrałaś, jesteś najlepszą wojowniczką w całej Eldaryi.
Moje słowa najwyraźniej rozbawiły Jamona, ponieważ usłyszałam jego śmiech. Nie byłam jednak w stanie spojrzeć. Zbyt bardzo bolała mnie d.. Właściwie to nie ma partii ciała, która by mnie w tej chwili nie bolała.
- I to jest ta słynna Aengel, wielka wybawicielka tego świata? - do moich uszu dotarł jeszcze jeden śmiech. Leniwie przekręciłam głowę w bok. W pobliżu stał Mathieu, Koori i Adalric, cała trójka z rozbawieniem przyglądała się moim zwłokom.
- Ostrzegałem ją, ale nie miała zbyt wielkiego wyboru - Chrome stanął w mojej obronie. Uwielbiam cię wilczku, pamiętaj o tym! - Muszę jednak przyznać, że przyjemnie się patrzyło, jak obrywa od Karenn - roześmiał się. No to przestałam cię lubić. Nie jesteśmy już przyjaciółmi. Koniec. Oddawaj mi tą kiełbasę z rejsu na Ziemie Kapp, ale to już!
- Może kto inny powinien dać twojej dziewczynie nauczkę? - Mathieu wyciągnął swój miecz i machając nim ruszył w stronę wampirzycy. Widząc do czego to dąży leniwie się podniosłam i usiadłam na ziemi pod drzewem. Obok mnie usadowiła się kitsune.
- Powodzenia marny człowieczku - Karenn przyjęła postawę obronną. - Nie masz ze mną najmniejszych szans - uśmiechnęła się i zaczęła nacierać na bruneta. - Skończysz, jak twoja poprzedniczka.
Mathieu natychmiast zareagował i zatrzymał jej ostrze odskakując. Podziwiałam ich płynną wymianę ciosów. Wampirzyca się nim bawiła - był niecierpliwy, co szybko wykorzystywała. Zadawał mocne i agresywne ciosy, które sprawnie unikała lub wymijała, a gdy się zmęczył zręcznie go powaliła i przyłożyła nóż do gardła. Przegrał.
- To kto następny? - spojrzała zaraz po wszystkich po kolei. Mathieu w tym czasie podnosił się niezadowolony. 
- Żądam rewanżu - wystawił miecz w jej stronę. - Nie poddam się tak łatwo.

Przewidywalnie brunet przegrał ten pojedynek, jak i następne cztery. Cały czas wstawał i próbował podejść wampirzycę innym sposobem, ale ciągle z tym samym efektem - lądował tyłkiem na trawie. 
Dopiero gdy Karenn znudziło się obijanie człowieka wyzwała na pojedynek sylfa. Muszę przyznać, że wyglądało to dość ciekawie przez brak nóg u Adalrica. Nie był mistrzem oręża, jak jego przeciwniczka, ale się starał.
Niestety każdy pojedynek z różowowłosą kończył się tak samo. Nawet Koori dała się namówić na potyczkę, a nie wyglądała jakby była w dobrym humorze, i odniosła porażkę. 
- Karenn już dosyć, teraz ktoś inny pokazać dobrą walka - Jamon spojrzał na dziewczynę pomagając ogoniastej podnieść się z ziemi.
- Ja to bym chętnie zobaczył, jak dwójka naszych ludzi da sobie radę stając przeciwko sobie - Chrome puścił mi oczko. Nie lubię cię, już to mówiłam, prawda? 
- Chętnie podejmę wyzwanie - Mathieu zaraz się podniósł i stanął naprzeciw mnie. - Rzuciłbym rękawicę, ale mam nadzieję, że i bez niej podejmiesz wyzwanie - wyciągnął w moją stronę dłoń.
Westchnęłam ciężko i ją chwyciłam. 
- Tylko raz. Wystarczająco obolała już jestem - podniosłam się i stanęliśmy naprzeciw siebie. 
- Panie i panowie, przed nami niesamowity pojedynek! - Karenn postanowiła się pobawić w speakerkę stojąc pomiędzy nami i rozkładając szeroko ręce. - Wybawczyni Eldaryi, ostatnia z Aengeli, niesamowita Anastazja zmierzy się z Mathieu, pogromcą Musarose i zdobywcą niewieścich serc!
Na słowa o chłopaku towarzystwo wybuchło śmiechem, a on cały poczerwieniał.
- Ej! Nie wiedziałem, co to, jasne? Byłem tu tylko kilka dni!
Wampirzyca zignorowała jego słowa i odskoczyła dają znam znać, że możemy zaczynać. Natychmiast skupiłam swój wzrok na chłopaku. Zamachnął kilka razy mieczem, mrucząc coś pod nosem. Chyba starał się wyglądać groźnie. Oboje mierzyliśmy się wzrokiem i krążyliśmy analizując gdzie i kiedy zadać pierwszy ruch.
Mathieu chyba się w końcu zniecierpliwił i ruszył na mnie z szarżą. Szybko zablokowałam cios i odepchnęłam go od siebie, ale nie przestał napierać. Wykorzystywał moją marną siłę i zmuszał jedynie do obrony. Muszę w końcu zaryzykować, nie mogę mu się dać przytłoczyć. Z każdym ruchem jego zmęczenie wzrasta, a ciosy tracą na precyzyjności. To moja okazja.
Szybko uskoczyłam przed kolejnym machnięciem jego miecza i zaatakowałam. W ostatniej chwili uniknął mojego ciosu. Uśmiechnęłam się pod nosem, coraz lepiej się w tym czuję, a wibrujący w mojej dłoni miecz tylko to podkręca.

Jak naładowana świeżą energią zaczęłam napierać na chłopaka, teraz to on był zmuszony do obrony. Zmęczenie dopadało go coraz bardziej, jego postura się zmieniła. Wycelowałam swój miecz z statecznym atakiem.
- Co ja ci mówiłem na temat postawy? To cię naraża na szybki cios - usłyszałam w tym samym czasie, w którym mój miecz wędrował w stronę przeciwnika. Straciłam przez to uwagę, co szybko wykorzystał i wytrącił mi Atarangi z ręki. Chwilę później jego miecz był pod moją brodą.
- Przegrałaś - uśmiechnął się od ucha do ucha. Warknęłam niezadowolona i odwróciłam głowę. Do naszej wesołej gromadki dołączyła właśnie Huang Hua z Nevrą i Lancem przy boku. Ten drugi stał z założonymi rękoma i wyglądał na zadowolonego, to przez niego przegrałam. 
- Przeszkadzamy? - fenghuang posłała nam delikatny uśmiech. 
- Skąd, zapraszamy. Zrobiliśmy sobie mały turniej - Mathieu potargał mnie po włosach i podał mój miecz. Starałam się za bardzo nie krzywić. Szło mi tak dobrze, musieli przyjść akurat teraz? 
- I jak idzie? - Nevra zaczął przyglądać się naszej dwójce. Szybko odwróciłam wzrok, aby na niego nie patrzeć. 
- Póki co Anastazja dostaje srogie lanie - roześmiał się wilkołak. - Chociaż pod koniec szło jej całkiem nieźle.
- Ana zrobić duże postępy. Wracać jej stara forma. - Jamon, przyjacielu! Chociaż ty mnie tu wspierasz. 
- I tak póki co, to ja jestem tu niepokonana - Karenn podniosła się i dumnie wypięła pierś. 
- Mogę się założyć, że brat dałby sobie z tobą szybko radę - rzuciłam krótko wracając na miejsce obok Koori. Miałam olewać wampira, ale lepiej wspomnieć o nim niż o smoku. Pojedynek rodzeństwa wydaje mi się trochę ciekawszy. 
- Zaraz możemy to sprawdzić - Nevra uśmiechnął się i wyjął swoją broń. Wampirzyca stanęła naprzeciw. 
- Między tymi papierami zardzewiałeś. Nie pójdzie ci tak łatwo.

Zaczęli potyczkę. Ich wymiana ciosów była płynna i wyrównana, dobrze się to oglądało. Karenn zrobiła już wcześniej na mnie wrażenie swoimi umiejętnościami, ale teraz przy zestawieniu jej z bratem - doświadczonym wojownikiem, również prezentowała się bardzo dobrze.
Ciemnowłosy wyglądał jednak jakby się nią trochę bawił, robił nadzieję na możliwość pokonania go.
I faktycznie, gdy miała w zamiarze kolejny atak, kilkoma sprawnymi ruchami obezwładnił ją i przystawił ostrze do gardła. 
Rozległy się brawa.
- Niepokonana w końcu została pokonana - roześmiał się Mathieu. 
- Jednak nie jest tak źle z twoją formą - dziewczyna rzuciła kąśliwą uwagę w stronę brata i usiadła obok Chrome'a. 
- Nie jestem jeszcze taki stary - zaśmiał się i rozejrzał. - To kto następny? 
- Nie mam najmniejszych szans, ale chcę spróbować - wilkołak podniósł się i stanął przed (prawie)szwagrem.
- Chcesz sobie narobić wstydu przy mojej siostrze? - wampir przyjął pozycję.
- Raczej wspierać ją w naszej wspólnej porażce - roześmiał się, i zaczęli walkę.

Jak przystało na szefa straży, Chrome radził sobie całkiem nieźle. Parę razy nawet zagroził Nevrze, ale niestety nie zyskał dłuższej przewagi. Wymieniali ciosy tak długo, aż wampir się nie znudził i zwyczajnie zakończył pojedynek z fatalnym wynikiem dla wilczka.

Całe nasze towarzystwo przyglądało się wszystkiemu z zapartym tchem. Huang Hua była widocznie zadowolona, a na jej ustach gościł szeroki uśmiech. Jedynie Lance i Koori wyróżniali się na naszym tle. Smok stał niewzruszony i się wszystkiemu przyglądał z założonymi rękoma, a kitsune podpierała brodę na ręce i była ciągle ponura. Spróbowałam ją zagadać, ale machnęła ręką i kazała się nie przejmować. Nie naciskałam, jak będzie chciała to z kimś porozmawia, i niekoniecznie muszę być to ja.

Po porażce naszego uroczego wilkołaka, chęcią walki wykazał się również Mathieu, którego rozłożenie na ziemi zajęło zaledwie ułamek czasu, jaki Nevra musiał poświęcić na Chrome'a lub swoją siostrę. Brunet jęknął głośno i wracał na swoje miejsce.
- Skoro żadne z nas nie jest w stanie, to niech Lance cię załatwi - spojrzał na smoka i uśmiechnął się zadowolony. Wzrok wszystkich, a także mój, padł w tamtym kierunku.
- Nie wiem czy to najlepszy pomysł - pokręcił niechętnie głową. 
- Oj nie marudź, co ci szkodzi? Dwóch szefów zrobi pokaz dla marnych podwładnych - próbował go przekonać. Kątem oka dostrzegłam, jak Chrome się niespokojnie poruszył, ale Karenn szybko go uspokoiła. Pewnie go to trochę dotknęło.
- To może być całkiem ciekawe widowisko - Huang Hua odezwała się pierwszy raz od dłuższego czasu i rzuciła spojrzenie w stronę Obsydiańczyka. Ten ciężko westchnął i niechętnie się zgodził. Wyjął swój miecz i stanął naprzeciw Nevry. Mathieu zaczął się cieszyć, jak dziecko.

Walka się rozpoczęła.

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że będę kibicowała Lance'owi to bym w życiu nie uwierzyła, a jednak właśnie to miało teraz miejsce.
Jego pojedynek z Nevrą trwał już dobrą chwilę. Wymieniali cios za ciosem, a brzdęk metalu rozchodził się po okolicy. Na twarzach obu mężczyzn było widać pełne skupienie. Raz za razem unikali i zadawali uderzenia. Wampir wyglądał na pewnego siebie, ale moim zdaniem to Lance nadawał tempo potyczce.
Nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy zaczęłam uważnie obserwować każdy najmniejszy ruch smoka. Co innego z nim ćwiczyć, uczyć się od niego, a widzieć go w walce. Siedem lat temu na jego twarzy widniał tylko gniew, czysta agresja, a każdy atak dążył do śmierci przeciwnika. Teraz było inaczej - miał jedynie doprowadzić do poddania, powalenia. Nie odrywał wzroku od przeciwnika, śledził każde zamachnięcie, każdy krok.
Podkuliłam nogi i przytuliłam kolana. Zaczęłam zaciskać kciuki mając nadzieję, że nikt tego nie zauważy. 

Nagle Lance wytrącił Nevrze miecz z dłoni. Wampir krótko za nim spojrzał. Ostrze leżało tuż przy moich stopach. Miał niestety kawałek aby je sięgnąć. Szybko wyciągnął sztylet i zablokował cios smoka. Powinien się poddać, a jednak dalej brnie.
Ogromny miecz kontra większy nóż. W takiej sytuacji pojedynek powinien szybko zostać rozstrzygnięty. Mimo to dyskretnie przesunęłam broń krwiopijcy dalej. Dostrzegła to Koori, która się nawet lekko uśmiechnęła, ale nic nie powiedziała.
Ledwo wróciłam wzrokiem do walczących, a smok przystawiał broń do grdyki Nevry.

Mathieu natychmiast wyrwał się z brawami.
- To było niesamowite! - ekscytował się, ale wzrok zwycięzcy zamiast na nim spoczął na mojej osobie.
- Teraz twojej kolej Anastazja - usłyszałam, a na jego ustach pojawił się uśmieszek. - Czysty pojedynek jeden na jeden. - Przez chwilę miałam wrażenie, że słowo czysty jakoś tak bardziej podkreślił. Miałam omamy, a może dostrzegł mógł mały fortel? Nie mam pojęcia.
- Przecież mógłbyś mnie rozłożyć bez najmniejszego problemu - skrzywiłam się.
- Mimo to - kiwnął abym podeszła.
Zawahałam się i krótko rozejrzałam.
Zbyt długo mi to zajęło. Karenn się podniosła i pociągnęła mnie za rękę abym wstała.
- Panie i panowie, Panalulu i inne stwory chodzące po tych ziemiach, przed wami pojedynek, jaki mogli zobaczyć nieliczni! - postawiła mnie naprzeciw jasnowłosego. Spojrzałam na niego, był zadowolony. - Przed wami starcie ostatnich ze swych ras! Niesamowita aengel Anastazja i potężny smok Lance!
Po tych słowach szybko uskoczyła. Nie wiem co dzisiaj piła lub jadła, ale zdecydowanie nie zadziałało to na nią dobrze. 

Przybrałam odpowiednią pozycję. Starałam się odwzorować ją co do milimetra, jak uczył mnie zarówno Lance, jak i Jamon.
Obje wystawiliśmy miecze. 
Uśmiechał się i nie zaatakował pierwszy. Chciał żebym ja to zrobiła.
Nie mając dłuższej ochoty na nasz kontakt wzrokowy zadałam cios. Szybko go zablokował znajdując się bliżej mnie.
- Oby tobie nie zwinął ktoś miecza - szepnął i puścił mi oczko. Uśmiech na jego twarzy również zmienił swój wydźwięk, wydawał się dużo szczerszy niż dosłownie chwilę temu. Doznałam chwilowego szoku. Smok mnie odepchnął i ledwo złapałam równowagę. Dopiero wtedy udało mi się otrząsnąć.
Nie daj mu się omamić. Robi to specjalnie żebyś przegrała. Do boju Ana!

Wstrząsnęłam lekko głową odganiając głupie myśli i ruszyłam z kolejnym atakiem. Metal zabrzęczał. Miecz drżał w moich rękach podczas wymieniania z przeciwnikiem kolejnych, płynnych ciosów. W tle usłyszałam, jak Mathieu krzyczy, że zaczyna przyjmować zakłady, ale nie przejmowałam się tym. Skupiłam swój wzrok na Lancie. 
To nie był szczyt jego możliwości, doskonale to wiem, ale chcąc pokazać się z jak najlepszej strony nacierałam nie zwracając uwagi na otoczenie, i przemęczone dzisiejszym wysiłkiem mięśnie.
Czułam na sobie wzrok dosłownie każdego, kto znajdował się w otoczeniu Wiśni. Najbardziej skupione było jednak to lodowate spojrzenie smoka.
Starałam się je ignorować, jednak za każdym razem gdy nasze miecze się krzyżowały i byliśmy dość blisko nie byłam w stanie się powstrzymać. Jak kretynka zerkałam na jego twarz. On również wtedy patrzył. Jego oczy błyszczały, a na ustach gościł delikatny uśmieszek. 
Przez takie tracenie uwagi przegrałam. Po zablokowaniu kolejnego ciosu, Lance zbliżył się jeszcze bardziej i podciął moje nogi swoją. 
Boleśnie wylądowałam na tyłku a on wystawił swój miecz w moją stronę.

______________________________________________

Jakie wrażenia?
Tu znajdziecie ankietę, w której możecie poobstawiać pomiędzy chłopcami w starciu na broń białą.
 Chętnie poznam waszą opinię.
Jak będzie zainteresowanie, może częściej będą się one pojawiały :D

https://forms.gle/kTAqefk5PjLPPmGY6

gle/kTAqefk5PjLPPmGY6



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne