wtorek, 25 stycznia 2022

14. Daj mi spokój!

Przyjemne ciepło otulało moje ciało, czułam się tak błogo i przyjemnie. Jedynym mankamentem było dość twarde podłoże, na którym leżałam. I ten piasek, od czasu do czasu atakujący moją twarz.
Byłam na wpół świadoma, i dopiero po chwili dotarło do mnie, że coś nie gra. Natychmiast otworzyłam oczy i podniosłam się do siadu. W tym samym momencie złapał mnie okropny ból głowy. Złapałam się za nią i skrzywiona rozejrzałam po okolicy.
Leżałam na kocu, jeszcze chwilę temu przykryta grubym okryciem, które miałam na sobie w trakcie lotu. Bagaże leżały na swoim miejscu, a ognisko delikatnie się tliło. Nigdzie nie widziałam natomiast Lance'a.

Próbowałam sobie przypomnieć, co się działo wieczorem.
Mój wzrok padł na butelki stojące w pobliżu. Nadeszła kolejna fala bólu w okolicach skroni i padłam na plecy.
Wszystko zaczęło się układać, a to nie poprawiało mojego samopoczucia. Nie pamiętam wszystkiego, jedynie urywki. Jestem jednak pewna, że zgodziłam się sama spróbować przyniesionego trunku. Nie pamiętam tylko, jak poszłam spać i kiedy. Dodatkowo nie ma mojego towarzysza. Co się działo?
Zakryłam twarz odcinając promieniom słońca dręczenie moich biednych oczu. Czułam się fatalnie. Nigdy nie miałam głowy do alkoholu, a ten tutaj był skuteczniejszy, niż ten na Ziemi. Zwłaszcza jeśli chce się kogoś szybko załatwić..

Umierałam tak kilka minut, gdy do moich uszu dotarły zbliżające się w moją stronę dźwięki. Zerknęłam przez palce. Widząc Lance'a zaczęłam powoli się podnosić. Zapewne wyglądałam tragicznie, ale nie przejmowałam się w tym mimo rozbawionego uśmieszku, jaki towarzyszył na twarzy smokowi. 
- Trzymaj - podał mi manierkę. Chwyciłam ją i dla pewności powąchałam zanim wzięłam łyka. - Czysta woda, nie bój się.. - westchnął ciężko. Zauważyłam, że w jednej z dłoni trzyma kiść jakiś owoców.
- To nasze śniadanie? - odezwałam się i natychmiast pożałowałam. Mój głos brzmiał okropnie. Zachrypnięty, zmęczony, jak u pijaczka spod sklepu, który swoje w życiu już wypił. Jasnowłosy zerknął na mnie i przytaknął.
- Wczoraj zjedliśmy co mieliśmy, musimy się trochę pożywić i ruszamy.
Kiwnęłam głową, że rozumiem i wstałam na nogi. 
Wiem, że to nie bardzo ma znaczenie, ponieważ wiatr zaraz znowu mnie potarga i chwilę temu nie zwracałam na to uwagi, ale zebrałam włosy i je związałam w niedbałego koka. Przemyłam również ręce i twarz w wodach morza po czym wróciłam na miejsce.
W tym czasie Lance przepołowił swoje zbiory. Z czystej ciekawości zapytałam, skąd je ma. W odpowiedzi wspomniał coś o rosnących tu krzewach.
Niepewnie wzięłam jednego z owoców w dłonie. Mieścił się w nich idealnie. Na wierzchniej skórce było coś twardego, w ognistym kolorze, przypominało twarde rybie łuski. Musiałam się tego pozbyć. Przekroiłam owoc na cztery części. Po co się męczyć z obieraniem? W środku był czysty, soczysty miąższ. Wgryzłam się, a słodki smak dotarł do moich kubków smakowych.

Posiłek minął nam w ciszy. Nie miałam odwagi zapytać o wczorajszy wieczór, mimo że czasem czułam na sobie wzrok smoka. Po prostu zjadłam i sprzątałam ślady naszego bytowania na plaży. Lance mi trochę pomógł. 
Parę minut później zmienił się w swoją drugą formę, a po zapakowaniu (z nie małymi problemami) naszych bagaży na jego grzbiet, znaleźliśmy się w powietrzu. Żadne z nas nie przedłużało, chcieliśmy znaleźć się, jak najszybciej na Ziemiach Eel.

Mdliło mnie, czułam jakbym zaraz miała umrzeć, ale miałam za swoje. Głupota jest szkodliwa, i muszę swoje odpokutować. Nie chciałam zarzygać smokowi karku, więc wygodnie się ułożyłam i zamknęłam oczy. 
I nie, to nie było przytulenie, jasne? Po prostu nie chciałam spaść, więc mocno się go złapałam przylegając tyle ile mogłam. Chcę aby to było jasne.

Nie mam pojęcia ile lecieliśmy, czy Lance coś do mnie mówił, a może mijaliśmy jakieś piękne widoki. To wszystko mnie ominęło, zwyczajnie spałam na grzbiecie smoka, a gdy otworzyłam oczy widziałam z daleka znajomą plażę.
Skąpana w blasku zachodzącego słońca wyglądała cudownie. Magia stała się dla mnie już niemal codziennością, ale ciągle potrafiło mnie tu coś zaskoczyć. Tak było i z tym widokiem, był niesamowity. 
Na mojej twarzy automatycznie pojawił się szeroki uśmiech i przeciągnęłam się lekko. Zwróciłam tym na siebie uwagę smoka. 
- Śpiąca królewna się obudziła? - przekręcił lekko łeb i na mnie spojrzał. 
- Brakowało ci mojego towarzystwa? - zerknęłam na niego i rozpięłam górę swojej kurtki, było trochę za ciepło.
- Szczerze to zapomniałem, że mam cię na grzbiecie - roześmiał się krótko i spojrzał w dół. - Już na nas czekają. Zaraz będziemy lądować.. 
Przytaknęłam jedynie głową, mimo że mnie nie widział. Mając nadmiar odwagi w organizmie spróbowałam nawet zerknąć na plażę, ale ciągle byliśmy bardzo wysoko. Momentalnie zakręciło mi się w głowie. Szybko zacisnęłam oczy i starałam się nie spaść. Lance coś warknął i się przechylił aby mi w tym pomóc. Zacisnęłam dłonie na jednym z jego kolców.
Po chwili czułam, jak nasza pozycja się zmienia. 
Zaczęliśmy powoli schodzić w dół. 

Otworzyłam oczy, gdy stanął na ziemi.

Rozejrzałam się dookoła, w naszą stronę zmierzała Ewelein, Huang Hua i roześmiany, jak dziecko Mathieu. Szybko zeszłam z grzbietu bestii i stanęłam na własnych nogach. Lance zaraz po tym przybrał swoją ludzką formę, a nasze torby upadły na ziemię. 
Kątem oka zerknęłam na niego i w tym samym momencie znalazłam się w czyiś ramionach. Spojrzałam zaskoczona na osobę, która mnie zaatakowała - była nią moja ukochana elfka.
Uśmiechnęłam się i również ją lekko ścisnęłam. 
- Też mi ciebie brakowało Ewe..- szepnęłam, a kobieta powoli się odsunęła z szerokim uśmiechem. 
- Dobrze, że wróciliście cali i zdrowi - na krótko odwróciła wzrok w stronę Lance'a przy którym był brunet, który ekscytował się tym co przed chwilą widział. Widocznie nie miał wcześniej okazji widzieć drugiej formy swojego wzoru. Ugh, fatalnie to brzmi. - Szczerze bałam się co może wyjść z tej waszej wspólnej wyprawy - wróciła do mnie. 
Westchnęłam cicho.
- Ja w sumie też, ale nie było tak źle - posłałam jej uspokajający uśmiech i zerknęłam na liderkę, która się zbliżyła. - Huang Hua..
- Dobrze, że jesteś - uśmiechnęła się serdecznie.
- Sama nas ściągnęłaś. Stało się coś? - Czułam się trochę niezręcznie. Kiedyś byłyśmy blisko, ale teraz mam jej wiele za złe i nasze stosunki są dość chłodne. Mam wrażenie, że ona czuje podobnie.
- Wszystko wam opowiemy na zebraniu, spokojnie. Najpierw odpocznijcie..
Kiwnęłam głową.

Nie czekając dłużej Lance i Mathieu wzięli nasze torby i ruszyliśmy w stronę Kwatery Głównej. Im bliżej bramy byliśmy tym lepiej się czułam, brakowało mi tego miejsca. Przyglądając się murom i wieżyczkom nieświadomie zwolniłam, w efekcie czego znalazłam się trochę w tyle. 
Nie przeszkadzało mi to do momentu, w którym Huang Hua nie znalazła się obok mnie. Naprawdę nie mam teraz siły na rozmowy. Ból głowy mi przeszedł, ale jedyne o czym teraz marzę to znaleźć się w swoim pokoju i położyć spać.
- Nie będę cię długo męczyć - odezwała się przez co na nią spojrzałam. - Po prostu nie chcę żeby między nami było niezręcznie. Wiem, że masz inne podejście niż ja, ale to nie powinno przeszkadzać w naszej komunikacji. Zależy mi na tobie..  - wyglądała na skruszoną. 
- Postaram się aby było, jak mówisz - zabrzmiało to ostrzej niż chciałam. - Przepraszam, jestem zmęczona. Powiem tylko, że te ostatnie dni.. 
- Pomogły ci - wtrąciła, na co przytaknęłam.
- Może jeszcze tego nie akceptuję, ale staram się. Mimo absurdu całej tej sytuacji..

Huang Hua zdecydowanie się rozpogodziła po tej krótkiej wymianie zdań, ale na mnie nie zrobiło to większego wrażenia. Chciałam mieć spokój i go dostałam.

Zaraz po tym, gdy przekroczyliśmy bramę Kwatery powitał mnie uśmiech Jamona, który rozmawiał z kilkoma strażnikami. Odpowiedziałam mu tym samym, na pewno będziemy mieli okazję jeszcze porozmawiać. 

Docierając dalej, do Sali Drzwi odebrałam swoje rzeczy z rąk Mathieu i ruszyłam do siebie. Nasza grupa się rozdzieliła. Huang Hua kazała nam odpocząć, a zebranie miało się odbyć jutro w południe.
Odetchnęłam na wieść, że w końcu będę miała chwilę samotności i ruszyłam do swojego pokoju.
Wszystko było w nim, tak jak zostawiłam to w dniu wyjazdu. 
Torby odłożyłam na bok, jutro będzie czas żeby je rozpakować i poprać to co powinnam. 

Szybko zgarnęłam z szafki świeży ręcznik i koszulę do spania. Czas na porządny prysznic. Brakowało mi tego. Nie, że nie myłam się tyle czasu, ale warunki były tak spartańskie, że robiłam to jak najszybciej byle zrobić. Teraz muszę się zrelaksować, i odprężyć. Zmyć z siebie nadmiar tych wszystkich emocji. 
Opuściłam pokój i ruszyłam w stronę łazienek. 
Szybko dotarłam na miejsce i zamknęłam się w jednej z nich. Brakowało by tylko żeby ktoś mi wlazł gdy będę naga.

Dziesięć minut, piętnaście, a może trzydzieści.. 
Szczerze nie mam pojęcia ile to wszystko mi zajęło. Długo stałam i pozwalałam aby woda po prostu na mnie leciała, nie myślałam o niczym - po prostu tego potrzebowałam.
Gdy wszystkiego się z siebie pozbyłam - byłam czysta i pachnąca, ubrałam swoją białą koszulę na ramiączkach. Jej krój był najprostszy z możliwych, a długością sięgała do kolan. Jedynie w okolicach biustu były jakieś złotawe zdobienia. W każdym razie, nie przykładałam do tego zbytniej uwagi.
Ubrałam się, rozczesałam mokre włosy i wracałam do pokoju obładowana swoimi rzeczami. 

Przekonana, że zaraz będę leżała w swoim wygodnym łóżku nie za bardzo patrzyłam przed siebie. Po prostu maszerowałam pilnując aby niczego po drodze nie zgubić. 
Do momentu, gdy nie wpadłam na coś twardego i nie odbiło mnie tak, że poleciałam z jękiem na tyłek. 
Podniosłam skrzywiona wzrok.
- Nic ci nie jest? - nade mną stał Lance. Zmarszczyłam czoło i rozejrzałam się. Drzwi do pokoju w pobliżu były otwarte. Czyżby tu mieszkał? Przed wyjazdem słyszałam stąd dziwne hałasy, do tego.. Na Wyrocznię. - Anastazja? Żyjesz? - pomachał mi przed twarzą na co się ocknęłam i wróciłam wzrokiem do niego.
- T-Tak.. Zagapiłam się.. - zaczęłam zbierać swoje rzeczy i podnosić się. Smok cały czas się na mnie patrzył, jakby mnie prześwietlał. Dreszcz przeszedł mi po kręgosłupie. 
Mieszkamy przez ścianę, to od niego dochodziły te dziwne hałasy. Zastanawia mnie, czy słyszał, jak wygłaszam monologi do jego brata siedząc w oknie? Nasłuchał by się niezbyt przyjemnych rzeczy.
- Lepiej uważaj i się połóż, słabo wyglądasz - zaczął mnie mijać. Przytaknęłam odruchowo głową i szybko uciekłam do pokoju.

Padłam twarzą w poduszkę i miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Za dużo smoka w mojej okolicy, zdecydowanie potrzebuję od niego odpoczynku. Oby Huang Hua nie miała żadnego nowego pomysłu na wspólne spędzanie czasu. 

Nie mam pojęcia kiedy zasnęłam. Spało mi się jednak przyjemnie i wygodnie. Nie miałam również żadnych snów, zwyczajna pustka i cisza. Nie zaryzykuje stwierdzeniem, że spałam jak dziecko, ponieważ tak właśnie było.
Obudziłam się dość wcześnie. Później niż zwykle, ale nie aż tak żebym biegiem musiała się zbierać. Na spokojnie wstałam, ubrałam się i zeszłam na śniadanie.

Karuto ciepło mnie przywitał, a nawet uścisnął. Zaraz potem zajęłam miejsce, a kucharz przyniósł mi talerz pełen dobroci. Bez gadania wzięłam się za jedzenie.
W trakcie mojego posiłku, na stołówce pojawili się również Chrome i Karenn. Dosiedli się abyśmy razem zjedli swoje pyszności. W międzyczasie trochę porozmawialiśmy. Wampirzyca wypytywała mnie o rejony, w których byłam, a także jak zniosłam podróż i towarzystwo smoka, na którego niedawno tak bardzo narzekałam. O ile w pierwszym temacie jej opowiedziałam co widziałam, i jak tam jest, tak drugi urwałam, że jakoś to się udało. Wilkołak za to pochłaniał talerz za talerzem i nas jedynie słuchał. Nie mówił zbyt wiele, a na moje pytanie o powód nagłego przerwania misji, ominął temat, mówiąc że dowiem się wszystkiego na nadchodzącym zebraniu. Nie naciskałam i w spokoju skończyłam swoje po czym dziękując im za towarzystwo, szybko się ulotniłam.

Mając jeszcze trochę czasu do zebrania postanowiłam się przejść. Nie chcąc się na nikogo natknąć wyszłam poza mury, i udałam się w kierunku urwiska. Fakt, ostatnim razem znalazł się tu również Lance, ale sądzę, że teraz ma ważniejsze rzeczy na głowie. 
Wygodnie położyłam się pośród bujnych traw, a nogi spuściłam w dół. Po prostu obserwowałam niebo, wyciszałam się. Nie chciałam myśleć o niczym, o nikim. Wystarczą mi skręty kiszek, które czuję na myśl o nadchodzącym spotkaniu. Skoro wezwali nas z tak daleka, w trybie natychmiastowym, to musi być to coś poważnego.

Poza murami spędziłam cały czas wolny, który miałam. Gdy nadszedł odpowiedni moment ruszyłam do Sali Obrad. Dotarłam trochę przedwcześnie - w pomieszczeniu była jedynie Huang Hua i Feng Zifu, gorzej być nie mogło. Przywitałam się dla zasady i  grzecznie zajęłam to samo miejsce, jak na ostatnim spotkaniu, w którym brałam udział. 
Niedługo po mnie do pomieszczenia przyszedł Nevra. Spojrzeliśmy na siebie wzajemnie, ale żadne się nie odezwało. Ja nie miałam najmniejszej ochoty, a on.. Cóż, jego powody mało mnie interesują, ale krzywił się jak dziecko zmuszone do zjedzenia brukselki. 
Podczas gdy wampir szeptał coś z fenghuang, dołączyła reszta członków Lśniącej Straży. Widok Jamona i Chrome'a poprawił mi nieco humor, ale tak szybko, jak poszedł on w górę tak i spadł z pojawieniem się smoka. Do tego siedział w bardzo nieprzyjemnym dla mnie miejscu. 
Po cholerę przylazłeś tak późno? I mało miejsca jest? Taaa.. Siwy usiadł niemal naprzeciw. 
Niezadowolona podparłam brodę na ręce i spojrzałam w stronę liderki. 
Z dwojga złego, ten widok będzie mniej irytujący. Przynajmniej na nią nie dostanę ataku paniki czy coś.. 

- No dobrze, skoro wszyscy już jesteście to przejdźmy od razu do konkretów - Huang Hua zajęła jako ostatnia swoje miejsce i przeleciała wzrokiem po wszystkich zebranych. - Na początek dziękuję, że tak szybko zareagowaliście, i przylecieliście niemal natychmiast. - Posłała delikatny uśmiech w stronę Lance'a na co ten jedynie kiwnął głową bez cienia grymasu na twarzy. Na mnie również zerknęła, ale postanowiłam póki co jedynie słuchać i się przyglądać. Poniekąd podobnie do swojego -ha tfu! - szefa. - Nie będę ukrywała, że chodzi o ciebie Anastazjo. - I teraz wszyscy gapili się na mnie, no pięknie. 
Przez presję otoczenia usiadłam prosto, przez co zobaczyłam na twarzy Feng Zifu jakby cień małego zadowolenia. 
- Coś zrobiłam o czym nie wiem? - rozejrzałam się krótko po zgromadzonych. Nevra znowu musiał zajadać się brukselką, ale odpowiedział na moje pytanie.
- Jeśli to ty porozrzucałaś te przedmioty po lesie to owszem - na stole położył kilka błyszczących przedmiotów. Już miałam się nieco podnieść by im przyjrzeć gdy wilkołak pstryknął jeden z nich palcem, a ten przyturlał się do mnie. Podziękowałam mu lekkim uśmiechem i wzięłam ową rzecz do ręki.
Krew jakby natychmiast przestała płynąć w moich żyłach. Właśnie miałam w dłoni łuskę po naboju. 
- Macie świadomość co to jest? - z przerażeniem spojrzałam na wampira, a następnie na Huang Hua.
- Poprosiliśmy Mathieu, aby nam to wytłumaczył - kobieta odpowiedziała z grymasem na twarzy. - Dlatego chcieliśmy żebyś wróciła. Jeśli to ma jakiś związek z anomaliami spowodowanymi waszym wejściem do kryształu, a zwłaszcza twoim, to powinnaś tu być.
- A dzięki raportowi złożonemu przez Lance'a, wiemy teraz o co może chodzić - głos znów zabrał jednooki dupek. Fenghuang przytaknęła.
- Jeśli u nas również powstała taka dziura pomiędzy światami, bo nie możemy tego nazwać pełnoprawnym portalem póki co, to możemy mieć problem.. 
- Dla ścisłości, to już mamy pewność - Huang Chu przerwała swojej siostrze. - Dzięki dostarczonej próbce wiemy, że to bardzo niestabilny portal. Może działa w jedną stronę, a może wcale. Mamy styczność z czymś czego do końca nie rozumiemy, i skorzystanie z niego wiąże się z ogromnym ryzykiem. 
- Nie chciałbym żeby nasze lasy nagle zalała fala.. Jak to ujęliście? - Chrome zerknął w papiery, które miał ze sobą. - Śmieci. Dobrze rozumiem? Tenpu zalewają ziemskie śmieci? - spojrzał na mnie.
Zaczęłam czuć się niezręcznie ponieważ razem z nim i reszta spojrzała w tę stronę.
- Tak mi to wyglądało. To były głównie elektroodpady, i to uszkodzone. Raczej nikt tego nie trzyma w domu, i to w takich ilościach. A macie broń, z której to wystrzelono? - teraz to ich miny zrobiły się nieciekawe, jak moja sekundy temu.
- Nie, znaleźliśmy tylko to - wilkołak wstrząsnął zmieszany swoim futrzanym uchem.
- To nieco dziwne. Pojedyncze łuski by tak po prostu sobie nie leżały. Musiały zostać wystrzelone.
- Był też ranny chowaniec - Ewelein zabrzmiała dość ponuro. - Żyje, ale z jego rany wyciągnęłam coś dziwnego.
- Pewnie pocisk.. - mruknęłam patrząc w dłonie, które nie słuchając mnie zaczęły wyginać wzajemnie swoje palce. - To znaczy, że albo broń dostała się do Eldaryi i jakiś ciekawy faery zrobił, co zrobił przypadkiem, albo.. - słowa nie były w stanie przejść mi przez gardło.
- Ciągle sprawdzamy, czy nikt nic nie wie, ale cisza na ten temat - Chrome zaczął się zaraz usprawiedliwiać. - Sądzę, że jakby ktoś to znalazł to byśmy wiedzieli. Chyba, że trafiło na Purrala.. 
Jego warczący ton nawet mnie nie zdziwił. Ten rudzielec jest specyficzny, i trzeba uważać w jego towarzystwie. Teraz martwi mnie jednak coś dużo gorszego.
- Co jeśli człowiek z bronią dostałby się do Eldaryi?- mój wzrok padł na Huang Hua. Jej mina mówiła wszystko, brała to pod uwagę.
- To by nie wróżyło nic dobrego. Straże wzmocniliśmy zaraz po znalezieniu tych.. Przedmiotów. Wasze informacje rzucają jednak na to trochę inne światło.
- Chwilę temu rozmawialiśmy i Straż Cienia ma stale przeszukiwać las - Nevra wymienił spojrzenia z Chromem.
- Chciałabym pomóc. Jeśli jest tam więcej ziemskich przedmiotów.. 
- Nie zabronię ci iść. Chciałabym również do tego zaangażować Mathieu - fenghuang zerknęła krótko na lidera Cienia.
- Jeśli pozwolisz Chrome, chciałbym jutro pójść od rana do lasu i osobiście zobaczyć co tam się dzieje - Oczywiście i ten musiał wtrącić swoje dwa grosze. Nie jesteś już szefem szpiegów, pogódź się z tym! - Domyślam się, że ty również chciałabyś tam iść, i to jak najprędzej - jego wzrok padł na mnie. Błagam nie. - Nie mam nic przeciwko jeśli chcesz mi towarzyszyć.
- Świetnie! - Huang Hua wyrwała się zanim zdążyłam zareagować. - W takim razie najpierw pójdzie wasza dwójka, a potem już daję wolną rękę. Jednak zaznaczam żeby wykorzystywać naszych dwoje ludzi i ich wiedzę, której my nie posiadamy.

Ze spotkania wyszłam bardzo niezadowolona. Zwyczajnie wściekła. Dość że nie mogłam zaprzeczyć pójścia na wycieczkę do lasu w towarzystwie skretyniałego wampira, to Huang Hua znów wyglądała na zachwyconą, że jestem postawiona pod ścianą i nie mam drogi ucieczki.
To kiedyś wybuchnie. Obiecuję.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne