piątek, 28 stycznia 2022

16. Aniołku

 Pojedyncze dźwięki wychodziły spod moich palców. Dotykałam klawiszy powoli i niepewnie. Musiałam przyswoić melodię, nauczyć się jej, poczuć..

Chani rzuciła mi wyzwanie i chcę mu podołać.

Zerknęłam na dziewczynę krótko. Drobna blondynka wpatrywała się we mnie z serdecznym uśmiechem. Nie odzywała się, siedziała grzecznie w fotelu i obserwowała. 
Początkowo miałyśmy się wspólnie uczyć, miała być tu cała nasza paczka. Niestety towarzystwo się wykruszyło, coś im wypadło i nie mogli przyjść. W efekcie zostałyśmy same.

Spotkałyśmy się wcześniej na mieście, zjadłyśmy obiad, a potem przyszłyśmy do mnie - a raczej do domu moich rodziców.
Dzięki zarobkom ojca nie mieliśmy na co narzekać, a więc i nasze miejsce zamieszkania było imponujące. 
Z opowieści wiem, że rodzice kupili go krótko po ślubie - podniszczony pałacyk na obrzeżach miasta. Wyremontowali go i wprowadzili się. 
Jest tu duży salon, słoneczna kuchnia, gabinet ojca i cztery sypialnie - dwie zajmuję ja i rodzice, a pozostałe były przeznaczone dla gości. Rzadko w nich ktoś bywał, praktycznie stały puste. 
Sama najbardziej cieszyłam się z jednego pomieszczenia. Bardzo ciężko było mi przekonać ojca do zaadaptowania go w ten sposób, ale mama mi trochę pomogła. O co chodzi? Swój pokój przeniosłam na poddasze. Nie podobało się to ojcu, nie pasowało mu to do jego wizerunku, ale sama go wyremontowałam i się wszystkim zajęłam. Dałam radę. Pewnie jesteście ciekawi po co to wszystko..
Potrzebowałam miejsca do ćwiczeń. Instrument w salonie służył raczej jako ozdoba do pochwalenia się znajomym, rodzicom przeszkadzało gdy dłuższy czas przy nim siedziałam. Wyciszyłam więc swój stary pokój odpowiednimi materiałami, nawet wymieniłam drzwi i zrobiłam sobie tam miejsce do ćwiczeń.
To był taki buntowniczy wiek, byłam pełna determinacji. Po szkole paprałam się w tym wszystkim, męczyłam. Ojciec przez cały tydzień chodził zdenerwowany na mnie i mamę, która mnie wspierała - nawet najęła jakiegoś pana, który sporo mi pomógł. Wtedy miałyśmy jeszcze całkiem niezły kontakt, później się coś popsuło.

Ostatecznie w domu było dwóch przedstawicieli mojego ukochanego instrumentu, co było sporym problemem. Na początku chciałam aby przenieść tu ten z salonu, ale ojciec próbował mi zrobić na złość i nie pozwalał na to. Jak to ujął - muszę się nauczyć, że nie wszystko w życiu idzie jak sobie wymarzę. Byłam tego świadoma, ale również bardzo zmotywowana. 
Niemal całe swoje kieszonkowe odkładałam przez miesiące. Nie będę wdawać się w szczegóły, jak to wyglądało, i tak w efekcie końcowym to dziadkowie sprezentowali mi na urodziny jakiś używany. Pokochałam ich przez to jeszcze bardziej. Moja samotnia była gotowa. 

W trakcie oficjalnych lekcji grałam z Filipem - nauczycielem, w salonie, tak samo było podczas nieobecności rodziców. Gdy jednak miałam kogo zirytować zamykałam się i odcinałam. 

Obecnie w pomieszczeniu prócz instrumentu znajduje się wygodna kanapa, jakiś mały stolik i dwa wygodne fotele, z czego jeden zajmowała moja przyjaciółka. 

Chani była niesamowicie podekscytowana widokiem, tego jak mieszkam. Duży ogród, i cały ten pełny przepychu dom. Mojej mamie w pewnym momencie zaczęło odbijać od pieniędzy, mi może kiedyś też, ale znakomitym hamulcem okazały się wizyty u dziadków. Dzięki nim zdecydowałam się na znalezienie pracy, a wkrótce wyniesienie się od rodziców.

- Dobra. To teraz zagraj to płynnie. Chcę usłyszeć efekt końcowy - dziewczyna stanęła  przy mnie uśmiechnięta od ucha do ucha. - Ta piosenka mi całkiem do ciebie pasuje, wiesz?
- Szczerze to pierwszy raz ją słyszę, ale podoba mi się - roześmiałam się zerkając na nią.
- Cieszę się, że poszerzam twoje horyzonty muzyczne - puściła oczko. - Inaczej skoczyłabyś na tym jednym miernym zespole, i całe życie miała zmarnowane.
Nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Dobra. Tylko niech pani nie będzie zbyt surowa. Dopiero się uczę - poprawiłam nuty i zaczęłam grać. Utwór był dość żywy, czasem się pomyliłam, ale Chani zdawała się na to nie zwracać uwagi. Zaczęła się bujać, a nawet śpiewać.  Starałam się nie dekoncentrować jej radością, ale słabo mi wychodziło.
Gdy skończyłam utwór blondynka dała mi szybko znak żebym zagrała jeszcze raz. Nie miałam serca jej odmówić. Piosenka mi się podobała, wpadła mi w ucho.
- Dziewczyno, musisz być tym, kogo będzie potrzebować najbliższy dzień!* -  niemal krzycząc tekst piosenki usiadła obok mnie i objęła ramieniem. Starałam jej się wtórować.
- Musisz dokonać wyboru, jeśli muzyka cię pochłania. I podnieś głos za każdym razem, gdy oni starają się ciebie uciszyć - wszystko brzmiało fatalnie. Dwie wariatki fałszujące w niebogłosy, i te mylące mi się co chwilę nuty.

Dobrze bawiłyśmy się jeszcze chwilę. Chani zaczęła wybierać jakieś znane hity, które grałam i razem śpiewałyśmy. A zdaje się, że miałyśmy zająć się nauką. Nieźle nam szło, nie ma co.

Chwile wspólnej radości przerwał niespodziewany gość w pomieszczeniu. Nie zdziwiła mnie jego mina, mój ojciec nigdy nie wyglądał na zadowolonego. 
Natychmiast przestałam grać, obie momentalnie się uspokoiłyśmy. 
Krótko przywitał moją towarzyszkę, tak dla formalności i zarządził żebym za nim poszła. 
Nie poprosił, po prostu rozkazał. Przeprosiłam dziewczynę i ruszyłam za nim.

Wylądowaliśmy w jego gabinecie, gdzie zaraz usiadł za biurkiem i wskazał na fotel naprzeciw. Nigdy nie lubiłam tego miejsca. Jest takie zimne i surowe, trochę jak on. 
- Stało się coś? - spojrzałam prosto na niego. Nie bałam się tego robić, ale nie czułam też się przy nim tak swobodnie, jak powinnam. To w jego obecności nabyłam tego nerwowego wykręcania palców. 
- Mama mi powiedziała, że masz zamiar jechać na weekend do.. - zawiesił się na chwilę, więc dokończyłam za niego.
- Do dziadków. Tak.  
- Nie możesz jechać - wypalił i podniósł się po czym stanął w oknie i patrzył na ogród. Miał tu doskonały widok na altankę, w której mama lubiła przesiadywać ze swoimi szurniętymi znajomymi i plotkować.
- Jak to nie mogę? Jestem już umówiona z dziadkiem, w zeszłym tygodniu też mi to uniemożliwiłeś - starałam się brzmieć spokojnie. 
- Będę miał ważnych gości. Możliwość podpisania korzystnej umowy - nawet na mnie nie zerknął.
- A co ja mam z tym wspólnego?
- Pan Kobayashi to bardzo rodzinny człowiek. Ceni te wartości i zwraca na nie uwagi nawet w biznesie.
- Czyli mamy zgrywać przed nim szczęśliwą rodzinkę - prychnęłam. - Nie ma mowy. Nie wezmę udziału w tym cyrku - zaczęłam się podnosić. Fotel delikatnie szurnął, gdy to zrobiłam. Wtedy ojciec spojrzał w moją stronę.
- Powiedziałem - warknął. - Pojedziesz za tydzień. Teraz masz zostać w domu.
- Tydzień temu mówiłeś to samo! - nie wytrzymałam. - Podobno miała przyjechać jakaś kuzynka mamy zza granicy, a nie przyjechał nikt! Cały weekend wciskaliście mi kit, że lada moment będzie! Nie jestem dzieckiem, a ty okłamuj sobie tego ryżojada sam z mamą! Mnie w to nie mieszaj! - ruszyłam do drzwi. Właśnie podpaliłam lont, a zaraz nastąpi eksplozja.
Trzy..
Dwa..
Jeden.. 
- Anastazja! - Mówiłam. Ledwo chwyciłam klamkę, a wydarł się. - Póki co mieszkasz pod moim dachem, a tu obowiązują pewne zasady! Nigdzie nie pojedziesz, czy ci się to podoba czy nie! - uderzył ręką w biurko na co lekko podskoczyłam. - Marsz do siebie! I nie sprowadzaj tutaj więcej takich dziwadeł! Znajdź sobie w końcu porządnych znajomych!
- Powiedział ten, który sam nie jest normalny!  - odbiłam piłeczkę i uciekłam trzaskając drzwiami. 

Do Chani wróciłam roztrzęsiona. Zawsze tak było po kłótni z ojcem, a ostatnio one się zdecydowanie nasiliły. Nie rozumiałam dlaczego, nie robiłam nic bardziej specjalnego niż zwykle. 

Dziewczyna starała się mnie pocieszyć, przytuliła mnie i głaskała po głowie, ale nie dawało to zbyt wiele. Jedyną osobą, która potrafiła zabrać ze mnie całe nerwy, był mój dziadek. Niestety był w tej chwili daleko. 
Tak bardzo marzyłam kiedyś aby przenieśli się bliżej. Nie patrzyli na to przychylnie, jak to mówią - starych drzew się nie przesadza. 

Delikatnie się uspokajając przeprosiłam przyjaciółkę, mówiąc że chcę zostać sama. Nie naciskała, doskonale rozumiała. Nie raz żaliłam się, że nie jest u mnie kolorowo, jak się wydaje. Jedynie poprosiła żebym zadzwoniła i powiedziała, że już lepiej albo jakbym potrzebowała się wygadać i nie miała komu. Uścisnęłam ja mocno i odprowadziłam do drzwi. 
Znów zostałam sama. 

Musiałam zadzwonić do dziadka i przeprosić, że w tym tygodniu znowu mnie nie będzie. Nie przyszło mi to łatwo. Z każdym słowem czułam, jak pod moimi powiekami zbierają się łzy.
Nie jestem już dzieckiem, ale prawda jest taka, że póki stąd nie ucieknę tak to będzie wyglądało. A ucieczka stąd też nie jest łatwa..
- Spokojnie Aniołku, w końcu i tak się spotkamy - brzmiał głos mężczyzny w słuchawce. - Moja niespodzianka nie ma terminu ważności. Możemy ci ją z babcią zaprezentować w każdej chwili. Nie ma co się kłócić z ojcem.
- Powinien w końcu dać mi spokój. Jestem w stanie podejmować samodzielnie decyzje, a mam wrażenie, że im starsza jestem tym większy ma z tym problem..
- Gdybym to ja był na jego miejscu, pewnie chodziłoby o strach, że kiedyś wyfruniesz mi z gniazda, ale tu niestety winą jest nasza relacja - westchnął ciężko. - Będę musiał ci wszystko opowiedzieć ze szczegółami. Jesteś silną dziewczyną, wytrzymasz, a potem może być tylko lepiej. Zobaczymy się za tydzień.. 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne