wtorek, 11 stycznia 2022

11. Wracajcie

 Środek lasu, a w nim ja, Nemora i Lance. Wyobraźcie sobie, jak przyjemnie i swobodnie się czuję w tak doborowym towarzystwie. Prawda, nie bardzo. Dlaczego więc w nim przebywam? 

Jedynym tego powodem, jest nasza misja. Od badania przedmiotów przetrzymywanych pod kluczem przez ratusz, minęły trzy dni. W tym czasie cała nasza grupa miała co robić. Wymieniliśmy się zdobytymi informacjami, a także szukaliśmy nowych.

Mieszkańcy Tenpu wskazywali nam miejsca, w których znajdowali przedmioty z Ziemi, a także zdarzyło się, że jakieś dzieciaki znalazły robo-zabawkę i przestraszeni rodzice ją do nas przynieśli.

Przez to wszystko Lance podjął decyzję o przeszukiwaniu lasu, ponieważ to on był źródłem wszystkich tych przedmiotów. Niestety w miejscach, wskazanych przez cywili, nie było nic co by tłumaczyło ich pojawienie się. Tak, więc oto już drugi dzień z rzędu przeszukujemy wszelkie krzaki i dziury w ziemi.

Wczoraj moim towarzyszem był Berius i Gorlas, a dziś mam zaszczyt w towarzystwa dwóch najsympatyczniejszych osób, jakie w swoim życiu spotkałam. Mam nadzieję, że czujecie ten sarkazm.. 
Niestety nasz nieśmiałek złapał jakiegoś paskudnego wirusa i musiał dziś zostać z Idalią, w naszym tymczasowym lokum. Jeśli chodzi o Beriusa, to Lance przydzielił mu Torina i działali we dwójkę. Mruczał coś przy tym, że ma on na mnie zły wpływ, ale nie rozumiem dlaczego.
Codziennie grzecznie wstawałam, wykonywałam swoje obowiązki, a gdy smok miał czas, ćwiczyliśmy. 
Owszem, zdarzały się nieporozumienia, ale to nie ja tu byłam ich uczestnikiem, czy winowajcą. Najczęściej denerwowała go nasza wesoła grupka. 

Po ostatniej niespodziance z górskim jacuzzi, nasz dowódca miał jeszcze kilka momentów, aby ich rugać. Czas pomiędzy zadaniami lubił zajmować im Martin. Dało się go poznać jako bardzo wesołego, i rozrywkowego faery. Donosił wino, piwo, różne posiłki z karczmy przyjaciela, a nawet przyprowadził grajka. Z lokalu impreza przeniosła się do nas. 
Wyobraźcie sobie minę Lance'a. 
Wróciliśmy z treningu. Obje wykończeni i spoceni, ponieważ zostawiliśmy temat moich mocy i skupiliśmy się na kondycji. Zdarzało się, że czasem mi dłonie zamigotały, ale wiedziałam, że muszę umieć obronić się również bez używania magii. Poza tym, gdy ostatnio sama je próbowałam przywołać zasnęłam, a tym przyjemnym ciepłem okazał się koc na moich ramionach, który ktoś położył. Nie wdawałam się w zbędne dyskusje, czy rozmowy. Po prostu słuchałam i robiłam swoje. Obsydiańczyk również stał się jakby łagodniejszy, chociaż nie mogę powiedzieć, iż całkowicie. Gdy widział moje obijanie, albo zwyczajną niechęć rzucał głupimi tekstami, krytykował, czy delikatnie uniósł głos aby mnie zmotywować. 
I ja i on, wiemy dobrze, że zardzewiałam w krysztale i bardzo mi to potrzebne. Nie będę jednak ukrywała, że jestem wykończona. Codziennie wstaję o świcie i kładę się bardzo późno, a to zdecydowanie za mało snu, po tak intensywnych działaniach. 
Tego dnia kumulacja tych wszystkich braków w odpoczynku wystarczająco dała mi się we znaki. Zwyczajnie nie miałam siły trzymać swojego ostrza - Atarangi, w dłoniach, co denerwowało mojego trenera. Widziałam, jak bardzo niechętnie to zrobił, ale szybciej zakończyliśmy. 
Zastanawiacie się pewnie, czym więc on był tak zmęczony.
Ciężko mi to przyznać, ale jest tak zwyczajny, jak każdy. Dla niego również ostatni czas był intensywny, a do tego dało się go w środku nocy przyłapać jak siedzi przy świeczce i wypisuje raporty. Sam, więc też za wiele nie sypiał.

Widząc dobrą zabawę i roześmianych podwładnych, wybuchł i skarcił ich tak głośno, że serce podskoczyło mi do gardła. Rozumiałam go doskonale, sama chciałam odpocząć, a zdecydowanie nie przypłynęliśmy tu taki kawał drogi, aby się dobrze bawić. 
Obyło się bez mdlenia i tracenia rozumu, ale zdenerwowałam się i zrobiło mi słabo. Ostatkiem sił wtedy uciekłam do środka i skuliłam się gdzieś w kącie nucąc coś pod nosem, byle tylko strach nie przejmował nade mną kontroli. 
Z tego właśnie powodu, za dnia, gdy tylko nie musiałam spędzać czasu z Lancem, wdawałam się w pogawędkę z Beriusem. Nie były to długie rozmowy, zdecydowanie wolał szaleć z resztą towarzystwa, a ja trochę odpocząć skoro miałam to pięć minut. Chłopak był jednak bardzo zabawny, i czasem zdarzyło mi się zaśmiać. Czyżby to nie przeszkadzało naszemu liderowi? Nie mam pojęcia.

Bez zbędnych dyskusji szłam za nim i Nemorą, której stosunek do mnie nie zmienił się. Jasnowłosa dalej patrzyła na mnie z niechęcią, a jeśli cokolwiek mówiłam wywracała oczami. Ma ze mną problem, to trudno. Nie zależy mi na jej przyjaźni. 
W czasie, gdy my przedzieraliśmy się przez kolejne krzaki, pozostała dwójka sprawdzała inną część lasu. 
Nie było sensu abyśmy szli jeden za drugim, więc szliśmy po swoich bokach w odpowiednich odległościach. Tak miało być szybciej, ale nie powiem, że efektowniej. 
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a my ciągle byliśmy z niczym. Dobra, może nie do końca, ponieważ znalazłam odtwarzacz MP3 w opłakanym stanie, ale to ciągle nie było to czego szukaliśmy.

- Skąd biorą się te wszystkie śmieci, skoro nic wyjątkowego tutaj nie ma? - z lewej strony usłyszałam głos naszej towarzyszki, której widocznie zaczęły ciążyć nasze działania. Dziewczyna jest ze Straży Cienia, więc pewnie często ma jakieś nudne misje wywiadowcze, a ma problem ze spacerkiem po lesie. Hej, czasem trzeba się też dotlenić!
- Może jednak nie takie całkiem, nic.. - po prawej odezwał się Lance. Nie spodziewałam się jego odpowiedzi, ponieważ całą drogę gdy Nemorze, a nawet mnie zdarzało się trochę ponarzekać, on nie powiedział słowa. Wydał instrukcje i parł przed siebie, a teraz był najgłębiej z nas. - Anastazja, chodź tutaj..  - pomiędzy drzewami widziałam, jak machnął dłonią i ruszyłam w jego stronę. Stał przy ogromnych suchym drzewie i przyglądał mu się uważnie.
- O co chodzi? - stanęłam obok, a smok kiwnął głową bym za nim szła. Obeszliśmy wielki pień, a naszym oczom ukazała się ogromna dziura w nim, być może naturalny twór albo efekt jakiegoś zjawiska pogodowego. Nie to było teraz najważniejsze. 
Dopasowany do kształtu jamy, jasny i nieco iskrzący portal. Tak po prostu w lesie, przed naszymi oczami. Mnie nie ma się co dziwić, widzę go pierwszy raz na oczy, ale Lance.. 
Stał obok, i wyglądał na tak samo zaskoczonego jak ja. Dodatkowo po drugiej stronie coś było. 
Powoli się zbliżyłam i spróbowałam przyjrzeć. Widziałam drzewa. Pytanie brzmi, czy są to tutejsze, a może..
- Myślisz, że można by przez niego..? - moja dłoń powoli zbliżyła się do świecącej łuny. Smok wtedy się ocknął i złapał mnie w nadgarstku. 
- Nie dotykaj - jego uścisk był dość mocny, ale jak tylko mój wzrok padł na twarz jasnowłosego zabrał dłoń. - Musimy go zbadać i zabezpieczyć. To nie jest dobry pomysł, ab któreś z nas próbowało przez niego przejść.. 

Westchnęłam jedynie ciężko i odsunęłam mu się z drogi. Miał rację. To nie był mądry pomysł, ale równocześnie tak bardzo kusiło. Przejście przez portal, powrót na Ziemię, do miejsca , w którym się urodziłam. Czy ponownie zobaczyłabym dziadka, babcię? Co z rodzicami? Jak oni wszyscy sobie radzą? 
Wszyscy o mnie zapomnieli, ale sami na zawsze pozostaną w mojej pamięci i sercu. 
Jak byś sobie poradziła z takim powrotem Anastazjo? Nie dałabyś rady, jesteś za słaba. 

Zrugałam sama siebie, i szybko starłam przecinającą mój polik pojedynczą łzę. W tym czasie dołączyła do nas Nemora, i wraz z Lancem przyglądała się tworowi w drzewie. Podeszłam nieco bliżej aby słyszeć ich rozmowę. 
- To wygląda, jak portal, ale wcale nie musi nim być - odezwał się jasno włosy i wyciągał coś zza pasa. - Musimy wziąć próbki i zabrać do Kwatery. Dopiero tam będziemy mogli je zbadać.
- Po co tyle czekać?- dziewczyna zerknęła na mnie kątem oka. - An już raz przeniosła się ze świata do świata. Do tego to nasza wybranka Wyroczni - w jej głosie nie dało się nie słyszeć kpiny, z jaką to mówiła. - Niech w to wejdzie i się okaże. W końcu żadna strata - odsunęła się i puściła mi oczko. Lance westchnął ciężko na jej słowa.
- Nikt nie będzie przez to próbował przechodzić. I skończ już z tym czepianiem się Anastazji, lepiej zajmij się obowiązkami - z pochwy wyjął dziwny, mały sztylet, którego ostrze jarzyło się niebieskim blaskiem.
- Tak, tak.. Już się zamykam - mruknęła niezadowolona. - Ale, jak jesteś taki milusi to niech ci nowa pupilka pomaga. - Usiadła na ziemi w cieniu sąsiedniego drzewa i opierając się o nie zwyczajnie zamknęła oczy. Ta to ma tupet. 
Smok jednak nie dał się sprowokować i zerknął w moją stronę. Nic nie mówiąc stanęłam obok. Nie musiał mnie prosić ani zmuszać, sama chciałam wiedzieć co ma zamiar robić. 
- Domyślam się, że nigdy nie miałaś styczności z nożem powietrznym - poruszył dłonią w, której trzymał owe ostrze. Mogłam jedynie przytaknąć. - Jest on naładowany maaną, stąd ta poświata. Dzięki temu jest niezwykle ostry, i używany do cięcia rzeczy niematerialnych.
- Jak ten portal? - wtrąciłam cicho, i znów zerknęłam na dziurę. Strasznie ciężko było mi ignorować obrazy, które w niej widziałam. 
- Dokładnie. Chcesz spróbować? - wystawił go w moją stronę. - Mogę cię poinstruować. To całkiem ciekawe uczucie, gdy tniesz coś co nie stawia żadnego oporu. - Na jego twarzy pojawił się ledwo widoczny uśmieszek, a mi dreszcz przeszedł po plecach. 
- Może lepiej nie.. - pokręciłam głową. - Wolałabym nie zrobić czegoś źle. Poprzyglądam się.
Wpatrywał się we mnie moment, przez co czułam się strasznie niezręcznie, ale nic nie powiedział i zamiast noża podał mi fiolkę.
- Odetnę kawałek. Ostrożnie złap go do niej. I nie dotknij przypadkiem portalu.
Przytaknęłam głową i byłam w gotowości. 
W tym czasie Lance zaczął powoli ciąć brzegi naszego tworu, jednocześnie nie dotykając bezpośrednio jego tafli. Jego ruchy były powolne i bardzo delikatne, a twarz skupiona. 
Wpatrywał się w iskrzącą delikatnie maanę, a ta odbijała się w jego niebieskich oczach. Muszę przyznać, że wyglądało to bardzo interesująco. Jego oczy zazwyczaj zimne i tajemnicze nabrały pięknego blasku. Wyglądały, jak u zupełnie innej osoby, niż ta którą znałam i miałam przed sobą. 

Co ty wyprawiasz Anastazja! Skup się głupia! 
Wpatrujesz się niego, jak idiotka, a za chwilę będziesz na niego narzekała. Nie zapominaj, kto to jest i co Ci zrobił!

Racja. Musiałam się skupić. Odwróciłam wzrok od smoka i obserwowałam ostrze. Powoli języczek odcięty od portalu zaczął zwisać, więc podsunęłam trzymaną fiolkę i złapałam go do środka. Lance wtedy się lekko odsunął i schował nożyk do pochwy.
- Mamy wszystko - zerknął na mnie, a ja zamknęłam naczynko i mu podałam. 
- Będziemy go jakoś zabezpieczać? 
- Chyba powinniśmy, ale najpierw trzeba poinformować Huang Hua - pochował wszystko i spojrzał na Nemorę. - My się tym zajmiemy, a ty tutaj zaczekaj. 
Dziewczyna wyczuwając, że o niej mowa otworzyła oczy i na nas spojrzała. 
- A idźcie. Dobrze mi się tu leży - wzruszyła ramionami i na nowo opuściła powieki. 
- Nie śpij, tylko pilnuj - mruknął mijając ją. 
Nic już nie odpowiedziała, a nasza dwójka opuszczała las. 

Szliśmy w ciszy. Ja, Lance oraz Torin z Beriusem, których złapaliśmy po drodze. Smok streścił im krótko co znaleźliśmy w lesie, ale nie miał więcej odpowiedzi. Zrozumieli to i nie wypytywali. Też chodzili cały dzień na nogach, i musieli być zmęczeni. 

Do naszej siedziby dotarliśmy, gdy już było szaro. Ledwo przekroczyliśmy próg drzwi, a Idalia podbiegła do nas z listem w ręku. 
- Dobrze, że jesteście. Huang Hua przysłała to do ciebie - wystawiła dłoń do Lance'a. - Chowaniec dotarł zaraz po waszym wyjściu. Jak widzisz od razu jest napisane do kogo, więc nie otwieraliśmy. 
Obsydiańczyk tylko przytaknął głową i usiadł na kanapie. Nie czekając dłużej wziął się za czytanie, a wszyscy patrzyli w jego stronę. 
- Wygląda na to, że będziemy musieli się rozdzielić - westchnął po dłuższej chwili i spojrzał po nas wszystkich. 
- Coś się stało?- Berius usiadł obok niego, i chciał przejąć kartkę, ale ta mu szybko uciekła. 
- Chcą żebyśmy wracali. Zwłaszcza ty.. - jego jasne tęczówki zwróciły się na mnie. Znowu te cholerne oczy. 
Nieprzyjemny dreszcz przeszedł mi po plecach. 
- Jakieś kłopoty w Kwaterze? - usiadłam na jednym z taborecików.
- Sprawa jest pilna, ale szczegółów dowiemy się na miejscu - list spłonął w jego dłoni niebieskim płomieniem, a siedzący obok brunet jęknął niezadowolony. - Chcą żebyśmy wracali wszyscy, ale nie powinniśmy. Ktoś musi zostać na miejscu, po tym co znaleźliśmy. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne