sobota, 3 czerwca 2023

39. Konflikt

 - Przykro mi Anastazjo, ale muszą być jakieś zasady. Ostatnio tylko cie uprzedziłam, ale tym razem muszę dać ci oficjalne upomnienie. Następnym razem możesz zostać zawieszona, jako członkini Straży - ton Huang Hua był oficjalny i chłodny, ale po jej minie widziałam, że nie jest szczęśliwa z tego powodu. To nie jest najlepszy moment, żeby tracić ludzi, a zwłaszcza takich, których wiedza może się przydać. 

Niestety nie miała wyboru. 
Dlaczego?
To proste. Podpadłam gwiazdeczce. 
Zacznijmy jednak od początku.. 

Minęło kilka dni od pokazu, jaki dałam z Ester w trakcie tego felernego posiłku. Niestety gdy miałam nadzieję, że nigdy więcej się nie zobaczymy, ona stanęła na mojej drodze. Może nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie jej wyraźne danie mi do zrozumienia, jakie ma plany względem straży. 
Nevra wyjeżdżał, ale przecież została cała masa strażników, którymi się mogła bawić do woli. Przynajmniej w jej opinii tak to wyglądało. Ja miałam małe wątpliwości, czy aby na pewno każdy mógł być na jej skinienie palcem.
I dokładnie w takim, nieprzyjemnym tonie zakończyła się nasza ostatnia rozmowa.
Na koniec dodała coś w stylu - jeszcze zobaczysz, jak to jest czuć mój oddech na karku. W tamtej chwili kompletnie nie rozumiałam o co jej chodziło, ani co mogła mieć na myśli. Byłam jedynie pewna, że zostanie tu na dużo dłużej niż kilka męczących dni.
O tym, jak dotkliwy będzie ten czas przekonałam się już następnego poranka. 

Z samego rana usłyszałam ciche puknięcie w swoje drzwi, a zanim zdążyłam podejść i je otworzyć w szczelinie przy podłodze została wsunięta kartka z planem ćwiczeń na najbliższe dni. Nieobecność Nevry najwyraźniej trochę zaburzyła plany szefów straży. Trening, który od rana powinien prowadzić Lance, przejął Jamon. Następnego dnia zamiast Huang Chu, wpisana była Koori, a jeszcze w kolejnym Karenn zamiast Chrome'a. Zupełnie jakby się wymieniali. Czy mi to przeszkadzało? Nie bardzo. Grunt, że było co robić, a towarzystwo nie należało do tego strasznego. 
W teorii.. 

Wszystko, od śniadania do rozpoczęcia treningu przebiegało prawidłowo. Za radą smoka, Jamon postanowił zrobić nam dzień sparingów i poprosił kilku strażników, których znałam głównie z twarzy, o pomoc. Był również Mathieu, czy chociażby dawno nie widziany przeze mnie Gorlas, ale to tyle. 
Można by powiedzieć, że pierwsza godzina minęła bajecznie. Wymienialiśmy się co chwilę partnerami, a brzdęk ścierającej się broni roznosił się po okolicy. 
Do czasu.. 

W pewnym momencie do naszych uszu dotarł, jakże irytujący, piskliwy głosik Ester, która przyszła z koszykiem wypełnionym czymś po brzegi i z szerokim uśmiechem na twarzy podeszła do naszej grupy. Jak łatwo się domyślić, to byłby koniec zajęć na ten dzień. Wszyscy ją oblegli, zaczęli się przymilać, podczas gdy ona rozdawała jakieś ciasteczka i błądziła wzrokiem wśród zebranych. 
Mogłam się jedynie przyglądać temu teatrzykowi i jedynie liczyć, że jeszcze wrócimy do ćwiczeń. Moje nadzieje okazały się jednak złudzeniami. Nasz czas minął, a przede mną były inne obowiązki.

Nie spodziewałam się jednak, że wracając ze spotkania z Leiftanem zostanę przez Chroma zaprowadzona do Huang Hua i usłyszę takie bzdury. 
Jakie? 

Nasza szanowna Ester, zgłosiła bowiem, że zniszczyłam jej jakąś sukienkę. Ja miałam zniszczyć jej sukienkę. Czy ktoś w to w ogóle mógł uwierzyć?  Jak się okazuje - mógł.
Nie wiem, jaką scenę im zafundowała, ale straż naprawdę w to uwierzyła.
Według słów śpiewaczki, kreacja miała zostać w łazience, ponieważ jej zapomniała, czy coś takiego. Gdy po nią wróciła, drzwi były zablokowane, a podejmując się kolejnej próby widziała, jak z niej wychodzę. W pokoju zorientowała się, że tkanina została brutalnie pocięta i nic nie da się z tym zrobić. 
Czy byłam w łazience? No oczywiście! Po sparingach musiałam wziąć prysznic, bo śmierdziałam. Nie zauważyłam jednak zostawionej tam żadnej sukienki, czy chociażby innego kawałka materiału, który mógłby czymś być. Nie widziałam również Ester na korytarzu, a byłam w pokoju odłożyć swoje rzeczy, po czym udałam się na stołówkę. Tam coś zjadłam, a następnie pobiegłam do Leiftana. Czy tutaj natknęłam się na cokolwiek związanego z nią? Nie. Jedynie Fabian jadł w towarzystwie kilku strażników i żywo dyskutowali. Nic więcej. 

Czy im to powiedziałam?
Tak. Nie pozwolę sobie żeby ktoś oskarżał mnie o totalne brednie, i żebym nie mogła się z tego w żaden sposób wybronić.

Niestety potwierdzenie moich słów, a więc porozmawianie z Leiftanem czy Karuto zajęło im ponad trzy godziny. A ja ten czas musiałam spędzić zamknięta w swoim pokoju, żebym się przypadkiem nie spotkała z Ester. Myślałam, że wybuchnę. 
Gdy w końcu im się udało, przyszedł do mnie Chrome i ze zbolałą miną przeprosił za wszystko. Nie miałabym nikomu nic za złe, gdyby nie fakt, że reszta dnia mi uciekła.

Chciałam trochę się uspokoić i dotlenić świeżym powietrzem, więc po zachodzie słońca opuściłam swój pokój i udałam w stronę ogrodów. 
Z Dafne u mojego boku przemierzyłam je wzdłuż i wszerz, aby na chwilę udać się na równinę. Tam młoda Minaloo miała dużo przestrzeni żeby się wybiegać, i trochę wymęczyć. Siedząc pod jednym z drzew obserwowałam ją, i pozostawałam czujna. W końcu, wolałabym nie natknąć się na zdziczałego chowańca. 
Na nasze szczęście nic takiego nie miało miejsca, i po niecałej godzinie udałyśmy się w stronę Kwatery. 

Niebo było pięknie przejrzyste, a tysiące gwiazd towarzyszyły naszemu spacerowi. Księżyc w pełni świecił tak intensywnie, że żadna lampa nie wydawała się w tej chwili potrzebna. Było po prostu pięknie. 
Uśmiech sam wkradał się na ustaw, aw obliczu takiej atmosfery. 
Po całym dniu, wrzuciłam na luz i czułam się zrelaksowana. 

Niestety powinnam była wiedzieć, że nic nie trwa wiecznie. Zwłaszcza w moim przypadku. W końcu byłam istnym magnesem na nieprzyjemności. 

Przechodząc w pobliżu Stuletniej Wiśni usłyszałam śmiech ukochanej Ester, a zaraz po nim głos osoby, której bym się nie spodziewała. 
Spoglądając w tamtą stronę dostrzegłam Lance'a w towarzystwie śpiewaczki. Stali naprzeciwko siebie, a bokiem do mnie. Ona uśmiechnięta od ucha do ucha, on nieco bardziej stonowany. Dziewczyna była tak blisko niego, że miałam wrażenie, że zaraz na niego wlezie.

Jakby poza moją kontrolą, moja twarz wykrzywiła się w grymasie. Nie wiem czy to na jej widok, a może na całokształt. W każdym razie nie chciałam mieć tego obrazka dłużej przed oczami i zaczęłam odchodzić. 
Niestety dałam się przyłapać przez błękitne tęczówki smoka, który zerknął w moją stronę. Wysiliłam się więc na delikatny uśmiech i tylko przyśpieszyłam kroku. Niemal w ekspresowym tempie znalazłam się w swoim pokoju.

Wtulając się poduszkę nie mogłam wyrzucić tego widoku ze swoich myśli. Chociaż bardzo chciałam, i nie rozumiałam czemu, aż tak mnie to zdenerwowało w jakiś sposób. 

Gdy nastał nowy dzień łudziłam się, że będzie w porządku. Była piękna pogoda, świetnie mi się spało, a do tego od rana miałam pomóc Purriry w jej pracowni. Może jej towarzystwo będzie nieco upierdliwe, ale porządkowanie beli materiałów gdzieś z dala od wszelkich kontaktów wydawało się w obecnej sytuacji zbawienne. 

Cały dobry nastrój jednak zniknął wraz z przekroczeniem progu stołówki. 

Wzrok wszystkich skierował się w moją stronę, a szepty mimo, że były niezrozumiałe, świetnie wpadały w ucho w tak dużej ilości. 
Coś bardzo było nie w porządku. 

Starając ignorować się otoczenie zajęłam wolne miejsce gdzieś z boku i pomachałam do Karuto. Kucharz uśmiechnął się lekko w moją stronę, a po chwili przyniósł talerz pełen dobroci. Zdawałam się w tym całkowicie na niego, dzięki czemu codziennie serwował mi coś innego. Zdarzyło się, że miałam okazję testować jego nowe przepisy. Tym razem było podobnie. 
- Mam nadzieję, że ci zasmakuje - posłał mi uśmiech stawiając przede mną jedzenie. 
- Na pewno będzie wyborne, jak zawsze - od razu wzięłam się za jedzenie. Nie mogłam jednak wytrzymać i zatrzymałam kucharza, zadając mu pytanie, które mnie dręczyło od wejścia. - Wiesz może o co im wszystkim chodzi? Mam coś na twarzy, czy o czymś nie wiem? 
Na moje słowa kopytny się skrzywił i jakby posmutniał. 
- Niestety nie ze mną będziesz musiała o tym porozmawiać - pokręcił głową unikając mojego spojrzenia. - Wczoraj Huang Hua wypytywała, czy na pewno jadłaś tu obiad, i z nikim się nie wdawałaś w dyskusje. Była ciekawa, jak się zachowywałaś i tak dalej.. - westchnął cicho. - A dzisiaj, jakieś piętnaście minut zanim przyszłaś, prosiła żebym wysłał cię do niej, jak tylko zjesz. Będąc szczerym, to nie wyglądała na zadowoloną.
- Nie mówiła o co chodzi? Myślałam, że wczoraj jej wszystko wyjaśniłam - spojrzałam na niego, ale nie mogłam wyczytać żadnej odpowiedzi. Wyglądał jakby nie chciał o tym rozmawiać. 
Z kłopotu wybawił go niemal okrzyk, który usłyszałam ze stołu znajdującego się za moimi plecami. 
- Naprawdę Ana pobiła Ester?! - Była to Yugito, bliska znajoma Nevry. Najwyraźniej dopiero dołączyła do swoich znajomych, które zaczęły ją uciszać, gdy tylko zerknęłam w ich stronę. 
- Co tu się dzieje, do diabła? - wbiłam spojrzenie w Karuto. - Błagam wytłumacz mi, dlaczego wszyscy myślą, że pobiłam tą gwiazdkę? 

Satyr przejechał kilka razy dłonią po brodzie, uważnie mi się przyglądając, po czym usiadł i zaczął mówić. 
Sens jego słów jednak tak bardzo mi uciekał, a zarazem podnosił ciśnienie, że nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić. 

- Jakim cudem wszyscy znają szczegóły naszej sprzeczki z tej felernej kolacji? I skąd pomysł, że zniszczyłam jakąś kieckę, a potem ją pobiłam w ogrodzie?! Przecież to niedorzeczne! - nie powstrzymałam się. Zwyczajnie uniosłam głos, co przywołało tylko kolejną falę ciekawskich spojrzeń. 
Mój towarzysz położył swoją dłoń na mojej i próbował mnie uspokoić. 
- Przykro mi. Ciężko mi w to wszystko uwierzyć, i nie chciałem nic mówić. Wygląda jednak na to, że inaczej z pozostałymi. 
- Przecież też mogłabym zacząć rozpowiadać, że uwzięła się na mnie. Miałyśmy nieprzyjemną sprzeczkę, ostatnio rozmowę i groziła, że wszyscy się ode mnie odwrócą, a moja gwiazda zgaśnie. I są to dokładne słowa, jakimi mnie ostatnio poczęstowała - mruknęłam. - Czy to robię? Nie. Czy to prawda? Owszem. I nie chcesz wiedzieć, jakie spojrzenie jej towarzyszyło. 
- Brzmi to wszystko niewiarygodnie. Nie chce cię martwić, ale jest podobno bardzo wiarygodny świadek na wieczorne wydarzenia. Nie znam szczegółów, ale takie plotki roznoszą się od samego rana.. 

Nie wytrzymałam. Podziękowałam kucharzowi za posiłek, który mimo wspaniałego smaku w większości został na swoim miejscu i niemal biegiem udałam się do Huang Hua. 
Zatrzymałam się dopiero pod drzwiami od Sali Obrad i złapałam kilka spokojnych oddechów.
Zapukałam delikatnie, a następnie zajrzałam do środka. Kobieta była sama w pomieszczeniu i zaprosiła mnie gestem dłoni. 
Z ogromnym kamieniem na sercu stanęłam przy niej.
- Podobno znowu coś przeskrobałam - spojrzałam na nią, mając nadzieję, że to jedynie jakiś koszmar i zaraz się obudzę. Zaczęłam się nawet szczypać po przedramieniu, ale przebudzenie nie nadchodziło. 
Zamiast tego fenghuang  pomasowała się po skroni wbijając we mnie spojrzenie. 
- Wiem, że wczorajsze oskarżenie z sukienką było nieporozumieniem. Nie było przeciwko tobie żadnych dowodów, i nie miałaś powodów aby tak jej dokuczać. Niestety dzisiaj sytuacja się zmieniła, i muszę przyznać, że naprawdę się na tobie zawiodłam. Nie sądziłam, że będziesz zdolna do takich czynów. 
- Masz na myśli te kretyńskie plotki, które przekazał mi przed chwilą Karuto? - założyłam ręce na piersi, uważnie ją przy tym obserwując. 
- Możesz je nazywać kretyńskimi, ale nie wywiniesz się od konsekwencji - jej wyraz twarzy stał się surowy, wręcz nieco wrogi. - Ester jest naprawdę pobita. Ma siniaki na rękach, a nawet twarzy. Nie pałacie do siebie sympatią, a jej wczorajsze oskarżenia mogły na ciebie wpłynąć, i to rozumiem. Nie jestem jednak w stanie pojąć, jak mogłaś ją zaatakować wczoraj w nocy. 
- Ja ją zaatakowałam? Powinnaś wiedzieć, że jestem ostatnią osobą, która mogłaby zrobić coś takiego. - Jej słowa mnie zabolały. Oddaliłyśmy się od siebie, dawno to zauważyłam, ale nie sądziłam, że aż tak we mnie zwątpi któregoś dnia. 
- A Lance? Byłaś wściekła gdy się dowiedziałaś, że pracuje dla nas.
- Jak możesz porównywać te dwie sytuacje? - uniosłam nieco głos. - Sprawa z Lancem ma zupełnie inny wydźwięk. Przeszłości nie da się po prostu wymazać, a dodatkowo dla mnie odczucie tego czasu ciągle jest inne niż dla was wszystkich. I nie próbuj udawać, że nie wiesz, bo na pewno masz świadomość o moich atakach, które miały miejsce jeszcze nie tak dawno temu. 
- Owszem, ale.. - zaczęła, ale nie dałam jej dokończyć. Nie pozwolę na to.
- To są zupełnie inne tematy, i nikt nie ma prawa ich porównywać. On od początku pokazuje mi się z dobrej strony, nie ważne jak absurdalnie to brzmi, a ją odkąd poznałam, tak iskrzy między nami. I to nie w sposób podobny do iskier między tobą a Ewelein - wypowiadałam wszystkie te słowa niemal na jednym wdechu. Mina Huang Hua przechodziła wtenczas przez różne emocje, by przybrać kompletną obojętność na koniec. - Widziałaś, jak się do mnie zwróciła w trakcie tego całego spotkania. To nie ja tu jestem winna. 
- Chcesz powiedzieć, że zaatakowała cię wczoraj w ogrodzie? - Wypaliła.
- Nie! Nawet nie rozmawiałyśmy wczoraj wieczorem - odruchowo uderzyłam dłonią w stół. Wiem, że to nie było zbyt dobrym pomysłem, ale naprawdę zaczynałam nabierać ochoty na przywalenie tej wiedźmie.  - Owszem, byłam w ogrodach po zmroku. Razem z Dafne pospacerowałyśmy, a potem byłyśmy na równinie. Gdy wracałam usłyszałam ją i Lance'a pod Wiśnią, ale tak szybko jak ich zobaczyłam, tak szybko stamtąd poszłam. Nie doszło pomiędzy nami do żadnego kontaktu. 
- To co mówisz pokrywa się z jej wersją. Z wyjątkiem końcówki - podparła twarz na ręce i wbijała we mnie spojrzenie. Nie miałam pojęcia jak odczytywać jej zamiary. Nie wiedziałam co myśleć. - Według słów Ester, zatrzymałaś się i puściłaś jej jakiś dziwny uśmieszek, po czym zniknęłaś. Chwilę później rozstali się z Lancem przy kiosku, a gdy wracała sama wyskoczyłaś przed nią, naubliżałaś jej i doszło do bójki. 
Miałam w tej chwili ochotę śmiać się i płakać, równocześnie. 
I ona uwierzyła w takie brednie?
- Słyszałam, że macie na to świadka. Kogo? - Zaplotłam ręce z tyłu. Muszę się uspokoić. - Kto widział, jak ją biję?
- Nikt niczego nie widział - westchnęła ciężko i uciekła wzrokiem. - Jej świadkiem jest Lance. Potwierdza, że widział ciebie i Dafne. Twierdzi, że zostawił Ester samą, ponieważ chciała jeszcze poobserwować niebo. Przechodził przez schronisko, gdy usłyszał jej krzyki. W momencie, w którym do niej dobiegł, leżała na ziemi zapłakana i krzyczała, że ją popamiętasz. 
- To ma być ta wiarygodna historia? - prychnęłam. - Przecież też mogłabym sobie coś takiego wymyślić. Jakieś łzy na życzenie, poszarpać sobie ubranie czy rzucić się w krzaki albo na ławkę żeby nabrać siniaków. To żaden problem. Chcesz zobaczyć? - odsunęłam krzesło patrząc na nią wyzywająco.
- To szaleństwo. Uspokój się Ana. 
- Dlaczego mam się uspokoić, skoro zarzucacie mi taką głupotę? - warknęłam. - Zdajesz sobie sprawę ile codziennie różnych pseudogwiazdek, wywołuje skandale na Ziemi? Codziennie gdzieś na świecie gazety plotkarskie rozpisują się o bójkach, publicznych kłótniach czy hucznych rozwodach. Celebryci są w stanie zrobić wiele byle tylko o nich mówiono. Nie ważne jak, ważne, że nazwiska nie przekręcili. Tak to wygląda. 
- Przypomnę, że to Eldarya. 
- I co z tego? Jesteście jacyś inni? Też prowadzicie wojny. Tak jak ludzie uprawiacie politykę, czy to czystą, czy brudną. Tak, jak ludzie odczuwacie emocje i uczucia. Dlaczego by Ester nie mogła robić czegoś pod publiczkę? Słyszałam o niej trochę paskudnych rzeczy, a potem zaczęłam je dostrzegać na własne oczy. 
- Dosyć - Huang Hua podniosła się. - Nie będziemy tak rozmawiać. Jesteśmy obie zdenerwowane. Do tego zdaje się, że przygotowałaś sobie już całą linię obrony bez całkowitego wysłuchania mnie. Dostajesz ostrzeżenie. Jeśli dojdzie do kolejnego incydentu z waszą dwójką, będzie to oficjalne upomnienie. Możliwe nawet, że będę musiała cię zawiesić jako członka straży. Naprawdę nie karz mi tego robić.
- Skoro taką obrałaś stronę.. - mruknęłam i opuściłam pomieszczenie. 
Nie miałam ochoty na nią patrzeć. 

Ten dzień zaczął się potwornie. 
Żeby przypadkiem nie natknąć się na Ester, albo kogokolwiek, kto mógłby mi zacząć wytykać coś co nie miało miejsca, zaszyłam się na swojej ulubionej skarpie. 
Kompletnie zignorowałam dzisiejszy plan dnia, i nie wybierałam się na żadne zajęcia. I tak mnie już planują zawiesić, więc co za różnica?

Spędziłam tak właściwie cały dzień. 
Trochę potowarzyszyła mi Dafne, potem poszła pobiegać, i tak w kółko. Wieczorem dopiero coś naruszyło ten stan rzeczy - była to Amaya, Panalulu Leiftana. W ślad za naszymi chowańcami, szedł blondyn we własnej osobie. 
- Przeszkadzamy? - odezwał się stając w pobliżu, na co pokręciłam głową i zaprosiłam go by się dosiadł. - Tutaj się chowałaś cały dzień?
- Tak. Nie bardzo miałam ochotę na konfrontację, jeśli wiesz o czym mówię - westchnęłam opierając głowę o drzewo i zerkając na chłopaka. 
- Obiło mi się trochę o uszy. I widziałem, jak niemal przebiegałaś przez ogród - posłał mi słaby uśmiech. - Jest aż tak źle? 
- Może to w tej chwili demonizuję, ale naprawdę poczułam się strasznie. Zostałam oskarżona o coś, czego naprawdę nigdy bym nie zrobiła - zacisnęłam pięści. - Wiesz, że dopiero w trakcie rozmowy z Huang Hua nabrałam rzeczywistej ochoty na przetrzepanie skóry temu kogutowi? Wcześniej starałam się być obojętna, ale teraz naprawdę szala się przelała. 
- Co to jest kogut? - Aengel śmiesznie przechylił głowę na co cicho się zaśmiałam. 
- No tak.. Wybacz. To jaki ziemski zwierzak. Strasznie krzyczy, pieje, zwłaszcza o poranku - uśmiechnęłam się do niego, na co pokiwał lekko głową przyswajając moje słowa. Wtedy poczułam, jak negatywne emocje mnie opuściły. Nie wiem czy to jego towarzystwo, a może ten krótki moment, ale moje myśli zaprzątała teraz wizja wyobrażeń koguta, jakie mógł snuć eldaryjczyk. 
- Czyli te koguty nie są zbyt lubiane w twoim świecie? - Spojrzał na mnie wzrokiem pełnym nadziei, że dobrze to odczytuje. 
- Można tak powiedzieć. Niektórych nawet potrafią zaatakować.
- I Ester jest takim kogutem? 
- Tak. Ester to wredny kogut, przyodziany w kolorowe piórka, który krzyczy tuż przy moim uchu i niszczy ulubione kwiatki w ogrodzie. I wszystko po złości.. - zaczęłam w powietrzu wykrzywiać dziwnie dłonie, jakbym chciała przybrać nimi kształt pazurów, na co oboje zaczęliśmy się śmiać. 
Tego potrzebowałam..

No dobrze, ale jak doszło do sytuacji w której teraz się znajdowałam?
Sama bym chciała wiedzieć. 

Wieczorem porozmawiałam szczerze z Leiftanem, który w spokoju wysłuchał mnie od początku do końca, i nie przerwał ani razu. Wiedział już o wszystkim, o każdym wymienionym przeze mnie słowie z Ester i naszym wzajemnym podejściu do siebie. 
I co najważniejsze - wierzył mi. 
Wiedziałam, że mi uwierzy. 
Zdecydowanie racjonalniej niż ja podszedł do tej sytuacji. Miał chłodną głowę, i był w stanie sprowadzić mnie na odpowiednie tory. 
Byłam mu za to wdzięczna. A przede wszystkim odetchnęłam. 

Zrobiło się naprawdę późno, gdy rozeszliśmy się na korytarzu do swoich pokoi. I mimo, że naprawdę odczuwałam dość spore zmęczenie, nie byłam w stanie dobrze spać. 

Rano leniwie zwlekłam się z łóżka i udałam na śniadanie. 
Szepty ustały, ale spojrzenia w moją stronę co jakiś czas padały. Jednak zgodnie ze słowami Leiftana, i własnym postanowieniem, ignorowałam to. Znałam prawdę, a kto chciał to wierzył w te idiotyczne bajki. To mi tylko zweryfikuje z kim lepiej nie rozmawiać za często, prawda? 

Spokojnie dokończyłam swój posiłek, i bez zbędnych gestów opuściłam pomieszczenie. Nie zdążyłam się daleko oddalić, gdy podbiegł do mnie Mathieu.
- Dobrze, że cię widzę - uśmiechnął się przeczesując grzywę. - Chwilę temu widziałem się z Lancem, i powiedział, że gdybym cię spotkał, to mam ci przekazać, że masz się stawić w kuźni. 
- Wspominał może o co chodzi?
- Nie. Tylko tyle, że będzie tam czekał. I z tego co zauważyłem, to każdemu to przekazywał na swojej drodze. Nie ma chyba dobrego humoru - skrzywił się.
- Zraz tam pójdę. Dzięki Mathieu - uśmiechnęłam się i zaczęłam go mijać, gdy zatrzymał mnie jego głos. 
- Ana.. - drapał się po karku i wyglądał na zakłopotanego. - Słyszałem ostatnio co nieco, i rozumiem jeśli nie chcesz poruszać tego tematu, ale gdyby coś.. - spojrzał na mnie nieśmiało. - Rozumiesz. Każda moneta ma dwie strony, prawda? - Uśmiechnął się lekko. 
- Dzięki. Dobrze, że ktoś to jeszcze tak widzi - odwzajemniłam uśmiech i oddaliłam się zostawiając go. 
To podniosło moje morale. Pozostała jedynie nadzieja, że smok zaraz nie da mi popalić.

Przekroczyłam próg kuźni. W środku było pusto, a prócz trzasków rozgrzanego paleniska, panowała kompletna cisza. Żadnych śladów smoka. 
Weszłam głębiej, mając nadzieję, że może będzie w zbrojowni. Niestety prócz okropnego bałaganu, nie zastałam nic więcej. 

Westchnęłam ciężko i ruszyłam do drzwi. Najlepiej będzie, jak usiądę na schodach w Sali Drzwi i będę widziała, jak wchodzi do środka. 

Nie minęło pięć minut, jak moim oczom ukazała się jego postać wychodząca z biblioteki. Podniosłam się więc i podeszłam do drzwi kuźni, czekając aż do mnie podejdzie. 
Wtedy po całym pomieszczeniu rozniósł się okropny pisk.
- Ty zafajdana, ziemska złodziejko!

No to teraz wiecie, jak znalazłam się w obecnej sytuacji.. 

- Przykro mi Anastazjo, ale muszą być jakieś zasady. Ostatnio tylko cię uprzedziłam, ale tym razem muszę dać ci oficjalne upomnienie. Następnym razem możesz zostać zawieszona, jako członkini Straży - Huang Hua obwieściła to w obecności wszystkich. Był tu Chrome, Lance, Jamon, cała Lśniąca Straż, a na dodatek ta wstrętna kogucica Ester.
- Następnym razem? Ona już powinna zostać wypędzona poza mury! - uniosła się ta ostatnia. - Czy liście należącego do niej Minaloo pomiędzy strzępami moich poduszek to za mały dowód? - zaczęła odgrywać swoje scenki.
Według niej, dzisiaj rano włamałam się do jej pokoju, zrobiłam okropny bałagan, a na dodatek ukradłam sporą ilość jej cennej biżuterii. Jakbym jeszcze miała ku temu okazje, ale to wszystko nie składało się w żadną logiczną całość!
- Ile razy mam powtarzać, że nie byłam w twoim pokoju?! - spojrzałam prosto w jej stronę. - Czy do twojego zakutego łba w ogóle docierają jakiekolwiek słowa?! Nie było mnie tam! Poszłam na śniadanie, potem zaczepił mnie Mathieu, a w momencie gdy ruszyłaś na mnie ze swoimi pazurami, czekałam na Lance'a! Nie miałam kiedy tego zrobić!
- Akurat! Specjalnie wstałaś później żeby mi zaszkodzić, w momencie gdy będę jadła! I nie udawaj niewiniątka!
- A niech mnie znowu kryształ na lata pochłonie, nic takiego nie zrobiłam!
- Dosyć! Przestańcie się kłócić! - Naszą ostrą wymianę zdań przerwała, widocznie zdenerwowana Huang Hua. - Faktycznie, na miejscu były ślady, które mógł zostawić chowaniec Anastazji. Póki jednak nie upewnisz się Ester, że ta biżuteria naprawdę zniknęła, musimy zostawić to na takim etapie. Bierz pod uwagę, że mógł to zrobić chowaniec An, a nie ona sama. 
- I uspokójcie się - westchnął Chrome. - To już kolejny raz, jak między wami dochodzi do sporu. 
- Przykro mi Chrome, ale najwyraźniej nie umiemy inaczej - mruknęłam i zakładając ręce na piersi, odwróciłam wzrok w drugą stronę. 
Atmosfera w pomieszczeniu była naprawdę napięta.
- Dobrze. Chrome, idź z Ester i sprawdźcie razem jej pokój - odezwała się Huang Hua. - I przykro mi Ana, ale ktoś będzie musiał sprawdzić i twój pokój.
- A grzebcie sobie tam ile chcecie. Nie mam sobie nic do zarzucenia. 
- Skoro tak, to możecie się rozejść - wypuściła głośno powietrze. 

Nie będzie raczej nic dziwnego, w fakcie, że jako pierwsza opuściłam pomieszczenie. Już naprawdę było mi wszystko jedno. Nie interesowało mnie kto będzie grzebał w moich prywatnych rzeczach, i kiedy. Niech sprawdzają co chcą. Jak mnie przegnają to tylko przyśpieszy to moje plany. Wyruszę gdzieś przed siebie, i poznam Eldaryę w zupełnie inny sposób, niż dotychczas.
Jak mnie coś zje po drodze, mówi się trudno. 
Miałam całkiem ciekawe ostatnie dni swojego życia. 

Żwawym krokiem minęłam rynek, schronisko, a potem ogród. Nie do końca świadoma, dotarłam aż na wejście do lasu, a wtedy poczułam szarpnięcie za ramię. W efekcie odwróciłam się w drugą stronę, a przede mną stał sam szef Obsydianu. 
- Nie słyszysz, jak cię wołam od samego wyjścia? - patrzył na mnie marszcząc czoło. Jego lodowate spojrzenie wbite we mnie przyprawiało niemal o dreszcze. - Chciałem porozmawiać z tobą, o tej całej sytuacji. 
- Wybacz, ale nie mam ochoty o tym rozmawiać - powoli zabrałam swoją rękę. - Wygląda na to, że Huang Hua kompletnie odbiło i nie myśli racjonalnie, i niemal wszyscy wierzą w słowa Ester.
- Zrozum, że musimy podjąć działania, bez względu na to co myślimy. Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdybyś nie reagowała tak impulsywnie. Jak zawsze z resztą - pokręcił głową, a przez jego twarz przemknął cień uśmiechu. Bawiło go to?
- Przykro mi, że nie jestem w stanie panować nad sobą, tak jak ty. Ta dziewczyna działa mi strasznie na nerwy - wypuściłam powietrze i odgarnęłam zbłąkany na twarzy kosmyk. 
- Będziemy musieli nad tym popracować - uśmiechnął się w moją stronę i kiwając głową abym za nim szła, ruszył w stronę Kwatery. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne