niedziela, 9 kwietnia 2023

38. Chwila spokoju

 Łza druidki, kwaśne źdźbło, kleisty sok i lejący grzyb. Jeszcze raz.. 

Łza, kwaśne źdźbło, sok i grzyb..
Dobra. To teraz przygotowanie. Chcę jak najlepiej wypaść przed Huang Chu.

Wczorajszy wieczór był straszny, a trochę nauki zawsze mnie uspokajało. Nie mam pojęcia czy to zrządzenie losu, a może specjalnie to zrobili, ale rano pod drzwiami miałam wsuniętą kartkę, a tuż za nimi leżała książka od szefowej Absyntu z pozaznaczanymi miejscami. 
Wiadomość mówiła jasno - mam dziś cały dzień wolny, a jutro rano dostanę nowy plan. Coś się pewnie skomplikowało i muszą wszystko układać na nowo, ale nie narzekam. Nie dzisiaj. 
Nie marzyło mi się wyjść i przypadkiem trafić na Ester oraz żegnające ją tłumy. Delikatnie to ujmując, nie rozstałyśmy się w zgodzie. 

Po tym, jak zasugerowała, że wszystko co się tutaj dzieje to moja wina, zaczęła wypominać, jak mało znam ten świat, jak niewiele o nim wiem, i że w sumie miałam szczęście, że Leiftan mi towarzyszył. Inaczej pewnie nie wiedziałabym co zrobić, blablabla.. 
Wszystko się we mnie gotowało i straciłam nad sobą panowanie. Wygarnęłam jej, że ktoś taki jak ona nie ma prawa mi czegokolwiek wypominać, bo sama nie dałaby sobie rady trafiając na Ziemie i pewnie prędko by zginęła. Zasypałam ją też ogromną ilością pytań, na które odpowiedzi nikt z Eldary nie zna i uciekłam. Mruknęłam coś o bólu głowy i opuściłam pomieszczenie. 
Byłam zła nie tyle co na nią, co na siebie, a także towarzystwo, które w żaden sposób jej nie przerwało. Przyglądali się jak durnie, ciekawił ich spektakl. 

Taki dzień w samotności dobrze mi zrobi. Nie muszę z nikim rozmawiać, nic tłumaczyć. Do jutra wszyscy ostygną - mam nadzieję. 

Podniosłam głowę znad książki i spojrzałam w stronę okna. Nie było jeszcze południa, a trochę zaczynało mi się dłużyć. Huang Chu wiedziała, jak zagospodarować mi ten czas, ale było tego trochę za mało, żeby zająć cały dzień. 
- Może spróbujemy się wymknąć na plażę? - spojrzałam na Dafne, która leżała obok mnie. Jej ogon zaraz się ożywił, a łepek powędrował ku górze. - Może uda się nam jakoś przemknąć.

Zaraz się podniosłam i spakowałam do torby koc, dwie książki, oraz przekąski dla chowańca. Dobrze by było wziąć coś dla siebie ze stołówki, ale nie chcę na nikogo trafić. Ostatnia nadzieja w krzaku z miodowymi owocami, będzie mi robił za wszystkie dzisiejsze posiłki. 

Dafne puściłam przodem. Powiedziałam żeby udała się na plaże, a ja zaraz do niej dołączę. Jej nikt nie zatrzyma, ja muszę być ostrożniejsza. 
Po cichu opuściłam pokój i jak najszybciej podreptałam w stronę Sali Drzwi. Zanim jednak tam weszłam, zatrzymałam się i upewniłam, że nikogo nie ma. Teren czysty, idziemy dalej.
Ogrody to najtrudniejszy kawałek drogi. Niby jest się gdzie schować, ale w każdym kącie można na kogoś trafić. Czy trafiłam? Jak do tej pory nie.
Słyszałam gdzieś głos Koori, a kawałek dalej zgrzyt metalu, ale nikogo nie widziałam. Miałam szczęście. 
Sprawnie dotarłam do bramy, po czym jak najszybciej ją przekroczyłam.

Na plaży rozłożyłam koc, i zajęłam wygodne miejsce. Po drodze zerwałam kilka owoców, więc wszystko było, jak należy.

Wybrałam dość odosobnione miejsce, spory kawałek za skałą. Jest tu więcej kamieni i roślinności niż piasku, ale nie narzekam. Schowana w skalnym zagłębieniu z widokiem na wielkie wody przede mną, mogłam odetchnąć. 

Pogoda dopisywała. Było nawet trochę parno, więc będący nade mną cień idealnie ratował sytuacje. Nie liczyłam jednak na tylko jego ratunek. Skoro jestem sama, to mogę sobie pozwolić..
Zdjęłam koszulkę, zostając w samym staniku i spojrzałam na Dafne. 
- Poszalejemy mała? - zaśmiałam się biorąc do ręki najbliższy patyk. Może to nie pies, ale warto spróbować. 
Biegiem ruszyłam w stronę wody, a Minaloo zaraz za mną. Zaczęłam ją kusić trzymanym patykiem. Złapała przynętę. 
- No to, aport! - rzuciłam go najdalej, jak mogłam. Załapała od razu i ruszyła w pogoń za kawałkiem drewna. 

Spędziłyśmy kawał czasu na wspólnym bieganiu, zabawie i ogólnie pojętych wygłupach, aż obie miałyśmy dość i padłyśmy jak trupy na kocu. Ja na wznak z zamkniętymi oczami, a Dafne tuż obok mnie. 
Pomogło mi to, przestałam myśleć o poprzednim wieczorze. 

- Kogo, jak kogo, ale ciebie bym nie posądzał o kradzież ulubionego miejsca - usłyszałam nagle gdzieś w pobliżu. Ton brzmiał na nieco obojętny, a głos był mi doskonale znany.
- Z tego co pamiętam to było ono gdzie indziej - podniosłam powiekę u jednego oka by spojrzeć na przybysza. Wampir stał nade mną i przyglądał się z rękoma zaplecionymi na piersi.
- Masz rację, było - puścił oczko i bez pytania się dosiadł. Dopiero wtedy przypomniałam sobie, że leżę tutaj w samej bieliźnie i zaraz się podniosłam. Gdy szybko zakładałam na siebie ubrania, Nevra poczęstował się moimi owocami. - Nie krępuj się, widziałem już przecież. 
- Co nie oznacza, że będę się dobrze czuć wyglądając w te sposób przy tobie - poprawiłam koszulkę i zajęłam swoje miejsce. 
- Rozumiem - przytaknął lekko głową. - Ukrywasz się? - zerknął kątem oka wgryzając się równocześnie w miodowy owoc, a odrobina soku spłynęła mu po brodzie.
- Ukrywam? Niby przed kim? - prychnęłam zerkając na Dafne. Zmęczona zasnęła leżąc poza kocem. - Po prostu korzystam z wolnego dnia.
- A już myślałem, że wczorajszy wieczór zagnał cie do jakiejś norki - na jego twarzy przemknął cień uśmiechu.
- Wolałabym do tego nie wracać. Udało jej się mnie sprowokować, czasu nie cofnę. Mogę jedynie żałować, że tak się to potoczyło. 
- Przepraszam, że nie zareagowałem. Byłem myślami nieco gdzie indziej, a nie spodziewałem się takiego zaognienia tej dyskusji - odwrócił się w moją stronę. 
- Wszyscy mieliście niezły spektakl do podziwiania - wzruszyłam ramionami. 
- Uwierz, nie było to wcale miłe do oglądania. Po twoim wyjściu Lance z Leiftanem jej trochę utarli nosa..
- Podziękuję im później - podwinęłam kolana i przytuliłam się do swoich nóg. 
- Nie bierz sobie jej słów do serca. Nikt z nas nie myśli w ten sposób. Za nic ciebie nie winimy. Niezrozumiałość tych wszystkich zjawisk podsuwa wiele teorii, ale ta którą Ester przedstawiła wczoraj, nigdy się nie pojawiła. 
- A co jeśli było by w niej coś z prawdy? - spojrzałam na niego. Rozkładał się wygodnie na kocu i przymknął oczy. 
- Musiałabyś wtedy mieć do nas okropny żal, może nawet pałać nienawiścią. Nie sądzę by tak było, świadomie czy nie.. 
- Jednak narobiliście mi trochę kłopotów, gdzieś to we mnie może ciągle siedzieć - westchnęłam. Przecież ludzka psychika to skomplikowany mechanizm. Nawet najmniejsze zdarzenie z przeszłości może wpływać na całe nasze życie, nawet jeśli nie jesteśmy tego świadomi. Ktoś zostaje alkoholikiem, bo widział jak jego rodzic rujnuje sobie w ten sposób życie, inni zabijają blondynki, bo kiedyś taka złamała mu serce. Nie jestem specjalistą, ale są różne anomalie. 
- Nie nakręcaj się, naprawdę. Analiza wszystkich zdarzeń w taki sposób, wywoła tylko nieprzyjemne skutki. Lepiej skup się na tym, że wróciłaś do żywych, ciesz się tym. Z resztą sobie jakoś wszyscy razem poradzimy - brzmiał bardzo spokojnie. Nie mogłam się powstrzymać przed spojrzeniem na niego. Przyglądał mi się i posłał lekki uśmiech. W sumie nie wiedząc czemu, odwzajemniłam ten uśmiech i położyłam się obok, w bezpiecznej odległości. 
Niebo było czyste, przejrzyste, a dzień powoli chylił się ku końcowi. Czas tak szybko mi upłynął..

Przymknęłam oczy i uspokoiłam oddech - relaksując się jeszcze chwilę. 
Nawet leżący obok wampir mi nie przeszkadzał, było nawet przyjemnie. Nie byłam sama, a nasze niesnaski chyba powoli ze mnie uchodziły. Zmienił się przez ten czas, rozczarował mnie, ale gdzieś w środku czuję, że coś z mojego Nevry ciągle w nim jest. Nawet jeśli tylko mi się może wydawać, to upływające dni zabliźniają urazy.

- Anastazja. Hej, Ana, wstawaj - czułam delikatne szarpanie za ramię, a gdy otworzyłam oczy ujrzałam wiszącego nade mną wampira. - Zasnęliśmy, a już się ściemniło - odsunął się. 
Powoli podniosłam się do siadu i przecierając twarz rozejrzałam po okolicy - miał rację, dookoła panował mrok. Ile spałam?
- Nawet nie czułam zmęczenia.. - zerknęłam na Dafne, która przeciągała się w naszym pobliżu. 
- Zdarza się. Lepiej się zbierajmy do Kwatery.

We dwójkę zebraliśmy moje rzeczy i spokojnie ruszyliśmy w stronę bramy.  Młoda Minaloo wyprzedziła nas i pobiegła przodem. Patrząc za nią podziwiałam rozwiniętą wokół przyrodę. To niesamowite, jak ta okolica zmieniła się w ciągu ostatnich lat. Wszystko wyglądało jeszcze piękniej niż, gdy tu przybyłam. Liczne rośliny świeciły w blasku księżyca, z oddali było słychać ciche odgłosy nocnych chowańców. Czy tak spokojnie nie mogło by zostać już na zawsze? Bez żadnych problemów, kłótni, sporów.. 
- Mam nadzieję, że szybko pozbędziemy się tych anomalii. Marzy mi się trochę sielskiego życia - powiedziałam to bardziej do siebie, niż do niego, ale mimo to odpowiedział. 
- Nie jesteś jedyna. Ja wychowałem się w podobnej atmosferze, więc ciągłe napięcie gdzieś mi zawsze towarzyszyło, ale do tego nie można przywyknąć. Gdyby nie ciągłe uczucie potrzeby opieki nad bliskimi, nad Karenn, może inaczej by to wszystko wyglądało, ale to tylko wyobrażenia. 
- To właśnie to ci siedzi teraz w głowie? - zerknęłam na niego kątem oka. - Martwisz się o jej bezpieczeństwo?
- Nie - pokręcił głową. - Chociaż może trochę. W tej chwili mam coś cięższego na głowie - ciężko westchnął, by po chwili spojrzeć na mnie. - W następnych dniach będę nieobecny. Możesz mieć na nią oko? Nie chcę żeby się denerwowała.
- Mówisz, jakbyś mógł nie wrócić.
- Bywało gorzej, uwierz mi - uśmiechnął się rozbrajająco i przekroczyliśmy bramę. - Muszę cię zostawić. Wyruszam z samego rana - potargał mnie po czuprynie i oddalił się. 
Zostawił mnie taką zdezorientowaną swoim gestem.

- W następnych dniach będę nieobecny - mijając Schronisko dotarł do mnie kpiący ton osoby, której miałam nadzieję już nie spotkać. - Jaka szkoda. Nevra jest naprawdę ciekawym obiektem do schrupania - parę kroków przede mną stała Ester we własnej osobie. 
Nie wyjechała? Nie ważne. Nie mam zamiaru wdawać się w dyskusje. 
Minęłam ją bez słowa, nawet na nią nie zerknęłam. Najwyraźniej nie podobało jej się to i dogoniła mnie. 
- Wszystko w porządku? Nie porozmawiamy? - Jej ton się diametralnie zmienił. Teraz był nasączony słodkością i chyba miał mieć miły wydźwięk. Niestety nie złapię się na takie sztuczki. 
- Wczoraj dałaś jasno do zrozumienia, co o mnie myślisz. Nie sądzisz? - zerknęłam kątem oka. 
- Zwyczajnie chciałam sprawdzić z jakiego materiału jest ulepiona, ta o której wszyscy mówią. Głośno o tobie w całej Eldaryi. 
- Nie prosiłam się o to - starałam się ją zostawić w tyle, ale była uparta. 
- Dobrze, że znasz swoje miejsce. Twoja gwiazda wkrótce zgaśnie. Lepiej żebyś nie zadzierała nosa - gdybym na nią spojrzała, jestem pewna, że zobaczyłabym jakiś durny uśmieszek na jej twarzy. To zdanie nie brzmiało przyjemnie. 
- Po prostu robię, co do mnie należy. 
- To znaczy? Niby co? - prychnęła. - Co może zależeć od człowieka? Może masz jakieś eldaryjskie korzenie, ale to nie zmieni faktu, że więcej z ciebie słabego człowieka, niż faery. 
Pękłam. Zatrzymałam się i spojrzałam jej prosto w oczy. 
- Może nie jesteś na bieżąco, albo nie chcesz tego pojąć, ale jestem członkinią tej straży. Staram się chronić przyjaciół, tych na których mi zależy. I używam do tego tego małego procenta eldaryjskiej krwi, która ostatnio ocaliła także twój tyłek.
- I na kim ci tak zależy? Słyszałam to i owo, a po tym co przed chwilą widziałam.. - zacmokała chwilę. - No cóż.. Nie sądzę byś miała po co to robić. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne