Trening mocy, trening aengela, trening z Leiftanem - te trzy frazy chodziły mi od wczoraj po głowie bez przerwy. W nocy z podekscytowania nie byłam w stanie za dużo spać. Zasnęłam bardzo późno i obudziłam się równo z pierwszymi, leniwymi promieniami słońca wychylającymi się zza horyzontu.
W efekcie tego wszystkiego, jako jedna z pierwszych zjadłam swoje śniadanie i popędziłam do ogrodu. Mieliśmy się spotkać przy Stuletniej Wiśni, ale blondyn był jeszcze nieobecny. Widocznie było za wcześnie.
Towarzystwo posągów nie było tym, w którym się czułam najlepiej dlatego przeszłam na drugą stronę i usiadłam przy fontannie.
Usiadłam tak by mieć dobry widok na ścieżkę i przypadkiem nie przegapić nadchodzącego aengela. W międzyczasie dołączyła do mnie Dafne, która ułożyła się na moich nogach i domagała uwagi. Zaczęłam ją zaczepiać nie mając nic innego do roboty.
Czas powoli płynął, a po chłopaku nie było śladu. Zapomniał?
- Chyba będziemy musiały go poszukać - zerknęłam na chowańca, ściągając ją ze swoich nóg. Nie była zadowolona, ale przeciągnęła się podczas gdy sama się podniosłam, a potem ruszyła tuż za mną.
Ruszyłyśmy w stronę Wiśni, ale nikogo tam nie było. Pomyliłam miejsca? Niemożliwe..
W razie czego może lepiej to sprawdzić.
Rozglądając się dookoła zaczęłam spacerować po ogrodzie - bezskutecznie. Przez cały ten czas młoda Minaloo biegała wokół mnie, czasem domagała się uwagi, i pomagała mi w poszukiwaniach.
- Myślisz, że zaspał? - potargałam zwierzaka po łepku, na co nim wstrząsnęła i biegiem ruszyła w stronę bramy. - Hej! Tam nie idziemy! - zaraz za nią ruszyłam. Skubana była bardzo szybka. Opuściła mury Kwatery Głównej z prędkością światła i zmierzała w stronę równiny.
Dostałam ostrej zadyszki, ale udało mi się w końcu rzucić na ziemię i dostać ją w swoje ręce. Upadek był bolesny i wyrywała się, ale trudno. Wolę by nie chodziła sama poza mury - przynajmniej gdy jestem tego świadoma.
- Nie rób mi tego więcej - spojrzałam na nią ostro na co skuliła się. Nie czułam się z tym dobrze, ale lepiej jeśli będzie mnie chociaż odrobinę słuchać. - Nie chcę się martwić - cmoknęłam ją w łepek i się podnosiłam.
- Anastazja? - na dźwięk tego głosu podskoczyłam, że prawie znów doszło do twardego lądowania na ziemi. W ostatniej chwili złapałam równowagę i się rozejrzałam. Pod jednym z drzew w okolicy nory siedział nie kto inny, jak Leiftan.
- Co ty tu robisz? Nie mieliśmy spotkać się przy Wiśni? - zaraz do niego podeszłam. Miał przymknięte oczy, ale lekko się uśmiechał.
- Wybacz, musiałem stracić rachubę czasu.. - otworzył oczy, gdy stanęłam tuż przed nim. -Chciałem trochę pomedytować przed naszym spotkaniem. Dużo się spóźniałem?
- Troszkę.. - skupiłam na nim swoje spojrzenie. Czułam od niego błogie odprężenie i całkowity spokój. - Często tak medytujesz?
- Odkąd tylko opuściliśmy kryształ, pomaga mi to. Próbowałaś kiedyś?
Pokręciłam głową.
- Nigdy. Takie nieruchome siedzenie, buczenie czegoś pod nosem.. Nie przemawia to do mnie - skrzywiłam się. Fakt faktem, że nie widziałam tego nigdy na żywo - takiej prawdziwej medytacji. W końcu filmy nie zawsze mówią prawdę, racja?
- Buczenie? - Leiftan uniósł brew. - Nie wiem, jak to robią Ziemianie, ale na pewno nie tak samo. Jeśli chcesz mogę ci pokazać, aengele odkryły niesamowite techniki.
- Medytacji? No nie wiem..
- To może ci pomóc w naszym treningu - na nowo zamknął oczy. Albo mnie podszedł, bo mnie tak zna, albo rzeczywiście w tym coś jest.
- No dobrze. Spróbuję - zajęłam miejsce naprzeciw niego, i przyjęłam najwygodniejszą pozycję, jaką byłam w stanie.
- Poprowadzę cię. Myślę, że łącząca nas więź może to ułatwić. Zamknij oczy i wsłuchaj się, oddychaj spokojnie. - Posłuchałam go i zaraz opuściłam powieki. Przed moimi oczami pojawiła się całkowita ciemność. - Wycisz się, poczuj to, co ja czuję.
Mam się skupić na jego uczuciach? Emocjach? Na sercu, czy umyśle? Nie mam z tym dobrych skojarzeń. Kiedyś weszłam do głowy Miiko, i nie było to najprzyjemniejsze z uczuć.
- Nie martw się niczym. Chodzi jedynie o to, żebyś zrozumiała, jak powinnaś się poczuć. O nic więcej..
Zaufałam mu. Powoli wypuściłam powietrze i skierowałam swoją uwagę na to, co jestem w stanie uchwycić z emocji Leiftana. Wydawał się idealnie spokojny, jakby nic go nie mogło ruszyć, niczym zamarzniętej tafli jeziora.
Z każdą chwilą zaczęłam czuć, jakbym się do niego zbliżała, a równocześnie nie ruszałam się ani trochę. Coraz bardziej dochodziło do mnie to, co chciał mi przekazać.
- Dobrze, chodźmy dalej. To dopiero początek, pierwszy etap.. - jego głos odbijał się w mojej głowie i prowadził mnie dalej. - To tylko powierzchnia. Pod nią jest świat taki, jaki jest. Taki, jakim możemy tylko my go zobaczyć. Poczuj to pod swoim lodem. Poczuj pod nim świat tętniący życiem. Zanurkuj w nim, przejdź na drugą stronę.
Kolejny raz wypuściłam powietrze. Nie myśl o tym, znajdź to. Nie zaprzątaj sobie myśli. Jesteś na powierzchni. Odszukaj świat, o którym mówił Leiftan..
On ma rację. Pod spodem coś się porusza, drga..
Muszę zbliżyć się jeszcze bardziej. Chcę zobaczyć dokładnie to, co on widzi.
- Słuchaj świata, otwórz się na niego. Daj mu się pokazać..
Nagle poczułam, jak coś mnie chłonie. Poddałam się temu. Zupełnie jakby wir energii ciągnął mnie pod powierzchnię.
Przed moimi oczami pojawił się obraz. Zupełnie jakby niespodziewanie moje powieki się podniosły. Przede mną była Eldarya, poznawałam ją. Wydawała się jednak obdarta z zewnętrznej warstwy. Niczym zupełnie nowy, nieznany świat. Maana była wszędzie, jest wszystkim. Nieustannie drży i wiruje w swoich nieskończonych przepływach.
Wszystko rysowało się w odcieniach błękitu, wyglądało tak niesamowicie, niczym w najciekawszym ze snów.
- To co widzisz, to rzeczywistość - obecność Leiftana przypomniała mi, że wcale nie śnię. - To właśnie esencja tego świata. Każdy z nas jest jego częścią, należymy do niego..
W tym momencie to poczułam. Pierwszy raz odkąd pojawiłam się w Eldaryi naprawdę czuję, że jestem z nią faktycznie z nią związana. Wcześniejsze momenty były niczym w porównaniu z tym, co ma miejsce właśnie teraz.
- Wracajmy. To twój pierwszy raz, nie powinnaś pozostawać w tym stanie zbyt długo. - Pozwoliłam by Leiftan mnie prowadził. Cały wirujący świat zaniknął, znów pojawiła się ciemność. Zaczęło mi brakować widoku, który przecież dopiero poznałam. - Możesz otworzyć oczy. Uważaj żeby słońce cię nie oślepiło..
Powoli podniosłam powieki i ujrzałam przed sobą uśmiechniętego blondyna. Czułam się doskonale wypoczęta, zrelaksowana - tym razem to były naprawdę moje uczucia, a nie chłopaka przede mną.
- Jak się czujesz?
- To było.. Nawet nie wiem, co powiedzieć - rozejrzałam się po okolicy. Czy liczyłam na ujrzenie Maany? Może delikatnie, ale wokół nie dostrzegłam żadnych jej śladów. - Nie sądziłam, że medytacja może być tak niesamowita.
- Mówiłem. Nasz poziom zgłębienia się w świat, który nas otacza jest zupełnie inny, niż u całej reszty.
- Całkowicie realny, a tak bardzo nie do uwierzenia - Dafne, która do tej pory przyglądała się nam z boku podeszła i położyła mi swój pyszczek na nodze. Pomiziałam ją po nim nie mogąc powstrzymać delikatnego uśmiechu wkradającego się na moje usta.
- Ana, zanim przejdziemy do trudniejszych części treningu, powinniśmy porozmawiać - aengel zabrał głos, a na jego twarzy nie dostrzegłam zadowolenia, które mu przed chwilą towarzyszyło. Krzywił się. - Chciałbym jednak żebyś zachowała to wszystko dla siebie.
Przytaknęłam.
- Nic mi z tego nie przyjdzie jeśli rozpowiem kogoś sekret. Obiecuję. Coś się stało? - wbiłam w niego swoje spojrzenie.
- Huang Hua wie jako jedyna, ale ponieważ mam ci pomóc, też powinnaś być świadoma - wypuścił ciężko powietrze. Nie odzywałam się, nie chciałam mu przerywać. - Chodzi o to, że będę mógł ci pomóc tylko zrozumieć, wizualizować pewne rzeczy, prowadzić. Nie będę mógł pokazać ci nic bardziej wyjątkowego, niż to co przed chwilą widziałaś. I nie chodzi tu tylko o moją niechęć do używania mocy, czy chęci odpoczynku od tego wszystkiego. Sprawa jest dużo poważniejsza..
- Zaczynasz mnie martwić - zmarszczyłam czoło. Dokąd zmierza?
- Przepraszam, nie taki miałem zamysł. Uwierz mi, że gdybym tylko musiał cię bronić nie zawahałbym się użyć najmroczniejszej z energii. Problem tkwi w tym, że zwyczajnie nie mogę. Moje moce zniknęły, nie czuję ich. Łudziłem się, że medytacja mi pomoże, ciągle z resztą próbuję, ale nic się nie zmienia.
- Dlaczego nie powiedziałeś mi od razu? Wiesz, jak mnie denerwowała twoja odmowa? - złapałam go za dłoń by zwrócić na siebie uwagę. Przez cały ten czas raczej unikał mojego spojrzenia, ale teraz podniósł wzrok.
- Naprawdę nie chcę walczyć, jeśli nic mnie do tego nie zmusi. Bałem się, że tkwiący we mnie daemon zacznie przejmować kontrolę, ale skoro nie widać śladu po żadnej z mojej części..
- Na pewno to gdzieś w tobie jest. Nie wierzę, że cała potężna moc, którą władałeś tak zwyczajnie zniknęła. Może zwyczajnie się blokujesz? Właśnie przez ten strach, o którym wspomniałeś.
- Może. Huang Hua mówiła mi coś podobnego - zerknął na mojego chowańca i ją krótko zaczepił. - Nie martwcie się. Nie jestem tak do końca bezużyteczny - po chwili ciszy podniósł na mnie wzrok i zaczął wstawać. - Wszystko ci wytłumaczę. Chociaż wydaje mi się, że przy następnym spotkaniu. Z tego co pamiętam masz zaraz zajęcia z Huang Chu, lepiej żebyś się nie spóźniła.
♥
Faktycznie. Razem z Leiftanem zebraliśmy się z powrotem do Kwatery Głównej w samą porę. Ledwo przekroczyłam drzwi, a dostrzegłam biegnącego do laboratorium Mathieu, który swoją drogą ciągle wyglądał strasznie. Jego nos nie był przestawiony czy złamany, ale podobno lekko pęknięty i porządnie stłuczony. Nie celowałam w ten sposób, i nie chciałam nikomu zrobić krzywdy, ale jednak coś nie wyszło.
Szybko pożegnałam blondyna i ruszyłam w ślad za człowiekiem. Do pomieszczenia wpadłam niemal tuż po nim. Na miejscu były już dziewczyny, które najwyraźniej czekały na naszą dwójkę.
- Rozumiem, że na Ziemi takie zachowania są tolerowaną normą? - Huang Chu z założonymi rękoma spojrzała w naszą stronę.
- Przepraszam. Byłam z Leiftanem i trochę mi uciekł czas.. - spojrzałam na nią najbardziej przybitym wzrokiem, na jaki było mnie stać.
- Ja znowu rozmawiałem z.. - Mathieu zaczął się tłumaczyć, ale szefowa mu przerwała.
- Nie marnuj już mojego czasu. Weźmy się do roboty.. - nawet na niego nie spojrzała odwracając się do stołu. Oby nie było tak cały czas.
Zaczęliśmy nasze zajęcia, a bardziej egzaminowanie. Jako, że Koori często tu urzędowała i miała bardzo dobrą wiedzę w kwestii alchemii została wydzielona przez Huang Chu na jej pomoc. Miała zająć się Karenn, która coś tam wiedziała żyjąc tu tyle czasu, i Mathieu na którego siostra Huang Hua zwyczajnie nie mogła patrzeć.
W efekcie całą trójką przeszli do pomieszczenia obok i tam mogli zająć się sobą, podczas gdy liderka Straży Absyntu skupiła całą swoją uwagę na mnie.
Na początek pokazywała mi różne rośliny, płyny i zawiesiny oraz kazała powiedzieć z czym mam styczność. O ile różne kwiaty i zioła byłam w stanie rozpoznać, lektura księgi się przydała, tak przy pozostałych rzeczach nie wiedziałam kompletnie nic.
- Niewiele o tobie wiem. Miałaś jakąś styczność z alchemią? Coś może robiłaś? - spojrzała na mnie podchodząc do jednej z szafek. Uważnie ją obserwowałam, nie chciałam przypadkiem czegoś przegapić.
- Mogłam zapomnieć inne, ale w pamięci mi zapadły dwa przypadki. Przy jednym z nich prawie umarłam, a po drugim cała rodzina o mnie zapomniała - wyrwało mi się westchnięcie.
- Masz na myśli eliksir zapomnienia? - Przytaknęłam jedynie w odpowiedzi. - A ten drugi? Co nim było?
- Z Chromem utknęliśmy na Wybrzeżu Jaspisu, po tym jak Lance, znaczy Ashkore ukradł naszą łódź - skrzywiłam się. Dla mnie jedno i to samo, ale niech będzie. - Musieliśmy jakoś wrócić, więc zmieniliśmy się w syreny.
- To cię prawie zabiło? - uniosła brew wyraźnie zdziwiona.
- Czas jego trwania był mnie nieco inny niż u niego. Utonęłabym gdyby Nevra mnie wtedy nie wyłowił..
- Miałaś dużo szczęścia. W nieszczęściu - skrzywiła się nieco, stawiając przede mną kilka fiolek i buteleczek. - Nie martw się, nie będziemy uczyć się zbędnych rzeczy. Nie należysz do mojej straży, ale powinnaś znać kilka podstawowych przepisów i substancji. To może być dla ciebie bardzo przydatne.
Huang Chu okazała się cierpliwą, a także pełną pasji wykładowczynią. O wszystkim mi spokojnie opowiadała i demonstrowała, a ponieważ przyszłam raczej średnio przygotowana użyczyła mi kilka kartek i dała robić notatki. Później zajmę się znalezieniem jakiegoś notesu do tych wszystkich mikstur.
Prócz przedstawienia kilku przepisów na bomby dymne czy błyskowe, opowiedziała mi kilka anegdotek. Poza zebraniami wydawała się naprawdę przyjemną osobą jeśli nic, ani nikt, jej nie denerwował. Nie da się ukryć, że do wszystkiego podchodziła bardzo poważnie i często mnie karciła, jeśli zaczęłam za dużo wypytywać, na temat nie związany z danym płynem. Nie miałam jednak na co narzekać. W końcu obie wykonywałyśmy poniekąd swoje obowiązki.
Jeśli chodzi o pozostałą trójkę to nie mam pojęcia, jak im szło, ale zza drzwi nie dochodziły żadne krzyki czy dźwięki tłuczonego szkła, więc prawdopodobnie było spokojnie, jak u nas. Przynajmniej według ich możliwości.
- To koniec na dzisiaj. Jesteś wolna - szefowa zerknęła na mnie sprzątając swoje miejsce pracy. - Z kim jutro się widzisz?
- Na pewno Leiftanem, a potem chyba z Nevrą. Będzie ciężki dzień.. - zbierałam swoje notatki.
- Jeśli Karenn do was dołączy to możliwe - uśmiechnęła się pod nosem. - Niczym się nie martw i odpocznij.
- Najpierw może powtórzę materiał - zamachnęłam kartkami idąc do wyjścia. - Do zobaczenia..
Opuściłam laboratorium i dałam się prosto w stronę swojego pokoju. Chciałam odłożyć zapiski w bezpiecznym miejscu - ich przepisaniem zajmę się przed snem, w końcu nie powinno mi to zająć dużo czasu.
Zanim się jednak za to wezmę muszę zjeść coś porządnego i poszukać Dafne. Została gdzieś w ogrodzie gdy wracaliśmy z Leiftanem, a wolałabym mieć ją blisko.
Ku mojemu zdziwieniu znalazłam ją szybciej, niż myślałam..
- W końcu jesteś - Lance stał pod drzwiami mojego pokoju, a skulony wilczek siedział przy jego nogach. Gdy tylko mnie zobaczyła natychmiast od niego uciekła i zaczęła skakać wokół mnie radośnie.
- Coś się stało? - zdezorientowana ją zaczepiłam i spojrzałam na smoka.
- Prawie ją upiekli w kuźni - jego wzrok powędrował do chowańca, który natychmiast się uspokoił i schował za moimi nogami.
- Jak to upiekli? O czym ty mówisz?
- Schowała się w jednym z wygaszonych pieców. Dawno nie był używany, ale dziś sytuacja się nieco zmieniła - skrzywił się i spojrzał na mnie. - Obyło się bez uszczerbku na jej zdrowiu, ale Valerian trochę się uniósł..
- I ją wystraszył - westchnęłam dokańczając za niego. - Dzięki, że ją przyprowadziłeś. Postaram się jej bardziej pilnować.
Kiwnął głową w odpowiedzi i zaczął odchodzić.
- Mam jeszcze trochę na głowie. Widzimy się na treningu - zerknął na mnie przelotem, po czym zniknął.
Sama wzięłam młodą Minaloo na ręce i weszłam do pokoju.
- Musisz być ostrożniejsza, nie chcę żebyś władowała się w kłopoty - postawiłam ją na ziemi, po czym zajęłam przeszukiwać swoje szafki licząc, że znajdę jakiś zeszyt. Nie było nic co by się nadawało, ale zawsze można sprawdzić, prawda?
♥
Nastał nowy dzień. Poprzedniego wieczora przeliczyłam się jeśli chodziło o moje zasoby energii i nic nie przepisałam. Jedynie zjadłam coś dobrego w towarzystwie Karuto, a potem kilka razy przeczytałam swoje notatki i zasnęłam z głową Dafne na brzuchu.
Nie mam pojęcia czy padłam z nudów, czy może rzeczywiście coś ze mnie wyssało całą energię, jakoś wcześniej nie czułam takiego zmęczenia.
W każdym razie, będę musiała się zawziąć i znaleźć chociaż godzinę na zabrudzenie stron w zeszycie, który udało mi się dostać tuż przed zamknięciem straganów. Dzień mi zleciał bardzo szybko, nawet nie wiem kiedy. Mam nadzieję, że przez wszystkie te lekcje, nie będzie tak codziennie.
Dzisiejszego poranka znów byłam umówiona z Leiftanem. Tym razem mieliśmy dokładnie ustalony czas i miejsce - siódma rano, pod Wiśnią. Obiecał, że tym razem nie będę musiała go szukać.
Do ogrodu dotarłam chwilę przed czasem i usiadłam na pobliskiej ławce. Dafne była razem ze mną, nie pozwalałam jej odejść nawet na krok. Starałam się zachować spokój, ale fakt że mogło jej się coś stać trochę mnie zdenerwował.
- Jak myślisz, co będziemy dzisiaj robić? - spojrzałam na nią i pogłaskałam po łepku. Jedynie mnie obserwowała swoimi dużymi oczami, siedząc przy moich nogach.
To pytanie krążyło mi po głowie od wczoraj. Jak Leiftan ma zamiar mnie czegoś nauczyć, skoro sam nie może używać swoich? Dlaczego tak jest? Coś z tego wyjdzie? A może to tylko marna wymówka, żeby dotrzymać danego sobie słowa? Nie sądzę jednak by w tak poważnej sprawie był zdolny kłamać - nie przede mną czy Huang Hua. Jednak zdarzyło mu się to już w przeszłości..
Nie! Stop Anastazjo! Za dużo myślisz i zaczynasz wymyślać idiotyczne teorie. Skoro powiedział, że może mi pomóc, to z pewnością tak jest.
- Przestań wmawiać sobie bzdury - mruknęłam pod nosem i uszczypnęłam się w rękę. Nie zabolało, jak to zwykle, gdy samemu sobie coś próbujesz zrobić, a szkoda.
- Wszystko w porządku? - nade mną pojawił się lekki cień. Podniosłam głowę i ujrzałam nieco zmartwioną twarz Leiftana.
- Chciałam przestać o czymś myśleć - uniosłam lekko kąciki i się podniosłam.
- Na pewno? Jeśli to dla ciebie za wcześnie, albo masz coś na głowie, to możemy przełożyć to na później.
- Nie ma potrzeby. Ze wszystkich treningów, ten jest obecnie dla mnie najważniejszy - wyprostowałam się i spojrzałam mu prosto w oczy. Nie kłamałam. Na opanowaniu tej mocy zależy mi najbardziej.
Oboje znaleźliśmy się pod Wiśnią i usiedliśmy. Nie wiem po co, ale aengel kazał mi usiąść, i sam zrobił to samo.
- Zanim zaczniemy chciałbym ci wyjaśnić kilka spraw, które mogą okazać się pomocne. Zaraz po tym przejdziemy do reszty - spojrzał na mnie uważnym wzrokiem. Jedynie przytaknęłam na jego słowa. - Sam dawno nie czułem światła aengeli, ale dzięki łączącej nas więzi mogę cię dobrze poprowadzić, i może odkryjesz w sobie jakieś nowe umiejętności. Zacznijmy od tego, że cała ta moc to nie jest błogosławieństwo, nic jej tobie nie zsyła, nie dostajesz jej. Ona jest tobą, jest w tobie. Gdy ich nie kontrolujesz możesz mieć wrażenie, że robią to co im się żywnie podoba. Czasem może ci się nawet wydawać, że to nie ty ich używasz. Jest to całkowicie błędne. Ono pochodzi wyłącznie z ciebie, to ty nim manipulujesz. Recz w tym, że możesz to robić podświadomie, odruchowo. To jak z nogami, o których nie myślisz, a chodzisz, albo z dłońmi którymi zwyczajnie coś chwytasz. Rozumiesz?
Jedynie znów kiwnęłam głową. Wszystko wydaje się jasne.
- W tej chwili używasz tej mocy do dwóch rzeczy, wzniesienia tarczy, lub wystrzelenia promienia światła, którym możesz atakować. Możliwości są tu jednak tak wielkie, że jedyne co cię ogranicza to twoja wyobraźnia. Tak naprawdę możesz z nimi robić absolutnie wszystko. Chwytać przedmioty, rysować formy, osoby.. - uśmiech wkradł mi się na samą myśl, o tych wszystkich rzeczach. Wiedziałam, czułam, że to światło jest niesamowite, ale nie spodziewałam się, że może być tak nieograniczone. - Tak jak wspominałem, najbardziej ograniczająca jest wyobraźnia. Posiadasz dobrą zdolność do wyczuwania obecności światła, żeby z nim pracować. Dlatego nie masz problemów z tworzeniem tarczy. To prosta forma, która nie sprawia ci problemów. To twoja niepewność, spowodowana brakiem pełni kontroli, przeszkadza ci czasem ją utrzymać w pełni.
- Jak dotąd wszystko rozumiem - poprawiłam się nieco i przytuliłam kolano. - Mam tylko jedno pytanie. Co ze skrzydłami? Pamiętam, jak siedem lat temu na nich latałam, ty też je miałeś. Jak je wywołać? Wydają się skomplikowaną formą, żeby stworzyć je z całej tej energii samemu.
- Nimi się nie martw. W tej sprawie wystarczy po prostu twój instynkt aengela. Żeby biegać nie musisz wiedzieć, jak działają twoje nogi. Podobnie z lataniem, to po prostu wyjdzie.
- Skoro tak - wyrwało mi się westchnięcie. - To nieco rozczarowujące, ale chyba muszę to zwyczajnie przetrawić.
- Miałem podobnie, gdy sam doświadczałem tego wszystkiego - uśmiechnął się serdecznie. - Gotowa na przejście do praktyki?
- Głupie pytanie - zaraz wyskoczyłam na nogi i patrzyłam na niego wyczekująco. Nieco mniej energicznie, ale również się podniósł i stanął naprzeciw mnie.
- Pamiętasz, jak wczoraj się połączyliśmy? Powinniśmy znów spróbować, ale nie wchodząc w stan transu. Postaraj się na mnie otworzyć tak bardzo, jak to tylko możliwe. Musisz się rozluźnić, odrzucić postawę obronną. Nie potrzebujesz się nawet specjalnie skupiać.. - uważnie mnie obserwował. Słuchając jego słów wypuściłam całe powietrze ze swoich płuc i miarkowałam oddech. Starałam się odtworzyć uczucie podobne do tego wczorajszego. - Dobrze. Możesz się postarać uaktywnić swoje światło aengeli? Niech pojawi się w twoich dłoniach.
Światło, ono jest gdzieś w tobie. Poczuj to ciepło.
Wystawiłam ręce przed siebie i starałam się o tym nie myśleć. Muszę to zwyczajnie zrobić. To tak, jak z ruszaniem ręką czy nogą - automatycznie.
Po chwili w moich dłoniach pojawiło się jasne światło, a przez ciało przeszło dobrze mi znane, przyjemne ciepło.
Dostrzegłam, że oczy Leiftana nieco szerzej się otworzyły. Nie spodziewał się, że pójdzie mi tak szybko?
- Idealnie. Spróbuj teraz całe światło skupić przed sobą i uformuj z niego kulę. Pozwól jej oderwać się od twoich rąk, niech unosi się w powietrzu. Staraj się o tym nie myśleć.
Przytaknęłam głową i oddychając spokojnie starałam się, jak najbardziej odprężyć. Swój wzrok zadarłam nieco ku górze - na błękitne niebo, aby moje myśli nie błądziły w kierunku kuli.
Wkrótce poczułam przy sobie pewien rodzaj obecności, jaki towarzyszył mi wczoraj, to Leiftan.
- Spójrz, udało ci się - usłyszałam, a mój wzrok zaraz powędrował ku dłoniom. Dwa płomienie właśnie łączyły się w jedno. Zrobiłam to! - Świetnie. Możesz teraz manipulować jej wielkością, spróbuj ją nieco powiększyć.
Nie czułam, że w nią ingeruję. Równo ze słowami blondyna obiekt przede mną powiększył się. Kula skwierczała i wydawała się tętnić własnym życiem, ale równocześnie była mi posłuszna. Mogłam z nią zrobić co chciałam.
- O to właśnie chodziło. Teraz spróbujemy zmienić jej kształt. Pamiętasz? Jedynie wyobraźnia..
- Mam zrobić coś konkretnego? - zerknęłam na niego. Prócz Leiftana dostrzegłam również zarys trzeciej osoby stojącej kawałek dalej i przyglądającej się nam.
- Niestety muszę wam przerwać - damski głos zaraz się odezwał. Aengel spojrzał za siebie, a moja energia powoli zniknęła.
Zbliżyła się do nas Karenn.
- Coś się stało?
- Nie, nic takiego. Nevra mnie prosił żebym przyszła po ciebie - skrzywiła się zerkając w moją stronę. - Plany się trochę zmieniły i musiał przesunąć twoje lekcje na trochę wcześniejszą porę.
- Naprawdę muszę? To jest chyba moje najważniejsze ze wszystkich zajęć. - Nie ukrywałam, że wizja szybszego spotkania z wampirem bardzo mi się nie podobała.
- Spokojnie, dokończymy następnym razem - Leiftan położył mi dłoń na ramieniu. Czyżby wyczuł moją niechęć? - Dobrze ci idzie, nie martwiłbym się na twoim miejscu.
- Cudownie! Wielkie dzięki - różowowłosa zaraz złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć za sobą. Ledwie zdążyłam pomachać chłopakowi na pożegnanie.
♥
- Możesz mi wyjaśnić o co chodzi? - w drodze do Ogrodu Muzyki nie wytrzymałam i zwyczajnie zapytałam Karenn. - Myślałam, że o zmianach będziemy informowani wcześniej, a nie na ostatnią chwilę.
- Tak miało być, i tak jest. To wyjątkowa sytuacja.
- Możesz powiedzieć, o co chodzi?
Spojrzała na mnie nieco niepewnie.
- Tylko musisz trzymać język za zębami. To ma być niespodzianka dla całej Kwatery.
- Powiedziała plotkara wszechczasów - wywróciłam oczami.
- Wiem jak to brzmi - zaśmiała się pod nosem. - Po prostu chodzi o to, że ma przybyć do nas pewna osoba. Jest bardzo znana i kochana przez wiele faery. Początkowo miała tu być tylko przejazdem, ale zmieniła zdanie i zostanie na kilka dni.
- Coś w rodzaju Huang Hua kiedyś? - uniosłam brew i się rozejrzałam. Nie widziałam jakiegoś specjalnego zamieszania, które wtedy było.
- Nie. To zupełnie inny poziom - pokręciła głową. - Właśnie dlatego Nevra prosił, aby to się nie rozniosło. Sama zainteresowana też wolałaby mieć spokój.
- No dobrze.. Powiedzmy, że rozumiem. Potem będziesz musiała mi wyjaśnić niejasności.
- Wszystko ci powiem, ale na razie skupmy się na jednym.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz