niedziela, 2 października 2022

35. Goście, goście..

 W momencie, w którym wraz z Karenn dotarłyśmy do Ogrodu Muzycznego, Nevra już na nas czekał. Oparty o mur patrzył w zupełnie innym kierunku.

Dopiero gdy stanęłyśmy tuż obok niego zwrócił na nas uwagę. Na miejscu poza naszą trójką nie było nikogo innego. 
- Już myślałem, że będę musiał się osobiście pofatygować - krótko na mnie zerknął.
- To nie są moje ulubione z zajęć, mam jeszcze coś innego na głowie - wzruszyłam ramionami. - Możemy zaczynać? Podobno zależało ci na czasie..
- Tak. Zaczynajmy - odsunął się od ściany. - Na pewno po krótce zdajesz sobie sprawę z głównej specjalizacji Straży Cienia, w końcu.. - zaciął się na chwilę. - Nie ważne. Chodzi o to, że pewna umiejętność jest bardzo ceniona, a wręcz wymagana w jej szeregach. 
Przytaknęłam. Wiem chyba do czego zmierza.
- Takie wtrącenie - zerknęłam na Karenn. Moja jedyna deska ratunku jeśli nie mam ochoty rozmawiać z jej bratem. - Dlaczego więc nie Chrome tu jest, jako szef straży? 
- A kto inny nauczy cię najlepiej skradania i wtapiania w tło, jak nie dwa wampiry? - posłała mi szeroki uśmiech. 
Westchnęłam ciężko. Miała rację, ale tak czy siak, nie podobało mi się to.
- Nie zapominaj, że długo stałem na jej czele i doskonale wiem o co chodzi - Nevra zabrzmiał z lekkim wyrzutem. 
- Nie o to chodzi. Jako prawa ręka Huang Hua, musisz mieć ważniejsze rzeczy na głowie niż przeprowadzanie monotonnych szkoleń. 
- O to się nie martw. Zacznijmy w końcu.. 

Z gulą w gardle nie mówiłam nic więcej. Zwyczajnie dałam wampirom pole do popisu.
Nevra trochę zgrywał ważniaka i opisując różne sytuacje w których umiejętność skradania jest niezwykle przydatna, nie zapominał nawiązywać do swoich przygód. Liczyłam, że może Karenn będzie go stopować, ale byłam bardzo naiwna. Dziewczyna starała się odbijać piłeczkę, i udowadniać, że to właśnie u niej było to najwspanialsze i najbardziej ekscytujące. 
Krótko mówiąc, popisywali się. Nie wiem czy bardziej przed sobą, czy przede mną, ale nie było to ciekawe do słuchania. Tyle ile już tu jestem, to każdy z członków Straży miałby zapewne jakieś imponujące historie do opowiadania. Zdaje się, że nie po to były te zajęcia. 
- A możecie w końcu powiedzieć, co to ma wspólnego ze mną? Należę do zupełnie innej straży - w końcu się wtrąciłam unosząc nieco głos. - O ile rozumiem zajęcia z Huang Chu, ponieważ nigdy nie wiem, kiedy może mi się przydać przepis na jakiś lek, czy bombę, tak tutaj.. Potrafiłabym się schować, jeśli zaszłaby taka potrzeba. 
- Ale na jak długo? - wzrok Nevry spoczął na mnie. - Czy udało by się pozostać niewykrytą? Wątpię by to się zmieniło, a pamiętam, że zawsze łatwo było cię podejść, a nawet nie musimy się bardzo skradać. Potrafiłabyś? - Patrzył tak intensywnie, że zaczynało mi się robić dziwnie głupio. - Spotkań ze mną będziesz miała najmniej od reszty. Sens tego wszystkiego, to to żebyś zrozumiała pewne mechanizmy. Nie tylko je stosowała, ale także potrafiła wykryć. Stała się bardziej czujna. Na przykład teraz.. - pokazał ręką po okolicy, automatycznie podążyłam za nią wzrokiem. - Gdzie jest Karenn? 
Zamrugałam kilka razy i zaczęłam się rozglądać dookoła w poszukiwaniu dziewczyny. Nie było po niej ani śladu. 
- Teraz rozumiesz? Podczas gdy my rozmawialiśmy, ona zniknęła. Wiesz, jak to zrobiła? Dokąd mogła pójść? Chciałbym żebyś na początku sama spróbowała ją znaleźć - usunął się w cień. 

Mam ją znaleźć? To nie powinno być takie trudne. W końcu to tylko pokazówka, która ma mi utrzeć nosa, prawda? Nie mogła pójść gdzieś daleko, na pewno została w ogrodzie. 
Tylko jak długo jej już przy nas nie było? Zniknęła chwilę przed zwróceniem na to uwagi przez jej brata, a może jak tylko zabrałam głos? 
Jeszcze raz rozejrzałam się dookoła i powoli ruszyłam w stronę głównej ścieżki. Czy mogłaby tu pójść? Z jednej strony wydaje mi się to logiczne, że opuściła nas właśnie tędy, ale coś z tyłu głowy kopie ten tok myślenia i każe mi się cofnąć. 

Trudno, najwyżej dostanę wykład. 
Cofnęłam się i spojrzałam w miejsce, w którym stała przed chwilą nasza trójka.
Zwizualizuj sobie sytuację Ana - jak to było?
Rozmawiałam z Nevrą, który stał tutaj. Byłam naprzeciw niego, a obok mnie stała Karenn. 
Co byś zrobiła gdybyś chciała się ulotnić? Nie wiem, ale pewnie wykorzystała zamieszanie. W prawo? W lewo?
Stała po mojej lewej, gdyby wymykała się w stronę ścieżki, dostrzegłabym to. Czysto teoretycznie. W końcu byłam skupiona na czymś innym..
Może jest tutaj? W końcu ma gdzie się schować.
Gdybym tylko miała tak dobry słuch, jak któreś z nich. Węch Chrome'a też by był tu całkiem użyteczny. 
Zaczęłam błądzić wzrokiem od krzaka do krzaka zbliżając się do pierwszego z nich. Zajrzałam pomiędzy jego gałęzie, ale nikogo tam nie było. Ruszyłam do kolejnego - znów pustka. 
Skup się! 
Skoro już obstawiasz, że została tutaj to nie mogła odejść daleko..
Wiem!
Jakby żarówka zapaliła się w mojej głowie, a wszystkie kontrolki zaczęły szaleć. 
Cofnęłam się o kilka kroków i zajrzałam w rośliny obok których staliśmy. 

- Znalazłam cię - uśmiechnęłam się szeroko widząc nieco skuloną różowowłosą. 
- Brawo - spojrzała podnosząc się. - Chociaż zajęło ci to niemiłosiernie długo i poruszasz się strasznie ociężale - puściła mi oczko, a Nevra się do nas zbliżył. Na jego twarzy dostrzegłam cień uśmiechu. 
- Ciekawie się obserwowało. Muszę przyznać, że nie sądziłem, że na to wpadniesz. Brawo. - Jak zwykle pełen wiary i nadziei.. - Karenn ma jednak rację. Wszystkie działania, które wykonywałaś były chaotyczne. Podejrzewam, że w twojej głowie panował podobny bałagan. Gdyby to nie były ćwiczenia, poszukiwana przez ciebie osoba zdążyłaby kilka razy zmienić swoje położenie, albo zaatakować. 
- Teraz rozumiesz? - dziewczyna trąciła mnie lekko łokciem. Przytaknęłam jedynie głową. W końcu oni tu rządzą. 

Przez kolejną godzinę rodzeństwo mi tłumaczyło podstawy skradania, a także wprowadziło nieco praktyki. Zdaniem wampirzycy, mój przypadek jest beznadziejny jeśli chodzi o ciche chodzenie, ale jeśli trochę poćwiczę to może coś z tego być. 
Tak czy siak, nareszcie byłam wolna i gdy tylko Nevra ogłosił koniec dzisiejszego spotkania, rzuciłam coś na odchodne i zaczęłam się oddalać. 
Zgłodniałam. 

Wchodząc do stołówki, nie dało się przegapić sprzątającego wszystko na błysk Karuto. Chodził ze zmiotką i przewieszoną przez ramię szmatką, a w odosobnionym miejscu sali pojawił się nowy stół. Nie był prosty, jak reszta. Leżał na nim elegancki obrus, świecznik i świeże kwiaty - trochę jakby był przygotowany na randkę, a krzesła też były przy nim tylko dwa. 
- Wszystko w porządku? Co to za porządki? - podeszłam do kucharza zajętego wycieraniem stołu. Nieco podskoczył słysząc mój głos i zaraz spojrzał. 
- Nie mogę powiedzieć. Wszystko musi być perfekcyjne - pokręcił głową i wrócił do wycierania. Jego ruchy były trochę nerwowe.
- Mam rozumieć, że nie ma szans na posiłek?
- Idź sobie coś tam weź - machnął ręką. Skoro tak, to dobra. Sama sobie zrobię coś dobrego. Ruszyłam w stronę kuchni, gdy usłyszałam okropny wrzask. - Nie! Niczego tam nie dotykaj! - biegiem mnie wyprzedził. - Nie możesz tutaj niczego dotknąć, jeszcze coś popsujesz i dopiero będzie! - Niczym szaleniec zniknął za lady. - Zaraz ci coś przyniosę! 

Mocno zdezorientowana zajęłam miejsce przy stole. Specjalnie ominęłam ten, który czyścił przed chwilą. 
Czyżby tu też chodziło o tego specjalnego gościa? Według Karenn to ma być niespodzianka dla całej Kwatery, więc takie zamieszanie trochę przeczy temu wszystkiemu.
- Specjalnym upodobaniom nie jest łatwo sprostać, zwłaszcza kucharzowi - ktoś zajął miejsce naprzeciw mnie. Podnosząc wzrok dostrzegłam Lance'a.  - Można? Karuto nie był zadowolony z mojego przyjścia, lepiej się nie rozsiadać za bardzo.
- Siedź - przytaknęłam głową. - O jakich specjalnych upodobaniach mówisz? - zmarszczyłam czoło przyglądając się smokowi. Kącik jego ust drgnął ku górze - wiedział, że zapytam. 
- Karenn ci nie powiedziała? Jako jedna z pierwszych o wszystkim się dowiedziała. 
- Nic nie wiem. Miała mi powiedzieć, ale jakoś po treningu uciekłam. Wyleciało mi z głowy, jej chyba też - do moich nozdrzy dotarł zapach smażonych kiełbasek, przez co odruchowo zerknęłam w stronę kuchni. - Powiesz mi o co chodzi, czy będziesz pilnował tajemnicy? 
- Nic mi w sumie nie szkodzi - pochylił się do przodu i kiwnął żebym zrobiła to samo. Bez gadania zbliżyłam się. Znaleźliśmy się twarzą w twarz, blisko siebie. Poczułam się nieco niezręcznie, zwłaszcza że jego niebieskie oczy wpatrywały się we mnie. Z bliska wydawał się groźniejszy. To lodowate spojrzenie, kilkudniowy zarost i blizna na idealnym nosie. Było się czego obawiać. - A więc.. Przechodząc do tego całego zamieszania.. - odezwał się cicho, niemal szeptem. - Przyjeżdża Ester - mruknął mi wprost do ucha, a moje ciało nie wiedząc czemu przeszedł dreszcz. Zacisnęłam zęby wypuszczając lekko powietrze nosem. Nie daj się wyprowadzić z równowagi. 
- A kim jest ta cała Ester? - odsunęłam się. Było dziwnie niezręcznie w takiej pozycji.
- Śpiewaczką posiadającą duże grono wielbicieli - również się wyprostował i nie spuszczał ze mnie wzroku. 
- I o nią tyle szumu? Jest tak bardzo znana? To jakiś eldaryiski Michael Jackson? - podparłam się na ręce. Dopiero po chwili zorientowałam się, że nie wie o czym mówię. Zanim więc o to zapytał szybko wytłumaczyłam. - To ziemski piosenkarz, znany na cały świat. Chodzą o nim różne plotki, ale nikt nie zaprzeczy jemu dorobkowi artystycznemu. 
- To z nią jest chyba podobnie - podrapał się po brodzie. - Ma ładny głos, udziela występów w różnych miejscach. Tutaj jej długo nie było, miała konflikt z Miiko, ale odkąd stery przejęła Huang Hua zagląda częściej. 
- I za każdym razem to tak wygląda? Wielka tajemnica, tajemne przygotowania w kuchni? 
- Jak to przed chwilą ujęłaś.. Chodzą o niej różne plotki, ale ma niesamowity głos i potrafi zachwycić. Każdy chce jej zaimponować.
- Jesteś jej jednym z największych fanów? - nie mogłam się powstrzymać od przytyku. Odpowiedział mi na to uśmieszkiem. 
- Nie czuj się zagrożona. Lubię jedynie słuchać - puścił mi oczko, a przed nami pojawiły się talerze pełne jajecznicy z kiełbaską. 
- Jedzcie i uciekajcie. Mam tu tyle do roboty - rzucił szybko kucharz uciekając. Jedynie przytaknęłam odprowadzając go wzrokiem.
- Karuto to jeden z najlepszych dowodów na jedną z plotek dotyczących Ester - rzucił Lance biorąc się za swój posiłek. Spojrzałam w jego stronę. Chciałam by wytłumaczył. Zrozumiał. - Nasza śpiewaczka lubi ekskluzywność. Nie ubierze byle czego, nie zje tego co wszyscy. Jak się zapewne domyślasz, nie zajmie też miejsca ze zwykłymi strażnikami przy jednym stole. Musi mieć stolik dla siebie i swojego towarzysza, przy którym usiądą i nikt im nie będzie przeszkadzał. Miiko się nie podobało jej zachowanie i się o to pokłóciły. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja. 
- A jaka jest ta mniej oficjalna? - wzięłam się za jedzenie, które smakowało fatalnie. Było mocno przesolone i wywołało grymas na mojej twarzy. 
- Tak naprawdę nikt tego nie wie poza nimi. Wszystko w porządku? 
- Właśnie nie wiem - marszcząc czoło wzięłam kolejnego kęsa. Miałam nadzieję, że w jednym miejscu sypnęło mu się za dużo. Niestety całe danie było niezjadliwe. - Wygląda na to, że dostałam twoją porcje.

Posiłku nie dokończyłam, nie byłam w stanie. Podziwiam Lance'a, że potrafi przełykać takie cuda dzień w dzień.
Smok chciał zamienić nasze talerze, albo iść do Karuto po nową porcje, ale stanowczo odmawiałam. Nie chciałam narażać się kucharzowi, albo dokładać mu zmartwień, a do tego to Lance potrzebuje więcej siły niż ja. Wmusiłam więc w siebie kilka dodatkowych kęsów, które z trudem przełknęłam i próbowałam wyciągnąć trochę więcej informacji o tej całej Ester. 

Według Obsydiańczyka elfka wydaje się być miłą osobą, o gwiazdorskich odchyłach, które potrafią męczyć jej otoczenie. Dlaczego jest więc tak lubiana? Na to pytanie nie potrafił mi odpowiedzieć. Twierdził, że sam nie szaleje słysząc jej imię. Zwyczajnie posłucha, i tyle. Jestem wojownikiem, mam ważniejsze sprawy w głowie. Zamieniłem z nią ledwie kilka zdań - to dosłownie jego słowa. 
Podobno odkąd Huang Hua zarządza Strażą, Ester zagląda tu zdecydowanie częściej, a nawet zostaje tu na kilka dni, co nie zdarzało się za kadencji Miiko. Konflikt był chyba trochę poważniejszy, tak mi się wydaje. 

- To widzimy się jutro na treningu. Przyjdź wypoczęta - smok podnosił się zaraz gdy skończył jeść. 
- O ile całe to zamieszanie nam go nie odwoła - podążyłam za nim wzrokiem. 
- Nie powinno. Nigdy nie było jej tak wcześnie na nogach. Zwłaszcza, że może dotrzeć w nocy. Do jutra - krótko machnął ręką i zostałam sama. 
Podsumowując. Przyjedzie do nas jakaś cizia z wygórowanym ego i dobrym głosem. Po tym co słyszałam nie nastawiam się zbyt dobrze, ale w moim poprzednim życiu też tak przecież było. Ile razy słyszało się, że ktoś gwiazdorzy, a okazywał się naprawdę fajną osobą. Zobaczymy, jak to będzie.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne