czwartek, 11 sierpnia 2022

33. Rozkład zajęć

Prawo, lewo, lewo, prawo, do tyłu - w mojej głowie chodziły kolejne pomysły na uniknięcie ciosów i blokady miecza, który wędrował w moją stronę. Z każdą chwilą szło mi jednak gorzej, a do tego czułam się bardzo niezręcznie, ponieważ spora grupa osób zwyczajnie zaprzestała gry. Zatrzymali się i oglądali naszą potyczkę, jakby to ona miała być jakąś rozstrzygającą. Nie podoba mi się to.
Nie chcę się popisywać, ponieważ nie mam czym, ale muszę coś zrobić. Nie chcę wyjść na totalną ofiarę losu.

Lance puścił do mnie oczko, a kolejny cios wędrował w moją stronę. Zaryzykowałam i zrobiłam krok do przodu, blokując równocześnie jego miecz.  Byliśmy niebezpiecznie blisko siebie i mierzyliśmy się wzrokiem w tym samym czasie próbując przepchnąć miecz przeciwnika. 
Doskonale świadoma, że smok nie używa pełni swojej siły analizowałam wszelkie za i przeciw. Szybko jednak porzuciłam minusy, i po prostu dałam się ponieść przeczuciu - albo teraz, albo nigdy.
Skupiona na ciągle obecnych, delikatnych iskrach wokół moich dłoni, starałam się zgromadzić ich energię w jednym punkcie. Nie do końca rozumiem działanie swoich mocy, ale przecież jakoś daję radę. Mam się uczyć bez prób? 

Przyjemne ciepło rozeszło się po moim ciele, by zatrzymać w klatce piersiowej. 
Wszystko zadziało się błyskawicznie. 
Gdy tylko poczułam tą niesamowitą kumulację energii, wystrzeliłam ją z siebie. Strumień światła uderzył w smoka i odrzucił do tyłu. 
Lance wydał z siebie bliżej nieokreślony dźwięk, przypominający krzyk odlatując na kilka metrów. Nie spodziewał się takiego zagrania? A może na to liczył?

W każdym razie miałam dość czasu by się poprawić i przyjąć pozycję, podczas gdy on wstawał na nogi i podnosił swój miecz. 
Wzrok wszystkich dookoła był skierowany w naszą stronę.
- Tak chcesz grać? - mój przeciwnik zakręcił parę razy swoim ostrzem. Szedł w moją stronę.
- To samo tak wyszło, nawet nie próbowałam - niewinnie wzruszyłam ramionami.
Prychnął na to i przyśpieszył. Nie czekałam zanim do mnie dobiegnie, pierwsza zaatakowałam. 
Kolejny raz nasze miecze się skrzyżowały, wymienialiśmy zawzięte ciosy.
Nie trwało to jednak długo.

Wykorzystując swoją przewagę fizyczną, Lance zablokował kolejny mój cios. Nie dał mi niestety uskoczyć w spokoju. Jego świetlista energia przybrała kształt dużego kamienia, podobną też miała strukturę. 
W efekcie chcąc uciec, zwyczajnie przewróciłam się na plecy. Jego ostrze znalazło się pod moim podbródkiem. Przegrałam.

- Dziękuję wam wszystkim. Zobaczyłam, co chciałam zobaczyć - niemal zaraz po mojej wstydliwej porażce Huang Hua uderzyła w gong i znalazła się między nami. Szybko uformowało się kółko ze strażników chcących jej wysłuchać. Osobiście stałam gdzieś na przodzie, obok mnie znajdował się czymś zdenerwowany Leiftan i uśmiechnięty szeroko Chrome. - Gratuluję obrońcom murów, że udało im się nie dopuścić do wejścia wrogich jednostek. Równocześnie byli oni świetnymi napastnikami, brawo. Cały ten wysiłek miał być swego rodzaju testem, ale więcej dowiedzie się jutro. W południe zbierzcie się w Sali Drzwi, tam wam wyjaśnimy. Teraz możecie odpocząć..

Słowo odpoczynek zadziałało, jak zwolnienie jakiejś blokady. Momentalnie na równinie zrobiło się pusto - wszyscy uciekali do swoich pokoi.
Sama również poczułam się fatalnie. Doskwierał mi głód, senność i ból dosłownie w każdym mięśniu mojego ciała. Jedynie cudem trzymałam się na nogach.

Biorąc przykład z innych udałam się w stronę Kwatery, a tam zaraz wykręciłam do stołówki. Coś zjem i pójdę spać. 
Oprócz mnie, na miejscu było kilka pojedynczych osób, a wszyscy tak samo zmęczeni. Karuto widząc, że nie będzie miał z kim porozmawiać, podał jedzenie i zaszył się w kuchni. 
Nie zwracałam uwagi, na to co miałam na talerzu. Pamiętam, że było dobre i wystarczyła mi do tego łyżka.

Opuszczając stołówkę dostrzegłam sporą kolejkę do lecznicy. Czy aż tylu potrzebowało pomocy? Stało tam jakieś dziesięć osób. 
Właściwie.. 
Może sama powinnam pójść do Ewelein? Nie w celu badania, ale upewnić się, że nie wyrządziłam nikomu dużej krzywdy.
Spojrzałam jeszcze raz na kolejkę. 
Nie. Nie mam siły tam stać i czekać tyle czasu. Jutro jej zapytam.

Nie zatrzymując się nigdzie indziej weszłam prosto do łazienki. Zmywałam z siebie cały brud dzisiejszego dnia, dzięki czemu poczułam się lepiej. 
W pewnym momencie pozwoliłam, aby ciepła woda zwyczajnie na mnie leciała i spływała po moim ciele..

- To jeszcze raz dziękuję - spojrzałam na smoka puszczając jego ramię i opierając się lekko o ścianę wnęki, w której znajdowały się drzwi.
- Było.. Ciekawie - uniósł kącik.
- To chyba całkiem dobre słowo - kiwnęłam głową.
Oboje zaczęliśmy się w siebie wpatrywać, co trwało dobrą chwilę. Lance chyba się nawet nieco zbliżył.
- Raczej nie mówię takich rzeczy, ale.. - poczułam jak jego chłodna dłoń zaczepia moją skórę chwytając jeden z kosmyków, by po chwili założyć go za moje ucho. - Ładnie dziś wyglądałaś..
Poczułam, jak czerwień opanowuje moją twarz, momentalnie zrobiło mi się gorąco. 
Tego się nie spodziewałam. 
Błękitne tęczówki wpatrywały się we mnie, a ja nie miałam pojęcia co powiedzieć.

Co powinnam? Przecież ta sytuacja to jakiś kompletny absurd!

- D-Dziękuję.. - po  chwili, która zdawała mi się trwać strasznie długo, wydusiłam z siebie jedno słowo.
Lance uśmiechnął się ledwie zauważalnie i zabrał swoją rękę. Znów zaczęliśmy się wzajemnie na siebie gapić, aż odchrząknął uciekając wzrokiem. Zrobił też kilka kroków do tyłu.
- Odpocznij. To był męczący wieczór - mówiąc to nawet na mnie nie patrzył. Szybko odszedł, a ja z mieszanymi uczuciami weszłam do swojego pokoju.

Obudziłam się przytulona do swojej poduszki, zamiast mieć głowę na niej. Musiało być w okolicach południa, ponieważ słońce za oknem było dość wysoko. Nie przejmowałam się w tej chwili tym zbytnio. Miałam się wyspać, więc to zrobiłam. Czy ktoś powinien mieć mi to za złe?

Po głowie chodziły mi zupełnie inne rzeczy. 
Czy ta scena miała miejsce naprawdę, a może to tylko jakiś mój głupi sen? Wiedziałam, że spędziłam z nim cały wieczór, ale odprowadzał mnie? Mam małą dziurę w pamięci. Naprawdę nie jestem pewna swoich wspomnień. I niestety nie mam pojęcia - to wina zmęczenia, czy alkoholu? 
Pozostanie upewnić się u drugiej strony, ale nie chcę do tego wracać. Jeśli coś odwaliłam, albo on coś powiedział, to lepiej tego nie pamiętać. Nic się przecież nie stało. 
Pewnych rzeczy bym nie zapomniała, bez względu na upojenie. 

Przekręciłam się na drugi bok i rozejrzałam za Dafne. Nie było jej. 
Zdziwiona powoli podniosłam się do siadu, ale nie dostrzegłam śladu po chowańcu. 
Uciekła? Przecież drzwi były zamknięte.

Wzdychając ciężko, zmusiłam się do wstania. 
Sprawnie się ogarnęłam i ubrałam, a po szybkim pościeleniu łóżka opuściłam swój pokój. Ruszyłam korytarzem prosto do sali drzwi w celu przejścia do ogrodu, a tam gromadziła się masa osób.
Początkowo nie rozumiałam co się dzieje, po chwili jednak zapaliła się żaróweczka. Przeklęłam cicho pod nosem i podbiegłam do tłumu. 
Huang Hua stała przed wszystkimi, a obok niej reszta Lśniącej Straży. Niestety kończyła swój monolog.
- I właśnie dlatego zostały podzielone grupy, a każdy z was został do jakiejś przypisany. Pilnujcie harmonogramu i dawajcie z siebie wszystko. To ma wam jedynie pomóc się doskonalić.. - posłała w stronę zebranych delikatny uśmiech i odchodziła.
Brawo kretynko! I o co chodzi? Jakbyś sprawniej się ruszała, to byś wiedziała! 
Ugh!

Rozejrzałam się po zgromadzonych. Wśród licznych kolorowych głów szukałam jednej - różowej. Niebyła trudna do przegapienia, więc natychmiast ruszyłam w jej stronę i złapałam wampirzycę za ramię. Podskoczyła, najwyraźniej się tego nie spodziewając.
- Ana, wystraszyłaś mnie - spojrzała dużymi oczami, co wywołało u mnie niewielki uśmiech.
- A myślałam, że ciebie i Nevry nie da się podejść z zaskoczenia - puściłam ją by mogła się do mnie swobodnie odwrócić. 
- Nie da się, a to.. To tylko mały wypadek przy pracy, każdemu się może zdarzyć - poprawiła swoją długą kitę wzruszając beztrosko ramionami. Wyparcie. 
- Dobrze, dobrze.. Potrzebuję pomocy.. - skrzywiłam się i krótko rozejrzałam dookoła. Tłum się rozchodził, pozostała niewielka garstka osób stojąca przy jakiejś nowej w tym otoczeniu, tablicy i coś sprawdzała.
- Nie licz, że będę dla ciebie litościwsza w trakcie naszych treningów. Nie ma mowy - założyła ręce.
Jakich treningów? Jest jeszcze gorzej, niż myślałam.
- Karenn, ja nie wiem o czym ty mówisz. Zaspałam i nie mam pojęcia, co tu się przed chwilą działo - jęknęłam. - O jakich treningach mówisz? 

Szkolenie grupowe w celu korekcji naszych błędów - dokładnie takich słów użyła wampirzyca informując mnie, o czym mówiła Huang Hua. Dodatkowo według rozpiski jestem przydzielona do niej, Koori i Mathieu, dwoje ludzi i dwie tutejsze. 
Codziennie ma nas szkolić jeden z szefów straży, każdy w swojej dyscyplinie. Niestety przez to, że zaspałam - i dosłownie wszyscy wiedzieli o mojej nieobecności, nasza drużyna nie otrzymała harmonogramu. Podobno były wręczane każdemu bezpośrednio do ręki, jedynie drużyny były wypisane i przypięte do tablicy, która mi mignęła. 

- To znaczy, że mam do niej iść? - zapytałam na koniec, a dziewczyna przytaknęła głową. 
- Chciała jeszcze o czymś z tobą porozmawiać, dlatego poprosiła żeby ci to przekazać. Przy okazji dostaniesz naszą rozpiskę.
- No dobra, za spóźnialstwo trzeba odpokutować. Gdzieś cię potem złapię żeby przekazać, a jak nie to zostawię wam u Karuto, możesz przekazać reszcie - powoli zaczęłam odchodzić w stronę Sali Obrad.
Szefowa miała do mnie ważną sprawę, a mnie nie było. Mam jedynie nadzieję, że nie będzie miała mi tego za złe. 

Powoli podeszłam do drzwi i zapukałam w nie. Nikt się nie odezwał, więc zrobiłam to ponownie i równocześnie zajrzałam do środka. Fenghuang siedziała przy stole i zawołała mnie gestem dłoni. 
Zbliżając się w jej stronę dostrzegłam, że nie jest sama. Towarzyszył jej Leiftan, który posłał w moją stronę delikatny uśmiech. 
- Siadaj Anastazjo - kobieta wskazała na jedno z krzeseł, a ja je zaraz zajęłam. Całą trójką siedzieliśmy dość blisko siebie. - Mam nadzieję, że się wyspałaś i jesteś wypoczęta - na jej twarzy nie było widać złości. Czule się uśmiechała i przyglądała mojej osobie. 
Delikatnie przytaknęłam głową.
- Przepraszam, że się spóźniłam. Byłam wykończona ostatnimi dniami..
- Rozumiem, trochę nam też o to chodziło. Przecież nie zawsze jest czas na odpoczynek - puściła mi krótkie oczko i spojrzała w dokumenty leżące przed nią. - Może nawet takie załatwienie tej sprawy będzie wygodniejsze dla waszej dwójki.
- Jakiej sprawy? Stało się coś? - mój wzrok zaraz powędrował w stronę blondyna.
- Nic, czego powinnaś się bać. Przeciwnie, ucieszysz się.. - wbijał we mnie spojrzenie. Było w nim coś niepokojącego, ale równocześnie całkowicie bezpiecznego i ciepłego. Nie miałam pojęcia co sądzić. 
- Jak zapewne pamiętasz, Leiftan bardzo się wzbraniał ostatnimi czasy przed pewnymi rzeczami - moją uwagę zwróciła Huang Hua. 
- Pamiętam. Potrzebował czasu i tak dalej.. - kiwnęłam głową.
- Nadal potrzebuję, ale potrafię rozróżnić sprawy ważne i ważniejsze - aengel krótko wtrącił.
- Nigdy w to nie wątpiłam Leiftanie - moi towarzysze wymieniali spojrzenia, a ja ciągle nie rozumiałam. 
- Możecie przestać mówić półsłówkami? Nie dociera do mnie sens tego wszystkiego..
- Racja - fenghuang chrząknęła i wyprostowała się na swoim krześle. - Zdaje się, że Lance nie będzie musiał się dłużej głowić nad twoimi mocami. Leiftan zmienił zdanie i zaoferował swoją pomoc.

Zmienił zdanie, zaoferował swoją pomoc - ta krótka fraza momentalnie zaczęła kręcić mi się w głowie, jak jakieś tornado. Treningi z Leiftanem! Osobą taką, jak ja!
Podekscytowana szybko się podniosłam, aż krzesło upadło z łomotem na podłogę. 
- Naprawdę? Nie żartujesz? - podparłam ręce na stole i pochylona wpatrywałam się w blondyna.
- Pomogę ci. Nie będę angażował swoich mocy, ale mogę wszystko ci wytłumaczyć i tobą pokierować.
- Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy.. 
- Dla nas wszystkich - szefowa dała mi jasno do zrozumienia, żebym podniosła krzesło i usiadła. Wystarczyło jedno spojrzenie. - Wasza dwójka ma ogromne zasługi, i jest niezwykle cenna. To duży krok naprzód.. - Oboje zgodnie przytaknęliśmy i pozwoliliśmy jej kontynuować. - Widziałeś już obie rozpiski Leiftanie, co myślisz? Da się to pogodzić? 
- Tak.  Jeśli Anastazja będzie wstawała wcześniej niż dziś, to nie widzę przeszkód żebyśmy ćwiczyli rano, przed jej zajęciami z Huang Chu..  - spojrzał na mnie, a szefowa podała mi wspominany wcześniej harmonogram. 
Rzuciłam na niego szybko okiem. Codziennie wypadało mi coś innego, ale były to raczej stałe pory. Nie widziałam przeszkód żeby najważniejsze z zajęć nie znalazły dla siebie miejsca.
- Świetnie. Resztę już omówicie między sobą. W razie jakiś zmian w planach, każdy otrzyma informację czy to bezpośrednio, czy na tablicy, którą przeniesiemy od jutra do stołówki.
- Nie wiem co miało wpływ na twoją decyzję, ale bardzo mnie to cieszy - posłałam chłopakowi uśmiech.

Po chwili każde z nas rozeszło się w swoją stronę.
Nie ustalaliśmy za wiele. Jedynie, że widzimy się następnego dnia. Rano zajęcia z ujarzmiania natury eangela, a trochę później nieokreślone lekcje z szefową Straży Absyntu. Zapowiada się ciekawie.

W drodze do stołówki zerknęłam na trzymane w dłoniach kartki. Każda z nich była podpisana imieniem konkretnego strażnika z mojej grupy, a plany nieco się różniły. Domyślam się, że to przez nasze różnice w poszczególnych tematach. W końcu jaki byłby sens szkolenia mnie i Koori w w tym samym czasie? Podejrzewam, że dziewczyna nie ma żadnych braków z alchemii do uzupełnienia.
- Wszystko wyjdzie w praniu - mruknęłam do siebie pod nosem i weszłam do pomieszczenia, w którym pachniało wspaniałym jedzeniem. Uśmiech automatycznie sam wkradł mi się na twarz. 

Nie zwlekając, ruszyłam w stronę Karuto i po wcześniejszym zamówieniu czegoś pysznego, zostawiłam mu plany dla reszty. Nie mam ochoty biegać i ich szukać po całej Kwaterze. 

- Może też powinienem poprosić żeby mnie w nich uwzględniono - kucharz towarzyszył mi w trakcie posiłku. Rozmawialiśmy właściwie o wszystkim, i o niczym.
- Z tego co pamiętam, to nieźle sobie radziłeś ostatnim razem.
- I od tamtego czasu nie miałem okazji więcej, rdzewieje - zaśmiał się cicho.
- Nawet bym tego nie brała u ciebie pod uwagę, ale jeśli chcesz.. Nie sądzę by ktoś miał coś przeciwko twojemu uczestnictwu. Nawet jeśli się zwyczajnie wprosisz na któreś zajęcia.
- Możesz mieć rację - zaczął się podnosić. - Zostawię cię już. Muszę zanieść trochę prowiantu do przychodni. Sporo pacjentów się tam nagromadziło.
- Mogę ci pomóc - spojrzałam za nim i szybko połknęłam ostatnie kęsy swojego dania. - Chciałam zapytać o stan jednego z poszkodowanych.
- Pomocy nie odmówię, chodź.. 

Nie spodziewałam się, że tego będzie tak dużo. 
Karuto uszykował jedzenia, jakby dwadzieścia osób było poważnie rannych albo wymagało ciągłej obserwacji przez Ewelein, przez co każde z nas niosło ze sobą spore koszyki, wypchane po brzegi. 

Nasza elfia pielęgniarka, też najwyraźniej była zaskoczona taką ilością. Niestety nie bardzo miała inne wyjście niż przyjąć to wszystko, a nadwyżkę najwyżej rozdać w Schronisku.
- Oby wszyscy szybko wrócili na nogi - uśmiechnięty od ucha do ucha kucharz opuszczał pomieszczenie machając na odchodne. Razem z Ewelein odprowadziłyśmy go wzrokiem.
- Naprawdę jest tak wielu ciężko rannych? - spojrzałam na nią.
- Kilka osób za poważnie wzięło całe te ćwiczenia - skrzywiła się. - Jest to jednak dużo mniejsza ilość niż przyniesiony prowiant. 
- Mam nadzieję, że nikt.. No wiesz.. 
- Masz może mnie na myśli? - z pomieszczenia połączonego z gabinetem Ewelein wyszedł Mathieu. Wyglądał fatalnie.
Okolice jego oczu wyglądały, jak zabarwienie futra u pand, były podpuchnięte i pojawiły się mocno widoczne krwiaki. Dodatkowo miał opatrunek na całym nosie.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne