sobota, 21 maja 2022

31. Wielki Bal

Gdyby ktoś mi kiedyś powiedział, że eldaryjskie zabiegi piękności są tak śmierdzące, zapierałabym się rakami i nogami byle tylko to wszystko nie było w moim pokoju.
Dziewczyny przyniosły jakieś kremy i olejki, w których skład wolałam nie wnikać, ale sam zapach był okropny. Biedna Dafne nie mogła tego wytrzymać i zaczęła drapać drzwi, byle ją wypuścić. Nieprzekonana to zrobiłam, nie powinna się zgubić, a przynajmniej mam taką nadzieję. Sama jednak jedynie otworzyłam okno i musiałam znosić te katusze. 

Koori z jakąś brązową papką na twarzy, Karenn dusiła nasączone jakimś płynem włosy. Osobiście głownie obserwowałam, chociaż nie udało mi się uniknąć nałożenia czegoś na twarz, co konsystencją przypominało glinę, było zielone i zimne. Po nałożeniu zapach jeszcze bardziej atakował moje nozdrza i powodował delikatne odruchy wymiotne.
Przez to wszystko nawet nie byłam w stanie zjeść tego co dla mnie przyniosły, zwyczajnie bym to zaraz zwróciła.
Dziewczyny miały ze mnie niezły ubaw i przedrzeźniały każde moje narzekanie.
Chcesz być piękna, to musisz trochę wycierpieć - to zdanie słyszałam niemal co chwilę. Nie brzmi ono przekonująco. Nigdy nie byłam typem osoby, która używa nie wiadomo czego żeby spowolnić pewne procesy starzenia, czy stroić się jak gwiazda. W przeciwieństwie do mojej matki - specjalistki od botoksu niestety coraz bardziej zaczynały ją kojarzyć z roku na rok. Nie uważałam żeby wyglądała staro, ale miała jakiś głupi kompleks. Nie podobał jej się nawet najmniejszy zalążek zmarszczki.

- Dobra dziewczyny, mogę już to ściągnąć z twarzy? Dłużej nie wytrzymam - zerknęłam na swoje towarzyszki. Obie wesoło wymieniały między sobą jakieś plotki, gdy siedziałam przy oknie i łapałam czyste powietrze.
- A minęło piętnaście minut? - Karenn spojrzała w moją stronę.
- Jak dla mnie już ze trzy godziny - westchnęłam i ruszyłam w stronę miski z wodą. Szczęście w nieszczęściu, że ją tu przyniosły. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której bym szła tak do łazienki. 
Natychmiast zaczęłam z siebie zmywać to świństwo.
- Słyszałam, że ty i Nevra.. - zaczęła Koori, gdy tylko czysta woda dotknęła mojej upaskudzonej twarzy. 
- Ani się waż kończyć, czy rozpowiadać to dalej - chlapiąc na wszystko dookoła odwróciłam się zamaszyście i zaczęłam jej grozić palcem wskazującym. - To bajki, bzdury, i to wyjaśnię, ale nie dzisiaj. Nie życzę sobie jednak żebyście rozpuszczały takie informacje na prawo i lewo, jak głupie przekupki.
Mój ton brzmiał ostro, a ich miny z każdym momentem się wykrzywiały.
- O co ci chodzi? Przecież tak tylko się śmiejemy - wtrąciła wampirzyca. 
- Dobrze wiesz, o co mi chodzi - mruknęłam wracając do mycia się. - Rozmawiałaś z Chromem i Nevrą, o czymś o czym nie powinnaś. Mogę wam ufać czy nie? Póki co nie wydaje mi się, skoro o tym o czym mówię dowiadują się inni. 
- Przecież to mój brat, kiedyś byliście przyjaciółmi, potem parą. Co w tym złego?
- Już nie jesteśmy nawet dobrymi znajomymi, to w tym złego! - szybko wytarłam twarz i odwróciłam się przodem do nich. -  Mam mu za złe to i owo, i nie życzę sobie żeby mu o czymkolwiek opowiadać!
- Do Lance'a też miała obiekcje, a jakoś już nie rozpowiadasz tak na prawo i lewo, a nawet widziani jesteście często razem. Nie widzisz w tym hipokryzji? - wampirzyca ciągła dalej, a mi coraz bardziej rosło ciśnienie.
- Tu sytuacja jest zupełnie inna. Huang Hua mnie prosiła, to po pierwsze. Po drugie sama z nim spróbowałam porozmawiać, i staram się do niego przyzwyczaić, skoro nikt nie zwróci uwagi na moje obawy. Niech ci Nevra powie za co jestem na niego zła, ciekawe jak wtedy zaczniesz mówić. A teraz uszanuj moją wolę, albo trzymaj się z daleka! - wskazałam w stronę drzwi. Na jej twarzy widziałam wyraźne zdziwienie, a może nawet delikatny smutek.
- Dziewczyny, dość! - Koori się szybko podniosła i stanęła między nami. Miała odwagę, ponieważ czuję, że wystarczy iskra aby doszło między nami do rękoczynów. Chociaż, czy byłabym zdolna jej przywalić? Nie wiem, ale moje moce widocznie tak ponieważ kątem oka dostrzegłam iskry wokół dłoni. Najwyraźniej kitsune też je dostrzegła. - Nie kłóćcie się już, dobrze? Karenn przeproś ją i już niczego nie rozpowiadaj, a ty Anastazja weź kilka głębszych wdechów i się uspokój. Nie byłyście przyjaciółkami? Po co te sprzeczki? - spoglądała to na mnie, to na różowowłosą z ponurym wyrazem twarzy. - Ja sama też obiecuję z nikim nie rozmawiać o niczym co usłyszałam od ciebie, czy Karenn - spojrzała mi prosto w oczy. 
Westchnęłam ciężko.
- Nie będę udawać, że jest mi z tym w porządku, ale też nie przepadam za takimi kłótniami. Spróbuję dać jeszcze jedną szansę, ale to będzie ostatnia. Ciekawe co by któraś z was czuła na moim miejscu - mruknęłam i ruszyłam do swojej sukienki, która wisiała przygotowana.

Na dłuższą chwilę zapadła cisza. Karenn nie odezwała się już słowem, nie przeprosiła. Jej mina też nie była zbyt ciekawa, ale nie chciałam niczego zaczynać.
Jedynie Koori co jakiś czas rzuciła kiepskim żartem, albo spróbowała zacząć jakiś temat - i w końcu jej się udało.
Gdy dziewczyny pospłukiwały z siebie cały ten syf , wzięły się za makijaż i czesanie. Zajmowały się sobą wzajemnie, ja odmówiłam pacykowania. Sama podpięłam nieco swoje włosy - czułam się zdecydowanie pewniej gdy opadały mi na plecy niż były związane. Zależy jaki mam dzień, ale tak wolę. To jeden z powodów, przez które tak źle się czułam gdy Lance zrobił mi szybkie cięcie. Oczywiście fakt kto i jak to zrobił jest najważniejszy, ale są też drobniejsze.

Po godzinie byłyśmy gotowe i w trójkę przyglądałyśmy się naszemu odbiciu w lustrze. 
Atmosfera się z czasem poprawiła, a na naszych twarzach gościły uśmiechy.

Karenn miała na sobie długą, czarną sukienkę, która trzymała się na jej biuście, a plecy były wycięte. Na biodrach miała złoty pasek, a nadgarstki zdobiły szerokie bransolety w tym samym kolorze. Włosy spięte były w wysoką kitę efektowną spinką, ale spora ich część z przodu była wolna.
Koori postawiła na biel. Miała na sobie strój przypominający nieco greckie boginie z malowideł, czy rzeźb, tyle że w nieco bardziej dopasowanym, wydekoltowanym wydaniu. Jej biust był uwydatniony nie mniej niż zwykle, plecy odkryte. Jedynie nogi chowały się pod materiałem, jeśli akurat nie postanowiła którejś wyciągnąć długim rozcięciem z boku. Nie zapomniała również o licznej biżuterii, która prócz zdobienia jej szyi, dłoni czy uszu, była też we włosach.

- Wyglądamy fenomenalnie - roześmiała się ogoniasta, a wraz z wampirzycą jej przytaknęłyśmy.
- Mam nadzieję, że nie będziemy się jakoś rzucać w oczy - zerknęłam na nie po kolei.
- A ja wręcz przeciwnie, niech się gapią - Koori poprawiła swoje włosy, a po pomieszczeniu rozszedł się odgłos pukania.
- O! To pewnie Chrome - Karenn zaraz poleciała otworzyć. - Poprosiłam go żeby po mnie przyszedł.
- Nie miałyśmy iść razem? - spojrzałyśmy za nią.
- Miałam go tak zostawić? Idźcie razem, spotkamy się na miejscu - uśmiechnięta pomachała i zniknęła za drzwiami. Nawet nie dała chłopakowi wsadzić tu głowy i się przywitać. Straszna baba.
- To też się zbieramy? - zerknęłam na Koori.
- Tak. Przecież nie mogę się spóźnić na imprezę, którą organizuję.

Wraz z Koori opuściłyśmy mój pokój niemal zaraz po wyjściu wampirzycy. Jedynie ostatni raz posprawdzałam czy wszystkie słoiczki są pozakręcane, ponieważ nie chciałam żeby mi tu zaśmiardło, i mogłyśmy iść.
Na korytarzu od razu dało się usłyszeć wesołe śmiechy, i uniesione odgłosy ekscytacji ze wszystkich stron, ale głownie z jego początku - tuż przy Sali Kryształu. 
- Panie też idą poszaleć w rytm muzyki? - usłyszałyśmy za sobą głos ewidentnie należący do Mathieu. Zaraz spojrzałyśmy w stronę chłopaka - nie był sam, obok był Lance. 
Oboje wyglądali nieco inaczej. Mathieu zrzucił zbroję dla eleganckiej koszuli i spodni, a smok mimo, że pozbył się chyba całego pancerza i był elegantszy nie stracił niczego z wojownika w swoim wizerunku - ewentualnie to po prostu moje wrażenie. W każdym razie obaj panowie dobrze się prezentowali.
- Czy poszaleć to nie wiem, ale na pewno posłuchać - uśmiechnęłam się do bruneta, który skinął głową i wystawił ramię.
- W takim razie oferuję swoje, jakże wyśmienite, towarzystwo w drodze na ten bal - puścił oczko, a ja nie wiedziałam czy żartuje, a może mówi poważnie. Nim do tego doszłam Koori chwyciła jego rękę i roześmiani ruszyli przed siebie zostawiając naszą dwójkę w tyle. 
- Ktoś tu się będzie na pewno dobrze bawił - Lance pierwszy się odezwał odprowadzając ich wzrokiem, który następnie spoczął na mnie.
- Wydaje mi się, że masz rację - skinęłam głową. - Też masz taki zamiar? - oboje powoli ruszyliśmy przed siebie, ramię w ramię.
- To się dopiero okaże. Nie bardzo miałem ochotę iść.
- Dlaczego? - krótko na niego zerknęłam, a ten wzruszył ramionami.
- Jakoś tak. Mathieu mnie trochę do tego przymusił..
Przytaknęłam jedynie na tę odpowiedź. Wyobrażam sobie, jak męczące to mogło być.

Resztę drogi przeszliśmy szybko i bez rozmów. 
Wchodząc do Sali Kryształu oboje rozejrzeliśmy się dookoła. Na stołach było pełno jedzenia, kilkoro muzyków grało coś spokojnego - używając fletu, lutni, harfy, czy kilku innych zapomnianych przez ludzi instrumentów.
W pomieszczeniu było dość klimatycznie dzięki specjalnie zmienionemu światłu, w którym kryształ wyglądał jeszcze okazalej niż zwykle, przez co na dłuższą chwilę zawiesiłam na nim wzrok ignorując wszystko dookoła. 
- Ana? Wszystko w porządku? - przed moimi oczami pojawiła się kilka razy i zniknęła duża dłoń, a zaraz po niej wpatrujące się we mnie niebieskie oczy. 
Podskoczyłam i odruchowo zrobiłam krok w tył.
- T-Tak.. W porządku. Przepraszam - kiwnęłam spoglądając na smoka, który patrzył nieprzekonany.
- To przez kryształ? - kiwnął w jego stronę głową. - Odczuwasz jakieś skutki uboczne po takim długim pobycie w nim?
- Nie, to nie to.. - moje dłonie wbrew mojej woli zaczęły wyginać moje palce. - Po prostu.. To, jak on się teraz prezentuje.. Robi na mnie wrażenie - wypuściłam głośniej powietrze.
- Chyba rozumiem o co chodzi - spojrzał w dół, prosto na moje ręce. - Nie stresuj się. Niech to będzie dobry wieczór - posłał mi słaby uśmiech, zaczepiając krótko palcem moje dłonie, i uciekł. Zwyczajnie poszedł w swoja stronę i zostałam sama.

Nie chciałam stać, jak ten kołek i do tego w przejściu, dlatego rozejrzałam się za jakimiś znajomymi twarzami. 
Pojawiło się sporo osób, ale wbrew temu nie było trudno przegapić Chrome'a i Karenn w pobliżu jedzenia. Z resztą.. Czy kogoś dziwi, że wiecznie głodny wilkołak akurat tam poszedł w pierwszej kolejności?  Mnie niekoniecznie. 
Zbliżając się do nich dostrzegłam, że nie są sami. Towarzyszył im Karuto, Adalric, i co dziwne, Mathieu. Nigdzie w pobliżu nie widziałam będącej z nim przed chwilą Koori.
- Anastazja! - kucharz jako pierwszy mnie dostrzegł i się szeroko uśmiechnął. - Pięknie wyglądasz.
- Dziękuję - skinęłam głową podnosząc kącik ust. - Mathieu, a ty gdzie zgubiłeś Koori? - spojrzałam na chłopaka, który wzruszył ramionami.
- Gdzie jest teraz to nie wiem. Poszła do Huang Hua, chce razem z nią otworzyć przyjęcie. Ma potem do nas wrócić. 
- Włożyła w to sporo wysiłku. Pewnie chce dopiąć wszystko na ostatni guzik - wampirzyca zabrała głos rozglądając się dookoła.

W tej samej chwili, w której podążyłam za nią wzrokiem by poszukać wśród zebranych ogoniastej, po pomieszczeniu rozległ się cichy dzwoneczek - szczerze nie wiem skąd, ale wszyscy spojrzeli w jedną stronę. 
Naprzeciw kryształu stała nasza poszukiwana, a tuż obok liderka Lśniącej Straży. Obu towarzyszyły szerokie uśmiechy.
Huang Hua zrobiła kilka kroczków do przodu rozglądając się po odświętnie ubranych strażnikach, i zwykłych mieszkańcach Kwatery.
- Nie będę wygłaszała wielkich mów, nie o to dzisiaj chodzi. Koori zorganizowała ten wspaniały bal - krótko wskazała na dziewczynę - abyśmy wszyscy zapomnieli o tym co nieprzyjemne. Niech dzisiejszego wieczoru towarzyszy wam śmiech, uśmiech i dobra zabawa. Nie myślcie o szarościach dnia codziennego, celebrujcie wszystko co dobre - to co macie, to co was otacza. 
- Zwyczajnie szalejcie do rana! - kitsune zwycięsko uniosła pięść do góry wykrzykując tych kilka słów, a parę osób - w tym Mathieu, zaczęło wiwatować. Fenghuang nie wyglądała na zadowoloną, że się jej wtrąciła, ale po chwili wrócił jej uśmiech i dała znak muzykom, którzy natychmiast zaczęli grać wesołą melodię. 

Nim się spostrzegłam zostałam pociągnięta przez Chrome'a i wylądowałam w kółeczku szybko stworzonym przez znajomych, jak i kompletnie obcych członków straży. Wszyscy łapali się za ramiona, przez co byliśmy bardzo blisko. Dobrze, że jeszcze nikt nie zdążył się spocić jak knur. Miałam to szczęście, że wylądowałam pomiędzy Karenn, a Koori, która do nas szybko dołączyła. 
Niestety gdy tylko zaczęli wesoło podrygiwać nie miałam pojęcia co robić, i obserwowałam stopy wszystkich dookoła.
Podskakiwali przeplatając je w różny sposób, w czym się gubiłam - w przeciwieństwie do Mathieu, który załapał niemal natychmiast. 
Nie przejmowałam się tym jednak zbytnio, zwyczajnie dałam się ponieść muzyce i robiłam to tak jak mi się udawało. Najważniejsze, że nie zwalniałam obrotów, a wszyscy byli weseli.

Z czasem nasze kółko stawało się coraz większe, aż dołączyli do niego chyba wszyscy obecni.  Nie widziałam w nim jedynie Leiftana, Jamona, czy Lance'a, którzy na pewno byli na miejscu.

Gdy w końcu zaczęłam łapać kroki, przeplatanki i wszystko, co powinnam, dopadło mnie zmęczenie, a nasz wianuszek przerzedzał się. Uznałam więc, że lepiej będzie chwilę odpocząć i również zostawiłam towarzystwo. Idąc w stronę stołu po coś dopicia dojrzałam, jak krąg całkowicie się rozpada i wszyscy podobierani w wesołe pary dalej wesoło tańczą.
Pokręciłam głową i nalałam sobie odrobinę owocowego kompotu.
- Już cię wykończyli? - obok mnie pojawiła się uśmiechnięta Huang Hua.
- Trochę. Nie mam pojęcia, gdzie oni magazynują tyle energii - kiwnęłam głową i ze szklanką w ręku oparłam się nieco o ścianę.
- Później będą odczuwali tego skutki - cicho się roześmiała i stanęła przy mnie. 
Po tym zapadła chwila ciszy. Nie wiem, jak fenghuang, ale ja obserwowałam bawiących się przyjaciół. Koori wyglądała jakby uczyła Mathieu jakiś kroków, a on był bardzo pilnym uczniem. Karenn z Chromem wesoło pląsali - niekoniecznie w rytm muzyki, Karuto widocznie speszony rozmawiał z Feng Zifu, Leiftan podpierał ściany z Adarlicem, a Jamon ożywiony opowiadał o czymś smokowi. Nawet Nevra tańczył w środku sali z Yugito - tą całuśną elfką, z którą ostatnio go przyłapałam. Ugh..
- Może powinniście porozmawiać? - szefowa się odezwała przez co na nią spojrzałam. - Ty i Nevra - kiwnęła głową w stronę wampira.
- Dałam już wystarczająco do zrozumienia, nie chcę tego wałkować - skrzywiłam się. 
- Nie chcę żeby w straży były niepotrzebne konflikty.
- Nie ma ich. W stosunkach zawodowych możesz być pewna, że nie będę mu robiła na złość, ale w prywatność niech mi się nikt nie wtrąca. Taka mała prośba - spojrzałam na nią, a ta westchnęła i przytaknęła głową. 
- Dobrze, nie będę naciskać. Nie myśl, że nie dostrzegam ciebie, jako ciebie - posłała mi słaby uśmiech i odchodziła.
Nie do końca wiem, co to miało znaczyć, ale nie mam ochoty się teraz nad tym rozwodzić. Muszę wyluzować. 

Długo nie podpierałam ściany, i nie podjadałam przekąsek, ponieważ szybko zostałam dorwana przez Chrome'a którego zostawiła na moment Karenn. Dziewczyna porwała swojego brata do tańca, a ponieważ wilkołak miał ochotę na dalsze tańce, wybrał mnie. 
W żaden sposób nie protestowałam i dałam się ponieść zabawie. Zaczęliśmy tańczyć, kręcić się i śmiać do upadłego. Chrome tańczył katastrofalnie, jeśli chodzi o pląsy w parze, ale solówki twarzą w twarz wychodziły mu fenomenalnie. Natychmiast zrozumiałam dlaczego z Karenn wyglądają w trakcie tańca, jak wyglądają. 
W końcu dziewczyna wróciła, ale nie zostałam porzucona na środku parkietu - co to, to nie. Mogłam pomylić kolejność, ale miałam okazję hulać z Karuto, Mathieu, a nawet samymi dziewczynami, które wciągnęły do zabawy Huang Chu - a wierzcie mi, było ciężko.

Bawiłam się dobrych kilka godzin, ale w końcu musiałam zrobić sobie przerwę. Byłam naprawdę głodna i spragniona. Przepraszając swoje towarzystwo szybko uciekłam do stołu i porwałam kilka smakołyków. 
- Mmm.. Tego mi było potrzeba - wyrwało mi się na głos, gdy w moich ustach rozpływały się pyszne specjały szefa kuchni.
- Tylko się nie zadław - usłyszałam ciche naśmiewanie, a zaraz potem dostrzegłam po drugiej stronie stołu Nevrę. Wyglądał na całkiem zadowolonego. 
Nie skomentowałam jednak jego słów i napiłam się odrobiny kompotu, który strasznie mi zasmakował. Muszę poprosić Karuto żeby częściej go robił. 
- Jak się bawisz? - wampir nie dawał za wygraną, przez co na niego krótko spojrzałam. Przeszedł na moją stronę i stał obok.
- Nie byłam przekonana, ale zmieniłam zdanie. Dałam się wciągnąć - odsunęłam się na skraj powoli.
- To dobrze, może oczyścisz myśli.. - czułam, jak się we mnie wgapia. Nie było mi z tym komfortowo. Skupiłam się na podziwianiu tańczących i podjadaniu ciastek. - Może zatańczymy? Nie musimy rozmawiać, ale nie ukrywam, że to może być całkiem dobra okazja.. - Mówił dalej, a ja go kompletnie nie słuchałam. Sens jego słów do mnie nie docierał. Do momentu, w którym jego wystawiona dłoń znalazła się przede mną. - Anastazjo..?
- C-Co? - wstrząsnęłam głową budząc się z letargu i spojrzałam na niego.
- Zatańczysz? - powtórzył. 
Spanikowałam. Naprawdę nie miałam ochoty z nim teraz tańczyć czy rozmawiać, chociaż wiem, że to dobry moment, aby wytknąć mu co nieco i prosić żeby więcej mi nic nie podrzucał do pokoju. Co więc zrobiłam?
Chwyciłam szybko za ramię Lance'a, który podszedł do stołu i zaczęłam ciągnąć w stronę parkietu.
- Wybacz, ale już komuś obiecałam.. - rzuciłam, i jak najszybciej odeszłam. Mina smoka była w tym wszystkim najlepsza. Kompletnie nie rozumiał, co się przed chwilą stało, a gdy w końcu to do niego dotarło, na twarzy zagościł kpiący uśmieszek.
- Ze wszystkich możliwości świata, naprawdę wybrałaś mnie, jako swoją wymówkę? - zatrzymaliśmy się niemal na środku parkietu i stanęliśmy naprzeciw siebie. 
- Nie miałam dużo czasu do namysłu - skrzywiłam się. - Proszę, tylko jeden i dam ci spokój - wbiłam w niego błagające spojrzenie. 
Nic na to nie odpowiedział. Śmiejąc się wystawił dłoń w moją stronę. 
- Jeden taniec nie powinien nam zaszkodzić. 

Szczerze to nawet nie wiem kiedy jeden taniec ze smokiem, został zastąpiony kolejnym, i kolejnym, i jeszcze następnym.
Naprawdę dobrze się z nim bawiłam. O ile pierwszy był nieco dziwny, ponieważ przed oczami miałam ciągle scenę sprzed chwili, tak z czasem czułam się coraz swobodniej. 
Trafiliśmy na nieco wolniejszą melodię, dzięki której mogłam trochę odsapnąć po wszelkich wcześniejszych szaleństwach, ale równocześnie byłam skazana na wbijający się we mnie wzrok Lance'a. Troszkę się ze mnie nabijał, że tak uciekłam. W sumie nie miałam nic do ukrycia i opowiedziałam mu trochę o naszej sytuacji - nie zapomniałam pominąć głupoty Karenn, i o tym co znalazłam w pokoju - o kwiecie, Dafne, i że nie spodobało mi się to. Chyba nawet to zrozumiał, chociaż w jakieś duże szczegóły się nie wdawałam, i zaraz przestał. 
Skupiliśmy się na sobie i dobrej zabawie. 
Smok otwarcie przyznał, że od wieków nie miał okazji tańczyć, ale mimo to bardzo dobrze sobie radził. Pewnie mnie trzymał w ramie i prowadził nas, czy to na początku, czy to w późniejszych żywszych rytmach. Zaczęliśmy się bawić jak gdyby nigdy nic negatywnego nie miało miejsca.
Zdecydowanie tego potrzebowałam. 
Nie zwracałam nawet uwagi na żadne wręcz wściekłe emocje, które do mnie docierały, a ewidentnie do mnie nie należały. Skupiłam się na sobie, i swoim samopoczuciu.

Do końca zabawy towarzyszył mi szef Straży Obsydianu.. 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Popularne