Biuro, siedziba jakiejś korporacji, kolejne biuro.
Wędrowaliśmy kolejną godzinę - ja, Edgar i Koori, której nasz człowiek jako jedynej się nie bał. Nazwał ją nawet uroczą.
Według jego relacji nikogo więcej w budynku nie ma, ale sam nie miał pojęcia, jak budynek znalazł się w Eldaryi. W pewnym momencie poczuł jakby trzęsienie ziemi, a że był w pokoju socjalnym to schował się pod stolikiem, a i tak coś spadło mu na głowę i ogłuszyło. Obudził się gdy było po wszystkim i zastał, co zastał - śnieg, górski krajobraz i zimno.
Opowiadając mu gdzie jest, bałam się, że dostanie ataku paniki, ale było nieco inaczej. Wypierał wszystkie otaczające go fakty, szczypał się i próbował wybudzić. Dopiero Koori ze swoimi ogonami, jakoś przekonała go, że może to być prawda.
Nie mieliśmy jednak więcej czasu na pogaduszki, ponieważ czas nam uciekał. Nevra zarządził przeszukanie budynku. On poszedł z Lancem, a Leiftan z Mathieu. Mojej osobie za to kazał mieć oko na kolejnego człowieka, i w trakcie powierzonego zadania, jak najwięcej informacji z niego wyciągnąć.
Wampir mu nie ufał. Sądził, że może kłamać - że Tenjin go zostawił dla nas, jako coś w rodzaju przynęty. Sama w to nie wierzyłam, mężczyzna wyglądał na przerażonego tym gdzie jest, a co do takiego rodzaju strachu to chyba mogę się najlepiej wypowiedzieć.
W każdym razie za dużo z niego nie wyciągnęłam. Edgar to normalny mężczyzna, który mieszkał w mieście, pracował na infolinii jednej z firm, i uwielbiał typowe zajęcia mieszczucha oraz wygodne życie. Biedaczek pobladł przerażony, że już nigdy nie skorzysta z internetu, nie obejrzy kolejnych odcinków ulubionego serialu, czy nie wstąpi do Starbucksa. Życie na wsi było dla niego koszmarem, więc co dopiero w Eldaryi? Słuchając go strasznie irytowała mnie jego płytkość - ja też taka byłam?
Koori chętnie wypytywała szatyna o ziemię, a on o ten świat, i nawet się rozpogodził. Nie chodził już taki przerażony, można było dostrzec czasem uśmiech - zwłaszcza gdy temat dotyczył chowańców. Ogoniasta też wydawała się w lepszym humorze - w końcu jej myśli uciekły w inną stronę, ale zmęczenie ciągle rysowało się na jej twarzy.
- Może powinniśmy zrobić chwilę przerwy? Ona nie wygląda najlepiej - sprawdzaliśmy kolejne pomieszczenie, a Edgar kiwnął w stronę kitsune, która od dłuższej chwili stała przy oknie i wpatrywała się w widok za nim.
- Nie mamy na to czasu - westchnęłam. - Koori to silna dziewczyna, wytrzyma jeszcze chwilę. Prawda Koori? - powoli się do niej zbliżyłam. Gdy tylko stanęłam obok podskoczyła wystraszona i złapała za swoją torbę, jej wzrok był przerażający, jakby obłąkany. - Wszystko w porządku? Dobrze się czujesz?
- Dlaczego pytasz? Też masz o nie problem? Nevra mówił żebyście dali spokój - nie rozumiałam o czym mówiła, dopóki nie przytuliła swojej torby. No przecież, kryształy! Leiftan nie miał dobrego zdania, co do ich posiadania przez nią. Tylko przed chwilą było dobrze, co się nagle zmieniło?
- Martwię się o ciebie, słabo wyglądasz.. - starałam się brzmieć spokojnie.
- Czuje się wyśmienicie. Nie masz się czym martwić - zaczęła mnie mijać. Spróbowałam ją zatrzymać kładąc dłoń na ramieniu. Natychmiast mnie odepchnęła. - Zostaw mnie! - Jej ogony zaczęły złowrogo falować, a laska błysnęła światłem.
- Dziewczyny? Wszystko w porządku? - Edgar zbliżył się do naszej dwójki. Wzrok Koori szybko na nim spoczął.
- Koori, spokojnie! Niczego od ciebie nie chcemy - wyglądała, jak szalona, a jej wzrok zaczął wędrować pomiędzy naszą dwójką.
- Nie oddam im wam! - krzyknęła nagle i zaczęła uciekać. Edgar spróbował ją zatrzymać, ale zanim ją złapał wrzasnął z przerażenia, a odskakując upadł na tyłek. Dziewczyna zniknęła za drzwiami, a ja natychmiast do niego podbiegłam.
- Zostaw mnie! Zostaw! Nie zabijajcie mnie! - krzyczał i rzucał się po podłodze. Nie lubię tego robić, ale musiałam użyć siły i spoliczkować go aby trzeźwo spojrzał na moją osobę.
- To tylko ja, Anastazja. Nie bój się.. - pokazałam mu puste dłonie. Po chwili się uspokoił.
- Potwór, ogromny potwór. Chciał mnie zabić, gdzie on jest? - rozejrzał się po pomieszczeniu.
- Nie było żadnego potwora. Koori musiała użyć na tobie swojej mocy..
- Ale dlaczego? Przecież nic jej nie zrobiłem - skulił się, jakby naprawdę było mu przykro z tego powodu.
- Te ziemie są pełne dla niej przykrych wspomnień, musiała pęknąć. Jestem pewna, że wszystko się wyjaśni - wyciągnęłam dłoń i pomogłam mu się podnieść.
♥
Nie szukaliśmy dziewczyny, przynajmniej nie specjalnie. Mogła być dosłownie wszędzie. Budynek był ogromny, ale też przeszukiwany i mogła się natknąć na kogoś z naszej grupy - a przynajmniej miałam taką szczerą nadzieję.
Razem z Edgarem kontynuowaliśmy sprawdzanie piętra.
- Tam pracowałem! - po wyjściu z klatki schodowej, szatyn szybko ruszył w stronę drzwi. Stanął jednak, jak wryty, gdy tylko je otworzył. - Trochę inaczej pamiętam to miejsce..
Natychmiast podeszłam, i spojrzałam na to co on.
Przed nami znajdował się kolejny portal, a po drugiej stronie było widać pokój - wyglądał, jak dla nastolatka.
- Ziemia.. - wyrwało mi się. Już miałam okazję widzieć niespodziewany portal, ale tutaj.. Po drugiej stronie nie było lasu, a typowy ziemski pokój. Taki, jak każdy mógłby mieć. Biurko, na którym stał komputer, plakaty na szafie, rzucony w kąt szkolny plecak. Widok tak bliski i znajomy, a właśnie umiejscowiony we framudze drzwi.
Serce podeszło mi do gardła, a wzrok wędrował po iskrzącej powłoce portalu - zupełnie jak ostatnim razem.
- Dom! Wrócę do domu! - mój towarzysz zaczął skakać z radości i niebezpiecznie zbliżył się do przejścia. Szybko złapałam go za ramię i odciągnęłam.
- Nie zbliżaj się do niego, może być niebezpieczny.
- Sama mówiłaś, że te portale łączą nasze światy - spochmurniał.
- Łączą, ale nie muszą być bezpiecznym przejściem. Uwierz, że chciałabym aby tak było, ale to niebezpieczne..
- A jeśli ten jest dobry? Sprawdźmy to - poleciał do sąsiedniego pomieszczenia i wrócił z książką. - Jeśli ona przejdzie na drugą stronę to my też będziemy mogli - szybkim ruchem rzucił przedmiot w taflę portalu. Natychmiast otoczyły go iskry i słychać było dźwięk, jakby doszło do spięcia. Zdążyłam jedynie krzyknąć, na zatrzymanie akcji było za późno.
- Nie możesz robić takich rzeczy! A gdyby portal wybuchnął, albo zaczął nas wciągać?! Filmów nie oglądałeś?! - uniosłam się i odsunęłam go jak najdalej od drzwi.
- To tylko filmy! Nic się nie stało! Widzisz?!
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak dziwne rzeczy tu się mogą dziać. Nie ruszaj się stąd - zmuszona sytuacją pogroziłam mu nożem i powoli zbliżyłam się do portalu. Chyba skutecznie go nastraszyłam, ponieważ ani drgnął. Sama natomiast stanęłam naprzeciw drzwi i spojrzałam na pokój. Książka, którą Edgar przed chwilą tam rzucił wylądowała na ziemi, wyglądała na całą.
Nieco się zbliżyłam chcąc bardziej przyjrzeć widokowi.
- Anastazja! - nagle znalazł się przy mnie Leiftan i szybkim ruchem odciągnął, jak ja przed chwilą szatyna. - Zwariowałaś? - spojrzał na mnie wyraźnie wystraszony. Mathieu stał kilka kroków dalej i się przyglądał zdezorientowany.
- Co jest? O co wam chodzi? - odsunęłam się od blondyna i poprawiłam.
- Czułem twoje emocje, były strasznie silne. Nie czułem czegoś podobnego wcześniej, wystraszyłem się, a gdy przybiegliśmy chciałaś wejść do portalu..
- Nie chciałam do niego wejść - spojrzałam po towarzystwie. - Może to tak wyglądało, ale tylko mu się przyglądałam.
- Stałaś bardzo blisko - Mathieu podszedł i bardzo niechętnie zerknął w przejście.
- Dobrze, to teraz nie jest ważne -westchnęłam ciężko. - Musimy poinformować Lance'a i Nevrę o tym co znaleźliśmy.
- Pójdę ich poszukać, to nie jest dla mnie przyjemny widok - brunet zgłosił się na ochotnika i zaczął oddalać.
- Mathieu! Jakbyś widział Koori to spróbuj ją przyprowadzić - szybko go dogoniłam. Spojrzał zdezorientowany. - Dostała czegoś w rodzaju ataku, nie mam pojęcia dokąd uciekła. - Wyjaśniłam mu krótko. Przytaknął głową i uciekł.
Nie musieliśmy długo czekać, a smok i wampir pojawili się. Brakowało tylko Koori i Mathieu, ale widocznie musiał jej dalej szukać.
Nevra zaraz podszedł do portalu i mu się przyjrzał.
- Jest taki jak w Tenpu - Lance stanął obok niego. Leiftan pilnował Edgara, a ja byłam tuż za chłopakami.
- Widzicie książkę na podłodze? Przeleciała na drugą stronę - odezwałam się, a niezadowolony wzrok obojga od razu padł w moją stronę. - To nie ja. Nie zdążyłam go powstrzymać. Czy to ja zawsze muszę być za najgłupszą brana? - prychnęłam zaplatając ręce na piersi.
Smok westchnął ciężko i wrócił wzrokiem do portalu.
- Jak to wyglądało? Nic wam się nie stało?
- Nie. Zaskwierczało, pojawiło się parę iskier. Dokładnie nie widziałam, bo musiałam go odciągnąć, ale książka pojawiła się po drugiej stronie.
- To dobry znak, prawda? Będę mógł wrócić na ziemię - Edgar odezwał się z optymizmem.
- Niekoniecznie - Nevra szybko sprowadził go na ziemię. - Nie wiemy czy zawartość książki nie zmieniła się, może to być też tylko jej kopia. Nic nie wiemy, to może nie być bezpieczne.
- Musimy go zbadać - Lance wyjął nóż powietrzy, który miałam okazję już widzieć.
- Zajmij się tym z Anastazją. Leiftanie pilnuj go, a ja pójdę sprawdzić co z Koori i Mathieu - Nevra zaczął się oddalać. Mogliśmy jedynie przytaknąć i wziąć się do roboty.
- Tym razem spróbujesz? - Lance wyciągnął fiolkę i spojrzał na mnie. Ostatnim razem dałam mu się bawić nożem, ale teraz.. Szczerze chciałabym nauczyć się czegoś nowego.
- Daj go, ciągle nie będą się trafiały okazje - lekko uśmiechnięta wyciągnęłam dłoń, w której po chwili znalazło się ostrze.
- Widziałaś ostatnio. Tnij brzegi, ale równocześnie nie bezpośrednio portal. Ja złapię próbkę - zbliżył moją dłoń do światła. Trochę ciężko było się na nim skupić, zamiast na widoku po drugiej stronie. - Poprowadzić twoją dłoń?
- N-Nie.. - wstrząsnęłam głową. - Już działam - mój wzrok padł z powrotem na nóż i powoli przesunęłam nim przez błyszczącą powłokę. Okropny dreszcz przeszedł moje ciało, gdy nie poczułam nic - żadnego oporu. Ta świadomość, że właśnie coś przecinasz, a równocześnie widzisz jedynie delikatne iskry i nic więcej nie czujesz, była strasznie dziwna. Równocześnie przyjemna, i straszna.
Starałam się skupić jedynie na swoim zadaniu, gdy Lance znalazł się za mną, a jego wielkie ręce przeszły tuż obok i złapał odstający fragment maany do szklanego naczynia. Równocześnie zaczął narastać we mnie gniew, ale nie miałam do tego zbytnio powodów. Nie należał on również do mnie..
Leiftan? Czy on myśli, że..?
Dureń. Dureń nad durniami. Rozprasza mnie tylko tymi swoimi nerwami.
Warknęłam cicho, a ręka mi się przez to nieco osunęła.
- Uważaj - Lance szybko zareagował i zatrzymał ją zanim ostrze przecięło taflę portalu. - Mamy już wszystko, można go schować - delikatnie pokierował moją ręką i odsunął ją. Nie protestowałam, przez blondyna straciłam swoje skupienie, więc dobrze, że smok był w pobliżu.
Niebieskooki się odsunął zamykając fiolkę, a ja oddałam mu nóż. Zaraz jak go przejął spojrzałam poważnie na Leiftana, który chyba wyczuł, że wiem i się nieco skrzywił.
- To co teraz? Nevra ciągle nie wrócił - szybko znalazł temat zastępczy. Zerknęłam na smoka, chwilowo on tu dowodzi.
- Poszukamy ich. Ja i An pójdziemy na górę, przy okazji sprawdzimy piętro, a wy idźcie na dół. Tylko ostrożnie, znajdziemy was - pochował wszystko i wydał rozkazy. Towarzystwo nie wyglądało na zadowolone, ale nie mieli wiele do gadania i się rozdzieliliśmy.
♥
Razem ze smokiem ruszyliśmy długim korytarzem w stronę schodów na górę. Żadne z nas się nie odzywało, nie mieliśmy takiej potrzeby. Musimy tylko znaleźć Nevrę, ewentualnie Mathieu i Koori i wracamy do pozostałych.
Edgar i Leiftan już dawno byli na dole, nasza dwójka miała lekki poślizg, ponieważ smok postanowił rzucić jakieś zaklęcie w okolicach portalu. Nie mam pojęcia co miało robić, a brzmiało w starym języku, więc tym bardziej jego treść pozostanie dla mnie zagadką. Może mogłabym spróbować się go nauczyć? Muszę pogrzebać w bibliotece za tą wiedzą.
Już mieliśmy wchodzić na górę, gdy obok zabrzmiał krótki, ale charakterystyczny, cichy dzwoneczek. Lance natychmiast odskoczył odsuwając mnie i wyciągając swój miecz. Mój wzrok za to skupił się jedynie na metalowych drzwiach windy, które właśnie się otwierały.
Po chwili zobaczyliśmy pustą kabinę.
Powoli wysunęłam się zza smoka by zajrzeć do środka.
Zatrzymał mnie łapiąc za nadgarstek.
- Nic nam nie grozi - spojrzałam zaraz. - Tylko zerknę do środka, nie będę tam wchodzić - zabrałam rękę i podeszłam bliżej.
W środku nie było nic specjalnego. Lustro, przyciski, jakaś rurka do chwycenia się. Zwyczajna winda, jak wiele innych.
- Co to takiego? - Lance postanowił się zbliżyć i stanął obok. W tym samym momencie drzwi się zamknęły. - Gdy z Nevrą otworzyliśmy podobne widzieliśmy tylko liny idące przez nicość, metalowe liny.
- Bo ona się na nich trzyma - zerknęłam na niego. - Wiesz, ludzie nie chodzą z parteru na trzydzieste piętro po schodach, używają raczej windy. Mniej się przy tym męczą, i trwa to dużo krócej. I to jest właśnie taka winda..
- Jakim cudem z dołu na górę się tym przemieszczacie? - marszczył czoło przyglądając się guzikowi na panelu.
- Dokładnie nie wiem, jak to teraz działa. To taki dźwig. Wchodzisz do środka, naciskasz guzik, podobny do tego, na który patrzysz tyle że z numerem piętra i po chwili machina rusza.
- A ty jesteś uwięziona w takim małym pomieszczeniu?
- Tak jakby - jego pytanie mnie rozbawiło, przez co nie mogłam powstrzymać uśmiechu wkradającego się na moją twarz. - Na przykład teraz Leiftan i Edgar schodzą na dół, pewnie pójdą na parter prędzej czy później. Zamiast iść po schodach, weszliby do środka, wybrali zero i znaleźli by się tam dużo szybciej. W normalnych warunkach to bezpieczne, przynajmniej zwykle, ale tutaj nie ryzykowałabym jej używaniem.
- Dlaczego? - jego wzrok padł na mnie.
- Ponieważ to nie jest jakaś pierwsza z wind, to nowoczesne urządzenie, które tak jak większość na ziemi, działa na prąd. Jest elektryczne..
- Podobnie, jak te światła - wtrącił, na co przytaknęłam. - Czyli nie powinno działać..
- Dokładnie, a skoro nie wiemy jakim cudem działa, to nie wiemy czy jest bezpieczna.
- Rozumiem - odsunął się. - Ziemia jest strasznie dziwna - ruszył z powrotem w stronę schodów. Zaraz poszłam za nim.
- Nie jest dziwna. Jest.. Nowocześniejsza? Urodziłeś się tutaj, w Eldaryi nie ma pewnie czegoś co by cię mogło zaskoczyć, dla mnie tak jest z Ziemią. Wszelkie wynalazki były na co dzień, co chwilę pojawiały się jakieś nowe i nikogo to nie dziwiło. Porównując te dwa światy, powiedziałabym, że Eldarya jest jak z innej, odległej już dość epoki niż świat w którym żyłam.
- Uważasz, że jesteśmy zacofani?
- Nie. Nie to miałam na myśli. Wy się rozwinęliście w inną stronę dzięki posiadanej magii, a ludzie poszli innym sposobem. Oba są skuteczne, ale zastanawiam się czy ten ziemski nie skuteczniejszy.
- Zdajesz sobie sprawę, jak to brzmi?- zerknął na mnie przez ramię.
Wzruszyłam ramionami.
- Odkąd się obudziłam, wydostałam z kryształu, takie porównania coraz częściej się u mnie pojawiają. Nie wiem czy są dobre czy błędne, ale wcześniej nie miałam na to zbytnio czasu. Za dużo się działo.. - weszliśmy na ostatnie piętro i rozejrzałam się. Była tu tylko jedna para drzwi po prawej i lewej stronie. - Wygląda na to, że nie będziemy mieli za dużo do badania. Na końcu jest już tylko wyjście na dach.
- Pójdziemy tam, rozejrzymy się po okolicy - Lance ruszył do drzwi po prawej.
Po przekroczeniu ich, na chwilę zapomniałam, jak się oddycha.
Weszliśmy bowiem do luksusowego mieszkania. Nowoczesny salon z barkiem, zapewne pełnym alkoholi, przestronna kuchnia. Było tu drogo, nie ma co ukrywać. Do tego widok musiał być stąd kiedyś oszałamiający, teraz był to jedynie śnieg i góry - co samo w sobie jest piękne, chociaż może w inny okolicznościach.
Moją uwagę jednak przykuło coś innego, coś co stało przy oknie, pięknie wyeksponowane. Piękny biały fortepian, wokół którego leżały porozrzucane kartki z zapisami nutowymi. Zbliżając się do niego dostrzegłam również leżącą na ziemi gitarę, a na kanapie saksofon.
- To chyba mieszkanie muzyka.. - drżącą dłonią przejechałam po białym instrumencie.
- To źle czy dobrze? - Lance rozglądając się poszedł w głąb mieszkania.
- Wątpię by było tu coś interesującego, przynajmniej dla straży - jak zahipnotyzowana usiadłam na ławie przy fortepianie i podniosłam jedną z kartek. Pomiędzy kolejnymi linijkami znajdował się fragment tekstu, ale nie znałam tego utworu. Na kolejnym skrawku papieru były liczne skreślenia i poprawki. Eldarya pokrzyżowała plany jakiegoś zespołu? Być może.
Odłożyłam czyjeś zapiski i spojrzałam na klawisze. Po tylu latach, czy ciągle bym potrafiła?
Nie pozostaje mi nic innego, jak spróbować.
Delikatnie przejechałam palcem po klawiszach, a po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk. Brzmiał, jak powrót do korzeni - do momentu, w którym pierwszy raz usiadłam u dziadka na kolanach, a on układał prawidłowo moje palce i tłumaczył o co w tym wszystkim chodzi. Do czasów, gdy rodzina pomimo swojej kłótni była blisko. Do tej części historii, która została przerwana i porzucona, jak niedokończone opowiadanie
Ciągle się wahając zaczęłam naciskać kolejno klawisze, oswajać się z instrumentem.
Zaczęłam od zwyczajnej Gamy, a nim się obejrzałam dźwięki dookoła zmieniły się. Machinalnie przeszłam do utworu Sandess and Sorrow, który zawsze jakoś mnie ruszał.
Poczułam dłoń na poliku i natychmiast oderwałam swój wzrok od klawiszy. Napotkałam niebieskie oczy smoka, który stał obok i ścierał kciukiem z mojej twarzy łzę, która bez mojej wiedzy i pozwolenia wydostała się na zewnątrz.
Momentalnie zrobiło mi się głupio i przestałam grać, a Lance zabrał swoją dłoń.
- Powinniśmy iść dalej - uciekł wzrokiem i się cofnął.
Co się przed chwilą stało?
♥
Opuściliśmy pomieszczenie właściwie bez wymiany słowa. Sytuacja była dla mnie zbyt niezręczna, smok chyba również żałował tego co zrobił. Nie ma również co się rozpraszać takimi rzeczami, jeśli będziemy chcieli porozmawiać, to prędzej czy później do tego dojdzie - mam nadzieję.
Ciężko było mi zostawić za sobą fortepian, ale dałam radę. Ostatnimi drzwiami, również okazało się mieszkanie. Było nieco inaczej urządzone, ale było czuć w powietrzu bogactwo. Po szybkim sprawdzeniu, nie znaleźliśmy nic ciekawego - a przynajmniej nic tak ciekawego, jak portal czy inne dziwactwa z powiązaniami Ziemia-Eldarya. Nie mówiąc już o tym, że cały budynek nim był, ale pomińmy to.
Na koniec został nam dach. Lance ruszył przodem, a ja tuż za nim. Szczerze to tego miejsca obawiałam się najbardziej. Ponieważ, to właśnie tutaj wszystkie Draflayele o gigantycznych rozmiarach były na wyciągnięcie ręki. Wewnątrz budynku widziało się jedynie ich fragmenty, albo jak przelatują, ale tutaj..
W tym miejscu była ich cała masa.
Gdy zimne powietrze uderzyło moją twarz, a mroźny wiatr przeczesał włosy opatuliłam się tylko bardziej i rozejrzałam po okolicy.
Kolejny dzień powoli uciekał, powinniśmy zaraz stąd się wynosić.
Śladem Lance'a podeszłam bliżej krawędzi. Smok przyglądał się jednemu z chowańców, co nie uszło mojej uwadze. Jego twarz była napięta, a wzrok wbity w stworzenie, które również śledziło wzrokiem jasnowłosego. Po chwili Draflayel usiadł naprzeciw smoka, na barierce zabezpieczającej. Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, aż niebieskooki powoli wyciągnął dłoń w jego stronę.
Stworzenie nie uciekło, a wręcz zbliżyło swój łeb. Lance niezdarnie go po nim pogłaskał.
Obserwowałam wszystko w ciszy, do momentu, w którym Lance nie postanowił jej przerwać.
- Skrzywdziłem wiele istnień. Strażników, cywili, ale także chowańce.. - zaczął a jego wzrok nie uciekł w bok nawet na moment. Nie odpowiadałam, jeśli ma potrzebę, niech mówi. - Na Memorii powstrzymywałaś mnie, a mimo to wiele z nich ucierpiało. Teraz widząc je tak duże, tu przed sobą.. - urwał i zabrał dłoń z łba zwierzęcia, a ten w tym samym momencie wstrząsnął skrzydłami i wzbił się w powietrze. - Przez niektórych są uważane za duchowe stworzenia smoków, za ich reinkarnację. - Zadarł wzrok w niebo podążając nim za uciekinierem, zrobiłam to samo.
- Nawet je przypominają - wtrąciłam. Lance westchnął głośno. - Boisz się, że mogłeś krzywdzić przodków, których kiedyś chciałeś przywrócić? - zerknęłam na niego. Jakby to wyczuwając lekko kiwnął głową, nie odpowiadając.
- A czasu nie cofnę, i tego nie naprawię. Nie ważne, jak bardzo bym chciał.
- To może przygarnij jakiegoś, zaopiekuj się nim - jego czoło się zmarszczyło, a wzrok padł nieco niżej, kompletnie na wprost. - Może to pozwoliło by ci..
- Cholera! - warknął nagle i biegiem ruszył w stronę zejścia. Rozejrzałam się nic nie rozumiejąc. - Chodź! Mamy towarzystwo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz