Ciemność i ciepło, chociaż może powinnam powiedzieć, mniejsze zimno otulało moje obolałe ciało. Niemiłosiernie bolała mnie głowa, a do tego coś strasznie wrzynało mi się w plecy. Nie byłam w stanie się ruszyć.
Jęknęłam cicho i powoli otworzyłam oczy.
Znajdowałam się w dziwnym pomieszczeniu, w którym ściany były z kamienia, podobnie jak podłoga. Dostrzegłam również kraty, które chyba służyły za wyjście.
Uświadamiając sobie gdzie jestem natychmiast chciałam się podnieść, ale oplatające mnie liny skutecznie to uniemożliwiły. Dodatkowo usłyszałam za plecami niezadowolony warkot.
- W końcu się ocknęłaś - rozpoznałam ten głos. Spojrzałam przez ramię i nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- Co ty tu robisz? I gdzie my tak właściwie jesteśmy? - Lance westchnął ciężko i powoli zaczął podnosić się do siadu. Leżeliśmy na boku w dość niewygodnej pozycji, więc sama podążyłam jego śladem, co we dwójkę było dużo łatwiejsze i skuteczne.
- Jesteśmy więźniami Tenjina - zaczął się ruszać jakby chcąc poluzować więzy. Nie będzie to łatwe ponieważ mamy skrępowane dłonie, kostki i jesteśmy do siebie przywiązani na wysokości klatki piersiowej, dość grubym sznurem.
- Ja to rozumiem, jestem skazana na nieszczęścia, ale ty.. Jakim cudem? - powędrowałam wzrokiem po naszej celi.
Nie było tu dosłownie nic. Surowe ściany, gdzie na jednej z nich wisiał kinkiet z lampą, wejście w postaci krat i małe okienko niemal pod sufitem - również zaopatrzone w kraty. Światła było więc tu bardzo mało.
- Udało nam się uciec, jak zaczął się ten cały śnieżny pokaz. Wziąłem chłopaków na grzbiet i odlecieliśmy. W końcu reszta dotarła, ale bez ciebie. - W jego tonie było coś takiego, że mogłabym przysiąc, że wywrócił oczami, albo się skrzywił. Wolałam jednak dać mu kontynuować. Chciałam wiedzieć, co się działo. - Koori wpadła w panikę, że cię zgubiła. Do tego Nevra niepotrzebnie dał się ponieść. W każdym razie ruszyłem cię szukać. Jak amator dałem się podejść i oto jestem - wzruszył ramionami, przez co elementy jego zbroi boleśnie wbijały mi się w ramię.
- No dobra, ale z twoimi umiejętnościami.. Przecież już dawno mógłbyś nas obu uwolnić - poruszyłam lekko bolącym barkiem. - I nie wbijaj mi się tak bardzo w plecy, to trochę boli.
- Wybacz - zastygł w bezruchu. - A co do uwolnienia.. Próbowałem już kilka razy, ale jest pewien problem. Pamiętasz zaklęcie Miiko, które rzuciła po tym jak mnie schwytano? Wygląda na to, że tu też jest im znane. W chwili obecnej nie bardzo jestem w stanie coś zrobić.
- Czyli jesteśmy skazani na ich łaskę?
- Póki czar nie przestanie działać. No chyba, że jakoś inaczej uda nam się pozbyć tego sznura.
Kiwnęłam głową, chociaż wiem, że nic mu po tym - w końcu mnie nie widzi.
- Byłeś przytomny i wiesz mniej więcej gdzie jesteśmy, czy podobnie jak ja..?
- Obudziłem się, jak tylko mnie tu wrzucili. Nie wiem wiele więcej niż ty. Tylko tyle, że naszą broń zaniósł gdzieś niedaleko i skręcił w lewo. Niedługo później przynieśli ciebie i oto co mamy. Uprzedzając twoje pytanie, jest dość późno. Do łodzi dotarliśmy po zmroku, więc nie zdziwiłbym się jakby zaraz zaczynało wychodzić słońce.
- Rozumiem.
Po wymianie kilku zdań zapadła cisza. Obu nas martwiła obecna sytuacja. Nie mam pojęcia o czym myślał smok , ale ja rozglądałam się po naszej celi szukając chociaż najdrobniejszego szczegółu, czegokolwiek co może nam jakoś pomóc. Niestety na marne.
Ściany z kamienia może nie są równe, ale żeby przeciąć sznur to raczej za mało.
Spojrzałam na swoje nadgarstki, może uda mi się poluzować więzy. Zaczęłam nimi ruszać, pocierać o siebie przedramionami, próbować rozciągnąć sznur, nawet spróbowałam zębami atakować supeł. Przy tym wszystkim chyba się za mocno zaczęłam kręcić, ponieważ mój towarzysz się odezwał po dłuższej chwili.
- Co ty wyprawiasz?
- Próbuję uwolnić swoje dłonie, a ty? - spojrzałam przez ramię. Można powiedzieć, że spotkaliśmy się oko w oko, ponieważ głowa smoka znalazła się z tej samej strony, a nasze twarze nieco zetknęły. - Nie chcę marnować czasu, aż zaklęcie przestanie na ciebie działać.
- Poranisz się przy tym albo uszkodzisz, a jak przyjdzie czas prawdziwej ucieczki będzie problem.
- Z gorszych tarapatów wychodziłam - odwróciłam głowę wracając do swoich rąk wzrokiem. - I to większość zawdzięczałam tobie, a jakoś dałam radę.
- Pamiętam to nieco inaczej - prychnął. - Zwykle ktoś ci pomagał, ratował tyłek. Sama byś sobie nie poradziła.
- Nie jestem przecież aż taką ofiarą losu - spojrzałam na swoje nadgarstki, na których pojawiły się czerwone ślady.
- Nie porównuj dzisiejszej Anastazji, do tej którą byłaś kiedyś. W każdym zachodzą jakieś zmiany. Kiedyś odwaga i brak doświadczenia, a dziś masz go zdecydowanie więcej. Nie mówię o technicznych umiejętnościach, bo te będziesz zdobywała całe życie, ale w sytuacji prawdziwego boju..
- Nie będę się czuła pewniej - przerwałam mu. - Każda wymiana ciosów z kimś, kto naprawdę chce zrobić krzywdę, to chyba nie jest coś do czego będę mogła przywyknąć.
- Z każdą kolejną potyczką twoja pewność siebie będzie rosła. Spojrzysz rywalowi prosto w oczy nawet jeśli ten ktoś skrzywdzi ci kogoś bliskiego, i będziesz w stanie mu się za to odegrać. Może teraz tak myślisz, ale czuję, że nie raz sama siebie zaskoczysz. Z resztą kiedyś ci się już to zdarzyło..
- To tylko przebłyski - przymknęłam oczy odchylając głowę do tyłu. Oparłam ją lekko o Lance'a, ale nie wykręcał się. Dla nas obu pozycja była niewygodna i uciążliwa. Chciałabym się może położyć na chwilę, ale pewnie szybko będę chciała znowu wstać i tylko wkurzę tym swojego towarzysza. Mam nadzieję, że szybko uda nam się stąd uciec - już nie ważne jakim sposobem, czy drogą.
- Na statku mówiłaś szczerze? - nagle ciszę przerwał głos smoka. Otworzyłam oczy i zmarszczyłam brwi. O co mu chodzi? - Wtedy gdy mówiłaś o akceptacji.. Czy byłaś szczera, że zaczynasz się do mnie przekonywać? - poczułam ruch za sobą, chyba próbował zerknąć na mnie.
- Cóż.. - wypuściłam powietrze. Nie chcę palnąć głupoty, ale nie ma co go okłamywać. - Huang Hua mnie o to prosiła, żebym pogodziła się z faktami, ale..
- Jesteś oddana przyjaciołom, nawet tym nieobecnym - wtrącił. - To mnie w tobie dziwiło, wiesz? Szybko się zaaklimatyzowałaś, pogodziłaś z losem, a potem byłaś w stanie oddać życie za to miejsce.
- Co miałam innego zrobić skoro i tak wszyscy mnie zapomnieli, i nie mam jak wrócić na Ziemię? Może nie pogodziłam się z losem, ale przez to, jak szybko wszystko się działo, musiałam też szybko przywyknąć do otoczenia. Zacząć nowe życie - więzy na moich rękach nie powstrzymywały w żaden sposób moich głupich palców i zaczęłam je odruchowo wyginać. Da się nad tym zapanować? Jakieś wskazówki?
- Popsułem tobie i Nevrze plany?
- Co? Jakie plany? - aż mnie dreszcze przeszły. Musimy o tym rozmawiać? Nie mam ochoty.
- Byliście razem, a z boku wygląda to na poważną przeszłość. Słyszałem też, że chodził pod kryształ. Z resztą nie on jedyny..
- Nie wiem czy on miał jakieś zamiary - westchnęłam ciężko. - Może mnie wręcz uratowała ta sytuacja. Patrząc na niego mam wrażenie, że nigdy nie był w stanie się zmienić. Ten wieczny podrywacz i zabawiaka chyba nigdy by nie zniknął.
- Sama nie myślałaś poważniej o tym wszystkim? Podobno, jak się jest zakochanym snuje się różne plany - jego ton zabrzmiał nieco dziwniej, do tego głos jakby stracił na sile.
- Nie myślałam o czymś takim. Wtedy ważniejsze było, czy w ogóle będzie coś za kilka miesięcy, tygodni, następnego dnia.
- A teraz?
- Teraz jestem sama, nie mam z kim snuć wielkich planów na przyszłość. Marzę jedynie, aby wszystko się uspokoiło, żebym mogła spokojnie usiąść i odpocząć. Bez Straży nad głową, bez walk, po prostu w ciszy..
- Brzmi jakbyś już miała dosyć, a ledwo wróciłaś.
- Tak jest - teraz to ja spróbowałam spojrzeć na niego. - Czuję, że jeszcze mnie tu coś czeka, że to nie wszystko co Eldarya dla mnie przygotowała. Nie będę się kłóciła z przeznaczeniem. Mam tylko nadzieję, że tym razem nie stracę kolejnych lat i jak już uda mi się z tym uporać, to będę mogła opuścić Kwaterę Główną i osadzić się gdzieś, gdzie sama będę chciała.
- I to wszystko sama? Zdajesz sobie sprawę, że najpewniej szybko zginiesz? - cicho się zaśmiał.
- Skąd ta pewność? Skoro świat się tak zmienia, to może wtedy już jakoś będzie to wszystko pogodzone?
- No dobrze, ale co dalej? Co będziesz robiła? Poza Strażą nie masz przyjaciół czy znajomych. Z tego co wiem, to nie masz nawet chowańca, prawda? - odwrócił głowę, a ja swojej nie zabierałam, znowu nasz wzrok się zetknął.
- Nie mam, ale jest ich cała masa, która chciałaby mieć kogoś, kto będzie karmił i rozpieszczał. To najmniejszy problem - pokazałam mu krótko język. - Taki jesteś mądry, a sam co? Próbujesz teraz odpokutować swoje winy, rozumiem. Staram się to dostrzegać i słuchać słów twojego brata, a nie Huang Hua, i nie być taka ostra, ale.. Chcesz być tylko żołnierzem na posyłki? Naprawdę? Zero własnego zdania, przekonań, wizji na życie, na świat?
- O co chodzi z moim bratem? To nie pierwszy raz, jak o nim wspominasz. Wiesz coś o Valkyonie, czego ja nie wiem? - szybko podłapał temat.
- Masz zamiar teraz zignorować moje pytania?- prychnęłam uciekając wzrokiem.
- Odpowiem ci na nie, ale wyjaśnij mi najpierw. Powiedz o co chodzi - zabrzmiał trochę surowo. Dobra, sam tego chciałeś.
- Miałam z nim kontakt, a przynajmniej tak mi się wydaje - zaczęłam. - Myślałam, że to był zwykły sen, ale często się powtarza, i z każdym kolejnym razem przekonuję się bardziej, że to może być moje wspomnienie.
- Co widzisz w tym śnie? - czułam za plecami delikatny ruch.
- Valkyona - przyciągnęłam do siebie kolana. Chciałam się o nie oprzeć, ale to było niemożliwe, więc skubałam nogawkę swoich spodni. - Wszystko dzieje się w jego ulubionym miejscu, przy Stuletniej Wiśni. Stoi tam i na mnie patrzy, ale jest niezbyt wyraźny. Jakby obecny był jego duch, a nie ciało. Wiesz.. Jego postać przypomina trochę Fafnira, tyle że w ludzkiej formie. - Czułam jak w moich oczach zaczynają się zbierać łzy. Tylko tego mi brakowało, żebym się tu teraz popłakała. Zamrugałam kilka razy aby to powstrzymać i kontynuowałam, Lance milczał cały ten czas. - W tych snach zawsze mówi, że jest pogodzony ze swoim losem, że czuje spokój. Przepowiednia dotyczyła was obu, ale tylko on ją zrozumiał. Wierzył, że znajdziesz równowagę i odkupisz swoje winy. Do końca miał cię za swojego brata, nie wyrzekł się ciebie. Prosi mnie żebym nie była dla ciebie zbyt surowa, jeśli spotkamy się ponownie. Był przekonany, że dam radę - nie wytrzymałam, strumienie łez zaczęły lecieć po moich polikach. - I to wszystko, przynajmniej z rzeczy dotyczących ciebie. Czasem się budzę szybciej, czasem później, i wizja bywa porwana, ale zawsze mówi to samo. Zawsze jest dla ciebie wyrozumiały..
Po moich słowach zapadła cisza.
Smok w jej czasie ani drgnął, moje słowa może jakoś na niego wpłynęły. Nie miałam tego jak zobaczyć.
Sama natomiast starałam się powstrzymywać kolejne łzy. Na wspomnienie złotookiego ściska mnie w żołądku. To się chyba nigdy nie zmieni, ponieważ był świetnym przyjacielem, a dziś nie ma po nim żadnego fizycznego śladu. Nie wiem gdzie go pochowali, co stało się z Floppy, czy rzeczywiście odszedł spokojny. Pominięty bohater..
- Chciałbym wiedzieć, że naprawdę mi wybaczyłeś - usłyszałam szept Lance'a. Był tak cichy, a jednocześnie naładowany bólem, że przeszedł mnie dreszcz.
- Jedyne miejsce, które mogłoby nam obu pomóc ukoić swoje wątpliwości zniknęło - wtrąciłam krótko zerkając na towarzysza przez ramię.
- W końcu odnajdę Memorię, nie odpuszczę.
- Jakim cudem? Podobno nie ma po niej żadnych śladów.
- Straż jej nawet nie szuka - mruknął. - Huang Hua uznała, że są teraz ważniejsze rzeczy. Odpuściła poszukiwania miejsca, które może być najcenniejsze w całej Eldaryi. - Czułam, że nie podoba mu się ta decyzja. Chociaż to może najłagodniejsze z określeń.
- Zrezygnowała ze smoczej wiedzy? Przecież to nie ma sensu.
- Próbowałem uzmysłowić im to samo, ale nie miałem sojuszników. To było krótko po moim powrocie do straży.
- Czyli szukasz jej na własną rękę?
- Tak, chociaż nie powinienem - wypuścił głośno powietrze. - Dostałem jasne zadania i ograniczenia, ale są faeries, które nie zwracają na to uwagi. Wynająłem kilku, którzy szukają wyspy, wymieniamy się informacjami.
- Z jakimi rezultatami? - utkwiłam wzrok w swoim bucie.
- Słabymi. Za parę dni powinienem dostać nowe informacje. Liczę, że będą lepsze niż poprzednio.
- Gdybym mogła jakoś pomóc, zrobić cokolwiek.. Powiedz. - Mówiłam szczerze. Jeśli będzie trzeba wstawie się i winę za wszystko wezmę na siebie. Informacja, że Huang Hua zrezygnowała z tych poszukiwań jest rozczarowująca. Przecież nikt z członków Lśniącej Straży nie posiada takiej wiedzy, jaka kryje się na tej małej wyspie. Nikt z nas nie zna tak doskonale historii tego świata. Nie mają zielonego pojęcia o przeszłości i przyszłości, a rezygnują z tak cennego miejsca.
- Chcesz brać udział w czymś wbrew prawu? - zabrzmiało to jak kpina.
- Chcę brać udział w czymś słusznym, czymś co i tak powinno mieć miejsce - spojrzałam przez ramię. Lance również był odwrócony w moją stronę.
- Dobrze. W takim razie jesteśmy wspólnikami - kącik jego ust poszedł delikatnie w górę.
- A można wiedzieć, w jakiej sprawie? Niestety przyszedłem za późno - do naszej rozmowy wtrącił się trzeci głos.
♥
Miałam ochotę kopnąć go między nogi, rzucić o ścianę i zrobić sobie z niego manekina do ćwiczeń z mieczem.
Zapytacie pewnie, na kogo mogłabym się tak zdenerwować?
Nikogo innego, jak naszego durnego gospodarza - króla Tenjina, pfu!
Niespodziewanie wszedł do naszej celi w towarzystwie dwóch ochroniarzy, i starszego kitsune. Ten ostatni, podpierając się drewnianą laską zaraz stanął naprzeciw smoka. Słyszałam jedynie, jak coś mruczał, być może używał zaklęcia.
W tym czasie blondyn kucnął przede mną z wrednym uśmieszkiem na twarzy.
- Warto było się tak do mnie odzywać? - złapał mnie boleśnie za podbródek. Szybko wyrwałam głowę i odwróciłam ją w bok by na niego nie patrzeć.
- Po co ta cała szopka? Powiedz od razu czego chcesz od naszej dwójki, a nie będziesz grał w idiotyczne gierki - mruknęłam. Starałam się dostrzec co z Lancem, ale widziałam jedynie jasną poświatę przez moment.
- Z szacunkiem do korony - Tenjin siłą odwrócił w swoją stronę moja twarz i trzymał boleśnie.
- Korony, która nie należy do ciebie, a do Koori - splunęłam mu w twarz. Odskoczył wściekły i wytarł ją szybko.
- Jak śmiesz, szmato?! - jego laska błysnęła jasnym płomieniem.
- Tylko ją tknij, a się z tobą policzę! - Lance się poruszył i siłą zmienił naszą pozycję. Teraz oboje byliśmy bokiem do władcy i mogliśmy na niego spojrzeć.
- A co mi zrobisz? Według mojego podwładnego - wskazał na starca - jesteś w tej chwili ciągle słaby i bezużyteczny.
- Radzę ci go nie lekceważyć, nawet z chwilowym zanikiem jego mocy - wtrąciłam.
Tenjin spojrzał w moją stronę. Na jego twarzy pojawił się obrzydliwy uśmieszek.
- Nie lekceważę, cukiereczku. Jestem na niego odpowiednio przygotowany, bo na ciebie nie muszę. Jesteś zbyt słaba by w jakikolwiek sposób zagrozić mi, czy moim żołnierzom.
- Skoro tak sądzisz, przecież nie będę podważać twojego braku autorytetu - wywróciłam oczami. Lance cicho prychnął, a do blondaska jakby nie dotarły wszystkie moje słowa, wyprostował się dumnie.
- Mógłbym was tu teraz zabić, ale mam lepszy pomysł.
- Potrzebujesz karty przetargowej - tym razem to Lance zabrał głos. - My za Koori..
- Mała poprawka - pochylił się do niego. - Jedno z was zostanie moją zabaweczką, drugiego wymienię na swoją żonę. Pozostaje wam zgadywać, kto będzie na którym miejscu - puścił oczko i zaczął wychodzić. Reszta świty zniknęła za rogiem razem z nim, a strażnik zamknął kraty.
Zacisnęłam wściekła pięści i kopnęłam w ścianę, którą miałam na wyciągnięcie nogi.
- Spokojnie, właśnie o to mu chodziło - smok zaczął mnie ciągnąć do tyłu.
- Wiem, ale wątpię by tylko tego chciał. Pewnie już posłał kogoś na statek, lepiej żeby nie przyszły im głupoty do głowy..
- Tym bym się nie martwił, będą rozsądni.
Westchnęłam ciężko i zamykając oczy odchyliłam głowę do tyłu. Natknęłam się na smoka, a ponieważ nie wyglądało jakby miało mu to w tej chwili przeszkadzać na moment się tak oparłam. Nawet jego kolczaste naramienniki przestały mi w tej chwili przeszkadzać.
Musiałam się wyciszyć i zacząć spokojnie myśleć.
Najlepiej by było jakbym była w stanie obudzić swoje moce i nas stąd wydostać.
- Chciałbym odpokutować swoje winy, i jedynie przydać się Kwaterze, nie liczę na nic więcej.
- C-Co? - otworzyłam oczy, jak nagle obudzona i się rozejrzałam. - Przepraszam, ale odcięłam się na chwilę. O czym ty mówisz?
- Pytałaś o moje plany na przyszłość. Odpowiadam.
- Naprawdę chcesz teraz do tego wracać? - spojrzałam przez ramię.
- Przerwał nam rozmowę. Ty opowiedziałaś o czymś, co zapewne nie jest dla ciebie wygodne. Dla mnie moja przyszłość to równie ciężki temat.
- Zostałeś wypuszczony z więzienia, wygląda dużo jaśniej, niż jakbyś w nim pozostał.
- Masz rację, ale mimo to wielu wie kim byłem, nie zapomną tego. Sam także muszę z tym żyć..
- Jak ci to wychodzi póki co?
- Chyba nie najlepiej, ponieważ Karuto ciągle eksperymentuje z moim jedzeniem - cicho się zaśmiał, chociaż było to raczej gorzkie. Faktycznie kucharz pomimo neutralnego zachowania bezpośredniego, wyraża w ten sposób swój żal do smoka. - Rozumiem go, tak samo, jak rozumiem ciebie. I to chyba na odkupieniu u twojej osoby mi najbardziej zależy, chociaż to może złe słowo.. - poczułam delikatne szarpnięcie do tyłu, jakby się zgarbił. - Wiem, że pewnie mi się to nie uda, nie liczę na nic specjalnego. Chcę ci jednak udowodnić, że nie jestem już tym potworem sprzed siedmiu lat.
- Dlaczego akurat mi? Nie powinieneś przede wszystkim sobie? - wtrąciłam.
- Ponieważ nikt lepiej nie zauważy jeśli coś pominąłem. W ciągu tych lat nie wyzbyłem się całkowicie siebie. Zmieniłem podejście do jednych rzeczy, tych ważniejszych, ale część została. Jestem spokojniejszy, popracowałem nad tym, ale ciągle mnie irytują różne rzeczy, a to już nie przychodzi tak łatwo. Podejrzewam, że jakby ktoś użył na mnie tego wszystkiego, to Ashkore mógłby wrócić chociaż na moment..
- Właśnie..- zerknęłam przez ramię. - Dlaczego cała Kwatera używa imienia Ash, jeśli chodzi o wojnę? Kto to wymyślił?
- Huang Hua - Lance również spojrzał prostując się. - Uznała, że tak będzie lepiej. Nie chciała aby dzieciaki uczyły się nienawiści do mnie od swoich bliskich. Tak, jak starsi wiedzą o kogo chodzi, tak im ta wiedza ma nie być przekazywana.
- Niby logiczna, ale jednak cenzura - pokręciłam głową.
- Nie wiem czy do końca zrozumiałem to określenie, ale morze trochę słuszna. Publiczny lincz to nie jest najlepsze, co społeczeństwa wymyśliły przez wieki.
- Jak, w takim razie, wyglądały twoje początki, po wyjściu z więzienia? - zaczęłam skubać nogawkę swoich spodni. Przypadkiem dotknęłam swojej nagiej skóry pod nimi i przeszedł mnie dreszcz. Szczerze nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, jak bardzo zimno tu jest. O wiele cieplej niż na dworze, ale temperatura nie rozpieszczała. Żebym tylko nie złapała tu jakiegoś choróbska z tego wszystkiego.
- Jak się domyślasz było wielu przeciwników tej decyzji, ale wszyscy ufają Huang Hua. Zdarzyło się, że ktoś mnie zaczepił na rynku czy w schronisku, ale robiłem swoje. Nie prosiłem się o to, za swoje czyny powinienem zgnić w tej klatce, ale skoro uznała, że jestem potrzebny..
- Skąd to ślepe zaufanie? - zapytałam zawieszając wzrok w martwym punkcie. Zastanawia mnie fakt, że wszyscy tak bardzo ufają fenghuang i nie chcą jej kwestionować.
- Słucham?
- Do naszej liderki. Dlaczego tak bardzo za nią jesteś?
- Ponieważ zobaczyła moją zmianę, chce mojej pomocy, i pierwsza mi zaufała po tym wszystkim. To dziwne?
- Jeśli chodzi o mnie, to mam pewne wątpliwości.
- Rozumiem, i mam nadzieję, że znikną gdy dłużej zaobserwujesz jej pracę. Ona też zmieniła się od tamtych dni. Przez jakiś czas była jedną z najczęściej odwiedzających.. - urwał nagle. - Czy ty i Leiftan..? Jak to wyglądało, jak byliście w Krysztale? Pamiętasz cokolwiek?
Jego nagła zmiana tematu mnie zaskoczyła
- Chciałabym, ale nic z tego - przejechałam dłonią po bucie, jakoś tak odruchowo. Na pięcie poczułam coś w rodzaju metalowego podkucia. Blaszka? Dlaczego wcześniej nie zwróciłaś na nią uwagi, debilko? Zaczęłam przy niej grzebać równocześnie nie ignorując rozmówcy. Wolę nie zapeszać. - To wszystko było jak sen. Pamiętam jedynie, że złapałam Leiftana za dłoń i razem weszliśmy. Potem było światło, a dosłownie chwilę później ból po spotkaniu z twardym podłożem, znowu światło, a na koniec budzę się w przychodni.
- Czyli masz sporą lukę w życiorysie..
- Żeby to pierwszą. Moje życie na Ziemi przepadło, a tutaj nie ma żadnego znaczenia to czego się uczyłam tam. To kolejny ubytek..
- Nigdy nie wiadomo, kiedy życie może nas zaskoczyć - odpowiedział, a ja już prawie urwałam blaszkę. Cholerstwo dobrze się trzyma.
- Może masz rację - szarpnęłam nieco mocniej, i natychmiast pożałowałam. Co prawda blaszkę urwałam, ale głupia rozcięłam sobie dłoń i jęknęłam z bólu.
- Co ty tam wyprawiasz? Czuje, że się ciągle kręcisz - Lance w końcu zwrócił uwagę.
- Zaraz będziemy wolni, jeśli Wyrocznia ciągle czuwa - ignorując lecącą krew, podniosłam kawałek metalu. Nie obyło się bez problemów, ale w końcu zaczęłam trzeć nią linę na swojej piersi.
- Obawiam się, że nie ma jej już tam, gdzie ostatnio - wtrącił. - Nikt ci nie mówił?
- O czym mieli mówić?- rzuciłam jedynie krótko, wolałam skupić się na sznurze.
- Ty i Leiftan zniknęliście w krysztale, a po Kwaterze kręci się mała dziewczynka. Nazwali ją Ophelią, ale w rzeczywistości nikt nie wie kim jest, skąd się wzięła, do nikogo się nie odzywa. Pojawia się i znika, ale jej energia..
- Co z nią nie tak? - ku mojej radości zaczęłam widzieć efekty swojego wysiłku.
- Sam nie byłem wystarczająco blisko, aby to poczuć, ale podobno przypomina właśnie Wyrocznię. Między innymi dlatego mnie ciekawi, czy coś pamiętasz pobytu w krysztale. Może wasza dwójka znałaby kilka odpowiedzi.
- Niestety - zacisnęłam mocno wargi. Jeszcze tylko trochę. - Możesz spróbować szarpnąć ją kilka razy? Może się zerwie..
Jak na zawołanie, Lance zaczął się wiercić i napinać. Nie było to dla mnie zbyt przyjemne, ale skoro jest już naruszona, to może prędzej czy później się uda.
Pękła! Po dobrych kilkunastu minutach tarcia, krwawicy i wiercenia, w końcu mogliśmy się od siebie odsunąć, by następnie wzajemnie uwolnić swoje dłonie.
- Dobrze sobie poradziłaś - niebieskooki spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Ktoś musiał nam uratować tyłki, skoro ty dałeś ciała - puściłam oczko uśmiechając się zadowolona. Byłam z siebie szczerze dumna w tej chwili.
- Nie mów, że nie podobała ci się nasza rozmowa. Przecież było całkiem przyjemnie.
- Przede wszystkim było dziwnie - pomasowałam nadgarstki i podeszłam do krat, by się nieco rozejrzeć. - Jestem skołowana, a to też nie najlepszy moment żeby myśleć o tym wszystkim.
- Jeśli cię to peszy, to możemy o niej zapomnieć - czułam, że Lance stanął tuż za mną. - Byłem jednak całkowicie szczery..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz